seen from United States

seen from Maldives
seen from Japan

seen from United States

seen from United Kingdom

seen from Malaysia

seen from Malaysia

seen from Malaysia
seen from Ireland
seen from China
seen from China
seen from Italy
seen from United States
seen from China
seen from France
seen from France
seen from United States
seen from Germany
seen from United Kingdom
seen from Italy
— Nie może pan twierdzić, że nie spodziewa się pan czegoś osiągnąć, a potem wyrażać niezadowolenie, że ktoś się z panem zgadza. — Ma pan rację, to irracjonalne. Jest pan bardzo… bezpośredni… jak na studenta. Wzruszył ramionami. — Nie mogę marnować czasu na bycie młodym. Jest zbyt wiele rzeczy, na które społeczeństwo nie pozwala ludziom poniżej trzydziestki.
Pierwszych piętnaście żywotów Harry’ego Augusta – Claire North
Dwa różne światy
Czy warto studiować budownictwo?
Dzień dobry,
W tym artykule chciałem opisać różnice w postrzeganiu tego kierunku studiów przed ich rozpoczęciem i po ich ukończeniu jakie ja na własnym przykładzie odnotowałem.
Liceum
Kiedy w swojej małej mieścinie wbijałem sobie usilnie do głowy definicję o zamianie podstaw logarytmu kierunek budownictwo był dość szeroko komentowany. Ciągłe inwestycje związane z wydarzeniami sportowymi, które miały odbyć się w Polsce tylko te komentarze nakręcały - a może - po prostu to one były wylęgarnią iście cudownych opinii o tym kierunku. Stwierdziłem wtedy, że budownictwo to “przyszłość” co było w tych czasach bardzo modnym i często nadużywanym słowem nie tylko w stosunku do tego kierunku, ale i również wszystkich kierunków studiów, obecnych trendów na rynku pracy i w rozwoju współczesnego świata: to co było “przyszłościowe” i “nowe” było wtedy dobre. Kiedy ja w swojej głowie mówiłem, że jestem tradycjonalistą i nie chcę “nowości” - a kontynuację tradycji - nie miałem zielonego pojęcia jak ta dziedzina nauk technicznych jest od nowoczesnych technologii uzależniona. I gdyby spojrzeć w tył to było to dość uzasadnione: co nowego można wprowadzić do budynków, mostów czy dróg, które już od wieków wyglądają tak samo? Otóż jak się później okazało - wiele.
Istotnym jest fakt, że na kierunek “budownictwo” podania złożyły najbardziej tęgie głowy z klas o profilach ścisłych.
Pierwszy rok na uczelni
Dostanie się na studia było informacją przyjemną, a rozpoczęcie roku akademickiego na auli wykładowej wśród kilku setek innych szczęśliwców potrafiło na świeżo upieczonym studencie z małego miasteczka zrobić dość dobre wrażenie. Po wysłuchaniu samych superlatyw dotyczących tego kierunku kierowanych do nas z ust ważnych osobistości uczelnianych wróciłem zadowolony do świeżo wynajętego mieszkania.
Zajęcia na pierwszym roku obejmowały powtórkę z liceum w zakresie rozszerzonym lub ukierunkowanym bezpośrednio na zagadnienia, które są w tym kierunku istotne. Bardzo ogólna i jednocześnie bardzo podobna na innych kierunkach matematyka, jak i fizyka, chemia czy nawet przedmiot humanistyczny. W tym czasie wydawało mi się, że złapałem Boga za nogi, a odpowiednie wykształcenie pomoże mi znaleźć pracę. Ludzi z innych kierunków traktowano z góry: ludziom na kierunkach humanistycznych zadawano pytania “co będziesz po tym robić”, a inne kierunki ścisłe były przez innych raczej ignorowane. Osobiście - poza nielicznymi wyjątkami, gdzie jakość nauki była praktycznie żadna, często z powodu poziomu kadry i poziomu studentów, a nie samego kierunku studiów - nie uważałem, że są to złe kierunki, ale również miałem obawy co do przyszłego zatrudnienia tych absolwentów.
Im dłużej studiowałem, a szczególnie na końcu roku akademickiego zaczęły pojawiać się w mojej głowie podszepty o zmianie kierunku lub uczelni, ale boskość budownictwa przygaszała zdrowy rozsądek, którego zadaniem nie jest może zmiana kierunków co rok, ale kwestionowanie rzeczywistości i obecnego stanu rzeczy.
Kolejne lata
W kolejnych latach wychodząc z założenia, że studia to czas bezpiecznych prób i testowania zmieniałem miejsce zamieszkania co roku. Chciałem tutaj odrazu napisać, że nie było to spowodowane problemami mieszkaniowymi ze mną czy współlokatorami a moja motywacja napisana w pierwszym zdaniu tego akapitu jest jak najbardziej prawdziwa.
Na drugim roku poznałem studenta, który wcześniej studiował inny kierunek inżynierski przez wiele lat, ale mimo powodzenia zdecydował się przejść do nas. Był on dużo starszy ode mnie. Pomyślałem wtedy, że skoro człowiek z pewnym doświadczeniem zmienia branżą na właśnie tę, którą studiuję to musi coś w tym być, a mój wybór jest słuszny.
Studia były bardzo ciężkie: cały drugi rok to projekty z wytrzymałości materiałów i mechaniki budowli - przedmiotów, na których odpadała bardzo duża liczba studentów, często daltego, że parabola na wykresie momentów zginających była bardziej podobna do linii prostej niż paraboli, co było kwestią dość mocno sporną, ale to prowadzący miał zawsze rację. Trzeba dodać tutaj - jako bardziej pozytywny element - że przedmioty te same w sobie nie były nieciekawe i dawały dobre podstawy do poznania zjawisk koniecznych do zrozumienia w tym zawodzie. Oczywiście dopóki mówiono o rzeczach zrozumiałych dla zwykłego śmiertelnika włączając w to nie tylko wybitnych studentów ale i kadrę pracowniczą i materiał nie stał się tak skomplikowany, że poza wiekowym profesorem nikt tak na prawdę w tej placówce go nie rozumiał. Drugi rok był zdecydowanie najbardziej stresujący i to tutaj odpadało 90% studentów.
Trzeci rok to najbardziej pracochłonny, ale nie najbardziej stresujący czas. Sensowne projekty, bardzo dużo nowości, bardzo mało czasu i ciągła praca... W tym miejscu czytelnik pewnie zauważył, że piszący nieco odbiegł od tematu jego poglądów i zdarzeń, które na niego wpłynęły na rzecz programu, który był tutaj realizowany: i właśnie w taką samą pułapkę wpadł piszący. W tym czasie, w którym można było wyciągnąć już dość sensowne wnioski w sprawie rynku pracy i przyszłości zawodu ze swojego doświadczenia człowiek nie miał czasu o tym pomyśleć. Czy było to działanie celowe pozostawiam do oceny czytelnikowi.
W semestrze inżynierskim czasu było dużo, moja motywacja do ukończenia studiów mocno spadła. Zauważyłem, że wielu znajomych już zaczyna swoje kariery np. w programowaniu lub elektronice (z kierunku elektronika i telekomunikacja), a ja poza pisaniem pracy inżynierskiej niczego sensownego nie robię... Skoro moi koledzy z innych kierunków wbijają się w rynek pracy, a ja już jestem świadomy konieczności podobnego postępowania, to dlaczego ja tego nie robię? Po pierwsze: chyba nie znam człowieka, który na tym kierunku pogodził pracę i studiowanie. Pracujący studenci byli to ludzie, którzy narażali swoje jestestwo na liście studentów i prędzej czy później zostali czasowo stamtąd skreśleni lub byli to ludzie, który już kiedyś nie poradzili sobie z egzaminami a część przedmiotów odrobili “do przodu”. Po drugie w czasach eurokracji i socjalizmu rozdawano stypendia unijne i socjalne. Te pierwsze były bardzo ciężkie do zdobycia, ale sumy jak dla studenta nie były małe i bardzo zaostrzały walkę pomiędzy studentami. Nikt nigdy nie miał żadnego projektu aż do ostatniej chwili, kiedy każdy oddawał w pełni przygotowany, ładnie wydrukowany i oprawiony projekt. Te drugie częściej trafiały do oszustów i kombinatorów, którzy przyjeżdżali złożyć dokumenty dobrymi samochodami, niż do uczciwych potrzebujących studentów.
Studia magisterskie
Po obronie tytułu inżyniera złożyłem podanie na studia magisterskie na specjalności konstruktorskiej. Tutaj nie rozpisując się za wiele powtórzyłem praktycznie to samo czego dowiedziałem się na studiach inżynierskich i nie nauczyłem niczego nowego. Większość projektów to tylko “rozszerzone” projekty z wcześniejszych lat, gdzie pod słowem “rozszerzone” kryło się użycie zaawansowanych często niepotrzebnych nikomu opcji koszmarnie drogiego dla przeciętnego człowieka oprogramowania z pominięciem podstaw, których wielu do tego czasu nie znało.
Do ukończenia studiów magisterskich zmotywowała mnie tylko myśl, że nie powinno się zostawiać zaczętych przedsięwzięć z takich powodów jak niechęć oraz, że tytuł magisterski jednak otrzymam. Do dzisiaj mam mocne wątpliwości co do tego posunięcia.
***
Czasami, kiedy studiowałem te teksty, moje problemy znikały. Słowa mnie pochłaniały, ukazywały mi wydarzenia, kolory i twarze o bogactwie i wyrazistości, jakich nigdy nie doświadczyłem zmysłem wzroku. I po raz pierwszy zrozumiałem, że książki to cudowna rzecz.
Thomas Archibald Barron – Nieznane Lata
Smutna minka z Polską w tle.
Czasem, a właściwie to często, zastanawiam się skąd we mnie tyle agresji. Chodząca bomba zegarowa, niecałe osiemdziesiąt lat temu takich jak ja pilnie poszukiwano na stanowiska kierownicze.
W Treblince i Auschwitz-Birkenau.
Mając te dwadzieścia parę lat, kiedy przeżyło się swoje własne dożywocie i już się krztusisz beznadzieją, ja reaguję mieszaniną marazmu i nitrogliceryny emocjonalno-werbalnej. Relewantnie do zbiorowej sytuacji, nieco analnej. Od chronicznego bycia w dupie czujemy się jak naród hemoroidów. Sól tej ziemi (ci ze zniżkami studenckimi) rozsypała się i rozmoczyła i w tej naszej brei powoli rozmywa się inicjatywa - ile można zapieprzać na barykady, jeśli wiecznie się z nich spada po ciosie w kręgosłup krzywym krzyżem? Ile można wysłuchiwać że jest się inkubatorem? Jestem inkubatorką - sodomitką, jałowcem i w dodatku marnuje publiczne pieniądze na swoją edukację.
I jest fajnie, szkoda że nie mogę złapać pracy, stypendium nie dostałam, bo były całe dwa na cały rok, ludzie! Jestem przezajebista, dawajcie mi kasę, bo istnieję! Bo ja mam rozrzutny plan na swoje życie, chce przed trzydziestką wyprowadzić się od rodziców, zostać Hemingwayem i nakręcić dobry polski serial.
A niebo będzie przy tym szare, jak zawsze.
PS: Jeśli myślicie że sól tej ziemi to sami mądrzy i partnerscy, to dobrze że tak nie myślicie, nie bylibyśmy nacją hemoroidów, ale już owsików. Kolega ze studiów, kiedy rzuciłam uwagę że na plakacie o debacie nt życia politycznego Polaków powinno się pojawić także "i Polek", zaśmiał się dobrotliwie i orzekł, że "po co kolejne niepotrzebne słowo?" No właśnie, po co? Bo to Polka Ciebie urodziła, wychowała i utrzymuje, idź i powiedz jej, że jest kolejnym niepotrzebnym słowem!
Sesja i jej kupowanie łatwiejsze, niż kiedykolwiek! Skusisz się?!