Dziś po raz pierwszy znalazłam skamielinę. Mądrzejsi ode mnie twierdzą, że prawdopodobnie to siekacz konia z plejstocenu (!), czyli najstarszy ząb jaki w życiu widziałam. Może ma nawet dwa miliony lat?
Po prostu na niego nadepnęłam na plaży w Suchaczu, nad Zalewem Wiślanym, stęskniona morza (dla mnie prywatnie Zalew to już Bałtyk).
Nie szukałam go, nie rozłożyło się to w czasie, nawet nie rozbolały mnie plecy od schylania się nad kamieniami. Byliśmy na tej plaży może 10 minut.
Siekacz
Konio-podobnego
Wygląda jak wielki pazur
Plejstocen
Albo jak przeterminowana czekoladka
Czwartorzęd
Ewentualnie jak kawałek drewienka
2,58 milionów lat temu -
11,7 tysięcy lat temu
Ale że ząb stwora lądowego?
A wiedzieliście, że ewolucja koniowatych trwa od 50 milionów lat? To właśnie ich zęby i palce zmieniły się najbardziej na przestrzeni tych lat. Zęby koniom urosły, bo musiały sobie radzić z włóknistymi trawami. A najlepsze jest to, że te zęby są hypsodontyczne: czyli mają wysokie korony, które całe życie się wysuwają, cały czas rosną! A skąd się niby wzięło określenie: „masz wielkie zęby jak koń”? Mam, to wiem.
Ciekawe który to był koń. Może Hipparion, który pojawił się w Ameryce Północnej w miocenie? 10 milionów lat temu jego populacja dotarła też do Europy. Gatunek wymarł tu 2,5 miliona lat temu, czyli gdy zaczął się plejstocen..
Za to właśnie kocham skamieliny - że ustawiają mnie w czasie, dystansują, przypominają mi, że natura mierzy czas znaaacznie wolniej, a takie tam istnienie pojedynczego człowieka co najwyżej może rozśmieszyć.











