«Korea, bliżej nie określone miejsce w lesie, 04:51»
—Stardust Halloween event.
W białej zwiewnej sukience stała właśnie na polanie oświetlona jedynie smugami słońca, które przenikało pomiędzy gałęziami drzew. Zaskakująco nawet w bose stopy nie było jej zimno, a właściwie powinno patrząc na to, że jest początek listopada i zima zbliża się ogromnymi krokami. Coś jej nie pasowało, ale jeszcze nie wiedziała do końca co. Być może lekko szpiczaste uszy w czymś jej przeszkadzały. A może białe kwiatki, które pojawiły się w jej rozpuszczonych, ciemnych włosach. Jednak mimo wszystko, najbardziej prawdopodobnym jest, że zmieszanie Yeonhee odczuwa z faktu, że jej skóry nie zdobi czarny atrament tylko zawiłe roślinne wzory pną się od jej dłoni, aż po ramiona. Dzięki czemu wyglądała zupełnie jak nie ona. Kompletne przeciwieństwo jej samej.
Rozejrzała się w koło starając się zorientować gdzie jest i przede wszystkim przypomnieć sobie jak się tam znalazła. Nawet jeżeli wszystko wydawało się jej nierealne, to wciąż chciała wiedzieć co i dlaczego tam robi. Świat jest pełen niespodzianek i to się zalicza do jednej z nich, a kolejne dopiero ją czekają. Kwestia czasu.
Głębokie westchnienie wyrwało się z jej gardła. Musiała się w końcu ruszyć i rozwikłać zagadkę, w którą została w tym momencie wplątana. Szczególnie, jeżeli chciała wrócić do swojego ciała pokrytego ciemnymi tatuażami.
[…] Gwałtownie odwróciła się, kiedy kątem oka dostrzegła ruch pomiędzy drzewami. Całe szczęście, że swoich zmysłów nie utraciła. Zmrużyła oczy i z duszą na ramieniu ruszyła w kierunku postaci, która z ogromną szybkością zmieniła swoje położenie. „Kurwa…” szepnęła do siebie, kiedy nie mogła nadążyć za niezbyt proszonym gościem. „Zatrzymaj się i chodź tu z łaski swojej!” Rzuciła w przestrzeń, mając przy tym nadzieję, że to podziała, a nieznajomy wyjaśni jej co się właściwie tu dzieje.
„Od kiedy to leśne elfy się tak wyrażają, co?” do uszu Hannie doszedł łagodny i hipnotyzujący głos. Elf? Czyżby to było właśnie o niej? Ale jakim cudem.
Po raz kolejny odwróciła się, by jednak tym razem, w końcu stanąć twarzą w twarz z piękną blondynką od której, jednak bije niewyobrażalny chłód. Ściągnęła brwi, nie wiedząc w ogóle co się tu dzieje i dlaczego twarz dziewczyny tak bardzo jej kogoś przypomina. Jednak w tym momencie nie mogła zupełnie sobie przypomnieć kogo.
„I teraz nawet nie odpowiada… kto by pomyślał, że w moim długim życiu coś takiego spotkam.” Znajoma-nieznajoma ponownie się odpowiedziała z wywyższającym się uśmiechem, dzięki któremu uwagę Yeonhee przykuły zaostrzone dwa zęby. I nawet jeżeli powinno to ją zaniepokoić, nawet nie przywiązała do tego wagi. Jakby to teraz miałoby być już codziennością w jej życiu.
Otworzyła usta chcąc już skłamać, nie zamierzała prosić o pomoc człowieka (lub nie), który wygląda na takiego, co pomoc uważa za coś śmiesznego. Słowa nie chciały się jednak przedostać przez jej usta. „Nie jestem czymś. A ty mogłabyś mi pomóc, bo nie wiem gdzie jestem i jak się tu dostałam.”
„Leśny Elf nie wie jak trafił do swojego domu? Ciekawe… Coraz bardziej mnie kusisz...” Blondynka zaplątała sobie kosmyk włosów Yeonhee na palcu, po czym paznokciem przejechała po jej szyi tworząc w ten sposób małą rankę, z której od razu pociekła strużka czerwonej cieczy.
„Nie baw się jedzeniem.” Z drugiej strony usłyszała kolejny głos, męski głos, który również brzmiał znajomo. Tak bardzo, że aż to ją zabolało. I nawet jeżeli chciała się odwrócić, spojrzeć na właściciela głosu, stała jak sparaliżowana. Nie rozumiała co się tu dzieje, a również nie mogła wyzbyć się wrażenia, że ta dwójka osób była jej wcześniej bardzo bliska. „Od kiedy w ogóle lubujesz w czymś tak słodkim?”
„Nie jestem słodka do cholery. I nie jestem do chuja pana czymś.” Warknęła przez co brwi młodego mężczyzny poszybowały do góry zaskoczony wybuchowością ze strony elfa. „Powiedzcie mi co się tu dzieje, albo zostawcie mnie w spokoju.”
Tym razem to mężczyzna się roześmiał po czym zwrócił się do swojej koleżanki zbliżając do niej. „Częstuj się pierwsza. Ale zostaw coś dla mnie.”
Analizując i w końcu rozumiejąc jego słowa, gwałtownie się odwróciła chcąc uciec. Jednak w tym świecie, wszystko zdawało się być nie tak i zamiast bez problemu pognać w głąb lasu potknęła się o własne nogi uderzając głową o przewalony konar. A po jej myślach zaczęły krążyć imiona dwójki jej przyjaciół, zanim to ból i ciemność nie przeszyła jej na wskroś.
Zlana potem gwałtownie usiadła na łóżku omal nie zrzucając swojego pupila, który z wyrzutem na nią spojrzał i odwrócił się do niej tyłem. Zły sen. To tylko zły sen. Potarła oczy chcąc się pozbyć resztki wyobrażeń i tego, co przed chwilą widziała. I nawet jeżeli wszystko zdawało się być już na swoim miejscu, łącznie z czarnym tuszem na jej skórze. To wciąż wiedziała, że coś jest nie tak. Skąd? Przez wzgląd na białe polne kwiaty, które rozrzucone były na łóżku, a parę z nich wciąż zatrzymało się w jej włosach. I to zdecydowanie napawało ją niepokojem.