Komiks: Heavy Metal Dredd (Wagner, Grant, Bisley, Hicklenton)
Nauka jest świetna. Pozwoliła Ci m.in. dowiedzieć się jak powstał wszechświat, czym są megamiasta, jak działa wymiar sprawiedliwości. Teraz nauczy Cię czegoś o heavy metalu.
Pewien naukowiec przeanalizował ponad 200 tysięcy kawałków prawie 8 tysięcy zespołów by dowiedzieć się jakie słowa najczęściej powtarzają się w tym gatunku. Oto pierwsze dziesięć z nich:
01. Burn
02. Cries
03. Veins
04. Eternity
05. Breathe
06. Beast
07. Gonna
08. Demons
09. Ashes
10. Soul
Heavy Metal Dredd jest dokładnie jak ta lista. Oczywiście w tym jednolicie pozytywnym kontekście.
Pierwotnie szereg niekanonicznych historii zawartych w tym albumie był publikowany w dość krótko żyjącym magazynie Rock Power, gdzie Dredd - tworzony przez Johna Wagnera, Alana Granta i Simona Bisleya - pojawiał się u boku Metallici, Faith No More, Megadeth, Ozzy’ego czy innych gatunkowo pasujących do tytułu albumu zespołów. W późniejszym okresie pierwsze komiksy przedrukowano w Judge Dredd Megazine i dopisano kolejne opowieści w podobnym tonie. W jakim tonie? Bezprecedensowej jazdy po bandzie, po przyjętych normach społecznych, po heavy metalu, ale z taką dozą brutalności, cierpkiego czarnego humoru, groteski i akcji, której można z niecierpliwością wyczekiwać po nazwiskach twórców. W końcu Bisley, Grant i Wagner doprowadzili do szaleństwa Lobo, którego komiksy możesz uznać za doskonały opis tego, czego można spodziewać się po Heavy Metal Dredd.
Zbiór 19 historii czyta się jak ilustrowany przewodnik po Rust in Peace czy Reign in Blood. Jest zatem szybko, brutalnie i _____ (wybierz jedno ze słów z listy). Fabularnie dostaniesz zatem opowieść o motocykliście, który chciał pobić rekord prędkości na zakręcie, ale nie wiedział, że śmierć niesie także Sędzia Dredd, alternatywny origin Beatlesów, pogrobowe życie Ironfista i jego zespołu, “Lemingów”, rozsadzającą głowy solówkę na zakazanej gitarze, sobowtórów Elvisa, śmierć Świętego Mikołaja, brutalne życie Bambiego czy małpy sterowane przez emerytowane dewotki. Ten miszmasz przyjmuję z otwartymi ramionami i chociaż niektóre historie bazują na formule “głupota = zabawa”, czy “krew i flaki > dialogi” tracąc przy tym na jakości, to końcowy pozytywny werdykt jest zasługą oprawy graficznej, która zaciera powyższe zastrzeżenia.
Rysunki Simona Bisleya nigdy mi się nie znudzą. Wciąż sięgam po Lobo czy Batman/Dredd, by nakarmić oczy i spaczoną psyche jego pracami. Także tutaj ich surrealizm i kreskówkowość idealnie sprawdzały się przy karykaturalnych kreacjach bohaterów i równie niedorzecznych sytuacjach w których się znaleźli. John Hicklenton także nie zawodzi. Jego kreska, a w zasadzie dużo kresek wychodzących z jednego punktu, bywa czasami nieczytelna, ale w większości przypadków z pomocą szedł mu kolorysta Keith Page, więc w tym szaleństwie udawało się dostrzec metodę. Człowiek, który zabił Sędziego Dredda, Powrót Johnnego Bikera i Ballada o Ropuchu MacFarlane były ilustrowane kolejno przez Colina MacNeila, Deana Ormstona i Brendana McCarthy’ego i także dają do wiwatu. Dodatkowo warto zaznaczyć, że MacNeil maczał palce przy ilustrowaniu świetnej (a niekiedy uznawanej za najlepszą) historii z Dreddem - America. Z perspektywy wizualnej Heavy Metal prezentuje się zatem bardzo dobrze.
Po raz koleiny Studio Lain odwaliło kawał porządnej roboty. Powiększony format, twarda oprawa i niemal bezbłędne tłumaczenie, a zwłaszcza przełożenie humoru - co siłą rzeczy bywa trudne i czasami trzeba iść na kompromis - stanowią solidny argument za zakupem. Dodaj do tego fakt, że pozycji z Dreddem jest na polskich półkach jak na lekarstwo i chociaż tom nie przedstawia definitywnego obrazu tego bohatera (robią to siłą rzeczy kanoniczne tytuły) to z pewnością jest idealną pozycją do wejścia dla czytelnika, który chce dowiedzieć się czegoś o uniwersum Sędziego, ale boi się zapytać przytłacza go ogrom oryginalnych wydań. Dredd zapunktuje u Ciebie jeszcze bardziej, jeżeli jesteś fanem Lobo - Portret Bękarta: jedno i drugie zapewnia podobną dawkę szaleństwa, z tym że pierwszy tytuł robi to przy dźwiękach heavy metalu. Burn, cries, veins.