Polecanka: Masz w ustach natręta! [http://biz.blox.pl]
Dzisiaj polecam Wam notkę o drażniących manierach w komunikacji oralnej: Masz w ustach natręta! (bardzo lubię, gdy na tematy związane z językiem wypowiadają się niespecjaliści [osoby niebędące językoznawcami] – okazuje się, że mówienie o języku jest potrzebne nawet laikom, bo wszyscy się językiem posługujemy – a wydaje się, że łatwiej mówić o języku niż o prawach fizycznych, które przecież też dotyczą nas wszystkich).
Autor pisze o kilku zjawiskach, które zauważył w języku mówionym:
1. zakańczaniu zdania wyrazem tak (bądź jego odpowiednikiem w innym języku) w formie pytającej, np. Idziemy dzisiaj do kina, tak?,
2. używaniu eufemistycznych „przecinków” typu motyla noga, psia kostka,
3. używaniu wulgaryzmów jako przerywników wypowiedzi, np. Byłam wczoraj, ku*wa, na bazarze i chciałem sobie, ku*wa, kupić spodnie, ale nic, ku*wa, nie mieli w moim rozmiarze.
4. przerywaniu wypowiedzi przedłużoną artykulacją głoski (najczęściej będącej realizacją fonemów [i] lub [y]; przy czym obecnie [y] jest uważane za wariant [i]), Bo wiesz, yyy, strasznie nie podobała mi się ta sztuka, ale jeśli chcesz, to, yyy, możemy pójść na następną, może, yyyy, może będzie lepiej.
Zgadzam się z autorem notki, że tego typu przerywniki bywają drażniące i osoba, która mówi zawodowo (jest nauczycielem, politykiem, dziennikarzem radiowym/telewizyjnym) powinna kategorycznie się ich wystrzegać. Co natomiast ze zwykłymi użytkownikami języka? Na pewno nie wrzuciłabym wszystkich wymienionych wyżej zjawisk do jednej kategorii.
W przypadku pierwszej tendencji ujawnia się funkcja fatyczna takich jednostek językowych jak tak? czy prawda? (tej drugiej używałam kiedyś bardzo często). Celem zamykania zdań w ten sposób jest wymuszenie na odbiorcy reakcji – kiwnięcia głową, zaprzeczenia, mruknięcia „mhm” – bo dzięki temu podtrzymywany jest kontakt. Kiedy na zajęciach dostaję słowotoku, a prowadzący/prowadząca tylko na mnie patrzy i nie daje żadnych sygnałów, zaczynam czuć się niepewnie. Nie wiem wtedy, czy mówię dobrze, czy może plotę androny, więc czasem dodaję „czy się mylę?”, „prawda?”, „tak?”. Oczywiście – jak zauważa autor notki – często jest to po prostu bezmyślnie kopiowana fraza, wyraz modny (jak aplikacja zamiast podania, posiadać zamiast mieć, ogarniać zamiast pojmować itd.). Zwracam jednak uwagę, że o ile kolejne punkty spokojnie kwalifikują się do rugowania, tak? bywa przydatne.
W przypadku drugim i trzecim mamy – jak mi się zdaje – do czynienia z ekspresywizmami. Wypowiedź, w której pojawiają się takie przerywniki, nieważne, czy w formie złagodzonej (eufemizmy typu psia kostka), czy nie (wulgaryzmy), jest wyraźnie bardziej nacechowana emocjonalnie niż wypowiedź, w której tego typu jednostki się nie pojawiają. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że to, o czym mówi nadawca wplatający w swoją wypowiedź przerywniki, ma dla niego duże znaczenie. Taka byłaby funkcja systemowa. Możemy się jednak zetknąć z osobami, które „tak mają” – każdą swoją wypowiedź okraszają tego typu frazami. Ja skłaniałabym się ku tezie, że jest to właściwość idiolektalna, jednostkowa, ew. socjolektalna (w obrębie pewnej grupy). Wiem, że np. młodzież często przeplata swoje wypowiedzi wulgaryzmami, ale nie widzę w tym żadnego celu komunikacyjnego (poza identyfikacją z grupą i kontestacją normy, ale nie ma to żadnego związku z przedmiotem wypowiedzi, to raczej styl komunikacyjny całej grupy).
Jeśli chodzi o przerywniki będące przedłużaną artykulacją jakiejś głoski bądź frazą pozbawioną znaczenia, to jedno z wyjaśnień znajduje się w komentarzu (autor: original_replica) pod polecaną notką:
Złośliwi mówią, że wolno pracujący mózg potrzebuje takiego jałowego biegu (tak, yyyy, k..a), żeby mu się literki w odpowiednią stronę brzuszkami poukładały.
źródło: http://biz.blox.pl/2013/11/Masz-w-ustach-natreta.html
Wydaje mi się, że takie przerywniki pojawiają się w wypowiedziach osób: a) źle przygotowanych do wystąpienia – począwszy od kwestii merytorycznych, a skończywszy na rozplanowaniu wystąpienia w czasie i przećwiczeniu go w domu (o czym wiele osób zdaje się zapominać), b) zdenerwowanych.
Na każdych studiach powinien być krótki kurs oracji. Człowiek z wyższym wykształceniem musi umieć wyrazić swoje myśli/poglądy zarówno w mowie, jak i w piśmie. Egzamin licencjacki/magisterski to za mało! Ja czuję się zupełnie nieprzygotowana do takich wystąpień referat (a więc i prezentacja swojego pomysłu w pracy, strategii itd.), bo jest tego na studiach za mało (na szczęście moja promotor kładzie na referowanie bardzo duży nacisk).