“Nagle zostaję pokonana
Roztapiam się jak zachodzące słońce
Jak łódka w nicości
Bo zmuszasz mnie do odejścia.”
Tydzień minął w szybkim tempie.
Zżółkłe liście tańczyły w powietrzu, unoszone przez chłodny, jesienny wiatr, a roześmiane dzieci prześcigały się na ulicach, goniąc za nimi z beztroską. Kolorowe szaliki kołysały się lekko w takt ich pośpiesznych kroków, jednocześnie oplatając ciasno szyję. Wieczory przychodziły coraz szybciej, z każdym nowym dniem skracając jego długość. Wszędobylskie uczucie przemijania, wdzierało się nieubłaganie pod płaszcze przechodniów.
Sakura zdołała całkowicie dojść do siebie. Już nie czuła na swoich plecach oddechu wroga, a w jej duszy zapanował upragniony spokój. W całej Wiosce Ukrytej w Liściach znowu było bezpiecznie i nareszcie mogła powrócić do niej dawno niewidziana harmonia. I tak jak do domu wraca stęskniony mieszkaniec, tak i ona wróciła na swoje miejsce, wypędzając niepewność i lęk.
W ciągu tych kilku dni, Tsunade zdążyła wygłosić oficjalne przemówienie, w którym uhonorowała Sasuke za zabicie groźnego przestępcy, jakim okazał się być Danzo. Opowiedziała też kolejno o zajściach, które miały przez niego miejsce - o zaplanowanej masakrze Uchiha, o knuciach przeciw niej, potajemnej organizacji, którą prowadził, o porwaniu oraz całej reszcie wydarzeń, które przytrafiły się w ich następstwie. Nie chciała niczego ukrywać przed mieszkańcami, twierdząc, że każdy z nich ma prawo wiedzieć co tak naprawdę działo się w ich rodzinnej Wiosce. Przy okazji publicznie przeprosiła Suigetsu i Juugo oraz uznała, że Karin Uzumaki nie będzie dłużej ścigana za dawne przewinienia, dzięki temu, że dobrowolnie oddała się w ręce ANBU i pragnęła pomoc. Na koniec Hokage dodała, iż niemal każdy ninja z Konohagakure zostanie przesłuchany, w celu ustalenia, czy nie współpracował z nieżyjącym Shimurą, a Starszyzna Konohy zostanie odwołana ze stanowiska.
Sakurę cieszył taki rozwój sytuacji. Wreszcie każdy mieszkaniec Liścia mógł wiedzieć jak było naprawdę. Teraz spoglądali na Sasuke z podziwem, a nie niechęcią, jak to bywało niejednokrotnie wcześniej. To samo tyczyło się Suigetsu i Juugo – dawne winy zostały im zapomniane i tak naprawdę dopiero teraz mieli szansę zacząć życie od nowa.
Gdy jak każdego niedzielnego ranka przekroczyła bramę cmentarza, od razu skierowała się w miejsce spoczynku członków klanu Uchiha. Ściskając w dłoni świeżą wiązankę, bez wahania zbliżyła się do grobu Itachiego – być może jej zachowanie mogło być niezrozumiałe dla kogoś postronnego, ale ona czuła wewnętrzną potrzebę złożenia mu kwiatów. Tym bardziej teraz, kiedy po latach sekretów ujawniono kim był tak naprawdę. Jednakże, gdy była już całkiem blisko, zauważyła coś niecodziennego, coś czego nie widziała tu nigdy wcześniej.
Grób był posprzątany, na jego płycie spoczywał sporych rozmiarów bukiet białych lilii. Z zaskoczeniem przystanęła i zaczęła się im przyglądać. Nie miała żadnych wątpliwości, co do tego kto był za to odpowiedzialny. Uśmiechając się łagodnie pod nosem, złożyła obok własną wiązankę, będąc pewną, że już po raz ostatni. Wreszcie jego ziejąca pustką mogiła miała kogoś, kto o nią dbał. Kogoś, kogo potrzebowała bardziej, niż obcej dziewczyny.
Teraz o Itachiego troszczył się jego ukochany, młodszy brat.
Z ciepłem w sercu przeszła do innego zakątka cmentarza - do swoich rodziców. Znowu mogła skoncentrować się tylko na nich, nie mając już żadnego innego powodu, by przychodzić na cmentarzysko. Teraz wszystkie pomniki miały kogoś, kto je doglądał i żaden z nich nie był już pomijany. Mogła przestać kupować dwie wiązanki, mogła... odpuścić.
Ocierając łzy, które wezbrały w jej oczach z przyczyn niejasnych nawet dla niej samej, pochyliła się nad dwoma nagrobkami. „Kizashi i Mebuki Haruno”. Nagłe chrząknięcie, które usłyszała gdzieś za sobą, spowodowało, że zesztywniała. Odwróciła głowę w tamtym kierunku, jednocześnie odrywając palce od zimnej płyty.
Uzumaki stała oparta o samotne drzewo, które rosło pośrodku nekropolii. Patrzyła na nią zza czerwonych okularów, z miną nie wyrażającą żadnych emocji. Napotykając czujny wzrok Sakury, powoli oderwała się od drewnianej podpórki i zbliżyła w jej stronę. Na moment wbiła w oczy w dwa pomniki, nad którymi tamta pochylała się jeszcze przed chwilą.
- Wiedziałam, że Cię tu zastanę.
W pierwszej sekundzie Haruno chciała zapytać skąd. Szybko zrezygnowała, przypominając sobie, że skoro Karin śledziła ją przez okrągły rok, to musiała doskonale znać każdy jej zwyczaj, także i ten, który przyprowadzał ją tu co niedzielę.
- Co Cię sprowadza? - zapytała więc zamiast tego.
Zmarszczyła brwi, widząc nagłe zmieszanie na twarzy czerwonowłosej.
- Właściwie... właściwie, to sama nie wiem. Po prostu zaraz wynoszę się z Konohy, dlatego... Eh, spędziłam tu ponad dwanaście miesięcy, a nawet nie mam się z kim pożegnać. To beznadziejne.
Oczy Sakury rozszerzyły się ze zdumienia - Karin przyszła do niej, ponieważ czuła się samotna!
Przez chwilę zastanawiała się co z tym faktem począć. Przecież tak naprawdę, to między innymi przez tę kobietę jej przyjaciele i ona sama była w niebezpieczeństwie. To właśnie jej wzrok czuła na plecach za każdym razem, gdy wydawało jej się, że ktoś ją śledzi. Jednak...
Westchnęła i położyła wiązankę na grobie rodziców. Następnie ze zdecydowaniem chwyciła przygnębioną dziewczynę pod łokieć i pociągnęła w kierunku wyjścia.
- Chodź. Odprowadzę Cię do bramy.
W oczach Karin dojrzała zszokowanie. Najwyraźniej nie spodziewała się takiej propozycji ze strony praktycznie obcej osoby. Niemniej, coś przywiodło ją właśnie do Sakury, jakiś impuls, który podpowiadał jej, że jako jedyna jej nie odtrąci. Jak widać, nie pomyliła się.
Uśmiechnęła się pod nosem i kiwnęła głową.
Idąc ramię w ramię w milczeniu, opuściły teren cmentarza i skierowały się w kierunku wyjścia z Wioski. Choć pomiędzy nimi panował pewien dystans, to mimo to nie czuło się wcześniejszej wrogości. Każda z nich kroczyła pewnie, patrząc w przestrzeń przed sobą, a gdzieś po ich ustach błąkały się niewyraźne uśmiechy.
Ciszę postanowiła przerwać dopiero różowowłosa:
- Jesteś pewna, że chcesz odejść? Teraz, kiedy nie jesteś już poszukiwana, mogłabyś zacząć tu nowe życie.
- Tak jak Sasuke, Suigestu i Juugo? - jej towarzyszka prychnęła – Nie, to nie dla mnie! Ta Wioska nie jest dla mnie.
- Jak możesz być tego taka pewna? Nie będziesz wiedzieć, dopóki nie spróbujesz.
Karin ponownie zapatrzyła się w przestrzeń, a jej twarz lekko spochmurniała.
- Jest coś, czego nie chciałabym oglądać w przyszłości. A wiem, że musiałabym, gdybym zdecydowała się tu jednak zostać.
Sakura, która obserwowała ją z ukosa, również przeniosła spojrzenie przed siebie. Dobrze wiedziała co ma na myśli. Mimo, iż nie miały okazji się bliżej poznać, widziała jak zmienia się jej twarz, gdy mówiła o Sasuke. Po tym względem niewiele się od siebie różniły - obie były idiotkami, pragnącymi zdobyć miejsce w jego sercu. Tyle, że Karin postanowiła przestać żyć tą naiwną nadzieją, odchodząc jak najdalej od miejsca, gdzie znajduje się Uchiha. A ona... ona wciąż dobrowolnie trwała w tej beznadziei, skazując się na wieczne cierpienie. To na co nie chciała patrzeć w przyszłości Uzumaki, to Sasuke u boku innej kobiety, a prędzej czy później musiałoby to nastąpić. Chciała odciąć się od tego zawczasu, uciekając od swoich uczuć.
- Rozumiem - odparła krótko.
Poczuła na sobie spojrzenie czerwonowłosej. Ze zdolnościami Sensora, także musiała doskonale wiedzieć o jej uczuciach. Tak więc obie zdawały sobie sprawę, że w zasadzie są tak jakby rywalkami - rywalkami o serce tego samego mężczyzny.
Karin uśmiechnęła się pod nosem.
- Że też akurat Ty mnie odprowadzasz - rzuciła z rozbawieniem - Nie sądziłam, że kiedykolwiek Cię polubię...
Kąciki ust Sakury drgnął ku górze, choć brwi pozostawały zmarszczone.
- Jak widać życie bywa cholernie przewrotne.
Uzumaki zaśmiała się, lecz w tym śmiechu była pewna nutka goryczy, której Haruno nie potrafiła zrozumieć. Jej gorączkowe rozmyślania przerwał dopiero poważny ton głosu dziewczyny – po wcześniejszym rozbawieniu nie było już ani śladu.
- Sakura... Nie chowaj do mnie urazy, za to wszystko co Wam zrobiłam. Nie chcę odchodzić, zostawiając za sobą niepozamykane wątki. Chcę... chcę mieć czystą kartę, rozumiesz?
Brwi Sakury uniosły się z zaskoczenia. Karin nie wydawała jej się typem kobiety, która przeprasza. A jednak czekała na jej odpowiedź, wydając się być przy tym lekko niepewną.
- Już zapomniałam - odpowiedziała po prostu.
Zamilkły. Kiedy ponownie na siebie spojrzały, stały naprzeciw siebie już przed Bramą Liścia.
- To nic takiego. I tak nie miałam nic lepszego do roboty.
- Karin - głos Haruno spoważniał. Przez moment w jej oczach widniało wahanie – Dlaczego... dlaczego przyszłaś akurat do mnie? Dlaczego nie do Suigetsu, Juugo czy do Sasuke?
Uzumaki spuściła głowę i zapatrzyła się w ziemię nad swoimi stopami. Gdy ponownie uniosła spojrzenie czerwonych oczu, widać było w nich sympatię, pomieszaną z bólem.
- Ja i ich trójka nie mamy ze sobą już nic wspólnego. W końcu to zrozumiałam i pogodziłam się z tym. Jeszcze rok temu, byłam rozżalona i zdeterminowana zrobić wszystko, aby odzyskać zespół. Równie mocno co Ty i Naruto chcieliście Sasuke w Wiosce, ja chciałam by z niej odszedł i byśmy ponownie tworzyli ekipę, a może... może i coś więcej. Wiem, że wiesz co mam na myśli. Ale kiedy zobaczyłam jak śpieszy Wam na ratunek tego dnia, gdy zabił Danzo... wtedy zrozumiałam, że tak naprawdę nigdy nie byliśmy prawdziwą drużyną. Byliśmy tylko namiastką, nigdy nie zdolną w pełni zastąpić mu tego, co łączyło go z Tobą i z blondynem. Od tamtej pory wiem, że ja i oni już nigdy nie będziemy ze sobą powiązani w żaden możliwy sposób. Oczywiście mogłabym zostać, tak jak Juugo i Suigetsu spróbować żyć tutaj, ale... już Ci mówiłam, że nie chcę oglądać czegoś, co mnie rani. Muszę poszukać swojego miejsca gdzieś indziej. Ale to właśnie dzięki temu, że Ci zaufałam i zgłosiłam się do Tsunade, mogę to zrobić z czystą kartą, nie musząc się ukrywać. To dlatego przyszłam właśnie do Ciebie. No i może jeszcze dlatego, że jesteśmy do siebie trochę podobne, prawda?
Sakura z powagą słuchała słów Uzumaki. To co mówiła bez wątpienia było szczere i płynęło z serca. Nie prosiła jej o tak szczegółowe wyjaśnienia, jednak ona z jakichś względów uznała, że jej się należą. Kiedy padło ostatnie zdanie, obie lekko się do siebie uśmiechnęły.
Wyciągnięta ręka zawisła w powietrzu między nimi. Czerwonowłosa przyglądała się jej przez dłuższą chwilę, aż w końcu odwzajemniła gest. Ich dłonie złączyły się ze sobą w mocnym uścisku.
- Tobie również. Myślę, że przyda Ci się równie mocno co mnie, chociaż... możesz jeszcze nie wiedzieć, jak wielka z Ciebie szczęściara.
To powiedziawszy, Karin wyswobodziła dłoń, a następnie odwróciła się i ruszyła przed siebie z plecakiem przerzuconym niedbale przez ramię. Sakura patrzyła na jej oddalającą się sylwetkę, w głowie rozmyślając nad sensem jej ostatnich słów. Pomimo starań, nie zdołała ich pojąć.
Po ponad tygodniowej przerwie, którą zarządziła jej Tsunade, nareszcie wróciła do pracy w szpitalu. Znowu była zabieganą Panią Doktor, ale absolutnie nie narzekała na swój los - lubiła tę pracę, poza tym dzięki niej zapominała o samotności, która czekała na nią w pustym domu. Wszystko wydawało się wracać do normy, a koszmarne wydarzenia, których była częścią, powoli opuszczały jej umysł - chciała, aby jak najszybciej schowały się do kufra z napisem „Zapomniane”, a ona nareszcie będzie miała szansę zatrzasnąć jego ciężkie wieko.
Pewnego wieczoru, wracała pośpiesznie do domu po ciężkim dniu pracy w szpitalu. Z zachmurzonego nieba spadało coraz więcej deszczowych kropel, powoli przemaczając jej włosy i ubrania. Nie było w tym nic dziwnego – w jesienną porę często zdarzały się przelotne deszcze, które rosiły Konohę lekkim kapuśniaczkiem. Naciągnęła na głowę kaptur i czym prędzej skręciła w róg jednej z ulic. Już tylko kilkadziesiąt metrów dzieliło ją od domu! Jakież było jej zdziwienie, kiedy omal nie zderzyła się z kimś nadchodzącym z naprzeciwka.
- Suigetsu? - zdumiała się, przystając zaraz przed chłopakiem.
Mężczyzna uśmiechnął się do niej, ukazując ostre jak brzytwa zęby. Miał na sobie ciemny płaszcz przeciwdeszczowy i kaptur naciągnięty na głowie w podobny sposób co ona.
- Sakura! Tak myślałam, że musisz być w szpitalu albo z niego wracać!
- Oh, skąd to wiedziałeś?
- Byłem u Ciebie, ale Cię nie zastałem, dlatego miałem do wyboru tylko te dwie opcje.
Podparła się pod boki, a na jej usta wstąpił lekki grymas.
- Dlaczego nie założyłeś, że mogę być gdzieś jeszcze? Czy uważasz, że nie posiadam żadnego życia towarzyskiego? - zapytała, celowo się z nim drocząc.
Jedna z jego brwi uniosła się do góry. Spojrzała na niego uważniej, nagle tracąc całą pewność siebie.
- Co jest? Dlaczego tak na mnie patrzysz...?
- Nic, nic! Ale skoro o życiu towarzyskim mowa, to muszę Ci wyznać, że ku szoku mojego i Juugo, Sasuke również zaczął je posiadać!
- Normalnie - na jego usta wstąpił dziwny uśmieszek - Chłopak chyba się zakochał!
Dziewczyna poczuła jak jej tętno natychmiast przyśpiesza. Przełknęła ślinę, momentalnie czując jak w gardle staje jej wielka klucha.
Mężczyzna z zadowoleniem przyglądał się jej twarzy.
- W Karin. Odkąd ponownie wróciła do Konohy i zamieszkała u nas, stali się niemal nierozłączni. Ah, Ci zakochani!
Spuściła wzrok, wbijając go w czubki swoich butów. Podniosła go dopiero po dłuższej chwili.
- I to po mnie szukałeś? - zapytała cicho - Żeby mnie o tym poinformować?
- W takim razie wielkie dzięki, ale... muszę iść.
Wyminęła go i bez słowa pożegnania ruszyła szybkim krokiem w stronę domu. Suigestu podrapał się po głowie, patrząc ze skołowaniem na jej oddalające się plecy.
- Może jednak przesadziłem...?
Niemal wbiegła do domu. Zatrzaskując głośno wejściowe drzwi, skierowała się prosto w stronę schodów na parter. Nie dbała nawet o to, że na stopach wciąż miała zabłocone buty, a jej ubrania całkowicie przemokły od deszczu. Nie dbała o to, ani o nic innego!
Zaciskając usta w cienką linię, wyciągnęła plecak z jednej z szafek i zaczęła upychać do niego najpotrzebniejsze rzeczy. Podchodząc do komody przy łóżku, na moment zagapiła się na drużynowe zdjęcie, które stało na jej blacie. Szybko odwróciła wzrok, bojąc się, że nie powstrzyma emocji, które ogarnęły jej zbolałe serce. Zaczęła pakować ubrania jeszcze pośpieszniej.
Kilkanaście minut później, stała już przed wejściem do kulistego budynku administracyjnego. Westchnąwszy, przekroczyła je i skierowała się prosto ku schodom na piętro. Szybko znalazła się pod dobrze znanymi sobie drzwiami, dlatego uniosła dłoń i cicho w nie zapukała.
Piąta jak zawsze siedziała w fotelu i czytała jakiś dokument. Widząc w progu swojego gabinetu całkowicie przemoczoną Haruno, natychmiast odłożyła go na bok i gestem dłoni nakazała jej podejść.
Dziewczyna uśmiechnęła się blado, niedbale odgarniając z twarzy mokre kosmyki włosów. Zapatrzyła się gdzieś w bok, starając się unikać czujnego spojrzenia dawnej mentorki.
- Chciałam prosić Czcigodną o... o pozwolenie na opuszczenie Wioski.
Usta Tsunade uchyliły się z szoku. Dopiero teraz zdołała się dostrzec ramiączka plecaka, który jak gdyby nigdy nic spoczywał na plecach uczennicy.
- Co takiego?! - wykrzyknęła nieco głośniej, niż planowała - Dlaczego mnie o to prosisz?!
Sakura westchnęła, jakby przewidując taką reakcję ze strony kobiety.
- Pamięta Tsunade naszą rozmowę po moim powrocie z Krainy Fal? Powiedziałam, że zaproponowano mi pracę Ordynatora tamtejszego szpitala, ale nie jestem nią zainteresowana. Przemyślałam to i chciałabym jednak spróbować. Już podjęłam decyzję.
- Ale... ale dlaczego tak nagle? Przecież jeszcze dzisiaj byłaś w szpitalu i nie wspominałaś mi nic o swoich planach! A teraz wpadasz tu znienacka, zmokła jak kura i tak po prostu mówisz mi, że odchodzisz do Krainy Fal?!
- Lady Tsunade, wiem, że to dość niespodziewane, ale musisz się zgodzić. Muszę to zrobić, inaczej zwariuję tu... zwariuję przez to, że nie spróbowałam. Błagam, pozwól mi.
Hokage z niedowierzaniem przyglądała się niecodziennej determinacji, wypisanej na twarzy dziewczyny. Nigdy wcześniej nie miała do niej tak poważnej prośby i nie zachowywała się w tak nieroztropny sposób! Co tak nagle mogło spowodować to dziwaczne zachowanie? Jednakże... nie mogła jej niczego zabronić. Sakura była dla niej jak przyszywana córka, ale nie ważne jak mocno chciałaby ją przy sobie zatrzymać, nie miała do tego żadnych praw.
Haruno na sekundę podniosła spojrzenie. Dobrze rozumiała co oznacza te pytanie – zgodę.
- Mam tam kilku znajomych. Jestem pewna, że chętnie mnie przyjmą, przynajmniej na początku, dopóki nie znajdę czegoś własnego.
Kobieta za biurkiem zmarszczyła brwi, opierając brodę na splecionych dłoniach.
- Dlaczego? - jej ciche pytanie sprawiło, że Sakura zacisnęła usta, nie chcąc by widziała jak drży jej podbródek – Dlaczego tak nagle...? Dlaczego śpieszy Ci się do tego stopnia, że jesteś zdeterminowana odejść bez pożegnania z najbliższymi przyjaciółmi, bez przygotowania, w deszczu późnym wieczorem? Odpowiedź, a potem jesteś wolna.
- Ja... ja nie chcę sobie tego utrudniać. Chcę odejść, więc dochodzę i nie muszę się z tego nikomu tłumaczyć. Może kiedyś Lady Tsunade zdoła mnie zrozumieć i mi to wybaczyć.
Po opuszczaniu budynku, przystanęła w miejscu i zadarła głowę góry. Niebo robiło się coraz ciemniejsze, upuszczając w dół deszczowe krople jakby z niewidzialnej konewki. Z niezdecydowaniem zerknęła sobie przez ramię – czy po raz ostatni przekroczyła próg budynku za sobą? Czy to naprawdę ostatni deszcz, który przemoczył ją w rodzinnej Wiosce? Spuszczając nisko głowę, ruszyła w kierunku bramy Konohy, zupełnie jak gdyby pod jej stopami płonął ogień.