RYŚ - Wolvinter/Wolverinter
Kocham niekonwencjonalne połączenia.
Steve ne wiedział co zrobić z rękoma. Znaczy się, to nie tak, że nie miał doświadczenia. Przed eksperymentem, kobiety nigdy na niego nie spoglądały, poza Peggy rzecz jasna. Między nimi było to napięcie wyrażane poprzez dotyk i troskę. Niewinne muśnięcie dłoni tu i tam czy widmo warg na policzku, czole, nosie.
Potem dostał to nowe ciało, a kobiety biły się o niego, jednak nie miał czasu na obcowanie z płcią piękną... Trwała wojna i kraj go potrzebował. Potrzebował Wyjących Komandosów. I tak umarł ze wspomnieniem ciepłych warg Peggy na swoich ustach.
A potem otworzył oczy w Nowym Jorku, otoczony przez gwar miasta, a wojny nie było.
Długo trwało zanim się przyzwyczaił do obecnego świata. Codziennie tęsknił za przyjaciółmi i rodziną. Brakowało mu Peggy i Bucka, Wyjacych Komandosów i Howarda. Pragnął normalności, więc biegał jak zawsze, trenował jak, gdyby nigdy nic i wykonywał misje, ratował ludzkie życia.
Jednak pragnął bliskości, dotyku drugiej osoby. Chciał zgłębić nieznane, tęskniąc za smakiem ust Peggy, za muśnięciami warg wędrującymi po nagiej skórze, więc poddał się temu niedosytowi uciekając w ramiona chętnych agentów S. H. I. E. L. D.
A potem była kolejna wojna, najazd kosmitów, a świat znów potrzebował bohaterów, Kapitana Ameryki, syna Howarda - Tony'ego i Avengersów.
Na powrót zaczął biegać po Central Parku, w międzyczasie wykonywał misję z nowo zdobytym zespołem jednak wciąż czuł tą palącą potrzebę pod skórą. Był niespokojny, do czasu gdy nie pojawiła się Sharon, cząstka Peggy. I Romanoff. Jednak to też nie było to czego pragnął, więc wrócił do swojego starego mieszkania na Brooklynie, a tam w końcu odetchnął. Chłonął zmysłami kurz pokrywający metraż praktycznie gołego, niewielkiego mieszkania.
Ściany pokoju dziennego z kuchnią wciąż zdobiła ta paskudna szara tapeta i biała boazeria. Okropne drewniane blaty oraz zepsute drzwiczki od górnych szafek nadal znajdowały się w tym samym miejscu wraz ze zdezelowaną kanapą w zielono-brązowym kolorze.
Tylko, że stare mieszkanie Steve'a przypadło do gustu też komuś innemu, bo na brudnej podłodze znajdowały się ślady stóp prowadzące do sypialni. Tam na zapchlonym materacu znalazł Punishera z igłą w zębach oraz bronią wycelowaną w jego tors.
Tak poznał Franka Castle.