Jako młodzi rodzice przykładamy ogromną uwagę do tego, w jakim środowisku dorasta nasz pierworodny. Żonka dba o jego zdrowie i oczywiście go stroi, mnie bardziej interesują zabawki i wszelkiego typu gadżety. Sprawa krzesełka do karmienia zaintrygowała nas jednak w równym stopniu. Wybór jest ogromny, dlatego już dwa tygodnie temu zaczęliśmy się interesować tematem.
od krzesełek przenośnych i różnego rodzaju nakładek, do krzeseł pełnowymiarowych,
od plastikowych, poprzez drewnopochodne, do solidnych - drewnianych,
od tych o stałej wielkości, do rosnących wraz z dzieckiem.
Słowem, jest się nad czym zastanawiać.
Nasze mieszkanie ma salon z aneksem kuchennym, więc zależało nam na czymś estetycznym, co nie będzie wyglądało jak ogromna, pstrokata zabawka, a bardziej jak ciekawy mebel. Chcieliśmy też, żeby mebel ten nie trafił za kilka miesięcy do garażu, jak większość przeterminowanych, dziecięcych rzeczy, bo po upchnięciu gondoli z wózka Mutsy Evo, kończy nam się tam już miejsce.
Estetyczne, bezpieczne i na lata, czyli musi też być trwałe. No i nie może kosztować majątku, bo nawet miłość rodzicielska ma swoje granice (finansowe).
Od początku odpadły więc wszelkie plastikowe dziwolągi, bo są najzwyczajniej w świecie brzydkie i nic mnie nie przekona, że jest inaczej. Swoją drogą, nie wiem dlaczego akcesoria dla dzieci produkuje się w paskudnych, pstrokatych kolorach? Czyżby producenci uznali, że nie powinniśmy wyrabiać w naszych pociechach wrażliwości estetycznej?
Szybko przykuło naszą uwagę krzesło Stokke Tripp Trapp.
Szukając łóżeczka czy wózka natknęliśmy się na produkty tej firmy. Jednak nie udało nam się ich do tej pory sprawdzić, bo poprzednio wybieraliśmy tańsze rozwiązania: wspomniany wózek Mutsy Evo i wspaniałe łóżeczko Pinio Mini.
Tym razem cena nie była aż tak nieosiągalna, chociaż za powyższy zestaw i tak trzeba zapłacić ponad 1000 zł, czyli całkiem nie mało. Przez klika dni sprawdzaliśmy alternatywne opcje, jak np. Danchair, które jednak wygląda na mniej wygodne, poza tym jest dostępne wyłącznie w smutnych “dorosłych" kolorach i w ogóle wygląda na podróbę Stokke.
Nasza decyzja siłą rzeczy padła na krzesełko Tripp Trapp w ognistym - jak temperament naszego małego Zbynia - kolorze Lava Orange.
Na decyzji jednak się nie skończyło, gdyż okazuje się, że dobre (i drogie) produkty nie są zbyt łatwo dostępne w naszym wspaniałym kraju raju. Ale o tym jutro…