Nowy rok, nowy ja? Nic z tych rzeczy. Luty powoli dobiega końca, a posta ze stycznia jak nie było tak nie ma. Oczywiście same playlisty leżą już sobie te trzy tygodnie, ale jak zwykle nie chciało mi się nic pisać. Ale w końcu kto powiedział, że w prowadzeniu bloga chodzi o pisanie? Poza tym wciąż pozostaję wierny zasadzie "weź se przejrzyj i jak coś Ci się spodoba, to sięgnij po cały album". Jedyną zmianą jaką zobaczycie, to zamiast wielkich zasobo- i miejsco-żernych playerów wstawiłem buttony z linkami oraz postanowiłem zrobić ukłon w kierunku tych, którzy korzystają z serwisu Tidal. I po raz kolejny zauważam, że czego by nie twierdziły cyferki podawane przez inne serwisy streamingowe, to przy przerzucaniu playlist ze Spotify na Deezera/Tidala zawsze są jakieś braki. W tym miesiącu uczulam szczególnie, bo brakuje m.in. znakomitego albumu Jesu/Sun Kil Moon, którego żal przegapić.
A przegapić można było dość łatwo, bo początek roku upłynął niestety pod znakiem śmierci Davida Bowiego. Jego pożegnalny album "Blackstar" to absolutny mus. Na szczęście płyta broni się sama i bez łatki "ostatniego albumu legendy". Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał to polecam. Z pozostałych krążków, które wpadły mi w ręce zdecydowanie warto drugi krążek Savages pt. "Adore Life" - porządna dawka gitarowego grania. Zwolennicy nieco łagodniejszego traktowania strun powinni poczuć się usatysfakcjonowani propozycją Daughter - moim zdaniem znacznie lepsza i dojrzalsza propozycja niż debiut. Kolejną płytę z klasą nagrali Tindersticks, ale oni raczej nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Fani fortepianu powinni sięgnąć po "The Blue Hour" Federico Albanese, a Ci poszukujący bardziej eksperymantlnych i mrocznych dźwięków po Roly'ego Portera ("Third Law" jest płytą znakomitą!). Sprawdźcie też Suicide Songs od Money oraz jak radzą sobie w 2016 roku Massive Attack (wg mnie bez szału, ale też i bez wstydu). Poza tym jeszcze kilka płyt, których nie chce mi się już wymieniać z nazwy, ale zdradzę, że czai się tam gdzieś córka Willa Smitha - nie mogłem się oprzeć, żeby jej nie sprawdzić.
Ostatnia część z nową muzyką ad 2015. Tym razem resztki, które nadrabiałem już w styczniu. Pewnie jest jeszcze mnóstwo świetnych płyt, które mnie ominęły, ale cóż... może wpadną mi w ręce przy innej okazji.
Nowy rok, stare nawyki. Nowej muzyki jeszcze nie pojawia się zbyt wiele, ja wciąż nie doszedłem do siebie po długiej świątecznej przerwie, wciąż zastanawiam się co nowego nowego mógłbym tu zrobić nowym roku, ale póki co ostatnie playlisty z 2015 lądują na stronie. Będą też podsumowania. Kiedyś. Pewnie w lutym ;)
Nadspodziewanie szybko i dość obszernie w tym miesiącu. Wszak do końca roku już niedaleko i przydałoby się nadrobić trochę zaległości. W przeciwieństwie do wielu portali, które już wczoraj opublikowały swoje roczne podsumowania, tutaj takowe może pojawić się najwcześniej pod koniec stycznia ;) A póki co listopad. Enjoy.