I always claimed to be a big fan of yours but I just got the chance to read YBLE and I was still awed on how well you write, especially HL (and how dumb Harry was on that fic ngl) looking forward to your new work!!!
Hiii!! Oh, that fic is so old!! I'm happy it's still being read ♡ thank you for that!
Haha, Harry really was stubborn in that fic. He had no idea. But!! The shampoo saved the day lol
like gollum mine haha! Sriously though, your "the shampoo is empty" is a fandom classic.
It was one of my better moments, I guess! But yeah, I am somewhat proud of it and how I weaved it into the story, so I wouldn’t like to see it rewritten.
Louis otworzył oczy, zaraz potem z powrotem zamykając je z powodu oślepiającego wiosennego słońca. Harry leżał w połowie na nim, jego głowa spoczywała między łopatkami Louisa, a ręka na jego pośladkach. Najwidoczniej Harry lubił się dotykać również we śnie. Louis nie miał nic przeciwko.
Dzwonek rozległ się ponownie i Louis jęknął. Harry również się przebudził i cicho westchnął, po czym przycisnął usta do karku Louisa.
- Ktoś domaga się twojej uwagi – powiedział Harry zaspanym i zachrypniętym głosem.
- Tak, czuję. – Louis przysunął się do Harry’ego. – Jesteś niewyżyty.
Harry w odpowiedzi ścisnął jego biodro, składając delikatne pocałunki na jego barku. – Kto może dzwonić o wpół do dziewiątej w niedzielny poranek? – spytał Harry, przesuwając ręką po jego biodrze i przysuwając Louisa bliżej.
Louis odwrócił się i podparł na łokciach, spoglądając na Harry’ego. – Moglibyśmy to zignorować i wziąć prysznic.
- Desperacko potrzebuję prysznica – stwierdził Harry. – I jedzenia. Porządnego jedzenia – dodał, zanim Louis był w stanie przypomnieć mu o płatkach, które jedli poprzedniej nocy.
Dzwonek rozległ się ponownie i Louis z westchnieniem odrzucił głowę do tyłu. – Poczekaj chwilę – powiedział i wstał z łóżka. Harry sięgnął, by klepnąć go w pośladki, a Louis mrugnął do niego przez ramię. Na nagą klatkę piersiową naciągnął koszulkę i poprawił spodnie na biodrach. – Tylko szybko zabiję tego kogoś.
Na bosych stopach pospieszył przez korytarz do drzwi i nie był zbyt zaskoczony, kiedy dostrzegł za nimi Liama i Zayna. Przyprowadzili nawet Woodstocka, który przywitał Louisa, ciągnąc za swoją smycz.
- Przynajmniej ty – przywitał ich Louis i wskazał na Zayna – nie powinieneś mieć powodu, żeby nie spać o wpół do dziewiątej w niedzielę.
Zayn bezradnie wzruszył ramionami i wszedł, a za nim podążył Liam. – Nie miałem większego wyboru.
- Harry wczoraj nie wrócił – powiedział Liam i spojrzał wyczekująco na Louisa.
- Słyszeliście o telefonach? – spytał Louis.
- Chciałem spytać o to ciebie, jako że swojego nie odbierałeś.
Louis zmarszczył brwi i przypomniał sobie, że kładł go na stoliku przy łóżku. Prawdopodobnie znów się rozładował.
Zayn zerknął przez korytarz na drzwi do sypialni. – Jest tutaj?
- Jesteście najgorsi. Mam nadzieję, że nigdy nie będziecie mieli dzieci. – Louis odwrócił się i poszedł do kuchni, zostawiając ich, aby poszli za nim.
- Tylko się martwimy – powiedział Liam. – Na wszelki wypadek, gdybyś znów coś spieprzył, a on uciekłby i zrobił coś głupiego.
Louis włączył czajnik i otworzył szafkę, aby wyjąć kubki. Potem odwrócił się, oparł o zlew i skrzyżował ramiona. – Myślę, że oboje wiemy, że gdyby tak się stało – a chciałbym jedynie dodać, że nie mam pojęcia, dlaczego sądzicie, że to ja bym coś spieprzył – Harry pojawiłby się u was.
- Więc rozmawialiście? – Zayn rozpromienił się na samą myśl, a Louis fuknął.
- Zawsze śmiejecie się z niego, bo lubi komedie romantyczne – powiedział oschle Louis. – A jak się okazuje, to wy je uwielbiacie.
Liam uśmiechnął się i nagle znalazł się w przestrzeni osobistej Louisa, przytulając go. – Cieszę się, że sobie to poukładaliście. Wyglądaliście tak żałośnie – powiedział, pocierając plecy Louisa.
Ponownie rozległ się dzwonek, a Louis przewrócił oczami.
- Ja otworzę – powiedział Zayn i opuścił kuchnię, a za nim udał się Woodstock, z podekscytowaniem merdając ogonem.
Liam odwrócił się z powrotem do Louisa. – To naprawdę go dręczyło, Louis – powiedział cicho. – Mam nadzieję, że wiesz, jak bardzo cię kocha.
Louis przez chwilę się w niego wpatrywał i myślał, czy z tego nie zażartować. To była jego naturalna reakcja, ale Liam wyglądał tak szczerze i troskliwie, że Louis prawdopodobnie nie miał pojęcia, jak źle przyjął to wszystko Harry.
- Chyba wiem – odpowiedział i lekko ścisnął ramię Liama. – Nie winię go. Potrzebowaliśmy trochę czasu, żeby doszło do nas, jak powinniśmy to rozwiązać. Ale teraz jest dobrze. Nieprędko go opuszczę.
Liam wyglądał, jakby mu ulżyło i ponownie przytulił Louisa, po czym odsunął się i zmarszczył nos. – Naprawdę potrzebujesz prysznica, stary.
Louis zaśmiał się i uszczypnął jego brzuch. – Chciałem wziąć prysznic, ale się wprosiliście.
Wrócił Zayn, za nim szedł Niall z psem na rękach.
Louis uniósł brew. – Umówiliście się tutaj?
Niall pokręcił głową. – Nie, kilka razy próbowałem zadzwonić, a ty nie odbierałeś, więc postanowiłem sprawdzić, czy wszystko w porządku. Na wypadek gdyby sprawa z Harrym się nie rozwiązała – dodał z uśmieszkiem. – Ale biorąc pod uwagę na jak wypieprzonego wyglądasz, zgaduję, że nie muszę się tym martwić.
Liam zakrztusił się własną śliną, a Zayn parsknął śmiechem. Louis tylko się uśmiechnął, przygładzając pogniecioną koszulkę.
- Jesteście cholernie głośni – powiedział Harry z przejścia i potarł palcem oko. Ziewnął i nie kłopotał się założeniem na siebie czegoś poza bokserkami. Spojrzenie Louisa natychmiastowo spoczęło na jego brzuchu, ale nie było na nim widać śladów ich wczorajszych poczynań. Jakimś sposobem Harry’emu udało się wyczyścić tę część, zanim przyszedł do kuchni, ponieważ Louis pamiętał, jak bardzo był brudny i się kleił, kiedy zasypiali. Jednak kilka śladów, ciemnych, fioletowych, rozmieszczonych na jego ciele, pokazywało prawdę.
To był niesamowity widok i Louis poczuł, jak zalewa go uczucie satysfakcji.
Harry wszedł do kuchni i od razu skierował się do Louisa, wchodząc w jego przestrzeń osobistą i przytulając się do niego, kładąc mu głowę na barku. Louis nie był w stanie powstrzymać uśmiechu i otoczył ramieniem pas Harry’ego, przysuwając go do siebie. Dostrzegł spojrzenie Zayna i poczuł, jak na jego szyję wkrada się rumieniec, kiedy na krótko przycisnął usta do włosów Harry’ego.
- Przepraszamy, że zakłóciliśmy twój spokojny sen – powiedział oschle Niall, ale w jego tonie można było dosłyszeć czułość.
- Wybaczę, jeśli powiecie, że przynieśliście jedzenie – odpowiedział Harry. – Umieram z głodu.
- Przynieśliśmy jedzenie – powiedział Zayn, a Harry zaczął kręcić się w ramionach Louisa. Louis był pewien, że Harry właśnie całkowicie się rozbudził; patrzył na Zayna szeroko otwartymi oczami, po czym rozejrzał się po kuchni.
- Gdzie? – spytał. – Nie wiedzę.
- Kazałeś powiedzieć, że przynieśliśmy jedzenie – wytknął Zayn z uśmieszkiem.
Harry wyrwał się z uścisku Louisa, by rzucić się na Zayna. Louis obserwował, jak jego niewiarygodnie długie kończyny owijają się wokół chłopaka, usiłując go przewrócić. Zayn jednak odpychał go, śmiejąc się i kopiąc, aż Harry go puścił.
- To obrzydliwe – wykrztusił Zayn przez śmiech. – Śmierdzisz seksem, złaź ze mnie!
Harry odsunął się i zmarszczył brwi, po czym uniósł ramię i powąchał skórę pod łokciem. Odwrócił się do Louisa i wzruszył ramionami. – To chyba prawda.
Louis uniósł brew. – Dziwi cię to?
Harry podszedł do niego z szerokim uśmiechem, a ręka Louisa momentalnie spoczęła na jego biodrze. Miło było sięgać do Harry’ego i dotykać go, nie myśląc o tym, nie czując ograniczeń ani sprzeciwów. Nie musiał się powstrzymywać ani zastanawiać, jak patrzeć na Harry’ego, jak długo i czy Harry dostrzeże uczucie w jego spojrzeniu. Harry powinien je już widzieć, a Louis tego chciał.
Harry ułożył swoją dłoń na ręce Louisa i splótł ich palce. Nadal patrzył na Louisa z uśmiechem, a jego myśli ewidentnie były przepełnione wspomnieniami ostatniej nocy.
- Okej, gołąbki – powiedział Liam i przerwał ciszę, przez co Louis powrócił do rzeczywistości, jako że jakimś sposobem przestał zauważać kogokolwiek poza Harrym. – Może wy zajmiecie się prysznicem, a my śniadaniem?
Louis uśmiechnął się, ściskając rękę Harry’ego. – Brzmi dobrze.
- Nawet o tym nie myśl – wtrącił Niall. – Myjecie się osobno.
Harry oderwał wzrok od twarzy Louisa i zmarszczył brwi. – Proszę? Niby dlaczego?
I jak Louis w ogóle go znalazł? Wydawało się, że naprawdę uraziło go to, że Niall zaledwie wspomniał o rozdzieleniu ich na dziesięć minut. To było naprawdę urocze.
Niall przewrócił oczami i odwrócił się do Liama. – Zgłaszam się na ochotnika do pójścia do Tesco i kupienia potrzebnych rzeczy.
- Chyba pójdziemy razem – dodał Zayn i przypiął smycz do obroży Woodstocka.
- Macie dwadzieścia minut – poinformował ich Liam, kiedy opuszczali kuchnię. Zabrał klucz z małej szafki na buty Louisa i mrugnął do nich przez ramię.
Louis uniósł brew, kiedy reszta szybko opuściła mieszkanie, a potem odwrócił się do Harry’ego, który nadal stał z tym zadziornym uśmieszkiem. Nadal ciężko było uwierzyć, że Harry stał tam, w jego mieszkaniu, wyglądając na zaspanego, pachnąc seksem, w samej bieliźnie i mając zamiar wziąć prysznic z Louisem.
Louis wyciągnął ręce i pozwolił przyciągnąć się Harry’emu. Jego skóra nieco kleiła się do policzka Louisa, ale nadal była ciepła i delikatna.
- Zyskałem aprobatę twojej mamy – wymamrotał Louis w zagięcie szyi Harry’ego.
Harry odsunął się z zaskoczony i zdezorientowany, po czym zrozumiał. – Kiedy przestaniesz robić z Liama mamę?
- Kiedy przestanie się zachowywać jak mama – odpowiedział Louis z uśmiechem.
Kręcąc głową, Harry pociągnął Louisa do łazienki. – Więc co powiedział?
- Że przysiągłeś być moim sługą, jeśli ci wybaczę.
Harry odwrócił się i uniósł brew, puszczając rękę Louisa, aby złapać za jego koszulkę i przeciągnąć mu ją przez głowę. – Cóż, obawiałem się, że wspomniał o szamponie.
Louis zmarszczył brwi, a Harry zahaczył palcami o pas jego spodni. – O co chodzi?
Harry uśmiechnął się i pocałował Louisa w policzek, po czym zsunął spodnie z jego bioder. – Nigdy ci tego nie powiem. Śmiałbyś się do końca moich dni.
- Więc – zaczął Louis, wchodząc za Harrym do kabiny prysznicowej. Dowie się. Prawdopodobnie nie od Liama, ale może wyciągnie to z Zayna. I o cokolwiek chodziło, będzie to bez końca wypominał Harry’emu – Nie masz nic przeciwko byciu moim sługą?
- Chyba nic nie poradzę, jeśli zdecydowałeś się zrobić ze mnie sługę. – Sięgnął za siebie, żeby włączyć wodę i pochylił nad Louisem, aby ochronić go od lecącej początkowo zimnej wody. Zmoczyła końcówki jego włosów, przez co przylegały do jego karku i chłopak zadrżał.
Cholera, Harry naprawdę był materiałem na chłopaka. Louis ruszył do przodu i przyciągnął go do pocałunku. Nie przejmował się porannym oddechem, potrzebował ust Harry’ego na swoich.
Harry zachichotał, kiedy woda ocieplała się na ich skórach, i przyciągnął Louisa bliżej. Woda z jego loków kapała na twarz Louisa, kropelki łapały się na jego rzęsy i górną wargę, kiedy odsunął się i uśmiechnął.
- Kocham cię, Lou – powiedział cicho i Louis nie potrafił sobie wyobrazić, że te słowa kiedykolwiek przestaną mu schlebiać. Słyszał je tak często poprzedniego dnia i w nocy, tak wiele razy, a nadal wywracały jego świat do góry nogami.
- Ja ciebie też kocham – odpowiedział równie cicho. Sposób, w jaki twarz Harry’ego się rozświetliła, powiedział mu, że prawdopodobnie chłopak czuł do niego to samo. Naprawdę nie mógł uwierzyć, że na kimkolwiek mógł wywrzeć taki efekt. A z pewnością nie na Harrym Stylesie. To była dla niego zagadka i naprawdę nie miał pojęcia, jak udało mu się ją rozwiązać.
Ale została rozwiązana – a Harry był brakującym elementem.
Louis nie miał pojęcia, jak to się stało, że na niego zasługiwał, i jak Harry w ogóle go chciał, ale nie kwestionował swojego szczęścia. Zamiast tego chciał się upewnić, że właściwie je wykorzysta.
Ponownie złączył ich usta i scałował uśmiech Harry’ego, aż w końcu woda już nie wydawała się tak ciepła na ich rozgrzanych ciałach. A Louisa nic nie mogło powstrzymać od planu uprawiania leniwego seksu pod prysznicem o poranku. Nie hałas dochodzący z drzwi frontowych, kiedy Niall, Liam i Zayn wrócili, nie ziębnąca woda, nie Harry przyciśnięty do kafelek, wydobywający z siebie jęki i szepczący: - Nie mogę.
Louis udowodnił mu, że mógł. I to bardzo dobrze.
Później, kiedy wycierał ręcznikiem skórę Harry’ego i zarzucił go na jego głowę, aby wysuszyć jego loki, Harry posłał mu błagające spojrzenie, opierając się o niego.
- Naprawdę potrzebuję jedzenia – jęknął. – Jestem zbyt wykończony, żeby stać.
Louis kiwnął głową i podał mu ręcznik, żeby się zakrył, po czym oboje opuścili łazienkę, wypuszczając wilgotną chmurę pary przy otwieraniu drzwi.
Zayn zerknął na nich z salonu, unosząc brew. – To było naprawdę długie dwadzieścia minut.
Louis uśmiechnął się i poszedł z Harrym do sypialni. Podał mu parę świeżych spodni i koszulkę, a Harry posłał mu oburzone spojrzenie.
- Nie będziesz siedział nago w mojej kuchni – stwierdził Louis. Wyobrażenie było naprawdę kuszące, ale spróbują tego, kiedy będą sami.
- Nie nago – powiedział Harry, zerkając na ubrania. – W bieliźnie.
Louis rzucił w niego ubraniami, a Harry westchnął, ale uległ i założył je, podczas gdy Louis wkładał swoje.
W kuchni Liam i Niall smażyli na patelni czerwoną fasolkę, bekon i jajka. Harry wykradł ze stołu kawałek tostu i wepchnął go do ust.
- Hej! – Niall to zauważył i wskazał Harry’ego palcem. – Odłóż to! Ja nie mogłem niczego dotknąć, kiedy wy siedzieliście godzinami w łazience!
Harry uśmiechnął się, przeżuwając chleb. – Nie uprawiałeś też seksu cały dzień, umierając z głodu.
Niall warknął, ale się nie wykłócał. Nałożył bekon, fasolkę i jajka na talerze i kazał im przynajmniej zrobić herbatę. Zanieśli wszystko do salonu i usadowili na sofie, fotelu i podłodze.
To był leniwy dzień. Spędzili go na graniu w FIFĘ i oglądaniu głupich programów telewizyjnych. Louis myślał, że to niesamowicie rodzinne. Niedziela spędzona w domu, na sofie z czterema najlepszymi przyjaciółmi. Zayn zasnął koło południa, a Niall malował na jego twarzy niezmywalnym markerem. Zayn oderwie mu głowę, kiedy się obudzi, Louis nie miał wątpliwości. Nie mógł się doczekać. Liam leżał z głową na klatce piersiowej Zayna i oglądał telewizję, rękę trzymając na plecach Woodstocka.
A Harry… Harry był przy jego boku przez cały dzień. Tak jakby nie był przy nim poprzedniego dnia. Bawił się jego palcami, kiedy znudził się telewizją, szeptał do jego ucha, kiedy przegrał mecz z Zaynem.
Prawdopodobnie pójdzie tej nocy do domu, pomyślał Louis, kiedy Harry się do niego przytulił. Jego ręka oplatała talię Louisa, a usta były przyciśnięte do jego szyi. Wróci do domu, aby się przebrać i zdążyć na lekcje następnego dnia.
Ale Louis spotka się z nim na uniwersytecie, aby zjeść lunch, lub wpadnie do piekarni i zabierze go do domu. Nie miał już klucza do jego mieszkania, ale i tak prawdopodobnie zostanie tam na noc.
Harry stawał się cięższy na jego klatce piersiowej, a jego oddech miarowy. A Louis uśmiechnął się do siebie, przyciskając lekko usta do jego skroni.
Może jednak nie pójdzie do domu. Nie, żeby Louis narzekał. Gdzie tam.
Jeśli Harry chce, zdecydowanie mógłby zostać na zawsze.
Nie zapomnijcie o notce przed rozdziałem. Ale poważnie. Wejdźcie.
-
Zepchnął z siebie ciężką kołdrę i usiadł z jękiem; kiedy się poruszył, coś strzeliło mu w biodrze. Przez chwilę nie potrafił się zorientować, nie rozpoznawał pomieszczenia, w którym się znajdował. Potem odwrócił głowę i zobaczył Louisa na sofie, zwiniętego pod wełnianym kocem i mocno śpiącego.
Harry obserwował go zmęczonym spojrzeniem i z powrotem uniósł kołdrę, przysunął ją do twarzy i schował nos w delikatnym materiale. Pachniała jak Louis i Harry ponownie uświadomił sobie, jak bardzo mu go brakowało.
Z tęsknotą lub bez, nadal pozostawało niewiadomym, dlaczego Harry spał na podłodze, a Louis na sofie. To nie wydawało się sprawiedliwe. Mógł wziąć kołdrę dołączyć do Louisa, przytulić go i przykryć ich obu ciepłym materiałem. Lub mógł zsunąć Louisa z sofy na podłogę, obok siebie.
Jednak obie opcje obudziłyby Louisa i Harry pomyślał, że to również nie było sprawiedliwe. Więc powoli wstał i nadal ze zdrętwiałymi nogami opuścił na palcach salon. Kiedy tylko zamknął za sobą drzwi, przeciągnął się i usłyszał, jak strzela mu każda kość w ciele.
Ale Louis nie obudził go, żeby go wyrzucić, więc ból w kościach już był tego warty.
Poszedł do kuchni, żeby ocenić panujący tam chaos i zauważył się, że Louis powkładał brudne naczynia do zlewu. Poszedł do łazienki, umył twarz i przesunął rękoma przez włosy, żeby przynajmniej trochę je ułożyć.
Przez moment wpatrywał się w swoje odbicie; zmęczone oczy, bladą skórę, włosy w nieładzie i pogniecioną koszulę.
Co do cholery – stwierdził i zdjął ubrania, po czym wszedł pod prysznic. Po jego skórze spłynęła gorąca woda i sprawiła, że poczuł się nieco lepiej, żywiej niż wcześniej. Kiedy sięgnął po szampon i nalał nieco na rękę, zamarł na znajomy zapach i na jego twarzy ukazał się uśmiech.
Czując się o wiele lepiej i z ręcznikiem owiniętym wokół bioder, wyszedł z łazienki i zerknął do salonu na Louisa, widząc, że nadal śpi.
Sypialnia Louisa była w ogromnym nieładzie. Na podłodze porozrzucane były ubrania, pościel była pognieciona i nie na miejscu – jedna poduszka na środku łóżka, druga na podłodze. Na stoliku nocnym znajdowała się sterta książek.
Harry lekko pokręcił głową z czułym uśmiechem na ustach, otworzył szafę, wyjął koszulkę i spodnie z dresu. Założył je i spodnie były za krótkie, ale nie miał nic przeciwko. Otworzył też kilka szuflad w poszukiwaniu skarpetek, ale żadnych nie znalazł.
Poza tym otwieranie szuflad w pokoju Louisa nie było w porządku. Harry był pewien, że Louis nie miałby nic przeciwko pożyczaniu mu ubrań, ale nie chciał tak przeszukiwać jego rzeczy.
Cicho i na bosych stopach opuścił sypialnię, żeby zrobić śniadanie. W lodówce nie znalazł niczego do jedzenia, nawet jajek lub tostów, więc poddał się. Włączył czajnik i poszukał kubków, żeby zrobić herbatę.
Jako że Louis nadal spał, a Harry nie miał nic lepszego do roboty, zdecydował się mu pomóc i pozmywać za niego naczynia. Jeśli by to tak zostawił, Louis prawdopodobnie nie pozmywałby w ciągu roku, więc to nie był zły pomysł.
I tak wszystko inne, o czym Harry był w stanie pomyśleć, wliczało zmysłowe budzenie Louisa. A Harry naprawdę nie powinien nawet o tym myśleć.
Trzydzieści minut później pozmywał naczynia i powycierał wszystkie blaty w kuchni Louisa, przez co nie miał już nic do roboty. Nalał herbaty do kubków i zerknął na zegarek, decydując, że jedenasta trzydzieści była ludzką godziną, by obudzić Louisa.
Louis nie zmienił za bardzo pozycji, kiedy Harry wszedł do salonu. Leżał na boku z ręką pod policzkiem, zmierzwionymi, ale odgarniętymi z twarzy włosami i długimi rzęsami. Wyglądał jak dziecko, w sposób, który przyspieszał bicie serca Harry’ego.
Jak to się stało, że nigdy nie zauważył, że Louis był zwyczajnie piękny? Oczywiście zawsze wiedział, że Louis nie był nieatrakcyjny. Ale nigdy nie dostrzegł, jak piękny był. Kości policzkowe były idealnie uwydatnione, wysokie i wyraziste. Jego skóra była złocista, odcień, który przypominał Harry’emu o pysznej krówce karmelowej. A rzęsy były prawdopodobnie jego najlepszą częścią. Były grube i ciemne, ciągnęły się dniami.
Harry odłożył kubki na stole i usiadł na skraju sofy, przesuwając ręką przez włosy Louisa. Były delikatne i lekkie, a Harry’emu podobało się, kiedy na oczy Louisa opadała grzywka, rzucając cień na jego niebieskie tęczówki. Delikatnym ruchem Harry ułożył je na czole Louisa i obserwował, jak chłopak zmarszczył brwi we śnie. P0woli się obudził, cicho jęcząc i sięgając ręką do grzywki, którą ułożył mu Harry.
- Co do cholery – wydusił Louis, nawet nie otwierając oczu.
Harry nadal go obserwował, czekając, aż całkowicie się obudzi. Popijał własną herbatę i kiedy Louis w końcu uchylił powieki, lekko się do niego uśmiechnął. Louis prawdopodobnie nie chciałby tego słyszeć, ale uroczo tak wyglądał. Harry chciał go przytulić i trzymać go, aż Louis ponownie zasnąłby przy jego klatce piersiowej.
- Dzień dobry – przywitał go Harry.
Louis odwrócił się na plecy i przez chwilę z uchylonymi powiekami wpatrywał się w Harry’ego. Zmierzył Harry’ego wzrokiem i lekko zmarszczył brwi. – Cóż – powiedział nadal zachrypniętym od snu głosem. – Rozgość się.
Uśmiech Harry’ego się poszerzył i chłopak podał Louisowi kubek. – Stwierdziłem, że nie miałbyś nic przeciwko.
Siadając, Louis przesunął ręką przez włosy, po czym przyjął kubek i zaczął pić z zamkniętymi oczami. – No nie zerwę ich teraz z ciebie, prawda?
Zaległa między nimi niezręczna cisza i Harry widział, jak Louis się spina. Od kiedy oboje zamierali na takie dwuznaczne komentarze?
- Chciałem zrobić śniadanie – powiedział Harry, żeby odwrócić uwagę od niezręczności – Ale nie masz nic do jedzenia.
Louis wzruszył ramionami, nadal skupiony na herbacie. – Zwykle jem płatki. Zrób sobie, jeśli jesteś głodny.
- Nie, jest okej. – Nie będąc pewnym, jak kontynuować, Harry również wpatrywał się w swój kubek. Czuł się ciepło i odważnie, ale teraz znów to minęło. Louis nadal był dla niego oschły, Harry nie wiedział, jak sobie z tym radzić.
Rozejrzał się po pokoju i jego wzrok spoczął na różowym pudełku, które dał Louisowi. – Jeszcze nie otworzyłeś swojego prezentu.
Louis podniósł wzrok i zerknął na Harry’ego, po czym wstał, żeby zabrać go z małego stolika. Leniwie opadł na sofę i obrócił pudełko w dłoniach. – To ten sam papier, którego użył Niall – stwierdził.
- Pomogłem im opakować ich – powiedział Harry. – Niall używał mil papieru do pakowania i nadal wyglądało to raczej do niczego.
Louis cicho się zaśmiał i Harry obserwował, jak jego wyraz twarzy łagodnieje. Jego serce fiknęło koziołka, kiedy zmarszczyły się oczy Louisa. Jego uśmiech był uroczy i Harry za późno sobie to uświadomił.
Kiedy Louis zrywał papier, jego cichy śmiech zmienił się w głośny, nawet zanim całkowicie otworzył prezent.
- Nie jesteś poważny, Harry – krzyknął i odwrócił się do Harry’ego z rozbawioną miną. – Kupiłeś mi miniaturową wersję odkurzacza Hetty?
Na twarzy Harry’ego pojawił się szeroki uśmiech i chłopak kiwnął głową. – To wersja dla dzieci. Nie możesz nim poodkurzać mieszkania, ale można nim posprzątać okruszki z ciastek na sofie.
- Odnoszę wrażenie, że sądzicie, że nie potrafię utrzymać mieszkania w porządku.
- Tylko ci to ułatwiamy – wyjaśnił Harry i nie wspomniał o tym, że Liam, Zayn i Niall nie mieli pojęcia, co mu kupić. Jakimś sposobem podłapali jego pomysł, kiedy pokazał zabawkę, którą kupił.
Louis wyjął różowe urządzenie z pudełka i ze skupionym wyrazem twarzy włożył baterie. Włączył go i ponownie się zaśmiał, odkurzając puste miejsce obok.
- Cieszę się, że ci się podoba – powiedział czule Harry.
- Wiesz, że Hetty jest moją skrywaną miłością – odpowiedział Louis i wyłączył odkurzacz. Odłożył go na stół i jego narysowana, wesoła twarz uśmiechała się do nich. – Dzięki.
W tym momencie Harry chciał powiedzieć wiele. Chciał powiedzieć Louisowi, że jego śmiech go uszczęśliwiał i że uwielbiał sposób, w jaki Louis go przytulał, że jego włosy zawsze tak pięknie pachniały, a oczy były najbardziej niebieskie, jakie kiedykolwiek widział. Chciał powiedzieć, że był zakochany w jego rozmyślaniach, sarkastycznym humorze i łagodnym sercu. Chciał powiedzieć, że uroczym było, że zawsze czuł się kompletnie zagubiony w kuchni, że uwielbiał kłaść rękę na jego brzuchu, że wyglądał tak łagodnie i delikatnie o poranku i tak seksownie, kiedy grał w piłkę.
Harry chciał powiedzieć mu to wszystko, ale zdecydował się na najbardziej naglące.
- Brakuje mi ciebie, Lou.
Louis zesztywniał i wpatrywał się w swój podołek, po czym uniósł głowę i spojrzał na Harry’ego z małym uśmiechem na ustach. Dlaczego wyglądał na tak zranionego, kiedy się uśmiechał? Harry nie był w stanie tego pojąć.
Bez słowa Louis sięgnął do niego i owinął go ramionami. Harry westchnął i przysunął się. – Mi też ciebie brakuje, głupku.
To go nieco uspokoiło. Przynajmniej Louis nie nienawidził go i z tego miejsca łatwiej miało być wszystko wyjaśnić. I nawet jeśli Louis chciał zostać jedynie przyjacielem, Harry przyjąłby tę propozycję.
Wolał zostać przyjacielem, niż w ogóle już nie spędzać czasu z Louisem.
- Przepraszam – powiedział i chwycił za koszulkę Louisa.
Louis na chwilę zamilkł, jego ramię nadal owijało ramiona Harry’ego, a drugie luźno spoczywało na jego biodrze. Jego twarz była odwrócona do włosów Harry’ego, a jego głos był stłumiony, kiedy spytał: – Za co przepraszasz?
- Za pocałunek – powiedział natychmiastowo Harry. – Nie powinienem tego robić. – Ciężko przełknął i oparł czoło o bark Louisa. – To cię ode mnie odsunęło. Wiem, że często nie zachowywałem się jak przyjaciel. Nie mam pojęcia, co we mnie wstąpiło. – To oczywiście było kłamstwo. Ale Harry wiedział, że tak było lepiej. To naprawdę było małe kłamstwo, które ratowało ich obu od dalszych szkód.
Louis ponownie nie odpowiedział. Nagle się spiął i lekko odepchnął Harry’ego. Wstał i przemierzył pokój, ewidentnie zakłopotany i szukający słów. W obawie przed powiedzeniem czegoś niewłaściwego, Harry obserwował go i przygryzał wargę aż zaczęła boleć.
Mimo wszystko Louis go wyrzuci.
- Posłuchaj, Harry - powiedział w końcu Louis i stanął. – To nie tak, że nie chciałem tego pocałunku. Prawda jest taka – zatrzymał się potarł palcami zmarszczone czoło – że naprawdę go chciałem.
Harry wpatrywał się w niego, usiłując przetworzyć to, co usłyszał.
- Chciałem tego od kiedy zobaczyłem cię w tym klubie. I powiedziałem, że nie jestem zainteresowany, bo Zayn uparł się, że jestem prześladowcą. – Louis nadal nie spojrzał na niego. Jego włosy były zmierzwione, skóra nadal wyglądała na delikatną, a oczy były teraz szare.
Harry usiłował coś powiedzieć. Cokolwiek, żeby uświadomić Louisowi, o czym właśnie myślał. Ale udało mu się wydusić jedynie: – O kurwa. – Bo, tak, o kurwa, Harry wszystko spieprzył nawet bardziej niż wcześniej sądził.
- Wiem – wykrztusił Louis. – I lepiej, żeby naprawdę było ci przykro, bo naprawdę wszystko utrudniałeś. Próbowałem, Harry, naprawdę próbowałem to ignorować, ale nie mogłem. Nie, kiedy zachowywałeś się tak, jak się zachowywałeś. Nawet nie dałeś mi szansy, żeby powiedzieć nie.
To był prawda, Harry nie dał mu szansy. Bez względu na to, co się pomiędzy nimi wydarzyło, to Harry to inicjował i Louis nie miał szans, żeby powiedzieć, co mu leży na sercu lub się nie zgodzić. To musiało się skończyć. Louis sądził, że nie miał racji, a Harry musiał uświadomić mu, że tak nie było, że chciał tego wszystkiego, że kochał go.
Wstał i czuł, jak miękną mu kolana. Nigdy wcześniej nie miękły mu kolana – nic w jego życiu nie wydawało się jeszcze tak ważne.
Cicho odchrząknął, usiłując sprawić, żeby jego głos brzmiał przynajmniej nieco spokojnie. – Louis, mówiłem ci, że nie jesteś w moim typie-
- Pieprz się, Harry – przerwał mu Louis i w końcu podniósł na niego spojrzenie. Szary zmienił się w burzliwy niebieski. – Jeśli usłyszę, że mówisz to jeszcze raz, dostanę szału. Rozumiem, okej? To nie tak, że żyję w iluzji, że nagle stanę się dla ciebie wystarczająco dobry, a ty zmienisz zdanie.
Nie mogąc znaleźć słów, Harry wpatrywał się w niego i uświadomił sobie, że nie mógł tego zacząć gorzej. Przygryzł wargę i zdecydował, że słowa nie dadzą rady. Zrobił dwa kroki, by znaleźć się przy Louisie i przyciągnął go, by ująć jego usta w szorstkim pocałunku. Smakował gorzko, jak herbata i sen, i nadal dokładnie tak, jak zapamiętał Harry. Jego usta były suche, ale delikatne, i natychmiast odwzajemnił pocałunek, wydając z siebie zaskoczony dźwięk.
- Nie – wydusił Louis i popchnął nieco słabo, jednak z wystarczającą siłą, ramię Harry’ego. – Zostaw mnie.
Harry, nie mogąc złapać oddechu, zrobił krok w tył i oblizał usta, nadal czując na nich Louisa.
- Pieprz się – jęknął Louis, odwracając się i przesuwając ręką po twarzy. – Nie pozwolę ci zrobić tego po raz kolejny.
- Louis – zaczął Harry, ale znów mu przerwano.
- Nie zrobię tego ponownie, Harry. Nie pozwolę ci tego zrobić ponownie. Nie pozwolę ci dać mi nadziei, żebyś mógł mi powiedzieć, że nie jestem tym, kogo chcesz. Przykro mi, że nie jestem tym, czego szukasz. – Odwrócił się ponownie i Harry po raz pierwszy widział go w takim stanie, naprawdę rozwścieczonego. Jego policzki były zarumienione, oczy ciemne, a usta nadal czerwone i zwilżone od pocałunku. Nawet tak wyglądał pięknie. – Przykro mi, że nie wszyscy mogą mieć dziwaczne poczucie humoru, urocze dołeczki i cholernie anielskie loki, żeby oczarować nimi cały świat.
Harry chciał go dotknąć. To było tak niewłaściwe, Louis tak bardzo się mylił, a Harry czuł się źle z myślą, że Louis w ogóle odniósł takie wrażenie. To była tylko i wyłącznie jego wina, przez ten cały czas był tak ślepy.
- Nie wiem, jak jest z całym światem – odpowiedział Harry i nie był do końca pewien, na co odpowiadał. – Ale ty zdecydowanie oczarowujesz przynajmniej mnie.
Mina Louisa zrzedła i pobladł jeszcze bardziej. – Och, pieprz się – wymamrotał.
Harry wymusił mały uśmiech i zdecydował, że bezpiecznie będzie znów podejść do Louisa. Delikatnie przesunął palcami po jego nagich ramionach aż do jego rąk. – Cały czas to powtarzasz – wymamrotał, pochylając się, żeby oprzeć swoje czoło o czoło Louisa i popatrzeć w jego oczy. – Wolałbym jednak pieprzyć ciebie.
Louis wpatrywał się w niego i oddech uwiązł mu w gardle. Przełknął ciężko, po czym odpowiedział. – Zabiję cię, jeśli znów zmienisz zdanie.
- Zajęło mi dużo czasu, żeby w końcu to zrozumieć – odpowiedział, splatając ich palce. – Nie sądzę, żebym w najbliższym czasie zmienił zdanie.
Louis wpatrywał się w jego oczy jak zahipnotyzowany i ten widok sprawił, że Harry poczuł się lżej. Nie stracił Louisa. Ale będzie musiał się postarać, żeby go przy sobie zatrzymać. I żeby sprawić, by Louis mu wierzył.
Powoli oblizał usta i przysunął Louisa bliżej, aż ich ciała były do siebie przyciśnięte. – Mogę cię pocałować? – spytał Harry niemal szeptem.
- Tak – odpowiedział Louis i lekko przechył głowę. – Tak, możesz.
Harry uśmiechnął się szczęśliwie i z ulgą, po czym pokonał małą przestrzeń pomiędzy ich ustami i złapał wargi Louisa między swoje. Powoli przygryzał je i ciągnął, po czym wysunąłł język i lekko je rozchylił. Louis nie opierał się, odpowiadając wsunięciem języka do ust Harry’ego z jednakowym entuzjazmem. Pocałunek przemienił się w gorący, bez ładu i wilgotny, i Harry pochylił głowę, by przygryźć brodę Louisa, zostawiając mokry ślad na jego szczęce.
Ręce Louisa ściskały teraz palce Harry’ego, jakby zależało od tego jego życie, a Harry odwzajemnił uścisk, po czym uwolnił swoje dłonie, by ułożyć je na biodrach Louisa. Odsunął się od jego ust, ciężko dysząc. Louis spojrzał na niego z półprzymkniętymi powiekami i różowymi, spuchniętymi ustami. Wyglądał tak cholernie pięknie.
- Masz najpiękniejszą twarz – powiedział Harry, decydując, że nie będzie już tego zatrzymywał dla siebie. Louis tylko pokręcił głową, wpatrując się w usta Harry’ego. Harry umyślnie wypowiedział słowa tak wolno, jak było to możliwe, kiedy dodał: - Tak bardzo, bardzo piękną.
Louis uniósł ramiona, by owinąć je wokół szyi Harry’ego. – Ty dupku, użyłeś mojej szczoteczki do zębów, prawda?
Harry wiedział, że Louis próbuje zmienić temat i przez moment pozwolił mu na to. – Cóż, sądzę, że będziemy teraz częściej wymieniać płyny organiczne. Więc to nie powinien być problem.
- Lepiej już zacznijmy – wymamrotał Louis i pocałował Harry’ego ponownie. Nadal robił to delikatnie, uległy w ramionach Harry’ego, ale jednocześnie wymagający.
Ręce Harry’ego zawieszone były nad biodrami Louisa i chłopak odsunął się wystarczająco, by spytać: - Mogę cię dotknąć? Twojej skóry?
Louis cicho zachichotał w jego usta, po czym kiwnął głową i Harry wsunął ręce pod jego koszulkę, przesuwając nimi po jego bokach. Louis zadrżał i od razu trafiło to do Harry’ego. Wpatrywał się w jego twarz, palcami przemierzając jego skórę, dotykając każdego cala, którego sięgał, a oczy Louisa zaszły mgłą.
- Mogę zdjąć twoją koszulkę?
Louis jęknął i odsunął się, żeby przeciągnąć ją przez głowę, po czym przysunął się z powrotem i upuścił koszulkę na podłogę. – Myślę, że możemy się zgodzić, że nie zabronię ci niczego.
Harry uśmiechnął się i pochylił głowę, żeby przycisnąć usta do nagiego barku Louisa. Jego ręce spoczęły na talii Louisa i był pełen podziwu tego, jak maleńki był chłopak. Potrzebował chwili, żeby przypomnieć sobie o rozmowie. – Tym razem możesz kazać mi przestać, kiedy tylko będziesz chciał.
Chwytając twarz Harry’ego, Louis uniósł jego głowę z powrotem i uśmiechnął się. I był to szczery uśmiech, słodki i ociekający uczuciem. Harry chciał w nim utonąć. – Myślę, że mężczyzna, który wyrzuciłby cię z łóżka, jeszcze się nie narodził.
- Ważne, że ty nie wyrzucisz mnie z łóżka – powiedział Harry i przygryzł dolną wargę Louisa.
- Zdecydowanie tego nie zrobię. – Louis pogłębił pocałunek i pociągnął za koszulkę Harry’ego, żeby pokierować ich do sofy. Harry uśmiechnął się przy jego ustach i zakończył pocałunek, poprawiając chwyt na talii Louisa i unosząc go z ziemi.
Louis cicho pisnął w wyrazie protestu, rękoma chwytając za barki Harry’ego.
- Pozwól, że zabiorę cię do łóżka, Lou. – Harry wpatrywał się w Louisa, którego twarz znajdowała się teraz ponad jego i była to raczej miła zmiana kąta. Podobał mu się czuły wyraz twarzy Louisa.
- Nie ustaliliśmy właśnie, że nie musisz pytać o wszystko, co chcesz zrobić?
- Louis – powtórzył Harry nadal poważnym tonem. Chciał zrobić to właściwie. – Pozwól, że zabiorę cię do łóżka.
Louis lekko uniósł ręce i zaczął bawić się końcówkami włosów Harry’ego. W przeciwieństwie do oczekiwań Harry’ego, również wyglądał na poważnego i nie śmiał się z niego. – Tak, dobrze. Zabierz mnie do łóżka, Harry.
Harry uśmiechnął się i trzymając Louisa w ramionach, wyszedł z salonu. Nie uniósł Louisa zbyt wysoko i póki co robienie tego bardzo mu się podobało. Louis był idealnego rozmiaru, żeby Harry był w stanie go podnieść.
- Twoja sypialnia to chaos – skomentował Harry, sadzając Louisa na łóżku i pochylając się nad nim z kolanem pomiędzy jego udami.
Louis chwycił jego kark i przyciągnął go do pocałunku. – Za dużo mówisz – stwierdził i pociągnął Harry’ego na swoją klatkę piersiową.
To było czyste błogosławieństwo. Harry w końcu mógł zrobić to wszystko, o czym fantazjował. Przesunąć ustami pod brodą Louisa, kreślić palcami okręgi na jego klatce piersiowej, przesunąć kciukiem po jego sutku, wydobywając z Louisa cichy jęk.
To zamgliło umysł Harry’ego, sprawiło, że skupił się jedynie na Louisie.
- Haz – westchnął Louis z zamkniętymi oczami i palcami wplątanymi w jego włosy.
Coś w brzuchu Harry’ego fiknęło koziołka i chłopak przeniósł usta na jego szyję, całując skórę na pulsującej żyle. – To robi ze mną dziwne rzeczy – wymamrotał.
Bez słowa Louis przesunął ręką do dołu pleców Harry’ego i wsunął ją pod jego koszulkę, przyciskając jego krocze do swojego. Prawdopodobnie nie miał pojęcia, o czym mówił Harry i tak się składało, że się tym nie przejmował.
Harry mógł opowiedzieć mu o tym wszystkim później, o wszystkim, co Louis powinien widzieć. Ale wtedy chciał wykorzystać brak skupienia Louisa, prawdziwy nieład czystego pożądania pod jego ciałem. Delikatnie przesunął zębami po delikatnej skórze tuż nad obojczykiem Louisa i dmuchnął na nią, po czym uniósł głowę, aby spojrzeć na Louisa. – Mogę zostawić na tobie ślad?
Oczy Louisa otworzyły się, jego ciemne rzęsy kontrastowały z błękitem jego oczu. Jego usta były lekko uchylone i chłopak kiwnął głową, oblizując je, utrzymując kontakt wzrokowy z Harrym.
Przesuwając palcem po pulsującej żyle pod uchem Louisa, Harry uniósł się, ustawiając przy sobie ich krocza i zaczynając ssać skórę na jego szyi. Louis cicho jęknął, wypychając biodra, kiedy Harry przesunął po skórze zębami i ponownie zaczął mocno ssać. Jego ręce przesunęły się do bioder Louisa i lekko za nie chwycił, przyciągnął je bliżej do swoich, zaczynając powoli nimi krążyć. Louis owinął nogą talię Harry’ego, usiłując przybliżyć się, wypychając biodra i ustanawiając rytm. Z jego ust wydobywały się jęki. Harry przycisnął język do ciemniejącego miejsca i dmuchnął na nie ciepłym powietrzem, tracąc miarę w ocieraniu się o Louisa, ciesząc się dotykiem otrzymywanym od odpowiadającego ciała chłopaka. Rozważał doprowadzenie ich obu do szczytu w ten sposób, ale to nie byłoby sprawiedliwe wobec Louisa. Po chwili odsunął się, obserwując, jak skóra zmienia barwę na czerwoną i fioletową, i Harry lekko na nią dmuchnął, po czym po raz ostatni pocałował ślad.
Zauważył, że Louis go obserwuje, i uśmiechnął się. Teraz czuł przy swoim biodrze zarys członka Louisa i lekko się przesunął, by zapewnić mu nieco dotyku, obserwując, jak oczy Louisa zachodzą pożądaniem.
- Czego ode mnie oczekujesz, kochany? – spytał Harry i przesunął palcami przez włosy Louisa. – Czego byś chciał?
- Ciebie – odpowiedział Louis i Harry był więcej niż usatysfakcjonowany, widząc go w takim stanie; ewidentnie nie był w stanie myśleć logicznie.
Uśmiechając się, Harry pocałował Louisa ponownie. Potem zawiesił się nad jego ustami, rękoma trzymając za jego talię, kciukami delikatnie pocierając jego skórę. – Ja też ciebie chcę – odpowiedział i uśmiechnął się, a Louis pokiwał głową.
To było śmieszne i Harry czuł szybkie pulsowanie w kroczu, wyobrażając sobie, do jakiego stanu mógłby jeszcze doprowadzić Louisa. Nawet jeszcze nie zaczęli, a Louis już stracił głowę.
Harry usiadł okrakiem na podołku Louisa, zdjął koszulkę i bezmyślnie rzucił ją na podłogę. Louis wpatrywał się w niego i jego ręce natychmiastowo poruszyły się, by dotknąć jego mięśni brzucha, przesunąć się po jego klatce piersiowej, zakreślić kontury jego tatuaży.
- Might as well – przeczytał i posłał Harry’emu pytające spojrzenie. Harry wzruszył tylko ramionami, nie będąc gotowym, żeby wyjaśniać historie kryjące się za tatuażami. Louis najwidoczniej zrozumiał, chwycił za kark Harry’ego i ponownie pociągnął go na dół. Harry był szczęśliwy, ulegając i zatracając się w pocałunku.
Wszystko się przeciągało, oboje stracili oddech, a Harry odpowiadał na delikatne wypychanie bioder Louisa. Z ręką nisko na jednym z jego bioder, Harry przesuwał ustami po jego klatce piersiowej, pozostawiając za sobą wilgotny ślad. Jego palec zaczepił się o pas spodni Louisa i Harry podniósł spojrzenie na jego twarz.
- Mogę?
Louis ciężko przełknął i wysunął rękę z jego włosów, wyplątał palce z loków, żeby pogłaskać jego policzek. Jego kciuk otarł się o dolną wargę Harry’ego i Louis lekko ją postukał, aby chłopak otwarł usta. Harry uległ i ujął palec między wargi, delikatnie przesuwając po nim językiem, podczas gdy Louis obserwował go, silnie trzymając jego szczękę i sprośnie poruszając kciukiem w jego ustach.
- Chcę twoich ust – odpowiedział Louis, jakby dopiero wtedy przypomniał sobie wcześniejsze pytanie. – Chcę, żebyś mi obciągnął.
- Tak, Lou – wymamrotał Harry wokół jego kciuka, łagodnie łapiąc go zębami. – Czego tylko chcesz.
Louis wysunął palec z ust Harry’ego z charakterystycznym dźwiękiem, a Harry przycisnął usta tuż na pępkiem Louisa, po czym zsunął jego spodnie aż do kolan, uwalniając jego przyrodzenie. Było sztywne i twarde, opierało się o brzuch Louisa i Harry nie marnował więcej czasu, pochylając głowę i przesuwając po nim językiem.
Louis wygiął się w łuk, palcami ciągnąc za włosy Harry’ego i wilgotniejąc na czubku penisa. Harry patrzył na niego, owijając ustami jego członka i zsuwając głowę niżej. Jego oczy były szeroko otwarte, wargi poprzygryzane i wilgotne. Louis wpatrywał się w niego, a jego oddech stawał się nierównomierny, kiedy Harry zaczął poruszać głową w górę i w dół, biorąc go całego do ust.
Louis mamrotał różne słowa, imię Harry’ego, wydawał z siebie ciche jęki, ale nie przerywał kontaktu wzrokowego z Harrym i zauważył, że bardzo go to podnieca. Zabrał rękę z jego włosów i przesunął nią po jego wciągniętym policzku, ssąc swoją dolną wargę i obserwując, jak jego członek ponownie i ponownie znika między wargami Harry’ego. Po chwili jego spojrzenie znów spoczęło na Harrym.
Harry czuł, jak pod powiekami zaczynają zbierać mu się łzy, kiedy członek Louisa stale uderzał o tylną ściankę jego gardła, i musiał na chwilę odsunąć się, by złapać oddech i powstrzymać się od krztuszenia. Louis przesunął paznokciami po jego czaszce, by dodać mu otuchy i przeczesał jego włosy drżącymi rękami.
Wpatrywali się w siebie, kiedy głowa Harry’ego znów się zaniżyła i usta Harry’ego owinęły główkę penisa Louisa, mocno przyciskając język do miejsca tuż poniżej. Musiał przygwoździć biodra Louisa do materaca, żeby powstrzymać go od wypychania ich w jego usta.
- Harry – mamrotał stale Louis łamiącym się głosem, przez co problem w spodniach Harry’ego tylko się pogarszał.
Przechylając głowę, zmienił kąt i lekko zamruczał i zachęcająco jęknął, a Louis zakrztusił się powietrzem, dochodząc w ustach Harry’ego i utrzymując z nim kontakt wzrokowy – ewidentnie to na niego działało. Jego biodra lekko się poruszyły, ale powstrzymał się od wypychania ich. Zamiast tego pociągnął za włosy Harry’ego, wplatając palce w loki.
Harry lekko się odsunął, żeby się nie zakrztusić, i przełknął to, co był w stanie. Nieco spłynęło mu z kącika ust na udo Louisa. Harry powoli dokończył to, co zaczął, aż Louis wydał z siebie dźwięk na znak protestu i Harry wysunął z ust jego członka. Ciężko dyszał i oparł głowę o udo Louisa. Ręka chłopaka w jego włosach rozluźniła się, puszczając loki i ponownie głaszcząc je, bawiąc się kosmykami.
- Harry – powtórzył szorstkim i łamiącym się głosem. Harry pragnął słyszeć go na nowo i na nowo. – Harry, chodź tu.
Harry powoli uniósł swoją masę ciała i opadł obok Louisa, instynktownie go przytulając. Louis pocałował go i wydał z siebie cichy dźwięk, prawdopodobnie czując własny smak na języku Harry’ego. Sięgnął ręką w dół i ułożył ją na podbrzuszu chłopaka.
- Pozwól, że ci pomogę – wymruczał Louis, a oddech Harry’ego przyspieszył; czuł, że jego policzki jeszcze bardziej się rumienią. Chciał, żeby Louis go dotknął, chciał dojść w ramionach Louisa. Ale to nie o niego chodziło. Chodziło tylko i wyłącznie o Louisa.
- Nie musisz – powiedział cicho.
- Chcę cię dotknąć, kochanie. – Louis pociągnął za materiał jego spodni, wpatrując się w oczy Harry’ego. Serce Harry’ego przestało bić. – Byłeś tak dobry.
Harry wiedział, że nie był, jednak nadal czuł w żyłach adrenalinę, ciepłą satysfakcję na te słowa. Louis zasługiwał na coś więcej, niż dobrze. Zasługiwał na wiele więcej, od kiedy Harry spieprzył wszystko już na początku.
Louis zdjął spodnie Harry’ego i przez moment nadal znajdował się nad Harrym, wpatrując się w niego, po czym pochylił się i przesunął ustami i językiem po jednym z ptaków pod jego obojczykiem.
- Chciałem to zrobić od lat – przyznał Louis, a jego ciepły oddech uderzał o skórę Harry’ego. Harry zamknął oczy i zamruczał, lekko unosząc biodra i zsuwając spodnie, żeby przypomnieć Louisowi o zadaniu w jego rękach.
Nie był w stanie powstrzymać uśmiechu na tę myśl. O zadaniu w jego rękach. Dosłownie. Ręka Louisa by wystarczyła, tylko kilka pociągnięć. Naprawdę potrzebował tylko nieco dotyku, wystarczająco, żeby przekroczyć granicę.
Ciepły oddech Louisa uderzał o szczękę Harry’egp, a jego ręka delikatnie przesunęła się od biodra chłopaka do jego uda. Harry przygryzł wargę, usiłując przystosować się do tempa Louisa, pozwolić mu ustanowić szybkość. To było tak niewiarygodnie trudne* - dokładnie, twarde – pomyślał Harry i nisko jęknął, uśmiechając się szerzej, kiedy otworzył oczy.
- Tak łatwo cię przejrzeć. - Louis się uśmiechnął i przesunął w górę, żeby złapać między zęby płatek ucha Harry’ego. – Znów myślisz o czymś sprośnym – wyszeptał i w końcu chwycił za członka Harry’ego.
- Myślę o tobie – odpowiedział Harry; jego oddech był nierównomierny a głos cienki. Nigdy jednak nie odpuściłby sobie okazji do docięcia Louisowi. Dłoń Louisa była sucha i było to niemal bolesne, ale Harry nie chciał, żeby chłopak przestał. Louis zebrał kciukiem nieco wilgotnego płynu z czubka przyrodzenia Harry’ego i rozpostarł go na całą jego długość, a jego ruchy stały się gładsze i swobodniejsze.
- Jestem blisko, Lou – wydusił Harry, a jego biodra znalazły wspólny rytm z dłonią Louisa, który skręcił nadgarstek i pociągnął w odpowiednim momencie. Harry zamarł i czuł, że szczytuje. Louis nadal przesuwał po nim ręką i złapał jego usta w pocałunku, tłumiąc wszystkie dźwięki. Potem wciąż całował Harry’ego i nie dał mu sekundy na złapanie oddechu, a Harry sądził, że mógłby się udusić na miejscu.
W końcu Louis się odsunął i Harry wziął wdech, ciężko oddychał ze spojrzeniem nadal zawieszonym na Louisie. Wyglądał delikatnie i na zadowolonego z siebie; jego usta były niewiarygodnie czerwone. Louis uniósł rękę, a Harry podążał spojrzeniem za jego ruchami i obserwował, jak Louis oblizuje swoje palce, a jego oczy wpatrują się prosto w Harry’ego.
Harry pochylił się i złapał jeden z palców Louisa między wargi, lekko go ssąc. Louis uśmiechnął się i splótł ich nogi, podczas gdy Harry wylizywał jego dłoń do czysta.
- Harry Stylesie – powiedział cicho, a jego oczy błyszczały z uczuciem. – Muszę przyznać, że masz w sobie coś z puszczalskiego.
Harry zachichotał, a jego puls wracał do normy. – Wcześniej nazwałeś mnie anielskim.
- Jestem niemal pewien, że wcześniej wspomniałem coś o dziwacznym – odpowiedział Louis, kręcąc jednego z loków Harry’ego na palcu, łagodnie się nim bawiąc.
Harry wpatrywał się w niego, a jego ręce spoczęły na talii Louisa. – Jesteś idealny, Lou.
- Sentymentalny puszczalski – skomentował Louis.
- Mówię poważnie. – Harry zmarszczył brwi i przesunął palcami po dołeczkach w plecach Louisa. – Byłem niezłym dupkiem, nie uświadamiając sobie tego wcześniej.
- Nie oczekujesz ckliwych wyznań, prawda?
Harry przysunął się bliżej, nadal marszcząc brwi. Nie oczekiwał, że Louis weźmie go na poważnie. To nie był typ rozmowy, do której przeprowadzania Louis kiedykolwiek by się przyznał. Ale Harry mógł to z niego wyciągnąć.
- Nie oczekuję, że zapewnisz mnie, że to nie moja wina – odpowiedział cicho – Jeśli to masz na myśli.
Louis odwrócił wzrok i Harry wiedział, że trafił w sedno. Ale Louis nie odsunął się od niego. Jego ciało nadal było wtulone w jego, ręka spoczywała na klatce piersiowej Harry’ego, ich twarze blisko siebie.
- Louis – powiedział Harry i czekał, aż chłopak ponownie uniesie głowę. Zajęło to chwilę, ale w końcu Louis podniósł wzrok. Jego kolor oczu wrócił do morskiego i Harry odnalazł w nich kilka zielonych plamek wzbogaconych światłem słonecznym. - Wcześniej mówiłem poważnie, kiedy powiedziałem, że mnie oczarowujesz. Jestem kompletnie oczarowany każdą cząstką ciebie.
Louis wpatrywał się w niego z niedowierzaniem i oszołomieniem. Harry stwierdził, że podoba mu się to spojrzenie. Czuł, że nie będzie oglądał go często. – To takie ckliwe – wymamrotał i nie brzmiało to tak drwiąco, jak Louis prawdopodobnie oczekiwał.
- Tak, jestem ckliwy – odpowiedział Harry, a kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu. – I powinienem był ci to powiedzieć już dawno temu.
W oczach Louisa pojawiły się iskierki i na jego twarzy pojawił się uśmieszek. – Nie martw się, kochany. Domyśliłem się, że jesteś ckliwy tuż po tym, jak cię poznałem.
Harry nachylił się, cmoknął czubek nosa Louisa, a jego ręka przesuwała się w górę i w dół jego pleców. – Jesteś idealny – powtórzył, ustami poszukując warg chłopaka.
Louis odwzajemnił pocałunek, opierając następnie głowę o bark Harry’ego. – Nie jestem zły ani obrażony, Harry. Nie mam ci nic za złe, jeśli to cię martwi.
Jak to się stało, że Louis nie wiedział, jak idealny jest? Harry zacieśnił uścisk wokół niego i przycisnął usta do włosów Louisa, po czym uniósł ramię i wsunął je między ich ciała, kładąc dłoń na ręce Louisa. Louis natychmiastowo poruszył swoją, odwracając dłoń do góry, a Harry wsunął palce w przerwy pomiędzy palcami Louisa. Nigdy wcześniej tego nie widział, ale ich dłonie idealnie do siebie pasowały.
- Myślę – powiedział cicho – że mogę powiedzieć, że jestem w tobie zakochany.
Zaskoczyło go uczucie przyspieszającego pulsu Louisa pod jego dłonią. Nie spiął się ani nie przesunął i gdyby jego serce nie było tak szybko, a Harry nie znajdował się tak blisko, by być w stanie to poczuć, zostałby oszukany. W ten sposób wiedział, że Louisowi przynajmniej to schlebiało.
Louis wziął głęboki wdech i puścił rękę Harry’ego, aby ułożyć dłoń na jego policzku. Harry spokojnie się w niego wpatrywał, usiłował znaleźć reakcję, odpowiedź, cokolwiek w wyrazie twarzy Louisa.
- Cały czas będę ci wypominał, że uświadomiłeś sobie to tak cholernie późno – powiedział Louis, ale jego ton był łagodny a spojrzenie czułe.
Harry i tak zmarszczył brwi i wydął usta. – Powiedziałeś, że nie masz mi niczego za złe.
- To nie oznacza, że dobrowolnie odpuszczę sobie odpłacanie ci się. – Louis uszczypnął jego policzek i się uśmiechnął. Potem jego mina nieco zrzedła, a jego wyraz twarzy spoważniał. – Za wszystkie chwile, kiedy czułem się tak beznadziejnie w tobie zakochany, ale nie mogłem cię mieć – dodał cicho.
Harry czuł, jak jego oddech staje się płytki i zadrżał, nagle czując, że mu zimno. Ciepło związane z uprawianiem seksu już zaniknęło, a ich ciała chłodniały na pogniecionej pościeli. – Lou – powiedział zachrypniętym głosem, po czym ponownie pochylił się do pocałunku, by skraść nieco ciepła od Louisa.
- Dobrze, dobrze – uspokoił go Louis i przesunął kciukiem po jego kości policzkowej. – Tylko się droczyłem – wyjaśnił między małymi pocałunkami. – Tylko droczyłem. Będziesz mi odbierał z tego frajdę, jeśli masz zamiar patrzeć tak na mnie za każdym razem.
Harry wiedział, że Louis się droczy. Jednak to nie zmieniało tego, jak się czuł. Był na siebie wściekły, a myśl o zranieniu Louisa, o ranieniu go przez tak długi czas, zżerała go od środka.
- Teraz tu jesteś, kochany – wymamrotał Louis przy jego ustach. – Wszystko jest w porządku. Mam ciebie.
Harry otworzył oczy i ponownie zadrżał, ręką owijając talię Louisa. – Tak – wdusił. – Ja ciebie też mam.
Louis uśmiechnął się zapewniająco. – Jestem cały twój.
Łatwo było przyjąć otuchę, którą oferował mu Louis, by uspokoić zmartwienia i wątpliwości. Harry uświadomił sobie, że była to siła, jedna z największych mocy Louisa. Był tak niesamowity i Harry wiedział o tym od początku, ale nie był w stanie pojąć, jak to się stało, że nie kochał go od początku.
Ostrożnie usiadł, a Louis obrócił się na plecy i spojrzał na niego z zaciekawieniem. Do pokoju wpadały ciepłe promienie słoneczne, a skóra Louisa błyszczała brązem.
Harry nie miał pojęcia, jak na niego zasługiwał, i dlaczego Louis w ogóle nadal go chciał, ale nie stawiał swojego szczęścia pod znakiem zapytania. Chciał to odpowiednio wykorzystywać.
- Hej, zimno ci? – spytał Louis i przesunął ręką po jego udzie. Uświadomił sobie, że nadal drży i lekko kiwnął głową. Louis również usiadł i cmoknął usta Harry’ego, po czym wyszedł z łóżka, zabierając z podłogi swoją bieliznę. Założył ją i wyszedł z pokoju.
Harry patrzył na niego, nadal siedząc. Zabrał poduszki z podłogi i ułożył je na łóżku. Louis wrócił chwilę później z kołdrą w rękach, którą rozłożył na ciele Harry’ego, po czym z powrotem wszedł do łóżka. Przycisnął plecy Harry’ego do materaca i przesunął się nad niego, łącząc ich usta.
- Rozgrzeję cię, kochanie – powiedział i chwycił twarz Harry’ego w dłonie.
Harry uśmiechnął się i owinął ramiona wokół talii Louisa. Już było mu cieplej od sposobu, w jaki patrzył na niego Louis. – Miałem nadzieję, że załapiesz.
Śmiejąc się, Louis schował twarz w jego szyi i przycisnął usta do skóry tam. Harry lekko go ścisnął i kiedy śmiech Louisa ustał, chłopak zaczął przesuwać językiem, przygryzać i ssać, a ciepło zmieniło się w gorąco. Chwilę później zmieniło się w palenie i Harry sądził, że całe jego ciało płonie – każdy cal, którego Louis dotknął lub który pocałował. Czuł, że płonie pod dłońmi Louisa.
Louis emanował ciepłem – myślał później, dużo, dużo później, Harry – kiedy zebrał go w swoich ramionach, a jego włosy przylegały do czoła i czuł się brudny i spocony, ale zbyt zaspokojony, aby choć pomyśleć o poruszeniu się.
A Louis dzielił to z nim. Całe ciepło, zaraźliwy uśmiech, jasne, niebieskie oczy, łagodny dotyk, kochające serce – dzielił to wszystko. Jakimś sposobem – pomyślał Harry, zasypiając – to sprawiło, że Louis był jego.
Prawdopodobnie nie był w jego typie na pierwszy rzut oka, ale to nie miało znaczenia; może nawet nie była to prawda. Bo z każdą cząstką, którą Louis dzielił się z Harrym, chłopak uświadamiał sobie, że nawet jeśli Louis nie był w jego typie, tak naprawdę jednocześnie był.
Louis był w jego typie do kochania. Zdecydowanie był.
-
*trudne – ang. hard; hard – zarówno trudne jak i twarde; typowa gra słów w języku angielskim, chyba nie muszę tłumaczyć :)
Liam i Zayn wspólnie uśmiechnęli się do niego, a Niall nadal wchodził po schodach. Niósł pudełko opakowane w jasnoróżowy papier, a Liam trzymał butelkę musującego wina.
Louis uniósł brew. – Myślałem, że moja sekretna impreza dla księżniczek jest jutro i nie zapraszałem nikogo poza siostrami – powiedział.
Zayn uśmiechnął się. – Wiemy, że codziennie robisz imprezy dla księżniczek.
- Wejdźcie – odpowiedział Louis i odsunął się, by ich wpuścić. – Jesteście pierwsi.
- Mówiłeś, że mamy być o ósmej. – Liam lekko zmarszczył brwi.
Louis udał się przodem do salonu, swojego salonu. Miał salon i sypialnię. Osobno. To właśnie lubił najbardziej w swoim nowym mieszkaniu. – Kiedy jestem zaproszony na ósmą, nie pojawiam się przed dziewiątą. Podobnie robią wszyscy na świecie. Poza tobą, Liam.
Zayn, Liam i Niall byli już u niego wcześniej, więc nie musiał ich oprowadzać. Namówili go na urządzenie parapetówki i wyszło na to, że zaprosił masę ludzi. Miał nadzieję, że nie wszyscy zdecydują się przyjść. Mogłoby się zrobić tłoczno.
- Okej, więc co znajduje się w różowym pudełku?
- Twój prezent – odpowiedział Niall, siadając na jego sofie. Położył prezent na stole i wskazał Louisowi, by go otworzył.
- Dlaczego kiedykolwiek ważyłem się myśleć, że organizowanie parapetówki jest złym pomysłem? Nie wiedziałem, że dostanę prezenty. Czy każdy przynosi prezenty? – W takim wypadku chciałby, żeby przyszła ta cała masa ludzi.
- Większość przyniesie prezent w postaci alkoholu – odpowiedział Zayn i postukał palcami butelkę, którą Liam położył obok pudełka. – Ale pomyśleliśmy, że jako twoi najlepsi przyjaciele i w ogóle, powinniśmy przynieść coś więcej. Coś przydatnego.
- Coś przydatnego? – Louis przysunął pudełko bliżej i uważnie mu się przyjrzał. – Jeśli to coś do mojej kuchni, macie jeszcze szansę, żeby to zabrać i wymienić na coś naprawdę przydatnego. Jak lustro albo wypchanego ptaka na balkon.
Niall się zaśmiał. – Bardzo przydatne. I za drogie. Nie jesteśmy tak dobrymi przyjaciółmi.
Louis zmarszczył brwi. – Przed chwilą byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
- Stąd wiedzieliśmy, czego będziesz potrzebował, ale nie będziesz tego miał – wyjaśnił Zayn.
Louis ostrożnie zdjął wieko pudełka i zerknął do środka, po czym opuścił je z powrotem i uniósł brew.
- Coś przydatnego – powtórzył Liam.
- Rzeczy do sprzątania? – jęknął Louis. – Naprawdę?
- Żebyś nie miał wymówki w postaci braku potrzebnego sprzętu do sprzątania. – Niall wyglądał na dumnego z tego powodu, a Louis kopnął go w piszczel.
- Chcę wypchanego ptaka!
- Prawdopodobnie ktoś inny ci go da – zapewnił go Liam i poszedł do kuchni po drinki.
Louis uśmiechnął się do siebie, odkładając różowe pudełko na mały stolik obok telewizora i upewnił się, żeby żaden z chłopaków nie dostrzegł jego miłego wyrazu twarzy. Skąd w ogóle wziął im się ten pomysł? Jakby potrzebował przypominania o sprzątaniu. Tamtego dnia spędził kilka godzin sprzątając i jeśli ktokolwiek będzie narzekał na bałagan, będzie mógł spokojnie wyjść i się odpieprzyć.
Po zaledwie dwóch godzinach Louis zastanawiał się, dlaczego w ogóle kłopotał się sprzątaniem. Mieszkanie było pełne ludzi rozlewających drinki na podłogę, wycierających tłuste palce o sofę i mających na nogach brudne buty. Posprzątanie mieszkania zajmie mu po tym rok.
Podczas ostatniej godziny zauważył kilkoro ludzi, których nawet nie znał i zrzucił winę na swój pomysł, żeby każdy przyprowadził, kogo tylko chciał.
Niall włączył swojego laptopa i grała muzyka zagłuszana rozmowami. Louis zerknął do salonu ze swojej kuchni, gdzie ludzie zostawili kupione przez nich jedzenie i rozlewali na stół alkohole z przeróżnych butelek.
Właśnie przyjechali Aiden i Matt, a obok niego stał Greg i opowiadał mu zabawną historię ze swojej pracy w akademickiej stacji radiowej. Jakimś sposobem Louis dosłyszał dzwonek do drzwi i poszedł otworzyć osobie spóźnionej na imprezę.
Nadal chichotał z powodu tego, co Greg opowiedział mu o Taylor Swift, kiedy zobaczył Harry’ego w swoim progu i zamarł, a jego chichot ucichł.
- Cześć – przywitał go Harry z nieśmiałym uśmiechem.
Louis wpatrywał się w niego. – Cześć – odpowiedział. Nie zaprosił Harry’ego; nie zaprosił go celowo. Więc dlaczego Harry tam był, stał w drzwiach Louisa, wyglądając pięknie, trzymając różowe pudełko, takie jak te, które przyniósł Niall?
Niall, ten dupek. Louis był pewien, że to on był odpowiedzialny za pojawienie się Harry’ego.
- Ja… - zaczął Harry, ale zamilkł. Wzruszył ramionami. – Niall powiedział, że powinienem przyjść.
- Okej, w porządku – powiedział Louis i przypomniał sobie, że musiał wpuścić Harry’ego do środka. Zrobił krok w bok i Harry przeszedł obok niego, a jego zapach momentalnie dotarł do Louisa. Pachniał szamponem, mydłem, detergentem i słodkim ciastem. Pachniał jak Harry, zupełnie jak pamiętał Louis, może tylko nieco słodziej.
- Miałem zmianę do ósmej i poszedłem do domu, żeby się przebrać i wziąć twój prezent – wyjaśnił Harry, jakby czytał Louisowi w myślach. – Przepraszam za spóźnienie.
- Nic się nie stało – odpowiedział Louis. – Cieszę się, że dałeś radę przyjść.
Harry krótko na niego spojrzał, zdejmując swój lekki płaszcz i kładąc go na szczycie ułożonych na kupce kurtek. Przez moment utrzymywał z Louisem kontakt wzrokowy, ale w końcu ponownie odwrócił spojrzenie.
Tak, okej, to było kłamstwo i Harry był tego świadom w takim stopniu jak Louis. W końcu nie został zaproszony.
Dlaczego nadal tam był? Nie miał żadnej godności? Louis chciał przekląć.
- To prezent – powiedział Harry i uniósł pudełko. Było niemal tak duże, jak tamto od reszty chłopaków.
- Dzięki. – Louis zabrał je i wymusił uśmiech. Uwielbiał otrzymywać prezenty, ale jakimś sposobem nie był podekscytowany z powodu tego. Właściwie to bał się go otworzyć.
- Nie musisz otwierać go teraz – zapewnił go Harry, jakby dostrzegł wahanie Louisa. – Znaczy… to nic takiego i prawdopodobnie nawet nie będziesz tego używał. Ale pomyślałem o tobie, kiedy to zobaczyłem i stwierdziłem, że to będzie dobry prezent. Ale… jeśli ci się nie spodoba, to nic.
Louis podniósł spojrzenie na Harry’ego i kiwnął głową. – Otworzę go później, kiedy nie będzie już tylu ludzi.
Na chwilę zapadła cisza, co było dziwne, bo w mieszkaniu było naprawdę głośno.
- Louis – powiedział Harry zdesperowanym głosem.
- Kiedy nie będzie już tylu ludzi – powtórzył Louis. – Nie rozmawiajmy teraz. – Nie miał pojęcia, o co chodziło, ale Harry wyglądał na poważnego, jego brwi zmarszczone, a usta zaciśnięte w cienką linię. Louis naprawdę nie sądził, żeby był w stanie wyjaśnić mu, dlaczego go unikał.
Harry spuścił wzrok, ewidentnie zakłopotany, ale kiwnął głową.
- Harry! – Niall pojawił się w holu i oplótł ramionami klatkę piersiową chłopaka zza jego pleców. – Cieszę się, że wpadłeś.
Harry uśmiechnął się i odwrócił do niego, żeby odwzajemnić uścisk.
- Chodź, znajdziemy ci drinka – krzyknął Niall i pociągnął Harry’ego do kuchni.
Louis wziął głęboki wdech i poszedł do salonu, żeby odłożyć pudełko. Dostrzegł Zayna na balkonie; drzwi były otwarte i trochę świeżego powietrza wpadało do nagrzanego pokoju. Zayn złapał jego spojrzenie i uniósł brew. Może potrafił odczytywać jego wyrazy twarzy.
Louis odłożył prezent i poszedł do Zayna. Była tam dziewczyna z jego zajęć z teatru, ale była zbyt zajęta rozmową telefoniczną, żeby zwrócić na nich uwagę. Już dawno zrobiło się ciemno i Louisowi było chłodno w samej koszulce.
- Powiedzieliście Harry’emu, żeby przyszedł – powiedział Louis i oparł się o balustradę.
Twarz Zayna rozświetliła się ze zrozumieniem. – Nie byliśmy pewni, czy faktycznie przyjdzie.
- Cóż, właśnie przyszedł – poinformował go Louis.
Zayn zaciągnął się dymem papierosowym. Końcówka papierosa zaświeciła się w ciemności. – Powiedziałeś, że możemy przyprowadzić znajomych, jeśli chcemy. A chcieliśmy przyprowadzić Harry’ego.
- Wiecie, że gdybym chciał, żeby przyszedł, zaprosiłbym go sam, prawda? – Louis skrzyżował ramiona.
- Jesteś dupkiem, Louis – powiedział Zayn i upuścił papierosa. – Wiesz, jaki on jest, wygląda jak smutny szczeniaczek. Naprawdę było mu przykro, kiedy dowiedział się, że go nie zaprosiłeś.
- On nie ma pięciu lat – stwierdził Louis.
- Nie, nie ma. I ty też nie. Tak dla przypomnienia. – Zayn zerknął do pomieszczenia, a Louis podążył wzrokiem za nim, zauważając, jak Liam owija ramieniem barki Harry’ego i mówi mu coś do ucha. – Jesteś dla niego okropny.
- Proszę? – Louis oderwał spojrzenie od zmartwionej miny Harry’ego.
- On się o ciebie martwi, Louis, i nie rozumie, dlaczego go tak odpychasz. Wyjaśnijcie to, bądź z nim szczery. To nie może się tak dalej ciągnąć. – Zayn odepchnął się od balustrady i wrócił do środka. Louis obserwował, jak chłopak wita Harry’ego, oplatając go ramionami.
Świetnie. Teraz to była wina Louisa. To Harry się z nim zabawiał, prawda? Dlaczego teraz wszystko było winą Louisa? Dlaczego on był tym złym?
Cholera, to naprawdę nie było sprawiedliwe. Chciał tylko spędzić miłą noc z przyjaciółmi, a zamiast tego musiał się martwić Harrym. Jakby podobał mu się widok tak załamanego Harry’ego ze świadomością, że to jego wina. Był ostatnią osobą, która by się o to nie obwiniała.
To było cholernie niesprawiedliwe. Nie miał pojęcia, co robić lub jak z tego wybrnąć.
Zdecydowanie potrzebował kolejnego drinka.
-
Nic jednak nie pomogło, jak zauważył Louis kilka godzin później. Wypił kilka drinków z praktycznie każdym, kto przyszedł i nadal czuł się trzeźwo.
Trudno było mu się rozluźnić, kiedy Harrym był w pobliżu. Louis wolał być stale uważny. Harry lubił się dotykać, kiedy wypił, a Louis nie mógł ryzykować. To prowadziłoby do utraty cierpliwości i siły woli, i w końcu zaciągnąłby Harry’ego do sypialni i wykorzystałby jego stan nietrzeźwości.
Marszcząc brwi, Louis odwrócił się od drzwi, które zamknął za kilkoma znajomymi. Był lekko wstawiony, w przeciwnym razie nie pomyślałby o tym.
To było jedynie frustrujące. Harry był jedynie frustrujący.
Louis wrócił do salonu, gdzie pozostała teraz jedynie mała grupa ludzi. Niall rozłożył się na dywanie z lizakiem w ustach. Aiden i Matt siedzieli na fotelu, który Louis kupił na pchlim targu zeszłej jesieni, i dzielili butelkę piwa. Zayn siedział na najbliższym drzwiom skraju sofy, Liam siedział pomiędzy jego nogami na podłodze. Ręka Zayna przesuwała się przez krótkie włosy, które odrosły Liamowi przez ostatnie kilka miesięcy. Chłopak rozmawiał z Aidenem.
Harry siedział obok Zayna i jego spojrzenie już spoczywało na Louisie, mimo że nikt poza nim jeszcze go nie zauważył. Obok niego pozostałe miejsce na sofie wypełniał Greg, ewidentnie zajęty rozmową z Niallem i Liamem.
Louis miał kilka opcji. Mógł dołączyć do Liama i Nialla na podłodze, co byłoby najprostszym rozwiązaniem. Mógł również spróbować wcisnąć się na sofę, ale bycie ściśniętym w pobliżu Harry’ego prawdopodobnie wcale by nie pomagało.
Więc Louis cicho przeszedł przez pomieszczenie, ignorując spojrzenie Harry’ego podążające za każdym jego ruchem, i zatrzymał się przy Gregu.
- Nie masz ni przeciwko, prawda? – spytał, jak to miła osoba, którą był, po czym usiadł na podołku Grega.
Niall ucichł i Louis dostrzegł, jak Liam mocno marszczy na niego brwi, ale zdecydował to zignorować. Greg lekko się zarumienił, ale jego ramiona automatycznie owinęły się wokół talii Louisa.
- Nie mam ochoty siedzieć na podłodze – wyjaśnił Louis i zabrał ze stołu swoją szklankę, aby upić nieco drinka. Harry odwrócił spojrzenie i wydawał się być głęboko skoncentrowany, wpatrując się w swoje paznokcie.
- W porządku – powiedział nieśmiało Greg i lekko pokręcił głową. Jego spojrzenie padło na Harry’ego. Tylko krótkie zerknięcie, ale Louis je dostrzegł. I dlaczego wszyscy – nawet Greg, który w ogóle go nie znał – tak przejmowali się Harrym? Powinni przejmować się Louisem. To on robił teraz z siebie głupca.
To było żałosne. I nawet bardziej dlatego, że Louis był tego świadomy.
Harry ponownie uniósł głowę i spojrzał na nich na sekundę. Po raz pierwszy Louis dostrzegł w jego oczach czystą złość. Nadal było widać irytację, którą Louis już znał, ale głębiej znajdowała się złość, coś, co zaciskało usta Harry’ego i przez co jego oczy nieco pociemniały.
Harry bez słowa zszedł z sofy, siadając obok Liama i wskazując puste miejsce. – Nie przeszkadza mi siedzenie na podłodze – powiedział, a jego głos nie zdradzał ani krzty złości, którą Louis odnalazł w jego oczach.
Harry był sprytny, pomyślał Louis, schodząc z podołka Grega i sadowiąc się na pustym miejscu pomiędzy nim a Zaynem. Nigdy nie dawał się Louisowi. Nawet jeśli wydawał się niewinny i głupi, nie dawał się. Wiedział, jak odwrócić sytuację, by była dogodna dla niego.
To był jeden z powodów, przez które Louis się w nim zakochał. Powinien był wiedzieć, że Harry nie da się nabrać na tak łatwą sztuczkę.
Jednak Harry udowodnił kilka razy, że był zaborczy i mimo że nie zareagował tak, jak Louis tego chciał, jego reakcja wciąż to potwierdzała. Upewnił się, że Louis zejdzie z Grega i znajdzie się bliżej niego. Podziałało, Harry siedział pomiędzy jego nogami, odzwierciedlając pozycję, w której siedzieli Zayn i Liam.
Louis chciał go pocałować.
To nie poszło ani trochę według planu. Bez względu na to, jak niewiele Louis zaplanował.
Przez kolejną godzinę próbował nie zwracać uwagi na Harry’ego i rozmawiał ze wszystkimi oprócz niego. Matt wciągnął go w dyskusję na temat nadchodzącego meczu Manchester United w Lidze Mistrzów, a Louis usiłował się na tym skupić, podczas gdy palce Harry’ego ocierały się o jego kostki, a koścista broda opierała się o jego kolano i loki łaskotały jego uda.
To było cholernie rozpraszające i Louis był niemal pewien, że Harry doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Chwilę później głowa Harry’ego na stałe oparła się o kolano Louisa i Liam spojrzał na niego i wskazał młodszego chłopaka z delikatnym uśmiechem.
- Śpi – zauważył szybko Niall.
Greg pochylił się, żeby spojrzeć na niego z łagodnym uśmiechem. – Cały czas ziewał.
- Cóż za doskonały sposób, żeby pokazać mi, że moja impreza jest nudna – skomentował oschle Louis.
Zayn zachichotał. – Nieprawda, stary. Myślę, że wszystkim się podobało. Ale o czwartej nad ranem chyba pora ją skończyć.
- Je też jestem zmęczony – powiedział Aiden. – Chyba będziemy szli.
- Mogę was podrzucić – zaoferował Greg, wstając. – Mam po drodze.
Zayn i Liam również wstali i nawet Niall podniósł się ze swojej leżącej pozycji. Louis złapał za rękę Zayna, kiedy ten sięgnął do Harry’ego. Czuł na sobie spojrzenie i zwykle nie miał nic przeciwko byciu w centrum uwagi, ale tym razem było inaczej.
Wydawało się, że się do czegoś przyznaje, tak naprawdę nie przyznając się do niczego.
- Zostaw go – powiedział cicho Louis. Podniósł wzrok na Grega, który nadal czule się uśmiechał. Matt i Aiden wymienili się spojrzeniami, a Niall miał na twarzy ogromny uśmiech. Zayn powoli uwolnił rękę z uścisku Louisa, a Liam wyglądał tak poważnie jak zwykle. – Lepiej go nie budzić.
- Wytrzymał dłużej, niż się spodziewałem – powiedział Liam. – Pracował dziś na wczesną i późną zmianę, więc wstał w środku nocy.
- Zajmiesz się nim? – spytał Zayn, odstępując do tyłu.
- Tak – odpowiedział Louis i spojrzał ponownie na Harry’ego, na jego spokojny wyraz twarzy. Przeklęty on i jego anielski wygląd, pomyślał. Nie sądził, żeby ktokolwiek był w stanie się temu oprzeć. – Nie martw się.
Ostrożnie wstał, układając głowę Harry’ego na poduszce z sofy, i poszedł za przyjaciółmi do drzwi, aby ich pożegnać. Niall przytulił go na nieco dłużej niż zwykle i Louis odwzajemnił to, niczego nie komentując. Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, został na chwilę w holu, przebierając stopami i nie będąc pewnym, co zrobić.
W końcu zdecydował, że już nic nie zmieni, i będzie musiał zobaczyć, jak wszystko się potoczy. Wrócił do salonu i znalazł Harry’ego w tej samej pozycji, w której go zostawił. Jego usta były rozchylone, policzek przyciśnięty do poduszki, górna część ciała unosiła się z wolnymi, stałymi oddechami.
Przez moment Louis zastanawiał się, czy powinien obudzić Harry’ego, aby wszystko wyjaśnić. Ale potem przypomniał sobie, co powiedział Liam, i zdecydował, że zostawi tak Harry’ego odłoży rozmowę do rana.
Patrzył na Harry’ego przez chwilę dłużej, jego palce chciały go dotknąć, odsunąć loki z jego twarzy i przesunąć się po jego szyi. Jednak Louis stał w przejściu ze skrzyżowanymi ramionami i pozwalał swojemu spojrzeniu przesuwać się po ciele Harry’ego.
W końcu oderwał od niego wzrok i odwrócił się. Zgasił światła i udał się do sypialni, by przebrać się w spodnie z piżamy, po czym umył zęby i twarz w łazience. Wyczesywanie wosku z włosów zajęło więcej czasu, niż Louis był w stanie cierpliwie wyczekać, więc przestał się tym kłopotać by rozczesaniu quiffa.
Pójdzie do łóżka i zajmie się wszystkim następnego dnia. Może kiedy się obudzi, Harry’ego już nie będzie. Była możliwość, że rano Harry nie będzie chciał rozmawiać. Louis wpatrywał się w łóżko na wprost i uniósł brew na własne myśli.
Ta możliwość była raczej mało prawdopodobna.
Nadal stał w sypialni, patrząc na swoje łóżko, i znał to uczucie. Czuł się tak wcześniej, w noc przed wyprowadzką od Harry’ego. To było dokładnie to samo uczucie – w spaniu samotnie było coś niewłaściwego, kiedy Harry znajdował się za ścianą.
Westchnął i poddał się, chwytając za kołdrę i zdejmując ją z łóżka. Był zbyt zmęczony, żeby kłócić się z samym sobą w myślach. Odwracając się na pięcie, ponownie opuścił sypialnię i poszedł do salonu.
Harry zmienił pozycję. Leżał teraz na podłodze i zwinął się, nadal z policzkiem na poduszce. Louis przykrył go kołdrą i pozwolił sobie delikatnie przesunąć ręką przez jego loki. Po tym wspiął się nad Harrym na sofę i przykrył wełnianym kocem, który zabrał z fotela.
Słyszał, jak Harry wzdycha we śnie, a kołdra szeleści, kiedy się pod nią poruszył, i pomyślał, że naprawdę był niekonsekwentny i słaby, kiedy w grę wchodził Harry. Najwidoczniej nie mógł nic na to poradzić.
Nieważne jak bardzo mu się to nie podobało, był w nim zakochany.
Od spotkania z okazji rocznicy Liama i Zayna dwa tygodnie wcześniej, Louis nie odezwał się do Harry’ego. Nie napisał, nie zadzwonił i nigdy nie pokazywał się, kiedy Harry spotykał się z pozostałymi chłopakami.
Zayn zwykle wiedział, co robił Louis, ponieważ spotykał go na zajęciach. Mówił im, że Louis wyplątał się kolejnym spotkaniem, zadaniem domowym, przyjaciółmi lub pracą (a od kiedy Louis w ogóle miał pracę?).
Tamtej nocy, kiedy ich pięciu się spotkało i nikt nie miał żadnych wymówek, Harry cieszył się z takiego obrotu spraw. Podeszła do niego dziewczyna, ale łatwo ją spławił. Poza tym nie znaleźli się żadni natręci, mający zepsuć ich noc.
W końcu wtedy noc była poświęcona Liamowi i Zaynowi, a Niall, Louis i Harry nie potrzebowali rozmowy, by zgodzić się, że nie było inaczej.
Harry otworzył drzwi do mieszkania i kiedy został przywitany ciemną i zimną ciszą, ponownie przypomniał sobie, jak bardzo nie lubił mieszkać samotnie. Nigdy wcześniej tego nie zauważał, ale teraz, kiedy Louis się wyprowadził, a on znów mieszkał całkowicie sam, uświadomił sobie, że naprawdę mu się to nie podobało.
Rzecz w tym, że jeśli miał być ze sobą szczery, problemem nie było mieszkanie samemu. W łatwy sposób był w stanie wynająć komuś wolny pokój i mieć spokój. Problem leżał w tym, że Harry nie chciał mieszkać bez Louisa.
Brakowało mu go. Jego zapachu i rzeczy porozrzucanych po całym mieszkaniu, okruszków z ciastek na podłodze, jego śmiechu i ciepła przy Harrym, kiedy ten wracał do domu i Louis robił mu miejsce, by mógł przytulić się do niego na sofie.
Ludzie przychodzili, by obejrzeć pokój. Wielu potrzebowało mieszkania, a Harry potrzebował pieniędzy, ale mimo wszystko zawsze decydował przeciwko wynajmowaniu pokoju. Liam i Zayn często przychodzili i wspierali go w jego decyzjach, kiedy ktoś zgłaszał się na potencjalnego współlokatora. Nigdy nie protestowali, kiedy Harry wymyślał niedorzeczne powody, przez które ci ludzie nie mogli się wprowadzić.
A Harry pozwoliłby się wprowadzić tylko osobie, na którą zgodziliby się również Liam i Zayn.
W mgnieniu oka minął ponad miesiąc i Harry widział się z Louisem tylko raz, od kiedy ten się wyprowadził. Jego mieszkanie znajdowało się tuż za rogiem od nowego miejsca pracy Harry’ego, ale Louis nigdy się tam nie pokazał. Poza tym nie przychodził już na czwartkowe lunche, Niall przychodził co tydzień, a Zayn za każdym razem mówił, że Louis jest zajęty i nie da rady się pojawić.
Harry nie powinien był go całować.
To był błąd, okropny, głupi błąd, i Harry wiedział o tym w sekundzie, w której się to wydarzyło. Ale nie mógł się oprzeć; naprawdę chciał to zrobić. Niestety Louis jedynie się przez to od niego oddalił.
Była granica tego, ile mógł znieść przyjaciel, i Louis dobrze sobie z tym poradził, kiedy Harry stracił głowę tamtej jednej nocy – Louis nigdy do tego nie wracał. Ale całowanie go prawdopodobnie było przekroczeniem granicy. Oczywiście, że Louis się od niego oddalił.
Louis chciał być jego przyjacielem, a Harry odstraszył go, zachodząc za daleko.
Wzdychając, Harry wszedł pod prysznic. Właśnie wrócił do domu z pracy i dochodziła dziewiąta. Miał zamiar zjeść późny obiad i iść do łóżka; spróbować to wszystko przespać. Sięgnął po szampon i przytrzymał go nad ręką, żeby wycisnąć nieco na dłoń. Butelka wydała dziwny odgłos, ale nic z niej nie wypłynęło. Harry potrząsnął ją, ale ponownie nie stało się nic.
Przez kilka uderzeń serca po prostu tak stał, woda moczyła mu włosy, gorąca para przylegała do jego skóry, a jego wzrok skupiony był na butelce po szamponie. Po chwili powoli zakręcił wodę i chwycił ręcznik. Owinął go wokół bioder i nie kłopotał się wycieraniem ciała, nadal trzymając butelkę.
Harry opuścił tak swoje mieszkanie i zbiegł po schodach, po czym szybko zaczął dzwonić do drzwi Liama i Zayna.
Liam otworzył i jego oczy szeroko się otwarły. – Harry?
- Szampon się skończył – powiedział Harry bez wyrazu lekko drżącym głosem.
Liam zmarszczył brwi i odstąpił od drzwi, żeby Harry mógł wejść. – Cóż. Tak, to jest problem.
- Skończył się – powtórzył Harry.
- Jestem pewien, że mamy jakiś szampon, który możemy ci dać – powiedział Liam. Wyglądał na zdezorientowanego, kiedy zamykał drzwi. – Świat się nie kończy, Harry.
Harry wpatrywał się w butelkę w dłoni, po czym spojrzał na Liama, który wyszedł z łazienki z butelką szamponu w ręce.
- Proszę – powiedział wesoło i podał Harry’emu opakowanie.
- Liam – wydusił Harry i nagle jego gardło bardzo się zacieśniło, ręce zziębły i zrobiło mu się zimno przez wilgotną skórę. – Liam, Louis odszedł.
Na moment zaległa między nimi cisza i Liam zwyczajnie wpatrywał się w Harry’ego, podczas gdy ten odwzajemniał spojrzenie tępym wzrokiem. Ramiona Liama opadły i chłopak westchnął, po czym przytulił Harry’ego.
- Och, Harry – wymamrotał. – Dopiero teraz sobie to uświadomiłeś?
Harry schował twarz w jego ramieniu i wzruszył własnymi. Woda z jego włosów kapała na koszulkę Liama. – Nic po nim nie zostało. Szampon się skończył.
Liam cicho się zaśmiał i poklepał Harry’ego po plecach, po czym zaprowadził go do salonu, gdzie usadowił go na sofie. Woodstock przyszedł z drugiego końca pokoju, gdzie leżał w koszyku, i pociągnął zębami za palce u stóp Harry’ego. Harry pochylił się, by poklepać głowę psa, a Liam zniknął, po czym wrócił z dresowymi spodniami i koszulką, które rzucił Harry’emu.
- Lepiej się ubierz – powiedział i ponownie wyszedł.
Harry posłuchał i ubrał się, podczas gdy Liama znów nie było. Miło było móc przyjść tam w każdej chwili ze świadomością, że zawsze ktoś się dla niego znajdzie. Woodstock przygryzał jego palce, ale Harry’emu to nie przeszkadzało. Liam wrócił z dwoma kubkami herbaty, które ułożył na stole, po czym usiadł obok Harry’ego.
- Woody, koszyk – powiedział Liam i Woodstock posłuchał i poszedł z powrotem do koszyka. Harry obserwował, jak pies kładzie się i zwija na poduszce, po czym posłał Liamowi doceniające spojrzenie.
Liam nieśmiało się uśmiechnął. – Trenowaliśmy go. Zayn powiedział, że jeśli mamy trzymać go w mieszkaniu, musi słuchać każdego polecenia.
Harry z uśmiechem ujął swój kubek w dłonie. – Możesz nauczyć go udawać nieżywego?
Na moment zaległa cisza. Potem Liam przywołał z powrotem psa i wystawił do niego rękę, formując z palców pistolet. – Peng! – powiedział głośno i pies upadł, przewracając się na plecy.
Harry zaśmiał się, prawie rozlewając herbatę.
- To pierwsza rzecz, której go nauczyłem – przyznał Liam. – Jest najlepsza.
- Zdecydowanie – zgodził się Harry i pochylił się, aby pogłaskać psa po brzuchu. – Jesteś dobrym pieskiem, prawda?
- Harry – zaczął ostrożnie Liam, kiedy Harry z powrotem się uniósł, a Woodstock przewrócił się do stóp Liama. – Co się dzieje z tobą i Louisem? Zayn i ja martwiliśmy się o was. Ale Louis nie chce powiedzieć, o co chodzi.
- Czekaj – powiedział Harry i zmarszczył brwi – widziałeś się z Louisem?
Liam wzruszył ramionami. – Zayn widzi się z nim na zajęciach i… tak, zgadza się przyjść, kiedy wie, że nie będzie ciebie.
Harry usiłował zignorować ból w klatce piersiowej. Louis naprawdę celowo go unikał. Świadomość tego naprawdę bolała. – Jesteś świadom, jak dziecinnie to brzmi?
- Jestem świadom – zgodził się Liam – jak dziecinne to jest. Ale mu być powód powód, przez który on zachowuje się jak dziecko, a ty panikujesz z powodu pustej butelki po szamponie, Harry.
- Nie panikowałem – wykłócał się Harry.
- Właśnie cały mokry, w samym ręczniku zapukałeś do moich drzwi, Harry. Mogę stwierdzić, że trochę spanikowałeś.
Harry nie odpowiedział i wpatrywał się w swój kubek. Para zniknęła w powietrzu, a porcelana już z ledwością ogrzewała jego dłonie. – Pamiętasz, kiedy powiedziałem ci, że Louis nie jest w moim typie, zanim się wprowadził?
Liam kiwnął głową. – Cóż, dość szybko zmieniłeś zdanie.
Okej, to było nieoczekiwane. Harry odwrócił głowę, by spojrzeć na Liama, i naprawdę nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć. To naprawdę było tak oczywiste? Czy naprawdę wszyscy poza nim zauważyli, że podobał mu się Louis?
Wyraz twarzy Liama zmienił się na zmartwiony. – Okej, to też uświadomiłeś sobie dopiero teraz?
Harry wzruszył ramionami. – Ja… - Odchrząknął i odłożył kubek na stół lekko trzęsącymi się rękoma. – Chyba trochę to wszystko spieprzyłem, Liam.
Liam przysunął się i ułożył ręką na jego ramieniu. – Nie, przestań. Cokolwiek się stało, jestem pewien, że możesz to naprawić.
- Pocałowałem go – powiedział i spojrzał na Liama, by dostrzec jego reakcję.
Liam nie zareagował przez całą sekundę, po czym… uśmiechnął się. Uśmiechnął się. – Cóż, tak sądziłem, Harry. Mieliście się ku sobie od samego początku.
- Ale… - Dlaczego Liam nie był zaskoczony? Dlaczego wydawało się to dla niego takie oczywiste? Czego Harry nie dostrzegł, kiedy Louis nadal był w pobliżu? – To nie tak jak myślisz. Chyba wszystko zacząłem nie tak.
- Jak? – Liam posłał mu zaciekawione spojrzenie. – Harry, Louis lubił cię równie bardzo. Nie wiem, co mogło pójść nie tak.
- Pocałowałem go w dniu, w którym się wyprowadził – wyjaśnił Harry, a jego głos stawał się cichszy z każdym słowem.
Liam uniósł brew. – Nie chcę być wścibski, ale… podejrzewałem, że spałeś z nim dużo wcześniej.
Harry czuł, jak na jego szyję wkrada się rumieniec, i przypomniało mu się, co Zayn powiedział w parku. Dlaczego wszyscy podejrzewali, że Louis i on mogli być kimś więcej, niż naprawdę byli? – Nie spaliśmy ze sobą, ja… - Ciężko przełknął i wpatrywał się w swoje ręce splecione na podołku. – Raz uprawialiśmy seks. Ale byłem pijany i on też. Może trochę. I zdecydowaliśmy, że był to błąd.
Liam wpatrywał się w niego przez sekundę. – Ale – powiedział w końcu – zachowywaliście się jak… nie wiem. Harry, w twoje urodziny, on położył się z tobą do łóżka, jakby to było normalne. Myślałem… znaczy, nie robisz tego z kimś, z kim… albo może robisz? Po prostu stwierdziłem…
Liam zatrzymał się i ponownie siedzieli w niezręcznej ciszy. Harry odchrząknął. – Chyba po prostu się bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Jako przyjaciele.
- Cały czas byłeś tak blisko niego, kiedy oglądaliśmy filmy i kiedy spotykaliśmy się na lunchu lub obiedzie – powiedział Liam ze śmiertelną powagą. – Nie miałem wątpliwości, że coś między wami jest.
Harry wzruszył ramionami. – Nie wydaje mi się, żebym zachowywał się przy nim jakoś inaczej.
- Wydaje mi się, że zachowywałeś się przy nim jak zakochany szczeniaczek, ale… tak, cóż. – Liam przygryzł wargę, ponownie spoglądając na Harry’ego. – Możliwe, że coś źle odebrałem.
To była prawda? Czy Harry naprawdę zachowywał się tak przy Louisie? – Myślisz… - ciężko przełknął ślinę – myślisz, że mógłbym… powiedzmy… być zakochany w Louisie?
Liam na chwilę schował twarz w dłoniach, po czym ponownie z zaniepokojeniem spojrzał na Harry’ego. – Skąd mam wiedzieć? Czy ty sądzisz, że możesz być zakochany w Louisie?
- Nie – odpowiedział natychmiastowo Harry. Zmarszczył brwi i odwrócił głowę. Albo mógł być? Brakowało mu Louisa i zdecydowanie zrobił kilka rzeczy, które mogłyby na to wskazywać. – Myślę jednak, że mogę go lubić bardziej niż przyjaciela? – odpowiedział w końcu, przekształcając to w pytanie.
- Mi to mów – wymamrotał Liam. – Nigdy bym się nie domyślił.
- Liam – powiedział Harry i ponownie się do niego odwrócił. – Mówię poważnie.
- Rozumiem. – Liam wziął głęboki wdech. – Po prostu nie wiem, dlaczego tak bardzo upierasz się przy tym, że on ci się nie podoba.
- Nie upieram się przy tym. Taka jest prawda.
- Cóż, pewnie, prawda jest taka, że straciłeś dla niego głowę, Harry – stwierdził zmęczonym głosem Liam. – Tylko po prostu nie chcesz tego przyznać.
- Jesteśmy przyjaciółmi – wydusił Harry i nagle czuł się tak głupio, mówiąc to, kiedy zdecydowanie nie była to szczera prawda. Louis prawdopodobnie zawsze był kimś więcej. Harry poczuł, jak oblewa go panika, wstrzymuje się jego oddech, serce przestaje bić, a usta drętwieją.
Dzielił łóżko z Louisem przez ponad dwa miesiące, przytulał go we śnie, zawsze chciał całej jego uwagi, jego obecności, zawsze chciał być blisko niego, kiedy byli razem. Harry zachowywał się jak zazdrosny chłopak za każdym razem, kiedy Louis chociażby spojrzał na innego faceta.
Chciał Louisa tej nocy, kiedy uprawiali seks. Myślał o całowaniu go od samego początku, a gdyby Louis był tylko przyjacielem, Harry nigdy by go nie pocałował. Ale pocałował go i chciał tego, naprawdę chciał tego pocałunku.
Chciał pocałować Louisa ponownie.
- Kurwa – powiedział i czuł, że bolą go oczy, wpatrując się w Liama, który posłał mu współczujące spojrzenie.
- Nie wierzę, że dopiero teraz sobie to uświadomiłeś – odpowiedział Liam i ścisnął jego udo. – To było tak oczywiste.
Harry jęknął, chowając twarz w dłoniach. – Liam, wszystko spieprzyłem. Kompletnie wszystko spieprzyłem.
- Nie, przestań. Trochę ci to zajęło, ale jestem pewien, że jeszcze nie wszystko stracone.
- Przespałem się z nim, a potem powiedziałem mu, że nie jest do końca tym, czego szukam – zaprotestował Harry. – Nie mam pojęcia, jak nie wszystko może być stracone.
Liam skrzywił się na to, ewidentnie szukając właściwej odpowiedzi. Rozproszył się, kiedy drzwi do salonu się otworzyły i wszedł Zayn. Harry podniósł na niego wzrok, dostrzegł zmęczone spojrzenie i bladą skórę.
Zayn zmarszczył brwi. – Co się stało Harry’emu?
- Jego szampon się skończył – powiedział oschle Liam.
Harry wydobył z siebie zduszony śmiech i potarł rękoma twarz. – Szampon Louisa się skończył.
- Och – odpowiedział Zayn i podszedł, by usiąść po drugiej stronie Harry’ego. – Więc w końcu sobie wszystko uświadomiłeś.
Świetnie, więc nawet Zayn wszystko załapał przed nim. – Czy wy wszyscy wiedzieliście? – Harry zmarszczył brwi. – Mogliście coś powiedzieć.
- Cóż, myśleliśmy, że sam wiesz – powiedział Liam. – Skąd mieliśmy wiedzieć, że byłeś taki niepomny?
- Musisz mu powiedzieć – powiedział Zayn i Harry niepewnie na niego spojrzał, więc chłopak dodał – O tym wszystkim. Musicie to sobie wyjaśnić.
- Co tu jest do wyjaśniania? Jesteśmy przyjaciółmi, a ja się w nim zakochałem. – Harry wzruszył ramionami, bawiąc się sznurkami od spodni, które zdecydowanie musiały należeć do Liama. – Odstraszę go.
- Harry… - zaczął Zayn, ale Harry powstrzymał go, unosząc rękę.
- Nie, poważnie. Był naprawdę dobrym przyjacielem. Zrobiłem kilka niewłaściwych rzeczy, a on mnie nie zostawił. Cóż, dopóki całkowicie z nikąd go nie pocałowałem – dodał i przesunął ręką przez włosy. – Ale nie mogę mieć mu za złe, że po tym się poddał. Nie powinienem pogarszać sprawy.
Zayn przez chwilę się w niego wpatrywał i powróciło to napięcie, ale potem zerknął na Liama i spuścił wzrok. Kiwnął głową. – Tak, jeśli sądzisz, że tak będzie najlepiej.
- Po prostu chcę go z powrotem – powiedział cicho Harry i obserwował swoje ręce bawiące się sznurkami. – Chcę znów być jego przyjacielem.
Zayn westchnął i objął go, kładąc jego głowę na swoim ramieniu. – Nadal jesteś jego przyjacielem.
- Już się do mnie nie odzywa – stwierdził Harry.
Liam przesunął ręką po jego plecach. – To nie jest coś, co zależy jedynie od niego, Harry. Ty również mogłeś do niego zadzwonić.
Kiwając głową, Harry przysunął się bardziej do boku Zayna, a Liam zabrał koc z podłokietnika sofy i rozłożył go na ich trojgu. Faktycznie mógł zadzwonić do Louisa, ale nie wyobrażał sobie, jak miałby się na to zdobyć. Co miał powiedzieć? Co, gdyby Louis odrzucił go, nawet go nie wysłuchując?
Nie mógł zadzwonić. Nie po tym wszystkim, co zrobił, przez co Louis się od niego odsunął.
Łatwo było zatopić się w ciepło i otuchę jego dwóch najlepszych przyjaciół. Zawsze byli tam, by mu pomóc, nawet kiedy jego świat wywracał się do góry nogami i kiedy Harry zachowywał się jak głupiec. Zayn i Liam zawsze byli tam, by mu pomóc, żeby polepszyć sytuację.
Jednak wciąż – pomyślał Harry, zamykając oczy, kiedy ramię Liama owinęło się wokół jego talii – w tamtej chwili był ktoś, z kim chciał być bardziej, niż z ich dwojgiem.
Było ciepło i wygodnie, i poufale, i było to wszystkim, czego Harry potrzebował.
Spotkali się w mieszkaniu Liama i Zayna, żeby się napić zanim udają się do Suicide Note, a Louis już żałował tej decyzji, kiedy Harry wraz z Niallem weszli do mieszkania.
Harry wyglądał zdecydowanie zbyt seksownie w wąskich spodniach i czarnej, zapiętej aż do kołnierzyka koszuli. Jego włosy stały się nieco dłuższe i inaczej je zaczesywał. Na czoło nie opadała mu już grzywka, jakimś sposobem udało mu się uczesać włosy w quiffa. Lub coś w tym guście.
W każdym razie Louis potrzebował jedynie jednego spojrzenia na jego twarz, te zielone oczy i różowe usta, żeby żałować tamtej decyzji.
Znów chciał pocałować Harry’ego. Louis desperacko pragnął przyciągnąć go, usadowić na sofie, zedrzeć z niego te niedorzecznie ciasne ubrania i ponownie zasmakować tych ust.
Cholera, ani trochę nie przeszło mu z Harrym. Było nawet gorzej.
- Hej, Lou – przywitał go dziwnie cicho Harry i Louis pomyślał, że chłopak naprawdę nie powinien mówić do niego zdrobnieniami. To robiło dziwne rzeczy z jego organami. Biorąc pod uwagę uczucie w jego brzuchu, prawdopodobnie właśnie wybuchła mu wątroba.
- Cześć – odpowiedział ze sztucznym uśmiechem i próbował uniknąć kontaktu wzrokowego.
Niall zerknął na Louisa, później na Harry’ego i z powrotem na Louisa, odłożył na stół piwo i zniknął w kuchni, gdzie znajdowali się Liam i Zayn.
Louis zdecydowanie odpłaci mu się za opuszczanie go w taki sposób. Lepiej niech będzie przygotowany.
- Jak leci? – spytał Harry, siadając na sofie.
Louis wzruszył ramionami i opadł na fotel, usiłując zachowywać się zwyczajnie. – Jak zwykle. A u ciebie?
Harry się uśmiechnął. – Też.
Oboje ucichli i Louis pomyślał, że jeszcze nic nigdy nie wydawało się tak niezręczne. Za każdym razem, kiedy chociaż zerkał w kierunku Harry’ego, myślał o całowaniu go, a to wcale nie pomagało. Odwracając spojrzenie na swoje dłonie, zauważył, że właściwie nie musiał patrzeć na Harry’ego, aby myśleć o całowaniu go. Jego obecność sprawiała, że każda komórka w jego ciele pragnęła chłopaka.
- Jak tam nowe mieszkanie? – spytał Harry, ewidentnie usiłując podtrzymać rozmowę.
- Jest w porządku. Mam teraz dużo miejsca, więc jest fajnie. I balkon jest naprawdę super. Zawsze chciałem mieć balkon. Zayn mi go zazdrości. – Zatrzymał się, wiedział, że bredzi, ale nie mógł się powstrzymać. – Wiesz, bo pali.
- A Liam nie pozwala mi palić w mieszkaniu – dodał Zayn, wchodząc do salonu z butelką piwa w dłoni. – Jest okropny.
Stojący za nim Liam ironicznie fuknął. – Pamiętam, że wychodziłeś na zewnątrz, żeby zapalić, nawet kiedy mieszkałeś sam. – Usiadł obok Harry’ego i ułożył ramię na oparciu sofy, podając mu piwo.
Niall przyszedł ostatni z dwoma piwami w jednej ręce, drugą trzymając Woodstocka przy swojej klatce piersiowej. Podał jedno piwo Louisowi i usiadł na kanapie obok Liama. – Pamiętam, że za każdym razem, kiedy Zayn jest u mnie, nawet nie kłopocze się otwieraniem okna, zanim wyjmie papierosy.
Harry zachichotał, a Zayn usiadł przed nim na podłodze. – A Liam nic nie mówi.
- To nie moje mieszkanie, prawda? – Liam wzruszył ramionami i szturchnął pośladki Zayna stopą. Zayn z uśmiechem podniósł na niego spojrzenie.
- Za Zayna i Liama – powiedział Niall i uniósł butelkę.
- Za Zayna i Liama - powtórzył Harry, odzwierciedlając czynność.
- Za Zayna i Liama – dodał Louis – którzy nie potrzebują papierów, żeby zachowywać się jak stare dobre małżeństwo.
Wszyscy wybuchli śmiechem i w ciągu kolejnych kilku godzin Louis stracił poczucie czasu i rachubę w tym, ile wypił. Opróżnił kilka butelek piw, po czym Niall wyjął whiskey. Harry i Zayn pili jakąś dziwną mieszankę z wódką, a Louis kilka razy napił się ze szklanki Zayna.
Pomogło mu się to rozluźnić przy Harrym. Niezręczność, która między nimi zaległa na początku, powoli zanikła i ich relacja, ironiczne przekomarzanie i droczenie wróciło. Ale przez alkohol Louis stał się również bardziej beztroski. Nie minęło wiele czasu, zanim nagle znalazł się przy Harrym, a ręka chłopaka luźno ułożyła się na jego udzie. Louis zmarszczył brwi i zastanawiał się, kiedy to się stało. Nie mógł jednak zmusić się, by zabrać rękę Harry’ego.
Naprawdę był pewien, że Harry nie robił tego specjalnie, ale obawiał się, że zaczęła się kolejna runda zabawy w kotka i myszkę, a powiedział Zaynowi, że już nie będzie brał w niej udziału. Najwidoczniej Harry robił wszystko nieświadomie. Kiedy Niall go łaskotał, odwrócił się do Louisa i zwinął przy nim, jego śmiech ciepło odbijał się od klatki piersiowej Louisa, a silne ręce delikatnie układały się na jego talii.
Louis chciał wsunąć własne pod koszulkę Harry’ego.
Nawiązując kontakt wzrokowy z Zaynem, Louis ułożył ręce na ramionach Harry’ego i lekko go odepchnął, pochylając się, żeby zabrać ze stołu swoją szklankę i wypić to, co zostało. Czuł na sobie spojrzenie Zayna, ale nie pozwolił sobie na niego patrzeć.
-
Pociąg nie był tak bardzo zatłoczony, kiedy do niego weszli. Jednak był to ostatni kurs i nadal był zbyt zatłoczony, jak na pociąg jadący o północy; wiele osób jeździło ostatnim.
Harry oparł się o drzwi, a Niall stał obok niego. Liam i Zayn stali naprzeciw Nialla, ramię Zayna silnie było owinięte wokół talii Liama, a Louis stał naprzeciw Harry’ego, trzymając za jedną z rurek. Niall opowiadał jakąś historię już niewyraźnie i nieco zbyt głośno, ale uwaga Harry’ego była skupiona na Louisie.
Wyglądał co najmniej delikatnie. To była pierwsza rzecz, która doszła do Harry’ego, kiedy zobaczył Louisa w mieszkaniu Zayna i Liama po tych wszystkich tygodniach. Było w nim coś delikatnego i łagodnego, i Harry chciał zagarnąć go, zaczepić palce na jego skórze i schować twarz w zagłębieniu jego szyi. Byłby równie delikatny.
Harry wiedział. Wiedział, że Louis byłby delikatny i łagodny w jego ramionach, uległy i ustępliwy, zupełnie jak za każdym razem, kiedy trzymał go we śnie.
Na kolejnym przystanku wsiadło więcej osób i Harry odszedł od drzwi i sięgnął ręką nad głowę, żeby złapać za jedną z rurek. Nadal nie było tłoczno, ale Harry nie chciał odsuwać się, kiedy pochylał się już nad Louisem, lekko się kołysząc. Prawdopodobnie powinien był, ale włosy Louisa pachniały dość ładnie, nadal tym samym szamponem, który zostawił w mieszkaniu. I mimo że w ogóle się nie dotykali, Harry czuł ciepło jego ciała.
Louis stał odwrócony tyłem do Harry’ego i rozmawiał z Zaynem, prawdopodobnie nawet nie zauważając stojącego za nim chłopaka. Kontynuował rozmowę, droczył się z Niallem i śmiał z czegoś, co powiedział Liam. Potem odchylił głowę, żeby spojrzeć na Harry’ego.
- Wszystko w porządku, stary? – spytał Niall. – Jesteś dziwnie cichy.
Harry uśmiechnął się do niego i kiwnął głową, podczas gdy Louis obrócił się, żeby wpuścić Harry’ego do ich kółka. Naprawdę nie chciał odchodzić zza Louisa, ale domyślił się, że nie ma zbyt wielkiego wyboru. W tym momencie pociąg ostro zakręcił, a Harry stracił równowagę, potykając się o własne stopy.
Został złapany silną dłonią owijającą się wokół jego bicepsa, ustawiającą go na stopach. Podnosząc wzrok, ujrzał Louisa znajdującego się blisko niego, trzymającego go i posyłającego mu przenikliwe spojrzenie. To było dziwne; Louis był tak mały i wydawał się delikatny i łagodny, jednak bez trudu ukazał swoją siłę w mięśniach. W ten sposób, używając tylko jednej ręki, żeby utrzymać Harry’ego.
- Dzięki – wymamrotał Harry i ponownie chwycił za rurkę.
Louis kiwnął głową i wydawało się, że zawahał się, po czym zabrał rękę.
Harry zmarszczył brwi i przez chwilę dłużej się w niego wpatrywał. To mogło skończyć się zupełnie inaczej. Mógł upaść w ramiona Louisa i potem po prostu tam pozostać, jako że był zbyt pijany, żeby utrzymać równowagę w jadącym pociągu. Lub mógł upaść na Louisa, przypadkowo łącząc ich usta i opierając się o niego, żeby go podtrzymał. To byłaby świetna wymówka, żeby zacząć się całować.
Harry zmarszczył brwi i spojrzał na swoje buty.
Dlaczego w ogóle o tym pomyślał? Lubił przebywanie blisko Louisa, a bycie blisko, delikatny dotyk i fizyczne poznawanie siebie nawzajem były częścią ich przyjaźni. Zawsze tak było.
Jednak całowanie było czymś innym. Ustalili to po nocy, kiedy uprawiali seks.
Pocałunek… Harry zgubił się w myślach, ciężko przełknął i ponownie przysunął się do Louisa, słuchając jego śmiechu, jego szorstkiego głosu złagodzonego alkoholem.
Pocałunek był błędem. Harry został jedynie zawładnięty emocjami. Było mu smutno, że Louis opuszcza mieszkanie. Oczywiście, że był smutny. Louis był jego przyjacielem i Louis był dobrym współlokatorem. Żegnanie się z takim kimś było zwyczajnie smutne i każdy czułby się przez to niepewnie.
Pocałunek był błędem.
Został wytrącony z myśli, kiedy musieli wyjść z pociągu, i dziwne uczucie osiadło w jego brzuchu, kiedy postawił nogę w Suicide Note kilka minut później. Tak długo przychodził tam tylko do pracy. Dziwnie wracało się tam jako klient.
- Czy Harry może załatwić nam darmowe drinki? – spytał Niall i szturchnął jego żebra.
Harry wzruszył ramionami, chowając dłonie do kieszeni. – Mogę spróbować. – Odszedł do baru, a Zayn za nim podążył, podczas gdy reszta poszła usiąść.
- Hej, Harry! – przywitał go Martin. Pracował tam dużo dłużej niż Harry i często mieli wspólne zmiany. – W porządku, stary?
Harry kiwnął głową. – Tak, wszystko dobrze. A u ciebie?
- Nieźle, po staremu – odpowiedział i puścił mu oczko. – Jak nowa praca?
- Całkiem dobrze, jest fajnie. Nigdy nie pracuję po ósmej i codziennie mogę zabierać do domu pozostałe słodycze i ciastka.
- Brzmi lepiej niż to. – Martin westchnął i wzruszył ramionami. Spojrzał na Zayna. – W każdym razie. Ty jesteś chłopakiem Liama, prawda?
Zayn uśmiechnął się i kiwnął głową. – Jest tam z przyjaciółmi.
- Cóż, więc ta kolejka będzie na mój rachunek. Co zamawiacie?
- Dzięki stary. – Harry zamówił ich drinki i kiedy Martin je przygotowywał, zerknął przez ramię i zauważył, że Louis siedzi obok Nialla i z nim rozmawia.
- Haz – powiedział stojący obok Zayn i Harry odwrócił się z powrotem. – Wszystko w porządku?
Harry zmarszczył brwi. – Aż tyle nie wypiłem, Zayn.
- Nie chodzi mi o alkohol – wyjaśnił. – O Louisa.
Mrugając, Harry przechylił głowę. – O Louisa? Co miałoby być nie w porządku?
Zayn wzruszył ramionami. – Nie wiem, ale od kiedy się wyprowadził, nie wydaje się, żebyście utrzymywali kontakt.
To był prawda. Ale wyprowadzka Louisa zakończyła się tym pocałunkiem i Harry nie wiedział, jak się zachowywać lub co powiedzieć. I wyglądało na to, że Louis również potrzebował trochę czasu. To wszystko. Od wtedy wszystko między nimi miało wrócić do normy.
- Chyba oboje byliśmy zbyt zajęci – odpowiedział.
Zayn kiwnął głową lekko spięty i odwrócił się z powrotem do Martina, który ułożył przed nimi pięć szklanek.
- Dzięki, stary – powiedział Harry i zabrał trzy, aby zanieść je z powrotem do stołu. Usiadł obok Nialla i spojrzał na Louisa po drugiej stronie chłopaka. Otrzymał mały uśmiech i zdecydował, że miał rację.