Czasem czuję, że moje myśli to taka miska spaghetti — wszystko się plącze, żadna nitka nie chce się ułożyć w proste zdanie. Chciałabym kogoś przytulić, ale nie wiem kogo. Chciałabym coś poczuć, ale serce udaje, że śpi. A potem nagle BUM — tęsknota wjeżdża jak rollercoaster i trzyma mnie za gardło do późnej nocy.
Wiem, że potrafię kochać mocno. Tak, że aż bolą żebra. Tak, że pamiętam drobne gesty i sposób, w jaki ktoś mówi „dobranoc”. Ale teraz… nie ma tego „kogoś”. I chyba właśnie to boli najbardziej.
Nie chcę już układać snów tylko dla siebie. Chcę znów trzymać czyjąś dłoń, nawet jeśli będzie spocona i trochę drżąca. Chcę się śmiać do telefonu, bo ktoś mi wysłał głupiego mema. Chcę kogoś, komu mogę powiedzieć: „Nie wiem, co czuję, ale chcę, żebyś był obok, jak to odkryję”.
I tak — mam mętlik. Ale gdzieś pod tym wszystkim wierzę, że to serce jeszcze zatańczy. Tylko musi chwilę odpocząć