Łatwe profity
Bo to jest tak - jedni są sprytniejsi, inni nie, i ci sprytniejsi zazwyczaj zyskują na słabszych skillsach tych innych. A zaczęło się niewinnie...
Jako że Politechnika wymaga na zaliczenie, aby uczniowie mieli pozaliczane kursy/szkolenia z dziedziny wiedzy bibliotecznej, czy jakiegoś innego gówna to wypadałoby to zrobić w terminie. No chyba, że chce się mieć kłopoty "z prawem". Ja czasem wolę zrobić coś przed terminem, ale zazwyczaj mi to nie wychodzi, więc planuje wszystko trochę wcześniej. Wyjątkowo szybciej udało mi się zacząć robić te parszywe kursy na zaliczenie i dzięki temu miałem obcykane co i jak trzeba kliknąć oraz gdzie wejść żeby było cacy. Do zaliczenia danych kursów, oczywiście nie posiadając żadnej wiedzy i żeby się przy tym nie spocić, potrzebna jest minimalna wiedza informatyczna. Dobrze się złożyło że takową posiadam i dobranie się do kodu źródłowego nie było większym problemem. Kilka prostych sztuczek pozwoliło mi rozwiązać niezbyt przydatny quiz zaliczający. Jeszcze wtedy nie wiedziałem że te kilka prostych sztuczek pozwoli mi troszkę zarobić...
Pewnego dnia zadzwonił do mnie mój dobry kolega z liceum
- E Wątły, zaraz kończy się termin a ja nie wiem o co kaman i... jaktosierobi wogule?
(cisza)
-Płacę alkoholem, bo tylko to mam.
-Hah, dobra!
Akurat zbierało się na imprezę w rodzinnym miasteczku, a ja jak zawsze jestem spłukany i nie będę miał za co pić. Zgodziłem się od razu. Nawet nie musiałem się zastanawiać jak zarobić i się nie narobić. Samo przyszło. Poklikałem, poczarowałem i pół litra na dwóch wpadło. Dobry deal.
Tydzień po tej całej sprawie kumpel napisał znowu, pytając czy mogę zrobić to samo dla jego kolegi. Odpowiedź była oczywista bo zrobienie tego kursu to dla mnie bułka z masłem.
Potem sprawy potoczyły się gładko. Gościu się do mnie zgłosił, ustaliliśmy cenę (4 piwka*) i przekazał mi kody. Ja natomiast zrobiłem mu te testy tego samego dnia i umówiliśmy się na przekazanie zapłaty. Umówionym miejscem było boczne wejście pewnego budynku. Dla pewności wziąłem jego numer telefonu, w razie gdybym nie mógł go znaleźć.
Nazajutrz po zajęciach wybrałem się w umówione miejsce żeby odebrać zapłatę, ale nie widziałem tam żadnego gościa. Pomyślałem sobie żeby do niego zadzwonić... DAMN. Zapomniałem telefonu. W takiej sytuacji nie zostało mi nic innego jak kręcić się w tym miejscu szukając kogoś podejrzanego. W pewnym momencie zza rogu wyłonił się dobrze zbudowany jegomość w czarnym płaszczu, trzymający torbę. Pomyślałem sobie "jak to nie on, to więcej nie umawiam się na takie interesy". Podchodzę do niego i pytam: -To ty?, a on mi na to -No ja... i po zmierzeniu mnie wzrokiem, przekazał torbę odchodząc i znikając w ciemnym zaułku. Na mojej twarzy wymalowało się tęgie zaskoczenie, ale i radość z najłatwiej w życiu zarobionych piwek.
Ta historia nauczyła mnie, że zawsze lepiej jest umieć wszystkiego po trochu, bo potem można się tego douczyć do perfekcji, niż umieć tylko kilka rzeczy i nie potrafić odnaleźć się w nowych sytuacjach
Wątły
*Nie wiem czemu na studiach walutą jest alkohol
















