Magiotwórstwo najwyższej próby
"Rozjemca" w dorobku Sandersona stanowi powieść potwierdzającą jego literackie talenty, chociaż nieoferującą zasadniczo niczego nowego, bowiem niejednoznacznych, wyrazistych bohaterów, bogactwo i rozmaitość świata, nieprzeciętną magię czy przemycone wartości moralizatorskie można znaleźć w pierwszej erze* "Ostatniego Imperium", debiutanckim "Elantris" lub w "Stalowym Sercu". Niemniej skosztowanie tych wszystkich smaków w odmiennym wariancie jest równie przyjemne, ponieważ Rozjemca to bądź co bądź literatura rozrywkowa wysokiej próby.
Brandona Sandersona sympatycy fantasy mogą lubić albo… nie znać, bowiem jest to autor, który – jak żaden inny – opanował sztukę kreowania barwnych, logicznych systemów magicznych sprawiających że świat przedstawiony rządzi się własnymi prawami, czasem surrealistycznymi, lecz częściej po prostu nadnaturalnymi. I chociaż to element wyróżniający jego twórczość, amerykański literat nie zaniedbuje również innych komponentów uniwersum, co owocuje żywymi, wielowymiarowymi krainami, które odbiorca chłonie niczym znakomicie zrealizowany dokument etnograficzny.
W przypadku "Rozjemcy" czytelnik ma okazję trafić na Nalthis, planetę, na której mistyka oraz magia łączą się w jedno, a niektóre narody uważają korzystanie z mocy za herezję. Jednym z takich państw jest Idris, maleńkie, przycupnięte w objęciach górskich przełęczy królestwo, pogrążone w cieniu Hallandren, ogromnego kraju rządzonego przez boską istotę. Niewielka kraina – podczas trwania akcji – staje w obliczu własnego upadku i ma tylko dwie możliwości – albo wyruszyć na samobójczą wojnę w obronie wiary i suwerenności, albo oddać królewską córkę Królowi-Bogowi Susebronowi. Jednak żeby zrozumieć, dlaczego Idris tak bardzo obawia się wchłonięcia przez wielkiego sąsiada, trzeba najpierw poznać różnice kulturowe dzielące oba państwa.
System magiczny Nalthis opiera się bowiem na Oddechach**, pojedynczej cząstce każdego człowieka, która może zostać przekazana drugiemu, co w konkretnych sumach przyczynia się do Wywyższenia, czyli uzyskania przez posiadacza nadnaturalnych zdolności i możliwości wpływania na otaczającą go rzeczywistość. Wiadomo na razie o dziesięciu Wywyższeniach – im większe, tym większe umiejętności oraz zasób paranormalnych talentów. W Hallandren owe moce są pożądane, stanowią wręcz element religii. Do tego należy dodać zupełnie mistyczne przywrócenie do życia „bogów” – to zjawisko niejasne (przypominające Shaod w "Elantris"), aczkolwiek istotne dla świata przedstawionego – polega na wskrzeszeniu „przypadkowego” człowieka, który przed śmiercią dokonał wielkiego altruistycznego czynu. Taka osoba traci pamięć, lecz staje się istotą o magicznych właściwościach, posiadającą jeden „Boski Oddech” mogący dokonać cudu uzdrowienia; zamieszkuje w stołecznym T’Telir na Dworze Bogów, gdzie oddaje się relaksowi i przyjmuje audiencje pielgrzymów. Idris uważa takie praktyki, szczególnie przekazywanie innym swego Oddechu – w ich wierzeniach duszy – za jeden z największych grzechów, zaś nadnaturalne istoty z pałaców stolicy Hallandren za wcielone herezje. Nie dziwi zatem, że fuzja obu królestw to dla narodu Idris upadek obyczajów i całkowite zaprzeczenie wiary.
Dlatego monarcha niewiele znaczącego państwa, Dedelin, postanawia poświęcić jedną ze swych córek – niedosłownie – i posłać ją na dwór władcy Hallandren w celach matrymonialnych, zyskując tym samym kilka lat spokoju o suwerenność kraju. Od samego początku miała to być Vivienna, uczona obcej kultury i szkolona do roli królowej, ale pan Idris nagle zmienił zdanie. Do T’Telir wysłał młodszą latorośl, beztroską i nieprzygotowaną Siri, co poruszyło tak bardzo jej starszą siostrę, że postanowiła odbić ją z rąk tyrana, a przy okazji ocieplić stosunki obu narodów. Jednak w momencie przekroczenia bram stolicy Hallandren skołowana Vivienna kompletnie nie wiedziała co robić i tylko dziwnym zrządzeniem losu trafiła na pozornie życzliwe jej osoby. Tymczasem Siri w królewskim pałacu powoli zaczyna dostrzegać, że niektóre wieści o ogromnym państwie oraz jego monarsze są stereotypami.
Najważniejsze jest jednak to, że mimo dość ogranych schematów (wysłanie księżniczki, aby ratować państwo czy próba jej ocalenia z góry skazana na niepowodzenie), Sanderson w "Rozjemcy" bawi się z czytelnikiem w niespodziewane zwroty akcji i budowanie wizerunków na podstawie błędnego pierwszego wrażenia. Szczególnie przejawia się to w przypadku Vashera, głównego bohatera jednej z fabularnych nici – pisarz podsuwa odbiorcom skojarzenia oraz przedstawia pewne czynności w konkretnym świetle, uzyskując efekt odbicia lustrzanego – czytelnik uważa postać za kogoś zupełnie innego, a w połowie lektury następuje suspens i dwa wątki odwracają się o sto osiemdziesiąt stopni, włącznie ze znaczeniem większości symboli i dokonanych wyborów.
Właściwie wszystkie – z wyjątkiem Siri, Vivienny i trochę trudny do określenia Dar Pieśni – postacie pierwszoplanowe są niejednoznaczne, powyższy przykład sprawdza się summa summarum zarówno w przypadku bohaterów kreowanych na początku na negatywnych, a wręcz antagonistów, jak i tych pozytywnych, rzekomo pomocnych. Jednak nie tylko pierwsze wrażenie i zabiegi Sandersona czynią z sylwetek utworu ciekawe i wielowymiarowe charaktery. Mimo że dramatis personæ skrywają niejeden sekret, to znamy ich motywacje i cele (chociaż czasem mylnie odebrane), stopniowo także poznajemy historie konkretnych postaci, co po połączeniu faktów dużo wyjaśni. Przede wszystkim jednak bohaterowie magnetyzują – przyciągają czytelnika tajemniczością, pozwalają przejmować się swoimi losami i mają cechy umożliwiające identyfikowanie się z nimi.
Nikt nie powinien też narzekać na warstwę lingwistyczną utworu. Sanderson napisał tekst bardzo przejrzystym, klarownym i stonowanym w materii poetyckich porównań oraz metafor językiem. Nie bawił się w stosowanie leksykalnych wariacji, przez co formuła jego powieści jakoś niespecjalnie wybija się w tej sferze ponad inne książki fantasy. Warsztatowo – na tym etapie twórczości – można mówić raczej o rzemieślniczej pracy niż artystycznym wyrazie, aczkolwiek od czasu do czasu pojawiają się tutaj bardziej wyrafinowane środki. Niemniej na prawdziwy popis kunsztu poważnych treści i wysokoartystycznego stylu à la Sanderson czytelnik musiał poczekać do ukazania się "Duszy cesarza" bądź "Archiwum Burzowego Światła".
Poza tym Rozjemca prezentuje się jako bardzo dobrze napisana, sprawnie poprowadzona i wciągająca powieść rozrywkowa nie najniższych lotów. Z pewnością oferuje kilka nowych doświadczeń, przedstawia barwną wizję świata, nierzadko pobudza emocje i na pewno unika przewidywalności. Była to kolejna – po "Elantris" oraz pierwszym "Ostatnim Imperium" ¬ próba zmierzenia się z oczekiwaniami czytelników na coś nietypowego i moim zdaniem autor w pełni podołał wyzwaniu.
*Określenie pisarza stosowane w odniesieniu do pierwszej trylogii, osadzonej w świecie "Z Mgły Zrodzonego".
**System magiczny bazujący na Oddechach nazywany jest w utworze Biochromą.
Recenzja dostępna na portalu Fantasta.
















