Warszawa, Zielna
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United Kingdom
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from Libya

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from Israel
Warszawa, Zielna
Warszawa, Zielna
Pałac Janasza, Zielna
Deszcz i samoloty
Moi drodzy!
Najpierw wiadomość dla rodziców i znajomych o słabym mięśniu sercowym:
Jesteśmy cali, mamy się dobrze i zdrowo, Tajlandia jest wspaniała! Teraz przejdźmy do szczegółów.
Akt I - podróż :
Dwie godziny snu.
Jedziemy do Warszawy - ogromne podziękowanie dla Kasi i Kalego za podwózkę, jesteście wielcy!
Lotnisko Chopina. Zero problemów, wszyscy uśmiechają się do pieseła. Pierwszy stres podczas nadawania bagażu (czytaj Bazyla), Pan z Obsługi uspokaja, że w liniach lotniczych lata tyle psów że hej.
Po kilkunastu minutach los naszego pupila jest już w rękach linii lotniczych Aeroflot. Po następnych kilkudziesięciu siedzimy już w samolocie i wylatujemy!
Moskwa. Nie ma opcji, żebyśmy zobaczyli Bazyla, ale nta pani która w końcu zna angielski dzwoni w pięćdziesiąt miejsc i upewnia nas, że pies ma się dobrze i nawet ogon mu lata jak śmigiełko. Z mniej przyjemnych rzeczy kantor w Moskwie nas oszukał (wybieraliśmy bahty na wszelki wypadek, żeby mieć na lotnisku w Bangkoku - okazało się, że bardzo się przydały). Nauczka na przyszłość, zawsze zapytać o koszt, zanim poda się pieniądze.
W ogóle mieliśmy wrażenie, że ludzie w Moskwie nie są zbyt mili i generalnie chcą żeby się od nich od*****lić. Seremet - nie polecamy.
Parę godzin spania na ławce i już lecimy do Bangkoku! Bardzo miły, długi lot. Mieliśmy dostęp do różnych w tym premierowych filmów i obejrzeliśmy najgłupszy film jaki do tej pory powstał - czyli nowych Avengersów. Kali naprawdę musisz to obejrzeć.
Bangkok. Lotnisko ładne i ogromne. Przeszliśmy przez kontrolę paszportową, która kazała nam wpisać cokolwiek w adres hotelu (nic tam nie mieliśmy) mrugając porozumiewawczo.
Za bramkami odebraliśmy naszego pieseła! W lekkim szoku, z rozbieganymi oczyma. Żył, miał się dobrze! Cały, zdrowy, kochany! Cieszył się jak pies, daję głowę.
Nastał czas Importu Zwierzęcia! Tu zaczęły się lekkie problemy. Nasz certyfikat zdrowia nie miał dokładnie takiej pieczątki jak powinna być, co okazało się problemem nie do przejścia. Dostaliśmy dwie opcje :
a) Bazyl wraca do Polski
b) uzyskujemy pieczątkę od ambasady Polski w Tajlandii
Nie ma co się dziwić, spróbowaliśmy z opcją b). Ale jak tylko chcieliśmy zadzwonić, pan z imigracyjnego zaprosił mnie do oddzielnego pokoju i powiedział że za 1000 BHT (ok. 100 zł) załatwi to bez ambasady, nie trzeba będzie jeździć i tak dalej. Tylko dla mnie. Just for you khun Piotr. Powtórzył to chyba z piętnaście razy. Nie zastanawiając się długo dałem mu banknoty, które schował zerknąwszy przez ramię z jak na filmie szpiegowskim. Następnie wsunął mi paszport psa do kieszeni. Kiedy wróciliśmy do działu importu zwierząt okazało się, że papiery już przygotowane i wszystko jest w porządku. Bogu dzięki za korupcję!
Jeszcze kilka chwil i jesteśmy w Tajlandii!
Bangkok to ogromne miasto. Ulice po pięć pasów po każdej stronie, wielkie betonowe konstrukcje i ruch uliczny jak z nocnego koszmaru. Mieliśmy o tym okazję się przekonać, bo przez przypadek zarezerwowałem bilety z innego, oddalonego o 30km lotniska. Ups (mam nadzieję, że Bazyl nie czyta, jak tak to dobry pies).
Wzięliśmy taksówkę (100zł za vana z psem i klatką 30km przez miasto, z lotniska) i ruszyliśmy. Ma się wrażenie, że prawa ruchu drogowego w Bangkoku nie istnieją. To jest cud, że oni w ogóle jakoś jeżdżą. Zmiana pasa zawsze z wymuszeniem pierwszeństwa, najlepiej musnąć bok cudzego samochodu. Żadnych świateł, wszędzie motocykle i skutery. Auta na awaryjnych na środku drogi. Co najlepsze całość porusza się całkiem sprawnie.
Jeszcze tylko nadać psa i bagaże na szybko i już lecimy kolejnym, ostatnim już samolotem do Krabi. (Nokair jest świetny btw).
Ten lot był naprawdę krótki i szybki. Na Bazylu samolot nie zrobił już żadnego wrażenia.
Akt II - Krabi i Ao Nang
Strasznie się rozpisałem, dlatego żeby przyspieszyć przyswajanie informacji, zrobimy spis wydarzeń jak w szkole na polskim : 1. Przybycie ekipy do Krabi.
2. Powszechne zdziwienie psem Tajów.
3. Odkrycie kompletnego braku innych psów w okolicy, mimo przewodnika, który ostrzegał o bezpańskich psach.
4. Podróż taksówką z bardzo miłym panem na plażę Ao Nang.
5. Wysłuchanie tyrady od Bardzo Chcącej Pieniądze Pani, o tym, że w Ao Nang sami muzułmanie, a oni piesła nie wezmą, bo pieseł = szatan
6. Przekonanie się, że Pani miał rację, przeżycie problemów z pet-friendly noclegiem i pierwsze drinki w barze na plaży.
7. Obserwowanie naćpanej nawiedzonej yoga-wege-medytacjo niemki w barze oraz przekonanie się o tym, że pora deszczowa naprawdę jest deszczowa.
8. Znalezienie miejsca do spania u bardzo miłego taja, który kocha zwierzęta i jest buddystą.
9. Spanie 17 h.
10. Zwiedzanie Ao Nang
11. Pyszne jedzonko. Naprawdę pyszne.
12. Niesamowite widoki. Niesamowite!
13. Zabawy z piesełem.
14. Sweet focia z Oberynem Martellem (na emeryturze)
15. Wielka Ryba w Ao Nang
16. Teraz. Dobranoc!
Dziękujemy wszystkim, którzy nam pomogli wybrać się w te podróż a zwłaszcza :
Moim rodzicom (Piotr: wspaniale nas przyjęliście, kochamy Was i macie fantastyczne ogórki kiszone, każdy Wam to powie).
Moim rodzicom (Sawa: Za to, że przewyciężyliście swoje strachy i nie przywiązaliście mnie do krzesła, żebym nie wyjeżdzała. Kochamy Was!) Kasia i Kali, dziękujemy! Bez Was byśmy dosłownie nie dojechali i żegnaliście nas tak, że zrobiło nam się już tam tęskno za Wami i krajem. Kochamy Was też! Zagrzejemy Wam miejsce.
Naszej weterynarz Basi za wspaniałe przygotowanie psa, hydroksyzyna zadziałała świetnie, dokumenty i szczepienia wszystkie zadziałały (certyfikat był dobry, tylko Taj chciał czerwoną pieczatkę i pieniądze - nie dało się wytłumaczyć).
Dziękujemy również : Bartusiowi. Krzysiowi. Jasiowi. Panu z Imigracji Psów. Oberynowi. Oraz naszemu aktualnemu gospodarzowi Ghubadibapurhaburhawowi (chyba, mogłem coś pomylić). Kasi Karaś i Dariuszowi za to że nas odwiedzą.
Jutro wynajmujemy auto.
Do zobaczenia! P.S Jakbyście chcieli pogadać to jesteśmy na skypie, dajcie znać. Tu jest naprawdę cywilizowanie i mają internet prawie wszędzie.
Warsaw, Zielna St.
Zielna Street, Warsaw, Poland