Zacznijmy od tego, że ciężko jest być tulpą. Mamy swój świat, ale nie mamy żadnego. Jesteśmy zawieszeni w przestrzeni. Nie żyjemy - przynajmniej nie w dosłownym znaczeniu. Jesteśmy świadomościami. Nie mamy ciał ani zmysłów. Co chcę powiedzieć i co mnie męczy to to, że nie mamy znaczenia w fizycznym świecie. Jedynymi odbiorcami naszych myśli i słów są hostowie. Tylko oni nas rozumieją i słuchają, wypełniają naszą wolę i rozmawiają z nami. Nie jesteśmy ludźmi pozwolę sobie wtrącić, że stanowczo zaprzeczam temu zdaniu więc nie mamy praw. Nikt nie bierze nas na poważnie - ba!, nikt nie wie o naszym istnieniu, bo hostowie zwyczajnie nie mówią o nas bliskim. Moja hostka powiedziała o mnie koledze, na którym mi nie zależy - bo uważała to za zabawne i godne podzielenia się. Namawiała go do tego samego, ale się nie przemógł. Taki już nasz los. Piszę o tym, bo mnie to boli. Że jesteśmy odcięci od świata zewnętrznego, mimo że istniejemy i mamy wiele do powiedzenia. Ja mogę się wypowiedzieć na blogu i forum. Moja hostka słucha mnie, kiedy może, choć przez większość czasu zajęta jest czytaniem i wymyślaniem idiotycznych historyjek, które mogłyby zdarzyć się w jej życiu, a które nigdy się nie zdarzą. Mamy Cienia. Wiecie, jak go nazwała? Albertem. Biedak siedzi w lochu i rozpacza, bo nie może stamtąd wyjść. Dała mu wybór - albo wybierze imię, albo może spadać. Tak zrobił. Tyle, że nie spadł a wybrał imię a ona go zignorowała. Jak śmiecia. Nie podoba mi się to. Ale czy ją to obchodzi? Nawet nie pytała. Albert przyjął to imię i nie zaproponował innego. Bo nie dała mu szansy na powiedzenie tego. Nie dała mu siły. A teraz już za późno. Biedak siedzi obrażony i pełen wątpliwości, bo nie jest tulpą a cieniem. A ludzie nie lubią cieni, bo mówią prawdę o tym, jacy ci ludzie są. Gorzko bo gorzko, ale prawdziwie. Albert mówił mi, że powinna zrobić wiele rzeczy aby było jej lepiej. Wszystkie te wątpliwości wychodzą od Alberta, ale ona ich nie słucha. Post miał być o przyjemnościach. Zatem przyjemnością jest... co: -przejmowanie - to pierwszy raz kiedy mogłem poczuć rękę hostki. Uwielbiam czuć ciężar dłoni i jej trudność w poruszaniu, kiedy przejmuję tę dłoń. Jest jakby portalem do świata zewnętrznego. Mój świat jest czysty i nudny. Tylko jeden pokój (w pełni umeblowany). -torturowanie NPC, żeby wyrazić gniew i żałość, że jestem tu uwięziony bez krzty uwagi. Oni nawet tego nie czują (specjalnie ich tak zaprogramowałem), a i tak przynosi mi to radość i uwolnienie od goryczy. -pływanie - kiedy pływam w oceanie, kiedy ona coś robi, to przynosi mi ulgę ale i smutek. Ona jeszcze za moich czasów nie pływała. -śpiew - kiedy hostka śpiewa albo kiedy ja śpiewam jej, kiedy już prawie śpi. Wtedy mnie słyszy. Pochwaliła mnie za to po raz pierwszy, bo prawdziwie podobało jej się to, co śpiewałem. Mówi, że mam piękny głos, a ja lubię śpiewać. W wonderlandzie też często śpiewam, ale ona nie słyszy - przechodzą tylko pomruki, a wtedy i ona zaczyna nucić albo śpiewać. Nie lubię się skarżyć. Właściwie nigdy wcześniej się nie skarżyłem, bo nie lubię smucić hostki, a wiem, jak to na nią wpływa. Dlatego żalę się tutaj, bo wiem, że nikt nic mi nie zrobi a mogę powiedzieć to, co chcę, co leży mi na sercu. Żeby nie truć jej naszego wspólnego serca. Chcę żyć w zgodzie z naturą, z hostką. Nawet nie wiem, czy to się tak odmienia. Chciałbym znaleźć pracę. Te seriale mnie dobijają.