Yes, Your Highness? | Ziall (2)
Pierwsze co Zayn zobaczył po obudzeniu, to jasnowłosy chłopak krzątający się po jego komnacie.
Niall postawił na szafce obok łoża wielką misę napełnioną wodą. Książę obserwował chłopaka wciąż nie oznajmiając, że już nie śpi.
Zauważył nowe ubrania chłopaka i czy to źle, że pomyślał o zdjęciu ich z niego?
- Jak ci się spało? - spytał Zayn podnosząc się do pozycji siedzącej. Blondyn wzdrygnął się lekko zaskoczony tym, że książę już nie śpi. Kiwnął jedynie głową robiąc kilka kroków w tył.
Ciemnowłosy odrzucił kołdrę i wyszedł z wielkiego łoża, a Niall podał mu koszule, pomagając mu ją ubrać tak jak resztę ciuchów.
Książę usiadł na krześle przy małym stole nieopodal okien. Złapał w dłoń jabłko i wgryzł się w nie. Obserwował jak jego służący ścieli jego łoże, z którego dopiero co wyszedł. Fascynowało go z jakim skupieniem nastolatek wykonywał swoje zadanie.
- Podejdź - powiedział nagle książę po przeżuciu kęsa owocu. Niall przerwał układanie poduszek i wolnym krokiem podszedł do Zayna.
Blondyn zatrzymał się tuż przy krześle, na którym siedział przyszły król. Zayn miał go na wyciągnięcie ręki i wykorzystał to.
Położył dłoń na udzie chłopaka zerknąć w górę na jego reakcje. Brak jakiejkolwiek rodzaju sprzeciwu, zachęciło Zayna. Patrzył jak jego własna dłoń sunie wyżej aż złapał między palce sznureczek od spodni Nialla. Odwiązał je i słyszał jak blondyn wciąga powietrze.
Książę uśmiechnął się pod nosem i położył dłoń po wewnętrznej stronie nagiego uda chłopaka. Sunął powoli chłodnymi palcami po jasnej skórze Nialla i zauważył na niej gęsią skórkę.
Służący nagle złapał swoje spodnie i po wciągnięciu ich cofnął się parę kroków. Bał się złości księcia, ale nie potrafił stać bezczynnie gdy był obmacywany.
Jednak Zayn wyłącznie zaśmiał się głośno ani trochę zły i kolejny raz ugryzł trzymany wciąż przez siebie owoc.
Niall ze spuszczoną głową wrócił do swojej pracy, a gdy skończył ścielić łoże, stanął w rogu pokoju wiedząc, że nie może wyjść z komnaty. A bardzo chciał być w tej chwili jak najdalej od księcia.
Niall obserwował każdy ruch Zayna, gdy ten ćwiczył walkę wręcz. Przełykał z trudem ślinę widząc jak materiał, który książę ma na sobie przylega do mięśni, z każdym wymachem miecza. Jednak kiedy brązowooki spoglądał w kierunku swojego służącego, ten spuszczał wzrok udając, że wcale się nie gapił.
Zayn na zbyt długą chwile zatrzymał spojrzenie na Niallu, bo drewniany miecz uderzył w tył jego pleców. Spojrzał z wyrzutem na swojego nauczyciela, który zmrużył oczy.
- Skoncentruj się - warknął mężczyzna w średnim wieku po czym spojrzał na blondyna - Przynieś wodę.
Nastolatek kiwnął głową. Odchodząc słyszał sprzeciw księcia do nauczyciela, jednak ten powiedział zaledwie jedno słowo, które uciszyło przyszłego władcę.
Niall wpadł na Mormonta, nie wiedząc, że ten obserwował ich od rana. Złapał nastolatka za ramię ciągnąc go w ustronne miejsce.
- Nie gapisz się na swojego pana - warknął opiekun księcia wprost do ucha służącego, który przymknął lekko powieki czując palce wbijające się wciąż w jego ramię - W jego obecności trzymasz głowę opuszczoną, nie zwracasz na siebie jego uwagi.
Chłopak pokiwał szybko głową w obawie o zmiażdzenie kości.
- Zrób sobie przerwę. Pomóż komuś w zamku. Zabieram księcia do lasu, a wątpię byś umiał jeździć na koniu. Chyba, że chcesz biec za nami? - Mormont zmrużył oczy, ale Niall potrząsnął głową - W porządku.
Chłopak wycofał się i powoli wkroczył do zamku. Kręcił się chwilę aż skończył pomagając Morei w kuchni.
Po skończonej lekcji Zayn rozejrzał się po placu w poszukiwaniu swojego służącego. Nie zauważył go nigdzie, ale dostrzegł swojego opiekuna, który po chwili wręczył mu wodę.
- Nie widziałeś Nialla? - spytał książę po upiciu sporego łyku.
- Chyba gdzieś sobie tak po prostu poszedł - Mormont wzruszył ramionami.
- Miał iść po wodę i zaraz wracać - powiedział cicho siedemnastolatek ponownie omiatając wzrokiem wszystko wokół.
Trudno było mu uwierzyć, że jego nowy sługa tak po prostu się ulotnił. Przecież mówił mu wyraźnie, że ma być cały czas u jego boku.
- Może on się po prostu nie nadaje do służenia ci, książę - zasugerował Mormont odbierając wodę od Zayna, który spojrzał na opiekuna w dziwny sposób.
- Właśnie ci uciekł - starszy wywrócił oczami, a Zayn opuścił głowę - Zastanów się nad tym czy ten chłopak powinien ci służyć, skoro jest nieodpowiedzialny. A teraz odpocznij chwile, Król prosił cie do siebie. Potem masz jeszcze lekcje.
Książę wracał powolnym krokiem do swojej komnaty. Był wyczerpany tym dniem i nauką rzeczy, które wydawały mu się niepotrzebne. Na co mu wiedza, o byłych władcach innych krain? Przecież w przyszłość przyda mu się wyłącznie walka na miecze i znajomość obecnych króli, gdy już sam zasiądzie na tronie.
Wszedł do swojej sypialni i zatrzymał się w pół kroku widząc Nialla stojącego w rogu pokoju.
Zayn jak gdyby nigdy nic zamknął drzwi kierując się do naszykowanego juz do spania łoża. Przystanął przy nim i kucnął wyciągając rzecz owiniętą w materiał.
- Czego z “nie oddalaj się ode mnie” nie zrozumiałeś? - spytał książę właściwie nie oczekując odpowiedzi. Nie dostałby jej od niemego chłopaka. Wyprostował się spoglądając na służącego stojącego z opuszczoną głową - Zawiodłeś mnie.
Niall na te słowa uniósł głowę i rozchylił wargi, z których nie wydostał się żaden dźwięk. Chciał się wytłumaczyć, że to Mormont kazał mu iść i nie miał pojęcia o tym, że książę o tym nie wie. Ale nie mógł.
- Rozbierz się i uklęknij - powiedział chłodnym głosem Zayn odwijając materiał, który skrywał bicz, na którego widok oczy Nialla zaszły łzami.
- Kilkaset lat temu bat był jedną z najczęstszych i najlekkszych kar stosowanych, na winnych - powiedział książę wpatrując się w służącego, który nie wykonał żadnego ruchu mimo rzuconego wcześniej rozkazu - Dam ci tylko jeden bat, jeżeli w tej chwili zrobisz to co kazałem - wysyczał Zayn, a oczy Nialla napełniły się łzami.
Bardzo powoli zaczął się rozbierać wpatrując się w ziemię, na którą skapywały jego pojedyńcze łzy.
Spojrzał w oczy księcia i rozchylił wargi, na co ten jedynie pokręcił głową.
- Ciesz się, że nie możesz mówić. Nie chce słuchać twoich kłamstw, za które mógłbym obciąć ci język - warknął książę.
W rzeczywistości nie był takim człowiekiem, przed paroma miesiącami nawet nie pomyślał o użyciu bata, który dostał na piętnaste urodziny. Jednak jego ojciec uświadomił mu, że winnych musi karać by jakoś wykreować swój autorytet i nie dopuszczać do zdrad.
Patrzył jak chłopak klęka do niego plecami i miał idealny widok na jego szczupłe ciało, był nawet przez chwilę gotów ustąpić. Ale w jego głowie pojawił się głos i zawiedziona twarz jego ojca, gdy mówił, że jest słaby.
Zacisnął wargi i zarzucił batem, który przejechał po nagich plecach blondyna raniąc je. Nastolatek upadł na ziemię rozchylając wargi w niemym krzyku, a jego łzy się nasiliły. Leżał na podłodze łkając bezgłośnie.
Zayn skrzywił się lekko i odrzucił bat. Chciał pomóc wstać siedemnastolatkowi, jednak starał się pozostać przy swojej roli. Poza tym był pewien, że chłopak od razu odepchnie jego dłoń.
- Przy następnym akcie twojej niesubordynacji, będę musiał wyciągnąć gorsze konsekwencje - powiedział niskim i zachrypniętym głosem książę patrząc jak strużki krwi spływają z rany po plecach jego sługi.
Blondyn złapał swoje ubrania i podniósł się z kolan biegnąc do drzwi, za którymi znikł.
Zayn wpatrywał się w korytarz na który uciekł Niall aż schował twarz w dłonie powtarzając sobie w głowie, że tak postępują królowie i nie może pobłażać czy przepraszać służby jeżeli zasłużyli na ukaranie.
Zbliżał się wieczór, więc Liam od ponad godziny był już na nogach zaczynając swoją warte. Był strażnikiem, czasami musiał w nocy przejść się po zamku, ale zwykle pilnował drzwi od komnat króla.
Maszerował po korytarzach aż zobaczył czyjąś postać siedzącą skuloną, skrytą w cieniu. Zmarszczył brwi.
- Kto tam jest? - spytał i zrobił kilka kroków aż zobaczył znajomą jasną czuprynę - Niall? Niall, co się stało?
Uklęknął przy płaczącym blondynie i dotknął jego nagiego ramienia. Nastolatek wzdrygnął się chowając twarz bardziej w kolanach, które przyciśnięte miał do klatki piersiowej.
Liam zerknął na plecy Nialla i zamarł widząc, że są pokryte krwią.
- Potrzebujesz pomocy, musisz wstać - powiedział cicho strażnik ze ściśniętym gardłem.
W tej chwili nie myślał, że zawala swoją pracę, miał zaraz wrócić na warte, ale nie byłby w stanie normalnie funkcjonować ze świadomością, że zostawił go w tym stanie bez pomocy.
Zakrył nagiego chłopaka ubraniem, które leżało tuż obok.
Zaprowadził blondyna do Morei. To ona tak opiekowała się wszystkimi ludźmi, którzy zajmowali się zamkiem i rodziną królewską. Sama pracowała w kuchni. I mimo iż jej znajomość z Niallem nie zaczęła się zbyt kolorowo, teraz serce jej się łamało, gdy najpierw zobaczyła go w takim stanie i potem jak płakał coraz bardziej, gdy oczyszczała jego ranę.
Kobieta założyła opatrunek na cienką, podłużną ranę biegnącą przez całe plecy nastolatka.
- To książę? - spytał Liam pomagając Niallowi się ubrać. Chłopiec kiwnął słabo głową - To zasłużona kara? - teraz blondyn zaprzeczył - Przykro mi - pogłaskał go lekko po ramieniu - Odpocznij trochę, Morei obudzi cie na kolacje. Poproszę kogoś by cię zastąpił.
Niall uśmiechnął się słabo i ułożył na łóżku.
- Ale.. Niall, wiesz o tym, że mimo to musisz służyć księciu? Pomimo tej kary wciąż jesteś jego. I musisz go szanować..
Nastolatek pokiwał głową zdając sobie z tego sprawę. Naprawdę chciał już nigdy więcej nie zobaczyć Zayna, ale on go kupił i Niall wciąż był na każde jego wezwanie.