Należały mi się przeprosiny. Należały się za te wszystkie razy, gdy zabierałam siebie w miejsca, w których mnie nie szanowano. Należały się za te wszystkie momenty, w których nie miałam pojęcia ile i czy w ogóle coś znaczę, a jednak postanawiałam trwać z nadzieją, że czyjeś czyny i decyzje finalnie udowodnią mi, że było warto. Myślisz, że kiedyś było? Nie powinnaś czekać na szacunek. Nie powinnaś wystawać pod czyimiś drzwiami z nadzieją, że w końcu ktoś otworzy je dla ciebie na oścież, zamiast uchylać na szerokość źrenicy. Nie powinnaś wysilać się, żeby dostrzec w kimś uczucie. Nie powinnaś zaglądać nikomu przez dziurkę od klucza z nadzieją, że dostrzeżesz za nimi zaangażowanie. Jeśli nie jesteś pewna - odejdź. Jeśli usilnie starasz się dowiedzieć, ile dla kogoś znaczysz - odpuść. Nie proś się o obecność. Nie czekaj na człowieka, który nie jest gotowy, by wziąć odpowiedzialność. Miłość do pewnego momentu powinna być prosta. Poważnie. Nie powinnaś czekać na żadne dymne znaki i telefony w środku nocy. Nie powinnaś mieć żadnych wątpliwości, że ktoś chce mieć cię w swoim życiu. Bądź otwarta, ale nie czekaj. Bądź otwarta, ale nie proś się. Bądź otwarta, ale nie dawaj na siebie nieograniczonego czasu. Miłość do pewnego momentu naprawdę powinna być prosta. I tak, oczywiście, to praca. Wieloletnia praca dwójki ludzi, która podjęła decyzję, że chce być właśnie ze sobą. Właśnie dlatego zasługujesz na: "Hej, chodź, chcę." Zasługujesz na: "Zależy mi.". Zasługujesz na: "Jestem gotowy włożyć w nas wysiłek.". Zasługujesz na zaangażowanie każdego dnia. Zasługujesz na otwartość, szczere chęci i transparentne intencje. Nie drąż. Nie analizuj. Daj sobie spokój. Osoba, która będzie dla ciebie, nie będzie kazała ci się niczego domyślać.















