It's not that often that one stumbles across a $1 or £1 physical release, and much less often that the release is this good. I do remember once, several years ago, Odd Box Records (now defunct) sold a bunch of the 7"s for £1.
Peru were part of the 2nd wave of the British indie pop scene back in the early 1990s. They reformed, and not only recorded new work, but started a record label to release it. Archdeacon of Pop Records put out 3 7"s - two were from Peru, and the other by The Flatmates (shortly after they too reformed).
Jigsaw Records released a CD compilation of their early work back in 2010. The band originally released several split cassettes and 7"s with bands such as The Millers, Laments, and Mary Queen of Scots.
So, my incorrect Mechs post got a lot of attention and I was scrolling through my phone and found a few pieces of dialogue between me and my flatmates, so I present for your enjoyment:
Jonny D’Ville: Oh no, I’m an orphan! Well, I have a dad, but...
Marius Von Raum: A problem shared is a problem... magnified?
Drumbot Brian: No, that’s not it. It’s a problem shared is a problem-
Jonny D’Ville: Half-eaten.
Gunpowder Tim: Exploded!
Ashes O’Reilly: No, that’s not right either. Uh, a problem shared is a problem, uh...
Jonny D’Ville: Half-eaten!!!
Nastya Rasputina: ... half-eaten. A problem shared is a problem half-eaten.
I DON’T THINK I HAVE THIS | 10 ROZDZIAŁ | TŁUMACZENIE
Link do oryginału: I Don’t Think I Have This
Pairing: oczywiście Larry Stylinson
Autor: Centa0592
Zgoda: Tłumaczenie przejęte od Dudosz. Tak
Gatunek: A/B/O, fluff, smut
Opis: Minęło siedem miesięcy od momentu w którym Louis zaszedł w ciąże i już kiedy pomyślał, że rzeczy zaczynały wracać do jakiejś formy normalności, przychodzi jakiś nieznajomy przynosząc dziwne wiadomości, które rzucają kulę w życie Louisa. Z przypomnieniem o zeszłych wspomnieniach, musząc dowiedzieć się ukrytej prawdy, i próbując przynieść bliźnięta na świat Louis jest trochę przytłoczony. Po prostu cieszy się, że ma swoich współlokatorów tuż za rogiem, aby pomogli mu po drodze i fakt, że Harry będzie najlepszym ojcem na świecie. Jeśli tylko Alfa mogłaby nauczyć się przestać być tak zazdrosnym.
lub
AU gdzie:
Harry jest zazdrosną Alfą, która kocha swoją Omegę.
Louis jest Omegą w ciąży, po prostu próbującą dotrwać z tym do następnego dnia.
Niall i Liam są złośliwymi Betami, którym nie można ufać.
i
Zayn jest Alfą, która wciąż nie wie co to przestrzeń osobista.
Od tłumaczki: well. byłam pewna, że wstawiłam ten rozdział ale okazało się inaczej. usunięto mi konto na wattpadzie. jestem tam teraz pod nickiem cuukkiieerr, ale nie mam zbytnio ochoty już wattpadować. Zapraszam na ostatnią część.
Louis leży na łóżku, zmieniając swój kolczyk w pępku, kiedy Harry decyduje, że teraz jest najlepszy moment na seks. Alfa unosi się nad ciałem chłopaka i kładzie swoje obie ogromne dłonie obok głowy Louisa. Omega spogląda w górę i posyła mężczyźnie pytające spojrzenie.
- Włoski zaczynają ci już odrastać. - Harry unosi swoją prawą dłoń i przebiega nią wzdłuż zarostu Louisa, sekretnie rozkoszując się tym jak chłopak drga na ten kontakt. Wtedy Harry odsuwa dłoń i ponownie kładzie ją na łóżku, koło głowy Louisa.
- Wiem; nie mogę pozbyć się tego zarostu; chciałbym, żeby nie rosło mi tyle włosów na twarzy, tak jak tobie.
Harry unosi brew na ten dokuczliwy komentarz i pochyla głowę, by połaskotać szyję Louisa swoimi włosami. Chłopak wije się pod nim i nie przestaje póki Harry nie ustępuje i uspokaja się . Siada okrakiem na nogach Louisa i przebiega dłońmi w dół i w górę nagiego torsu; kochając to jaka gładka jest jego skóra w dotyku.
- Wiesz, że nie mamy dużo czasu. - Louis ostrzega Harry'ego i jego oddech już zaczyna się zmieniać. Harry czuje jego dyszenie jedynie od muśnięcia jego opuszków.
- Mogą poczekać. - Harry mamrocze, złączając razem ich usta. Harry nigdy nie będzie miał dość uczucia warg Louisa przy jego własnych – sposobu w jaki te różowe usta szarpią i ciągną za jego czerwone. To uzależniające, oto jakie to jest.
Myśli Harry'ego są przerwane kiedy Louis jęczy do pocałunku i wyrzuca swoje nagie biodra. Harry pochyla się i zawija swoje ciało jak fala, by oba ich penisy się zrównały ze sobą i potarły o siebie. Harry czuje jak jego nogi się trzęsą i mrowią na ten kontakt, więc wykonuje ten ruch jeszcze raz i skubie wargi Louisa, kontynuując.
Teraz obaj dyszą i już jak Harry ma sięgnąć, by chwycić oba ich kutasy, drzwi się otwierają i do środka wchodzi Zayn, wyglądający na znudzonego.
- Czy możecie się serio kurwa pośpieszyć, byśmy mogli wreszcie zjeść?
Harry jęczy głośno, kiedy czuje jak Louis mięknie w jego własnej dłoni. To takie rozczarowujące, zwłaszcza, że Harry wciąż jest twardy i potrzebuje dojść. Jednakże Zayn nie ustępuje, opierając głowę o framugę drzwi i krzyżując ramiona na piersi, obrzucając dwójkę ostrym spojrzeniem.
Harry wie, że powinni być na dole – naprawdę. Są święta i cała rodzina Harry'ego jest tutaj, wraz z tysiącem kuzynów i krewnych Zayna, nawet Payne'owie przybyli. Są w domu ojca Zayna na obiad i najwyraźniej Malikowie są dziani, ponieważ każdy mógł mieć swój własny pokój gościnny. Pan Malik nawet nie obchodzi świąt, ale najwidoczniej Zaynowi udało się przekonać swojego ojca by i tak urządził przyjęcie, by wszyscy mogli być razem. Harry z rodziną przyjechali wczoraj, razem z Payne'ami.
Jay miała również przyjechać ale jej nowy chłopak zaprosił ją i dziewczynki na urlop na jakąś wyspę, więc zdecydowały się przyjąć tamtą ofertę. Louis tak w zasadzie poszedł na górę porozmawiać z nią, w trakcie zmieniania kolczyka i Harry wszedł na górę, by zobaczyć co jego chłopaczkowi zajmuje tak długo, ale rozproszył się, po zorientowaniu się, że Louis był nagi; no i tak się tu znaleźli.
Louis napierający na jego klatkę jest tym co w końcu doprowadziło do Harry'ego schodzącego z łóżka. Idzie założyć na siebie ubrania, podczas gdy jego omega robi to samo. Zayn kiwa głowa po zobaczeniu ich obu odzianych i trójka kieruje się na dół, z rumieniącym się Louisem w tyle.
Dom jest głośny. Jest tutaj tyle ludzi, wszyscy się przekrzykują i krzątają. Harry nawet nie pamięta wszystkich imion, ale uśmiecha się i przeprasza ich, za opóźnienie. Stół jest ogromny. Bez problemu zmieści czterdziestu ludzi, co akurat mniej więcej określa ilu jest tu obecnych. Jest brązowy i w około są rozstawione pasujące brązowe krzesła.
Harry odsuwa krzesło Louisa, obok bliźniąt, które już się usadowiły i wtedy każdy pochyla głowę by Pan Malik mógł pobłogosławić jedzenie.
- Zebraliśmy się tu dzisiaj, czując się błogosławieni. Jesteśmy zaszczyceni mogąc celebrować to święto z nowymi i starymi przyjaciółmi i rodzinami. Pozwól nam pobłogosławić to jedzenie, które zostało dla nas przygotowane, i smacznego. - Pan Malik kończy błogosławić jedzenie i dania zaczynają być podawane w około.
Teraz jedynymi słyszalnymi dźwiękami są sztućce uderzające o talerze i ludzie proszący o poszczególne dania. Mruknięcia wypełniają pomieszczenie, pochodzące od ludzi doceniających smakowite jedzenie jakie szef kuchni pana Malika przygotował.
Po około dziesięciu minutach jedzenia i gawędzenia, Harry przeczyszcza gardło, wstaje by wygłosisz oświadczenie.
- Mam coś do ogłoszenia. - Harry stwierdza i wszystkie oczy spoglądają na niego, nawet jego synowie wpatrują się w swojego ojca.
- Och, niech zgadnę – Niall przerywa. - Ogłosisz, że jesteś gejem! Wiedzieliśmy to. - chłopak się drażni i Haryr powstrzymuje chęć rzucenia w niego czymś.
- Zamknij się Niall. Więc jak mówiłem… - Harry próbuje jeszcze raz, ale ponownie zostaje przerwany.
- Zgadywanki są moje ulubione. Założę, się, że Louis jest w ciąży.
Uchwyt Harry'ego na obiekcie w jego dłoni się zacieśnia i zgrzyta zębami w frustracji.
- Nie Liam, to nie jest zgadywanka, ani nie jest w ciąży, przynajmniej nie wydaje mi się. Jesteś w ciąży? - odwraca się do Louisa, bo jasna cholera, jeśli jego omega jest w ciąży to byłyby świetne wieści.
- Nope, nie czuję się jak ciężarówka - Louis odpowiada, klepiąc swój brzuch.
- Kurczę, miałem nadzieję, że Jeffrey będzie miał nowego towarzysza do zabaw, szczególnie, że bliźniaki są takie brutalne. - Liam wydyma wargi i jeden z głów kuzynów Zayna unosi się – wyraźnie zainteresowany. Harry ściska czubek swojego nosa.
- Mój boże… - wydusza.
- Ej, co masz do Jeffreya? - Niall się kłóci i Anne wygląda na za bardzo zadowoloną z przebiegu wydarzeń.
- Poza tym, że nie jest prawdziwy? - Zayn ripostuje i teraz Pan Malik unosi brwi.
- Jak śmiesz? On ma uczucia. - broni Liam i Zayn przewraca oczami.
- Oczywiście że tak… - mamrocze alga i słychać chichoty od różnych ludzi w pomieszczeniu. Harry ma ochotę przywalić głową w stół, zaraz wybuchnie.
- Może proszę przestać i wrócić do mnie i mojego ogłoszenia? - próbuje jeszcze raz, ale najwyraźniej temat „Jeffreya” jest o wiele bardziej interesujący.
- Chwila, kto to Jeffrey? - Ktoś pyta. Alfa nawet nie podnosi wzroku by spojrzeć kto to.
- Niewidzialny przyjaciel Liama. - Louis szybko odpowiada, chichocząc.
- Noo, myśleliśmy, że w pewnym momencie straciliśmy biedaka. - Liam kontynuuje jakby Harry nie miał właśnie złamać stołu w pół.
- Przez orgię - Niall dopełnia i pomieszczenie wypełniają sapnięcia
- Ojeju… - Anne mówi.
- O mój boże. - Pan Malik dodaje
- ZAMKNIJCIE SIĘ! - Harry wykrzykuje, zaczerwieniony. - Na miłość boską, skończcie z tym obłędem,
- Harry powinieneś być o wiele milszy dla swoich współlokatorów i przestań krzyczeć; jesteśmy tutaj gośćmi. - karci Anne i Harry widzi czerwień. Tak to się właśnie skończy. Popełni masowe morderstwo.
- Och, on jest taki cały czas, kiedyś próbował mnie zabić – kłamie Niall.
- To nie prawda. - Harry odcina się po tym jak kilka spojrzeń zostaje rzuconych w jego stronę.
- Naprawdę! Strasznie się wystraszyłem. - Jego przyjaciel kontynuuje między dużymi kęsami jedzenia.
- Przez niego jestem łysy – Liam również łże.
- To nie była nawet moja wina!! - piszczy Harry.
- Raz pierdnął na poduszkę i nie powiedział mi kiedy się na niej położyłem. - Niall kontynuuje i Harry naprawdę chce wszystkich zadusić.
- To był Zayn. - broni Louis.
- A raz…
To koniec. To absolutny koniec.
- Czy możecie się proszę zamknąć, bym mógł oświadczyć się Louisowi?! - wykrzykuje i pokój milknie.
- Chcesz za mnie wyjść? - Louis pyta, głosem cichutkim i zaskoczonym. Wpatruje się w Harry'ego tymi pełnymi nadziei, niebieskimi oczami.
- Och, bezcenne, skarbie czemu nic wcześniej nie wspomniałeś.
Harry zabije swoją matkę. To nieuniknione.
- Nienawidzę tu wszystkich; Naprawdę nienawidzę was wszystkich – przyznaje.
- Po co te nerwy? - mamrocze jego ojciec i Harry odwraca się, by całkowicie opuścić stół. Słyszy zgrzyt krzesła i ostre szepty za swoimi palcami, kiedy kieruje się do salonu.
- Chcesz za mnie wyjść? - Louis pyta jeszcze raz. Musiał pójść za Harrym. Alfa, teraz siedząca na kanapie, spogląda na omegę i tylko kiwa głową. Klęka na kolano i wyciąga pierścionek w pudełku z kieszeni. Oczy Louisa zaczynają wilgotnieć, kiedy obrączka zostaje wsunięta na jego palec. - Tak. Odpowiedź brzmi tak. - Chłopak owija swoje ramiona wokół szyi Harry'ego, przez co Alfa upada na ziemie. I wtedy zostaje zaatakowany buziakami i nie może już narzekać.
Louis jest absolutnie zszokowany. Nie może uwierzyć, że to prawdziwe, i że naprawdę kiedyś wyjdzie za Harry'ego. Wiedział, że mężczyzna był dla niego tym, mają plany by zostać oficjalnie związani w urodziny Harry'ego ale bycie zwanym mężem Harry'ego brzmi tak ładnie. Louis całuje go jeszcze raz, po czym zostaje podniesiony i ułożony na kolanach alfy na kanapie.
Omega całuje szyję Harry'ego kilkakrotnie, nim nie odsuwa się i piszczy na swój pierścionek. Podnosi wzrok i zauważa zakłopotanego Liama podchodzącego by dołączyć do nich na kanapie. Ma Jordana w ramionach i Zayn podąża tuż za nim z ich drugim synem. Niall po chwili również do nich dołącza, i Zayn jest tym który odzywa się pierwszy.
- Przepraszamy, że zniszczyliśmy wam chwilę. - przyznaje.
- Noo, Haz, łatwo się rozpraszamy, wiesz to. - dodaje Niall.
- Przynieśliśmy wam wasze dzieci jako znak pokoju – Liam mówi i Louis wybucha mdłym śmiechem przed pocałowaniem obu policzków swoich synków. Obaj chichoczą i odpychają twarz Louisa mamrocząc ciche „tata, niee”
- Wybaczam wam. - wygłasza Harry, odwracając Louisa w około, by obaj mogli być zwróceni do telewizora.
Z ostatniej chwili, dziesięć Bet powiązanych z największą zbrodnią naszego stulecia zostało złapanych. Powtarzam. Dziesięć Bet, odpowiedzialnych za masową produkcję skażonych supresantów i tabletek dla alf, zostało złapanych. Pojawią się w sądzie…
Louis nawet nie słucha detali; uśmiecha się za swoimi dłońmi, ponieważ to koniec. To naprawdę, oficjalnie koniec.
- Zajęło im to wystarczająco długo. W końcu minął ponad rok. - burczy Liam.
- Tak, ale już po wszystkim. Trochę jakbyśmy zamykali jakiś rozdział, co?
Louis przytakuje na słowa Zayna, bo to dokładnie takie uczucie.
- Jak się czujesz będąc wolnym Louis?
Omega zastanawia się nad pytaniem Liama, po czym spogląda na swój palec serdeczny i uśmiecha się
- Jak w domu. - W końcu odpowiada i wie, że dopóki będzie trzymał się swoich chłopaków, już zawsze wszystko będzie w porządku. Zawsze będzie wolny, zawsze będzie w domu. To szalone, kiedy wspomina to wszystko. Ta cała historia, trwająca prawie trzy lata, zaczęła się od niego będącego omegą ze złamanym sercem, a teraz ten rozdział z jego życia został zamknięty na dobre. Jego nowa podróż zaczyna się od męża, dzieci i trójki najlepszych współlokatorów o jakich chłopak kiedykolwiek mógłby prosić.
To nie jest koniec, to jest początek czegoś pięknego.
“Where the fuck is here? Because I’m here and you are not with me which means you are not my here, thus meaning you are at the wrong here and that is a problem.”
I DON’T THINK I HAVE THIS | 9 ROZDZIAŁ | TŁUMACZENIE
Link do oryginału: I Don’t Think I Have This
Pairing: oczywiście Larry Stylinson
Autor: Centa0592
Zgoda: Tłumaczenie przejęte od Dudosz. Tak
Gatunek: A/B/O, fluff, smut
Opis: Minęło siedem miesięcy od momentu w którym Louis zaszedł w ciąże i już kiedy pomyślał, że rzeczy zaczynały wracać do jakiejś formy normalności, przychodzi jakiś nieznajomy przynosząc dziwne wiadomości, które rzucają kulę w życie Louisa. Z przypomnieniem o zeszłych wspomnieniach, musząc dowiedzieć się ukrytej prawdy, i próbując przynieść bliźnięta na świat Louis jest trochę przytłoczony. Po prostu cieszy się, że ma swoich współlokatorów tuż za rogiem, aby pomogli mu po drodze i fakt, że Harry będzie najlepszym ojcem na świecie. Jeśli tylko Alfa mogłaby nauczyć się przestać być tak zazdrosnym.
lub
AU gdzie:
Harry jest zazdrosną Alfą, która kocha swoją Omegę.
Louis jest Omegą w ciąży, po prostu próbującą dotrwać z tym do następnego dnia.
Niall i Liam są złośliwymi Betami, którym nie można ufać.
i
Zayn jest Alfą, która wciąż nie wie co to przestrzeń osobista.
Od tłumaczki: Zapraszam na przed ostatni rozdział.
- Louis obudź się – Harry szepcze do omegi, kiedy dwójka leży w łóżku. Rzuca okiem na maleńkie ciałko, rozdzielające ich dwójkę z ostrożnością. Louis wydaje jakieś dźwięki protestu po czym odpowiada stłumionym ,co'. - Nasze dziecko nie pozwala mi cię dotknąć – Alfa jęczy i Louis marszczy brwi, przekręcając się, tak że leży twarzą do mężczyzny. Po tym jak ich trójka wróciła z powrotem do mieszkania zeszłego wieczora, Jordan wciąż był bardzo zdenerwowany, więc rodzice stwierdzili, że lepiej będzie jak chłopiec będzie spał z nimi. Teraz Harry żałuje tej decyzji.
- Co masz na myśli mówiąc, że nie pozwala ci mnie dotknąć? - Louis pyta głosem wypełnionym snem. Jego oczy są zmrużone i marszczy brwi na małego chłopca, teraz owiniętego jego ramionami.
- Mam na myśli to, że za każdym razem jak próbuje zrobić to... - Harry unosi ramię i próbuje sięgnąć Omegi – ten koleżka zwija pięści jakby już miał się rozryczeć po czym piorunuje mnie spojrzeniem. - Alfa znowu robi ten ruch i dłonie Jordana rzeczywiście zwijają się i jego oddech przyspiesza, jakby już miał wpaść w furię. Harry opuszcza ramie i Jordan się uspokaja.
- To dziwne, ale to tylko dziecko Harry, to nie tak, że jest jakimś psem obronnym, nie ugryzie cię. - Omega odpowiada, wyraźnie rozbawiona, pocierając brzuszek syna. Jordan jest zwrócony tyłem do Louisa i obaj leżą twarzą do Harry'ego. Alfa spogląda na swojego syna i marszczy brwi.
- Mógłby mnie ugryźć, nie wiesz tego. - narzeka i widzi jak jego syn przybliża się do ciepła Louisa. Harry chce być bliżej tego ciepła.
- Nie ma zębów Haz. Nawet gdyby chciał, to jedynie wymamlałby cię na śmierć – zapewnia Louis i w pełni się teraz uśmiecha. Harry obserwuje Jordana podejrzliwie i sięga by wykręcić sutek omegi za bycie złośliwym.
- Czy dzieci mogą rzucać klątwy voodoo? Mam wrażenie, że on właśnie próbuje to zrobić.
Omega mruży oczy i mocniej przytula swojego syna. - Nasze dziecko nie rzuca na ciebie żadnej klątwy. Wynoś się z łóżka. Straciłeś wszystkie przywileje. - odpowiada i Harry unosi dłonie w geście poddania.
- Nie wiesz tego. Właśnie się wyszczerzył. - broni się i szczerze? To naprawdę wygląda jakby Jordan się teraz z niego nabijał.
- Nie szczerzy się, prawdopodobnie ma gazy. - Louis sugeruje i Alfa kręci głową.
- Nie, to nie jest jego bąkowa twarz. To jest ta jego mina typu „Jestem taki pomiotny".
Louis rzuca Harry'emu znaczące spojrzenie i alfa odwraca wzrok. Sufit i tak jest dużo bardziej interesujący.
- Co to w ogóle kurwa znaczy? - pyta i w jego głosie ponownie odznacza się rozbawienie.
- No wiesz „pomiotny" jak pomiot Szatana.
Louis sapie i przyciąga swojego synka bliżej – jeśli to w ogóle możliwe
- Nasze dziecko nie jest pomiotem Szatana. Jest przekochany. A ty masz poranny oddech. - Całuje skroń Jordana i maluch chichocze. Louis odsuwa się szczęśliwy i Harry rozszerza oczy jak Jordan odwraca się do niego wyglądając na takiego zadowolonego z siebie. Czy dzieci mogą wyglądać na zadowolone z siebie? Jordan zdecydowanie tak teraz wygląda. Harry przyznaje się do swojej klęski. Jego zaborcze dziecko prawdopodobnie i tak czy siak dostało ten gen od niego. Czy to taki jest Harry? Jezu
- Dobra, zmieniam temat. - zaczyna i przewraca się tak, że leży na plecach. - Potrzebujemy nowej kanapy. - mówi głośno. Jego umysł powraca do zeszłej nocy i Zayna.
- Kupiliśmy ją zaledwie pół roku temu. Poduszki nawet nie są jeszcze rozklapciałe. - Louis narzeka, ponieważ kocha tą kanapę, jest miękka.
- Ta, cóż, siedziało na niej o wiele za dużo gołych tyłków, żeby była higieniczna. Nie chce nawet sobie wyobrażać co Zayn wczoraj na niej robił, skoro potrzebował do tego pół pudełka chusteczek. - Harry oświadcza i Louis wzdryga się lekko, no bo eww.
- Dobra pójdziemy na zakupy, ale to ja wybiorę nową kanapę. - ostrzega i Harry przytakuje przed odwróceniem się na bok, by być twarzą do pozostałej dwójki na łóżku. Wzrok Harry'ego napotyka ten Jordana i wydaje się jakby dzielili przez chwilę jakiś moment. Mężczyzna próbuje przekazać mu najlepiej jak potrafi, że tak, jest alfą, ale wciąż troszczy się o Louisa i go nie skrzywdzi. Może to przez wypełniony snem umysł mężczyzny, ale wydaje mu się że Jordan akceptuje to, ponieważ wyraźnie się relaksuje.
- Chyba właśnie zdobyłem szacunek naszego syna. - Alfa mówi cicho i owija ramiona wokół Louisa i Jordana. Omega mruczy, zadowolona. Wtedy Harry zabiera ramię i podnosi ich chłopczyka.
- Hejjj, wracaj. - Louis narzeka jak Alfa uśmiecha się pod nosem i wstaje z Jordanem na biodrze.
- Nope, mój syn i ja idziemy związać się przy śniadaniu. - mówi, próbując zignorować smutek Omegi. - Zresztą, czy to nie ty powiedziałeś żebym wynosił się z łóżka? - drażni się.
- Bo powiedziałeś, że nasz syn próbuje rzucić na ciebie klątwę voodoo? - Louis odpowiada z oburzeniem
- To jest możliwe! - Harry wyrzuca, wychodząc z pokoju. Louis z powrotem opada na łóżko, uderzając głową w poduszkę, po czym łapie swój telefon. Wybiera numer Zayna.
- Zayn, jesteś w swoim starym pokoju? - pyta i słyszy mamrotanie i szeleszczące dźwięki po drugiej stronie.
- Na korytarzu kutasie. Jest za wcześnie – Alfa narzeka i Louis wyciąga swoją zagrywkę niewinności.
- Chcę się poprzytulać a Harry sobie poszedł – mruczy najbardziej dziecinnym głosem jaki ma w zanadrzu. Słyszy westchnięcie i połączenie się urywa. Mija kilka sekund i śpiący Zayn zatacza się do pokoju ubrany jedynie w bokserki i rzuca się na łóżko, prosto na brzuch. Wchodzi pod kołdrę i przytula Louisa.
- Daje mu dziesięć sekund zanim tu przyjdzie. - mamrocze. - Powiedz mu, żeby nie przywalił mi w twarz.
Louis śmieje się cicho. - Bez problemu wytrzyma minutę. - zakłada się, i po trzech sekundach drzwi się otwierają i Louis jęczy jednocześnie z Zaynem.
- Co tu się dzieje? - Harry pyta przy drzwiach. Założył już na siebie joggery, i staje z dłońmi na biodrach.
- Masz tu gdzieś ukrytą kamerę o której nie wiem? Masz zmysły Zayna czy coś? - narzeka Louis i kiedy Harry nie odpowiada omega mruży oczy. Lepiej żeby nie miał tu nigdzie kamery.
- Zadałem pytanie – Harry postanawia odpowiedzieć w zamian.
- Więc przyznajesz się co do kamery? Czy...? - urywa i Harry utwardza wzrok póki Zayn nie jęczy, wstaje z łóżka i wymyka się z pokoju. Alfa kiwa głową, wyraźnie zadowolony, i nagle wychodzi jakby nic się nie stało.
- Nienawidzę wszystkiego! - Louis krzyczy do opuszczonego pokoju, po czym przewraca się na brzuch i od razu zasypia.
∞
Kiedy się budzi, Adrian już jest w domu, bawiąc się zabawkami w swoim kąciku. Harry jest w pełni ubrany, mając na sobie obcisłe dżinsy i bluzkę, a na stole czeka na omegę tost z serem. Louis całuje starszego z aprobatą po czym siada by zjeść. Jęczy po pierwszym gryzie i szybko bierze kolejnego i kolejnego. Kończy w pięciu kęsach po czym odchyla się do tyłu ze śmiechem.
Śmiech wyrwał się z jego ust bez jego zgody, ponieważ obraz bezbrwiowego Liama właśnie pojawił się w jego umyśle.
Omega rechocze jeszcze chwile, ignorując pytające spojrzenie Harry'ego. - Liam nie ma brwi. - mówi z chichotem i Harry parska cichym śmiechem. Jego dołeczki w pełni się ukazują.
- Wychodzi na to, że stwierdził, że ogoli się na łyso. Przeczytał gdzieś że to atrakcyjne. - Harry zaczyna i Louis chichocze jeszcze raz – Oczywiście wszystko poszło się jebać kiedy pomylił farbę do włosów z kremem do depilacji. - kontynuuje i Louis czuje, że zaraz się posika. - Nie wiem nawet czemu próbował pofarbować sobie brwi, ani czemu on i Niall byli goli, ale... - urywa i wzrusza ramionami. Omega cieszy się, że jego współlokatorzy są dziwni. Zapewniają mu rozrywkę.
- To jest kurna niesamowite. Mój brzuch chyba nie wytrzyma tyle śmiechu.
Harry kręci głową z dezaprobatą. - Myślę, że musimy porozmawiać z nimi o seksie. - stwierdza z uśmiechem na twarzy. Omega odchyla się na krześle i kiwa głową. Dwójka wpatruje się w siebie w komfortowej ciszy póki Louis nie przeczyszcza gardła.
- Zastanawiam się czy nie pójść dziś zobaczyć się z moją matką. Zdobyć jakieś odpowiedzi. - mówi poważnym tonem. Harry zajmuje krzesło przed nim by mogli siedzieć naprzeciwko siebie. - Choć może mógłbym udać się prosto do źródła. Znaleźć partnera Brada. - kontynuuje i starszy przytakuje.
- Mogę zadzwonić do Aidena, żeby się tu z nami spotkał – Harry sugeruje. - W ten sposób możemy w szóstkę zaplanować co i jak zrobimy.
Louis spogląda spod rzęs i posyła mu mały uśmiech. - Chce po prostu żeby to wszystko się skończyło. Chcę wiedzieć więcej o tym co te leki wywołały u dzieci i dorosłych. Chce wiedzieć jak i czy w ogóle ci co są za to odpowiedzialni zostaną złapani. - przyznaje i Harry sięga do niego, ściskając jego dłoń.
- Nie mogę obiecać ci, że wszystko skończy się dobrze, ale mogę przysiąc, że będę opiekował się wami najlepiej jak potrafię.
Louis podkula głowę głowę do policzka i rumieni się.
- Nie mógłbym prosić o nic więcej.
∞
Wszyscy są teraz u nich, siedząc w przeróżnych miejscach na podłodze/kanapie. Aiden i Zayn są obok siebie na ziemi. Niall siedzi wetknięty pod ramieniem Liama (Liama, który ma na głowie czapkę beanie, naciągniętą tak daleko, że wystają mu tylko oczy. Omega śmieje się wewnętrznie, ponieważ to jest oczywiste, że beta nie ma brwi, co wciąż jest zabawne.) a Louis rozłożył się na kolanach Harry'ego. Bliźniaki siedzą na swoich krzesełkach w kuchni, a na stoliku przed nimi znajduje się mnóstwo jedzenia.
- Cieszę się, że przyszliście. - Louis głosi do pomieszczenia.
- Stary, mieszkamy tutaj... - Niall przerywa.
- Shhh – Harry odpowiada i Niall przewraca oczami.
- Chcę znaleźć partnera Brada. - Omega kontynuuje bez zawahania.
- Idealnie, już go znaleźliśmy. - Zayn mówi dumnie. Louis rozdziawia usta i jego oczy rozszerzają się lekko, jak odwraca się w stronę Zayna i Aidena.
- Serio? Kiedy? - Harry wypytuje, próbując nie brzmieć na tak zazdrosnego jak naprawdę się czuje.
- Jakiś miesiąc temu? Czekaliśmy z tym, aż Louis będzie gotowy. - Aiden odpowiada i Harry powstrzymuje prychnięcie.
- To wspaniale, ludzie. Jak go znaleźliście? - Liam pyta, ignorując chichoty Louisa. Naciąga swoją czapkę trochę mocniej.
- Dzięki naszym znakomitym zdolnościom detektywistycznym oczywiście. - Zayn szybko odpowiada i Aiden prycha, szturchając alfę stopą.
- Przestań kłamać – drażni się – Zayn przypadkiem znalazł go, kiedy zauważył go w Tesco – kontynuuje i Zayn rzuca się, by zakryć alfie usta. - No i wtedy ten dziwak śledził biedaka aż do domu. Wychodzi na to, że zmienił imię. - wyjaśnia i ciemnowłosy jęczy dramatycznie.
- Zmiana imienia ma sens. Prawdopodobnie powinien raczej opuścić Londyn. - Niall się wcina.
- Ja bym się przeniósł do Stanów. - Liam mówi
- Nie. Rząd w Stanach jest totalnie skorumpowany. Koleś byłby martwy w mgnieniu oka. - kłóci się blondwłosy.
- Nie ma mowy, nikt by go tam nie znalazł. Tyle miejsc do ukrycia. - Liam złości się.
- No, bo Europa jest taka maleńka. - ironizuje Niall i Louis sięga by uszczypnąć ich obu w prawego sutka.
- Skupcie się na mnie. - narzeka, przerywając konwersację bet.
- Stary, zawsze jesteśmy na tobie skupieni – Niall od razu odpowiada i Louis odsuwa się, wydymając wargi. Harry przytula omegę bliżej do swojej piersi.
- Kocham rozmawiać o Louisie – mamrocze i młodszy rumieni się.
- Tak, mi też nie przeszkadza rozmawianie o tym tu koleżce. - Aiden oznajmia i Louis wali Harry'ego łokciem by powstrzymać alfę od rzucenia jakimś komentarzem.
- Chyba oficjalnie zeszliśmy z tematu – Liam ogłasza wszystkim.
- Zawsze możemy porozmawiać o twoich brwiach – kpi Louis i Liam zapada się bardziej w kanapę, podczas gdy Niall patrzy spode łba na omegę. Harry posyła Niallowi równe spojrzenie.
- Och, no tak. Słyszałem o tym, nie ma co się wstydzić, ogoliłem sobie prawą brew w pierwszym tygodniu studiów. - Aiden zapewnia betę i Liam siada prościej.
- Serio? W ile odrosła? - zastanawia się.
- Eh, z miesiąc około. Nie tak źle. Używałem eyelinera mojej siostry i rysowałem inne miny każdego dnia. Potem kojarzyli mnie głównie z tego. - Alfa odpowiada i Liam uśmiecha się na to – czując się lepiej.
- Lepiej nie mówić takich rzeczy przy Louisie, stary. - stwierdza Niall i omega wydyma wargi. - Ten wariat prawdopodobnie będzie ciągle próbował rysować kutasy zamiast brwi na biednej buźce Liama.
Louis próbuje powstrzymać uśmiech – Nie prawda. - broni się.
- Serio uważasz, że wezmę cię na poważnie, jak się tak uśmiechasz? - pyta blondwłosy.
- Nie uśmiecham się, właśnie pierdnąłem. - Omega odpowiada i Harry marszczy nos.
- Mam nadzieję, że kłamiesz, bo jak nie to zrobię ci w łóżku hasz komorę z moich gazów – ostrzega, ale mniejszy chłopak tylko chichocze.
- Dobra, teraz gadamy o pierdzeniu. Możemy proszę wrócić do tematu? - Zayn sugeruje pokojowi. Wszystkie głowy przytakują.
- Dobrze, więc wracając. Gdy zobaczymy się z tym kolesiem, który nazywa się aktualnie Peter, o co będziesz chciał go zapytać?
Louis zastanawia się nad pytaniem Aidena przez krótką chwilę - Chyba po prostu chcę paru wyjaśnień – przyznaje cicho.
- W porządku, dobrze, więc chodźmy je dla ciebie zdobyć – Zayn odpowiada, po czym wstaje. Cały pokój podąża za nim.
∞
Manchesterski adres prowadzi ich do całkiem dużego domu. Widać ładny podjazd, z asortymentem niebieskich i czerwonych kwiatów, wyłożonych wzdłuż kamiennej ścieżki, która zdaje się prowadzić do drzwi frontowych. Louis denerwuje się i jest mu niedobrze. Jedyną rzeczą powstrzymującą go od wrócenia się do samochodu jest Harry stojący obok niego. Tylko ich dwójka podchodzi do drzwi, reszta zdecydowała się pozostać w samochodach, by Peter nie przestraszył się ani nie poczuł osaczony.
- Nie mam pojęcia, czemu czuje się tak niepewnie – Louis przyznaje jak Harry puka do drzwi. Alfa nie odpowiada werbalnie, ale zaczyna pocierać kojące kółka wzdłuż pleców Louisa, by pomóc omedze poczuć się spokojnie i bezpiecznie; to działa.
Potrzebne są jeszcze dwa stuknięcia w drzwi, by otworzyły się o szczelinę i głowa wysunęła się na zewnątrz. Peter wynurza zaledwie jedno oko, nim nie zauważa kto to jest i zatrzaskuje drzwi. Louis zastyga z rozdziawionymi ustami i Harry nawet nie zastanawia się dwa razy, nim nie opuszcza ramienia i wjeżdża w drzwi, tym samym wyrywając je z zawiasów.
- Jezu, co za Hulk. - Louis mamrocze, ukrywając swój uśmiech i Harry ściska jego dłoń, prowadząc go do domu, który ma w środku jedynie jedno krzesło ustawione przed telewizorem. Ściany są białe, podłoga drewniana, z zewnątrz wydaje się jakby miejsce było bardzo zadbane, ale najwyraźniej pozory mogą mylić. Gdyby Louis nie wiedział, że Peter tu mieszka, pomyślałby, że to miejsce było opuszczone. W zasięgu wzroku nie widać żadnej rośliny ani obrazu, sama pustka. Musi czuć się samotny
- Peter, no wyłaź – Harry woła i Peter wyłania się zza rogu z kijem bejsbolowym w ręku i jęczy kiedy widzi w jakim stanie są jego drzwi.
- Ty kretynie! - krzyczy na Harry'ego – Miałem zaraz wrócić – znowu unosi głos i Harry przewraca oczami.
- Więc powinieneś był to powiedzieć – wzrusza ramionami, a Peter wygląda jakby był sekundę od wybuchnięcia. Louis potrzebuje by mężczyzna był w spokojnym i pomocnym nastroju, a nie żeby jego umysł był wypełniony jedynie myślami typu „pozwólcie mi zabić tego faceta", więc posyła swojej Alfie spojrzenie które to przekazuje i Harry'emu opadają ramiona.
- Eh. Pójdę po Aidena i naprawimy ci drzwi. - mamrocze i odwraca się, by wyjść na zewnątrz. Peter od razu wydaje się bardziej zrelaksowany.
- Ilu was tu przyszło? - pyta, wskazując Louisowi, by usiadł na jedynym możliwym siedzisku.
- Wystarczająco – Omega odpowiada wymijająco i nagle luźna nitka przy jego koszulce staje się bardzo interesująca.
- Cóż. Oczywiście masz do mnie jakieś pytania, więc śmiało.
Louis przełyka i spogląda w górę na Aidena karcącego Harry'ego za bycie w czyimś domu przez niecałą minutę i już zdążenie czegoś zepsuć. Uśmiecha się do siebie i odwraca wzrok do Petera.
- Chce wiedzieć wszystko co wiesz. Łącznie z tym jak możemy powstrzymać tych ludzi i dlaczego się ukrywasz.
Peter wygląda jakby raczej wolał sprzątać kupę gołymi dłońmi niż prowadzić tą konwersację – Louis go nie wini. Alfa opiera się o ścianę i splata ramiona, krzyżując też kostki.
- Jak oczywiście wiesz, Brad i ja byliśmy partnerami. - Louis przytakuje i Peter bierze kolejny wdech - Zostaliśmy przydzieleni do prześledzenia pod przykrywką pewnej firmy farmaceutycznej z powodu spekulacji, że niektórzy producenci wytwarzają leki wpływające na alfy. Dziennikarz z Oxfordu właściwie dokonał z nimi korelacji, ale zanim mógł odkryć zbyt wiele, samolot, którym leciał, rozbił się.
Louis sapie, ponieważ pamięta, że coś o tym słyszał. Samolot był w drodze do Ameryki, kiedy padł silnik i nikt nie przeżył.
- To zwróciło wszystkich uwagę na fakt, że może to co mówił było prawdą. Więc przysłali nasz zespół, ale nic nie znaleźliśmy. Nie, to kłamstwo – Ja nic nie znalazłem, ale Brad owszem. - Peter przerywa po usłyszeniu wiercenia i wzdryga się, ponieważ nie ma pojęcia gdzie mężczyźni znaleźli wiertarkę ani po co jej używają. - Nie podejrzewałem o nic Brada, póki nie przyłapałem go na kłamstwie. Powiedział, że szef kazał mu zostać do późna, ale wpadłem na niego w barze i wspomniał, że Brad ma dzień wolny.
Louis nie jest pewny czy chce dalej słuchać.
- Skonfrontowałem się z nim i przyznał się. Powiedział, że wierzy, że ten lek mógłby pomóc omegom zajść w ciąże i stworzyć mocniejszą więź między alfami i omegami. - Peter podrywa głowę po usłyszeniu huku, zawtórowanego głośnymi szeptami. Drzwi leżą teraz na ziemi i Louis wzdycha ze współczuciem.
- Harry. Idź po Liama. - żąda i alfa mruczy „przepraszam" przed wymknięciem się z pomieszczenia.
- Ostrzegałem Brada by nie dawał ci tych leków, ale nie byłem przekonany, że mówił prawdę. Nie mogłem już mu ufać, więc zerwałem naszą operację. - Peter kontynuuje - Brad na początku był wściekły, ale jakieś dwa tygodnie później zadzwonił do mnie zmartwiony, mówiąc, że już mi wierzy i że wydaje mu się, że ktoś go ściga, ponieważ próbował pozbyć się wszystkich pozostałych piguł, które nie zostały wysłane za granice. - przerywa jak Liam podnosi drzwi i zaczyna przyśrubować zawiasy. - Rozgryzł cały ich plan, i miesiąc później został przez to zabity. - Louis odwraca wzrok na ziemie. - Tydzień później dostałem list, wyjaśniający, że skoro otrzymałem tą wiadomość to znaczy, że nie żyje. Zawierał on informację o tym, w jaki sposób grupa bet chce zmienić strukturę władzy z alf na bety. Powiedział, że nowe suplementy sprawią, że alfy będą nieokiełznane, a omegi stracą potrzebę ich zadowalania.
Efekty uboczne natychmiast zaczęły się pojawiać, miejscowi funkcjonariusze krążyli po aptekach by zamienić suplementy. Z tego co wiem, zostały one już zdjęte z półek, ale za to teraz mamy podziemnego dostawcę, który rozdaje je bardzo tanio lub nawet za darmo alfom i omegom, których nie stać na regularne tabletki.
Louis wzdycha, po czym uśmiecha się jak Liam przywala Harry'emu w tył głowy za omal nie rozwalanie drzwi jeszcze raz.
- Więc lewe suplementy są wciąż w grze, ale nie w takiej dużej skali, co jest dobre. Złe jest to, że bety które chcą być u władzy wciąż nie zostały złapane, a mają kontakty w całym mieście. Dlatego się ukrywam, jestem jednym z jedynych, którzy pozostali żywi i mogą ich zidentyfikować.
Omega przełyka, przytłoczona. - Przepraszam za Brada – mówi cichym głosem i Peter kręci głową.
- To w ogóle nie twoja wina Louis.
On to wie, ale i tak w jakiś sposób czuje się winny. - Jest jakiś sposób, by ich powstrzymać? - pyta. Peter znowu kręci głową.
- Nic mi o tym nie wiadomo. Wszyscy miejscowi lekarze, którzy nie są betami zostali powiadomieni o problemie. Mamy też zespół naukowców, próbujących przeciwdziałać efektom ubocznym u tych którzy zostali nimi dotknięci. To raczej wszystko co możemy teraz zrobić.
Louis opada na krzesło i przebiega palcami przez swoje włosy. - Życie chyba czasami nie ma szczęśliwego zakończenia, co? - żartuje, próbując ukryć swój ból.
- Dobrą wieścią jest to, że jesteś żywy i szczęśliwy. Lekarze to rozgryzą i w końcu wszystko będzie w porządku. Do tego momentu po prostu żyj swoim życiem okej?
Louis posyła mu mały uśmiech i wstaje, podchodząc do Petera, by go przytulić.
- Przykro mi, że nie możesz żyć swojego. - szepcze, a Peter jedynie wzrusza ramionami.
- Po jakimś roku nie będę już na niczyim radarze. Może przeprowadzę się do Japonii lub w jakieś inne odległe miejsce.
Louis uśmiecha się tym razem prawdziwie, po czym robi krok w tył. Harry jest przy nim natychmiast, pocierając jego plecy i prowadząc go przez już naprawione drzwi.
- Dziękuje za wszystko Peter i przepraszam za twoje uhhh drzwi – wskazuje i wzdryga się jak zauważa – taśmę klejącą?
- Bez obaw, wyślę wam rachunek jeśli znowu się zepsują.
Omega parska i Harry przytakuje, jak drzwi zamykają się za nimi. Alfa chwyta dłoń Louisa i prowadzi go do samochodu.
- Więc wszystko dobrze? Dowiedziałeś się czego chciałeś?
Louis kiwa głową i zapina pasy. - Tak, dowiedziałem się czego chciałem, nawet jeśli to nie było to co wolałbym usłyszeć, ale przynajmniej teraz mogę zamknąć już ten rozdział. - mówi samochodowi i Zayn sięga do przodu by poklepać omegę po ramieniu.
- Będziemy po prostu żyli dzień po dniu, okej?
Louis uśmiecha się do Harry'ego i wygląda za okno, obserwując ulicę i rozpędzone samochody.
- Yup. Dzień po dniu.
I po raz pierwszy od dłuższego czasu, Louis wie, że wszystko będzie dobrze.
I DON’T THINK I HAVE THIS | 8 ROZDZIAŁ | TŁUMACZENIE
Link do oryginału: I Don’t Think I Have This
Pairing: oczywiście Larry Stylinson
Autor: Centa0592
Zgoda: Tłumaczenie przejęte od Dudosz. Tak
Gatunek: A/B/O, fluff, smut
Opis: Minęło siedem miesięcy od momentu w którym Louis zaszedł w ciąże i już kiedy pomyślał, że rzeczy zaczynały wracać do jakiejś formy normalności, przychodzi jakiś nieznajomy przynosząc dziwne wiadomości, które rzucają kulę w życie Louisa. Z przypomnieniem o zeszłych wspomnieniach, musząc dowiedzieć się ukrytej prawdy, i próbując przynieść bliźnięta na świat Louis jest trochę przytłoczony. Po prostu cieszy się, że ma swoich współlokatorów tuż za rogiem, aby pomogli mu po drodze i fakt, że Harry będzie najlepszym ojcem na świecie. Jeśli tylko Alfa mogłaby nauczyć się przestać być tak zazdrosnym.
lub
AU gdzie:
Harry jest zazdrosną Alfą, która kocha swoją Omegę.
Louis jest Omegą w ciąży, po prostu próbującą dotrwać z tym do następnego dnia.
Niall i Liam są złośliwymi Betami, którym nie można ufać.
i
Zayn jest Alfą, która wciąż nie wie co to przestrzeń osobista.
Od tłumaczki: Zbliżamy się końca
Louis siada, wstrząśnięty i odrętwiały. Nigdy wcześniej nie doświadczył doznania poza cielesnego, ale jest całkiem pewny, że teraz jest najbliżej tego momentu niż jak w całym jego życiu. Lekarz powiedział, że badania krwi wyszły w normie – dodał, że Louis prawdopodobnie po prostu doświadcza zmian spowodowanych mieniem dziecka. Że powinien dodać trochę ruchu do swojego regularnego reżimu i powinno być dobrze. Louis był zachwycony po usłyszeniu wieści, naprawdę. Był tak szczęśliwy, że Harry podszedł go przytulić i obcałować jego twarz. Jednak problem jest taki, że Louis za bardzo zrobił sobie nadzieje.
Po prostu był pewny, że skoro on był zdrowy to z dziećmi też jest wszystko w porządku. Po prostu wiedział, że jego bliźnięta nie były przez to dotknięte i że nic im nie było. Wychodzi na to, że Nil nie jest tylko rzeką*( dop. tł och ludzie, jak ja nie znoszę nieprzetłumaczalnych żarcików angielskich. Org. denial isn't just a river, Denial oznacza zaprzeczenie, czyli to w czym znajdywał się w tej sytuacji louis. Denial brzmi podobnie do The Nil, czyli rzeki w egipcie. Jest to humorystyczny sposób na powiedzenie, że ktoś odmawia zobaczenia rzeczy oczywistych dla innych, zwykle by ochronić się przed spowodowanym przez prawdę bólem.) Chłopcy mają w ciałach wysoki poziom testosteronu, który nieleczony może spowodować problemy z sercem, agresję, zmiany w wydolności organizmu, przedwczesny skok wzrostowy i dojrzewanie (co oznacza wcześniejsze zaprezentowanie się) i mnóstwo innych gówien przy których Louis się wyłączył ponieważ jego ciało zaczęło drętwieć.
To wydaje się być snem. Okropnym koszmarem z którego nie może uciec ani się obudzić. Tak jakby wszechświat torturował go z jakiegoś nieznanego powodu i on chce się popłakać. Chce chwycić Karmę za ramiona i trząść nią póki życie Louisa znowu nie stanie się idealnie. Niestety nie robi tego. Kładzie głowę na barku Harry'ego i wtedy pozwala kilku łzom wypłynąć z jego oczu i spaść w dół jego czerwonych pliczków. Louis nie może nic na to poradzić, że czuje się jakby to była jego wina.
Udaje mi się raz pociągnąć nosem nim Jordan nie zaczyna się wiercić i wypuszczać te małe czknięcia które oznaczają, że płacz jest blisko. Szybko wyciera swoją twarz i idzie do Jordana, podnosząc go i kładąc na swoim biodrze. Chłopiec zaczyna się cieszyć, podskakując i robiąc najsłodszą minę.
- Uśmiecha się do mnie H, - Louis mówi zafascynowany i Harry spogląda na dziecko przed uchyleniem głowy i powąchaniem tyłu Jordana.
- Nope. Robi kupę. - Wyjaśnia i Louis posyła alfie znaczące spojrzenie.
- Sposób na zabicie nastroju. - burczy i podaje Jordana Harry'emu, który marszczy czoło na obiekt w swoich dłoniach.
- Dlaczego ja mam go przewinąć? - pyta z uniesionymi brwiami. Louis przewraca oczami i popycha klatkę Harry'ego. Już ma odpowiedzieć, kiedy do środka wchodzi Zayn. Mężczyzna dziwi się jeszcze bardziej i zastanawia się czemu i jak Zayn ciągle wchodzi do ich mieszkania bez klucza.
Louis uśmiecha się do swojego przyjaciela i wskakuje na ladę otwierając ramiona. Zayn oddaje uśmiech i owija ręce wokół omegi przed odsunięciem się. Harry ma taką minę na twarzy, którą Zayn nazwał „odejdź od tego co moje". Alfa szanuję jego przestrzeń i odsuwa się jeszcze o krok.
- Wybierałem się by porozmawiać o czymś z Niallem i podsłuchałem, że ten tu musi zostać przewinięty. Mógłbym? - Zayn pyta wskazując na Jordana. Harry nawet się nie zastanawia, szybko wpycha niemowlę w czekające ramiona i wzdycha z ulgą. Naprawdę nienawidzi zmieniać pieluch. Louis rzuca alfie spojrzenie, jak Zayn odchodzi.
- Ty leniwy gówniarzu. - karce z uśmiechem na twarzy.
- Mam słaby żołądek Lou. Ostatnio jak przewijałem Adriana myślałem, że zwymiotuje. - Harry narzeka i Louis w odpowiedzi wykręca jego sutek
- To kupa Haz. Czego oczekujesz? Róż?
Harry marszczy nos i Louis unosi brew w odwecie. Cokolwiek Harry chciał powiedzieć, decyduje się tego nie zrobić – zamiast tego opiera głowę na ramieniu Omegi.
- Rośnie ci zarost. - Alfa mamroczę w skórę Louisa. Harry jest w tym mistrzem. Zmienia temat kiedy nie chce wpaść w kłopoty. Louis odpuszcza starszemu i dotyka własnego podbródka – wyczuwając zaczątki brody.
- Najwyższa pora by wreszcie ktoś w waszym związku zaczął mieć zarost. H próbował od lat, ale jak na razie nic. - Zayn komentuje, gdy wraca do kuchni z świeżo przewiniętym niemowlęciem. Kładzie go obok Adriana. - Aiden mówi, że może powinien przykleić sobie swoje łoniaki do twarzy. - drażni i Harry prycha zdegustowany.
- Następnym razem jak zobaczę Grimshawa skopie mu jaja. - mamrocze, podczas gdy Zayn śmieje się, wychodząc z kuchni. Alfa wciąż marszczy czoło kiedy z powrotem zwraca swoją uwagę na Louisa.
- Nie przejmuj się H, myślę, że dobrze wyglądasz bez włosów na twarzy. - zapewnia Louis i starszy uśmiecha się i pociera całą swoją buzię o Louisa, pozostawiając omegę śmiejącą się i kopiącą nogami na blacie. Obaj się uspakajają i Louis wzdycha przed zagryzieniem wargi. - Haz, nic im nie będzie prawda?
Harry lekko smętnieje ale przytakuje głową pewnie.
- Oczywiście, że nie. Możemy jedynie żyć tym co jest teraz. - Deklaruje i Louis uśmiecha się ponieważ ma racje. Jedynym co mogą to żyć tym co jest teraz.
∞
Louis wyleguje się w parze szortów które ledwo zakrywają jego pośladki. Ma włożony kolczyk w pępku, i żadnej koszulki na sobie, jak ogląda powtórki Doktora Who. Liam i Niall są zajęci odkrywaniem swojej seksualności i Harry jest w parku z bliźniętami i swoją matką. Omega rozkoszuje się ciszą i opada głębiej w załamanie kanapy, by móc rozłożyć szerzej nogi i w pełni cieszyć się swoim spokojnym, cichym popołudniem.
Śmieje się z czegoś co powiedział Doktor i przez to nie zauważa otwierających się drzwi. Wszystkim co widzi, a raczej słyszy, jest kaszlący Zayn. Odwraca wzrok w prawo, z głową wciąż zwróconą w stronę jego show, i posyła kumplowi mały uśmiech, przed zwróceniem całego swojego skupienia z powrotem do telewizora.
Zayn wykorzystuje okazję, by usiąść obok Louisa, jedynie by zostać odepchniętym przez Aidena, którego Louis nie zauważył, siadającego na jego miejsce. Louis podskakuje jak dwie alfy opadają na kanapę i jęczy swoją dezaprobatę. Omega próbuje koncentrować się na programie, ale jest to trudne kiedy dwie pary oczu wpatrują się w ciebie. Wiec z prychnięciem, Louis pochyla się, chwyta pilota, pauzuje program i odwraca się na bok, by poświęcić dwóm mężczyznom swoją uwagę – ku jego irytacji.
- Dobrze wyglądasz – Aiden pierwszy przemawia i Louis parska w odpowiedzi.
- I Harry wyniósłby was za jaja, gdyby zobaczył nas tu teraz. - mówi w zamian.
Aiden krzywi się ale nie kłopocze się zmienieniem miejsca, zamiast tego podnosi stopy Louisa i kładzie ja na swoich kolanach. Louis wzdycha, ale i tak się uśmiecha, ponieważ masaż stóp jaki dostaje jest naprawdę dobry i kim on jest, żeby temu odmówić? Ich trójka kontynuuje oglądać program w ciszy, zanim Louisowi nie zaczyna się nudzić. Stawia stopy z powrotem na ziemi i sięga po miskę z czipsami leżącą na stole. Podnosi jednego i rzuca nim w Zayna – uderzając go idealnie w nos.
Zayn mruga dwa razy przed zwróceniem swojej uwagi na omegę. Louis uśmiecha się krzywo w zamian i mruga niewinnie na niego. W milisekundę Zayn rzuca się na niebieskookiego chłopaka. Louis piszczy zaskoczony i zostaje natychmiastowo przyszpilony silnymi ramionami. Aiden sam decyduje, by zacząć łaskotać młodszego chłopaka.
- Przepraszam, przepraszam – Louis piszczy pomiędzy wybuchami śmiechu. Jednakże, alfy się nie poddają, i oczywiści to jest moment w którym Harry decyduje się wejść przez drzwi. To wszystko jest całkiem komiczne. Harry zatrzymuje się, z dłonią wciąż na klamce i po prostu wpatruje się w scenę przed sobą. Mruga kilka raz, ale nic nie mówi. Aiden i Zayn przestali go łaskotać, ale wciąż są przytknięci, lekko nad Louisem.
Aiden odsuwający się z kaszlnięciem sprawia, że czas przyspiesza. Harry jest w pokoju milisekundę, porusza się tak szybko, że Louis nawet nie zauważa jak odchodzi od drzwi. Aiden, będąc mądrym mężczyzną, usuwa się z drogi co pozostawia Zayna zostającego powalonym na ziemię. Alfa upada mocno i Louis wzdryga się z współczuciem.
- Harry! - próbuje Louis, gramoląc się by usiąść. Harry ma Zayna przypiętego do ziemi, używając swojej ciężkości i wysokości by utrzymać drugiego chłopaka nieruchomo. - To nie było to na co wyglądało. - próbuje jeszcze raz i widzi jak Harry drga przez zwróceniem wściekłych oczu w jego stronę.
- Ach tak? - Harry pyta bardzo sarkastycznym tonem. - Więc nie wszedłem właśnie do domu by zobaczyć dwóch mężczyzn przyszpilających cię do kanapy, podczas gdy jesteś praktycznie nagi? - kontynuuje, spoglądając na ciało Louisa. Omega patrzy w dół i spostrzega swoje odzianie, a raczej jego brak, i rumieni się. Rzeczywiście tak to wyglądało.
- Oni mnie łaskotali. Przysięgam. - próbuje słabo, ponieważ intensywne spojrzenie Harry'ego jest jakby gorące?
- Czy ty naprawdę jesteś teraz podniecony? - karci, gdy zauważa rosnące wybrzuszenie u niego. - Jak często oni przychodzą, kiedy mnie nie ma, by cię „połaskotać"? - kontynuuje, unosząc by stanąć przed Louisem. Omega kuli się w sobie odrobinę, by powstrzymać się od stania się twardszym.
- Przyszli bez zapowiedzi. - próbuje jeszcze raz. Harry odpowiada poprzez pokręcenie głowy, a potem podnosi Louisa – przekładając go sobie przez ramie. Omega wydaje zaskoczony dźwięk, ale później wzdycha na swój los. Harry nosi go w pozycji strażaka na górę w stronę ich sypialni. Louis po prostu bawi się pupą mężczyzny w trakcie, to nie pierwszy raz kiedy dzieje się coś takiego.
Kiedy zostaje położony na łóżku alfa zdejmuje swoją koszulkę i Louis unosi nogi do swojej klatki piersiowej, automatycznie je rozkładając.
- Wiesz co Harry. - zaczyna mówić, jak Harry się rozbiera i podchodzi do szuflady po prezerwatywę. - Pewnego dnia będę zbyt ciężki żebyś tak mną wszędzie rzucał. - kończy i Harry teraz unosi się nad nim. Jego nagi kutas ociera się o jego odzianego, czyniąc go mokrym a ich usta ledwo się dotykają.
- Nigdy – Harry natychmiast szepcze. - Jeśli kiedykolwiek staniesz się cięższy niż dam rade cię nosić, będę zwyczajnie musiał stać się silniejszy. - zapewnia i wtedy pochyla się by pocałować Louisa. Omega odpowiada owijając jedną dłoń wokół szyi starszego i używa drugiej by pozbyć się swoich szortów. Liże w ustach alfy i drga kiedy jego penis pociera się o tego Harry'ego.
- Powinienem cię ukarać za sprawienie, że jestem zazdrosny.- Harry odrywa się, żeby powiedzieć. Louis chce wywrócić oczami bo to nie jest jego wina, że Harry ma problemy z zazdrością; ale z jakiegoś powodu nie może zmusić się do zrobienia czegokolwiek innego oprócz owinięciem swoich nóg wokół torsu mężczyzny
- Chętny widzę. - drażni się Harry po czym odchyla się do tyłu. Louis chwyta jego klatkę próbując zachęcić mężczyznę do ponownego pochylenia się. Wyrzuca biodra do góry jedynie by zostały przyszpilone do materaca. - Żadnego ruszania się. - mówi surowo. Louis przygryza swoją dolną wargę, ale mimo wszystko przestaje się ruszać. - Dobry Chłopiec – nagradza go pocałunkiem. Pocałunek kończy się o wiele za szybko, ponieważ alfa znowu się odsuwa i sięga w dół by włożyć palec w czekającą dziurkę Louisa. Omega zaciska się wokół intruza i napiera biodrami by więcej weszło do środka. - Nie postępujesz dzisiaj zgodnie z instrukcjami. - cmoka i Louis skomle, cicho błagając o kolejnego palca. Starszy spełnia prośbę i dodaję środkowy palec. Louis czuje krawędzie pierścionków Harry'ego i to podnieca go tak bardzo; sposób w jaki jego palce wyginają się w nim – jedynie draszcząc jego punkt.
Dopiero kiedy Harry dodaje trzeci palec Louis wygina swoje plecy w desperacji. Alfa w końcu się poddaje, po tym jak omega ciągle obłapuje jego plecy, i zakłada na siebie prezerwatywę przed powolnym wśliźnięciem się do środka. Nie wchodzi do końca, oczywiście, że nie, wysuwa się do połowy i czeka aż jego kochanek przejmie kontrolę – co Louis robi natychmiast.
Omega zaczyna ruszać biodrami w przód i w tył i nabiera rytmu do którego Harry się dostosowuje swoimi własnymi ruchami bioder i szybkością. Jedyne słyszalne dźwięki w ich pokoju, to uderzanie skóry o skórę, jęki i chrząknięcia. Czasami Louis jest bardzo głośny, innymi razy wydaje z siebie jedynie te piskliwe skomlenia i dużo drapie. Harry kocha to wszystko. Każdy dźwięk, spojrzenie, smak Louisa jest zwyczajnie idealny. Pochyla się i znowu łączy ich usta, kładąc nogi Louisa na swoje ramiona w tym samym czasie.
Alfa wyjmuję całego swojego kutasa przed włożeniem go z powrotem powoli. Chce poczuć każdy cal swojej omegi. Ciepło i wilgoć naprawdę doprowadzają go do szaleństwa, więc z powrotem nabiera tempa. Kręci w około biodrami póki chłopak nie wygina się i jego oczy nie wywracają się do tyłu jego głowy. Harry dalej uderza to samo miejsce, po czym sięga w dół by pociągnąć za penisa Louisa.
Omega dochodzi mocno i szybko, i jego dziurka się zaciska co sprawia, że alfa zezuje na krótki moment zanim jego biodra nie wyrzucają do przodu i również dochodzi. Ich dwójka dyszy, spoceni i nasyceni kiedy alfa się wysuwa. Wiąże kondoma u góry i rzuca go w stronę kosza na śmieci. Trafia, po czym sięga po ręcznik, leżący na ziemi, i podnosi go by wytrzeć klatkę i brodę Louisa. Omega mruczy z aprobatą i wyciąga ręce do swojej alfy.
Dla takich momentów Harry żyje. Kiedy Louis jest tak kompletnie zaspokojony i wszystkim czego chce są przytulanie i pocałunki. Alfa podporządkowuje się za każdym razem i tak jak teraz owija omegę swoimi ramionami i pociera uspakajające kółeczka w dół jego pleców. Louis lgnie głębiej do klatki starszego i wypuszcza zadowolone westchnienie. Harry uśmiecha się i zanim może zacząć obcałowywać całą twarz omegi, na dole słychać głośny łomot.
Harry zeskakuje pierwszy, w stanie gotowości, i biegnie na dół, nie przejmując się swoją nagością. Louis siada, trochę oszołomiony. Pociera oczy i również człapie na dół, drapiąc swój goły brzuch. Mija schody i kieruje się w stronę łazienki w korytarzu, kiedy widzi to. Harry zatrzymał się i wpatruje się w tą samą rzecz, która zamurowała Louisa.
Niall jest całkowicie goły w swojej bladej chwale. Drzwi do łazienki zostają z powrotem otworzone przez Nialla i Irlandczyk zaczyna krzyczeć do jej wnętrza.
- Liam, nie mogę kurde znaleźć tego markera. - wyrzuca gorączkowo. Louis otwiera usta by to skomentować, kiedy frontowe drzwi się otwierają i do środka wchodzi zaskoczony Zayn.
- Znowu robimy tą akcję z lataniem na golasa? - pyta, zaczynając się rozbierać. Harry marszczy brwi na ten widok i próbuje zasłonić oczy Louisa, który ucieka od dłoni alfy.
- Musimy zacząć zamykać to cholerne drzwi. - Harry burczy na wycofującą się omegę, i zanim alfa może go sięgnąć, Louis otworzył drzwi do łazienki po czym padł na kolana ze śmiechu.
- O boziuniu, nie mogę oddychać. - mówi między haustami śmiechu. Trzyma się za brzuch i zaczyna czerwienieć z powodu braku powietrza. Harry idzie sprawdzić co z nim, kiedy widzi co zobaczył młodszy.
Liam.
Liam siedzi na kiblu, kompletnie nagi, z dłońmi zasłaniającymi jego oczy. Chodzi o to – że Liam nie ma żadnych brwi. W sensie w ogóle. W ogóle.
Harry otwiera usta by to skomentować ale zamiast tego parska śmiechem i Liam po prostu wciska dłonie w twarz mocniej – prawdopodobnie błagając o szybką śmierć.
- On wygląda jak penis. - Louis docina. - Chcesz dorysować mu brwi? - wyrzuca ze swojego miejsca na podłodze. Niall spogląda przepraszająco na Liama przed odpowiedzeniem Louisowi.
- Miałem zamiar przynajmniej spróbować, ale nie mogę znaleźć markera. - mamrocze i Louis znowu wybucha. Czuje się jakby miał się zaraz posikać.
- Powinniśmy narysować mu monobrew. To jest coś cudownego. Nawet nie obchodzi mnie czemu jesteście goli ani czemu Liam nie ma w ogóle włosów. Coś cudownego. - Louis mówi i po usłyszeniu jęku Liama, Harry decyduje się zdyscyplinować swoją omegę.
- Louis, bądź miły. - szydzi, zza własnego uśmiechu, i idzie podnieść chłopaka, który absolutnie na to nie pozwala. Mały gnojek.
Zamiast tego wstaje i uśmiecha się bezczelnie do Harry'ego przed podbiegnięciem do kanapy i wskoczeniem na nagiego Zayna. - Walka na miecze! - krzyczy i Alfa szybko go podnosi i przerzuca sobie przez ramie. Louis uśmiecha się na widok tyłeczka Harry'ego.
- Jesteś dzisiaj bardzo niegrzeczny. - narzeka zielonooki, uderzając pupę Louisa na tyle mocno, że wydaje to głośny dźwięk i pozostawia ślad. Louis krzyczy i Zayn zaczyna pocierać swój brzuch. Harry obraca się i wytyka palcem drugą alfę. - Ty, zapomnij że widziałeś gołego Louisa. - ostrzega. - I przestań się dotykać. - kręci palcem na boki dla dodatkowego efektu. Później odwraca się do Nialla. - A ty – mówi wskazując na betę. - Marker jest przy szufladzie z nożami. Proponuję dać sobie spokój i pozwolić im naturalnie odrosnąć. - dodaje. - A i następnym razem gdy zdecydujecie się mieć wypadek przy goleniu, zróbcie to gdy nie ma przy tym oceniającego spojrzenia Louisa. - kończy i omega wykopuje nogami w odwecie. - Och, niech pan nie myśli, że nie zostanie pan ukarany. Pański penis dotknął penisa Zayna. - ostrzega Louisa, a omega po prostu się uśmiecha i macha do Zayna, jak zostaje niesiony na górę po schodach.
- To wspomnienie nigdy nie opuści mojego umysłu. - Zayn wykrzykuje z kanapy i Harry zapisuje sobie mentalną notatkę by kupić nową kanapę – tuż po tym jak skończy karać Louisa.
- Kupię ci pierścień na penisa. - informuje, rzucając go na łóżko. Louis przygryza swoją dolną wargę i kładzie się na poduszkach.
- Lubię sprawiać, że jesteś zazdrosny. - Omega przyznaje i alfa warczy po czym przygryza jego szczękę.
- Więc przestań – Harry żąda. - Pewnego dnia nie będę mógł się powstrzymać. - kontynuuje i powaga przecina twarz Louisa, jak kiwa głową i pociera twarz w zgięci szyi starszego.
- Przepraszam. - mówi szczerze i próbuje sprawić że jego głos, jak i ciało, wydaje się mniejsze niż normalnie. To działa, oczywiście, że działa. Harry natychmiast się roztapia i rusza by przytulić chłopaka, zanim jego telefon nie zaczyna dzwonić. Zastanawia się, czy po prostu go nie zostawić, ale pochyla się do stolika i zauważa, że to jego mama. Szybko odbiera i przełącza ją na głośnomówiący.
- Hej mamo, co jest? - Harry mówi i Louis marszczy brwi.
- Jordan nie chce przestać płakać. Chłopcy zaczęli się ze sobą bić i nie da się go uspokoić i nie wiem co mam robić. - Anne przyznaje i Louis słyszy wrzaski w tle, które brzmią jak płacz jego dziecka.
- Moje biedne maleństwo. Możesz dać mi go do telefonu? - pyta, wstając, by założyć na siebie ubrania.
- Nie pozwala mi się do siebie zbliżyć, tylko krzyczy głośniej. Nie sądzę, że chce mieć wokół siebie te wszystkie alfy kiedy czuje się taki bezbronny, mam cię na głośniku. - Kobieta odpowiada i wyczerpujące krzyki stają się głośniejsze. Jego biedne dzieciątko musi być już takie czerwone, a jego gardło takie obolałe.
- Kochanie, tu tatuś. Słyszysz mój głos? - Płacz uspokaja się trochę, ale nie wiele. Louis wzdycha.
- Zaraz będziemy mamo. - Harry stwierdza i Anne dziękuje po czym się rozłącza. Dwójka jest ubrana i gotowa do wyjścia w mgnieniu oka.
Idą na dół i ignorują pudełko chusteczek obok Zayna, by powiedzieć mu gdzie i dlaczego idą. Alfa życzy im powodzenia i para szybko udaje się do Anne, która mieszka około dziesięć minut stąd.
Nie muszą nawet pukać do drzwi, ponieważ one otwierają się i zmęczona Anne, której włosy są związane w niechlujny kok, posyła im łagodny uśmiech przed zamknięciem ich za nimi. Krzyki stały się gorsze i Louis pośpiesza za dźwiękiem i znajduje swoje dziecko w kompletnej histerii na kanapie. Jego rączki i nóżki kopią wszystko i jego twarz jest tak czerwona, że jest gorąca w dotyku. Louis grucha i podnosi go, tuląc do swojej piersi, tylko by natychmiast przestał płakać.
Anne przygląda się w zdumieniu. Harry obserwuje czule scenę przed sobą.
- Chyba po prostu chciał swojego tatusia. - Louis mówi delikatnie jak jego synek pociąga nosem i porusza się by ugościć się przy jego piersi. Omega grucha na tą słodycz i przytula Jordana mocno.
- Co się stało? - Harry pyta cicho, bojąc się że zakłóci spokój.
- Cóż, rozmawialiśmy wcześniej o tym, że chłopaki muszą nauczyć się we wczesnym wieku jak się ładnie bawić, więc pomyślałam, że może niech spróbują podzielić się jedną zabawką. - Anne wyjaśnia. - Na początku było dobrze, ale potem Jordan popchnął Adriana, więc Adrian zepchnął go na ziemie. Jordan wyglądał na tak wściekłego, że zaczął rzucać się po ziemi z rykiem. Nie można się było do niego przybliżyć. Adrian wyglądał na takiego przestraszonego, jakby nie wiedział w ogóle co się stało. - oznajmia.
Harry dąsa się na myśl o jego kłócących się dzieciach.
- Gdzie teraz jest Adrian? - Louis pyta.
- Z twoim ojcem, śpi. - Anne odpowiada, kierując swój komentarz do Harry'ego. Harry przytaknął i minął kuchnie po lewej stronie domu, gdzie znajdowało się biuro jego ojca. Oczywiście, jego ojciec spał na swoim fotelu z Adrianem chrapiącym cichutko na jego piersi. Harry poklepał główkę Adriana i pocałował ją delikatnie.
- Może powinniśmy dzisiaj pozwolić im spać oddzielnie. - Harry zasugerował i Louis zgodził się cicho. Podskakuje z Jordanem w ramionach podczas gdy Harry idzie zgarnąć wszystkie rzeczy ich synów, by mogli wyjść. Obaj dziękują Anne i zaczynają jechać do domu.
Podróż była cicha i Louis wiedział, że alfa próbowała wymyślić coś pocieszającego do powiedzenia. Jednak nie ma wiele co można by powiedzieć, co uciszyłoby myśli Louisa. Wszystko zaczynało być przedawnione i męczące. Za każdym razem kiedy pozwalał sobie być szczęśliwy, nadciągała burza. Zaczyna się frustrować, ponieważ wszystkie jego problemy wydają się wracać do jego byłego i mamy. Musi dostać się na samo dno tego co się naprawdę dzieje i to już.
- Wszystko będzie w porządku. - Harry mówi, przerywając ciszę. Louis spogląda na swoją Alfę i po raz pierwszy od dłuższego czasu szczerze wierzy, że tak, wszystko naprawdę będzie w porządku.