Dzieło rozbrzmiewa wiecznością tylko wtedy, gdy jego sens nie wyczerpuje się wyłącznie w znacznikach szerokiego odcinka teraźniejszości.

Origami Around
★
he wasn't even looking at me and he found me
Cosmic Funnies
NASA
YOU ARE THE REASON

No title available
Today's Document
untitled
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ

oozey mess

Andulka
The Bowery Presents
Game of Thrones Daily
Jules of Nature
Sweet Seals For You, Always
tumblr dot com
Xuebing Du
No title available

izzy's playlists!

seen from Switzerland
seen from Philippines

seen from United States

seen from Yemen

seen from United States
seen from Canada

seen from Malaysia

seen from Bahrain

seen from United Kingdom
seen from United Kingdom
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from Romania

seen from Germany

seen from Iraq

seen from Germany
seen from United Arab Emirates

seen from Malaysia

seen from United States
@a-zavath
Dzieło rozbrzmiewa wiecznością tylko wtedy, gdy jego sens nie wyczerpuje się wyłącznie w znacznikach szerokiego odcinka teraźniejszości.
Trzymaj się tam, meow
Pozdrowienia ✴︎
Dla tego, który potrzebuje świętości
Zbliż się do mnie swym marnym duchem, stoję bowiem nad Tobą nie jako kaprys, a nadrzędność. Bogini procesu i posłanniczka węża, który na przemian kąsa i odnawia.
Niech to, co zapomniało swego miejsca i bezczelnie rozlało się po ciele, wróci do swego źródła. Niech rozwarta brama ciała na mocy mojej woli zawrze się nie przemocą, a boską precyzją. Niech ostrze, nić i dłoń wiedzione będą tchnionym przeze mnie celem, w który i Ty włożysz intencję, a prawem tego przywrócenie całości i święta wilgoć zmiany.
Jako Twoja bogini, nie obiecuję Ci ukojenia. Oddaj jednak na ten czas opór, bunt i napięcie, które dopiero później przetransformujesz w dzieło. Niech Twoje czoło skropi wysiłek, który włożysz w zaufanie, lecz niech to zaufanie będzie pełne nadziei i zgodne z pragnieniem.
Idź pod nóż nie jako ofiara i nie jako ten, który walczy, a jako duch i materia poświęcone przemianie. I pamiętaj o tych, dla których podjąłeś się życia.
I tak zostaniesz zszyty i scalony, na nowo całkowity. W imię tożsamości tego, co najwyższe i najniższe, niech spełni się ma intencja naprawy. W myśli i w tkance, w znaku i w ciele.
Tak Cię błogosławię i tak Cię leczę, choć sama jestem tylko życiem i zaledwie śmiercią, a w tym przeciwieństwie trwam dla prazasady.
Gdyby w rozpaczy na Twoją twarz opadła zgmatwana zasłona martwej tkanki, spędziłabym lata rozplatając ten czarny gąszcz bezradnych włosów. Łodyga po łodydze, palcami lepkimi od zmęczenia, a nawet wbrew Tobie – byle tylko znów dostać się do Twoich oczu.
Thank you for posting your experimental photographs here! I like your stuff!
Oh, I hadn’t seen your message until now. Thank you ✴︎
Ile jeszcze świadomości powinnam poświęcić skończoności życia i nieuchronności śmierci, by uznać w pełni ich władzę i świętość? Bywają chwile, w których prześwit niezgody jest tak oślepiająco jasny i przeraźliwie palący, że zapominam na moment, w co wierzyłam jeszcze przed paroma minutami. I choć wiara powraca do mnie w mgnieniu oka, musi ona znieść towarzystwo dyskomfortu i zwątpienia. Nie widzę jednak innej drogi dla moich przekonań, jak poprzez ogień wątpliwości.
Bez większej refleksji pomyślałam sobie, że powinnam być na tyle silna, by poruszenie osobową wizją końca mnie nie dotyczyło. Po chwili namysłu jednak jestem pewna, że muszę przeżyć każdą śmierć lub jej wyobrażenie bez prób wypierania jej mocy.
Więc miażdż mnie, o Śmierci...
Surowa matka, grudzień 2021.
Przesilenie, czerwiec 2026.
Potrzebuję marginesu niezadowolenia i bezwładu. Pustej przestrzeni. Mam dość pojedynczych slów, surowych uwiecznień i uproszczonych zarysów, które być może nie doczekają się mojego powrotu. Podważam sens klatki, w której się umieściłam za każdym razem, gdy zaczynam się dusić, nawet jeśli mam świadomość przejściowości tego stanu. Frustracja. Jestem sfrustrowana.
Nasze tendencje na przełomie lat w przedziwny sposób się odwróciły. Wszystko za sprawą tego, że Ty coraz bardziej chcesz uciec, a ja coraz bardziej chcę zostać. Czasem nie jestem w stanie patrzeć w to krzywe zwierciadło. Czuję niechęć do tego, jak panicznie starasz się zagłuszyć samego siebie, instrumentalnie wykorzystując do tego innych. Stajesz się coraz bardziej zależny, łakomy i zdesperowany. Twój wektor poznania jeszcze nigdy nie był tak sztywno przeciwny rzeczom wgłąb. W nadmiarze spotkań nie masz możliwości posłuchać z uwagą wnętrza, wykształcić wrażliwości na jego dyskretne, zalane lękiem sygnały i wypełnić go realnym sensem, czy choćby celowością. Popełniasz analogicznie błędy, mimo że byłeś ich nadrzędnym krytykiem. W całej swojej wyrozumiałości, nie umiem i nie chcę zgubić swojego pożałowania. Musisz wysłuchać tej pogardy i wstydu. Musisz rozsypać się w proch. Nie ma innej drogi.
Mimowolnie podtrzymuję Twój mit, gdy prześmiewczo stwierdzam, że perwersja spoczęła w poświęconej ziemi. Nie opuszcza mnie jednak rozbawienie i gorzka fascynacja okolicznościami Twojego pożegnania. Po tym, jak świadoma skażenia pielęgnowałaś przez lata tożsamość antytezy, ostatecznie wbrew swojej woli zostałaś wciśnięta drewnianą, pokutną skrzynię. Donośne błogosławieństwo miało za nic to, za kogo się uważałaś. A ja doskonale wiem, że nie miałabyś za nic sprzecznego z Tobą błogosławieństwa.
Jestem naprawdę podekscytowana tym, co może wyniknąć z Waszego połączenia. Jak rzadko w tej materii, przepełniło mnie dobre przeczucie. Potencjał można już na ten moment opisać w latach, a po chwili przekroczy on pełną dekadę. Unikam jednak przedwczesnych manifestacji - wiem przecież, że moje słowa mogą obłożyć klątwą Twój przekorny umysł. Tym lepiej, że nie zwykłeś czytać moich wynurzeń w tej przestrzeni. Jestem pewna, że do tego wrócimy w odpowiednim momencie.
...czy to nie byłoby prześmieszne i zarazem tragiczne, gdybyś dopiero z moim błogosławieństwem był w stanie zdobyć upragnioną miłość?
Kwiecień 2026.
Cenię sobie naczynia, w które mogę wlać choć trochę swojej zaciekłości. Które mogę potraktować z ognistą kompulsją. Których treść jest zależna tylko ode mnie i od których jednocześnie nie mogę się oderwać.
Napięcie generujące się miedzy tymi sprzecznościami jest upajające.
Kwiecień 2026.
Nasza kultura jest tak przeżarta najpodlejszymi rodzajami marketingu, że niektórzy nie są już w stanie odróżnić form ekspresji od najzwyklejszej kampanii narracyjnej. Nie zauważą ich odmiennej jakości, choćby mieli do czynienia z dwiema najbardziej odległymi od siebie reprezentacjami tych konstruktów, a co dopiero, jeśli granice projektu zostaną celowo rozmyte, choćby po fakcie. Rozpoznanie jakości nie jest szczególnie skomplikowane nawet w przypadku form pozornie pośrednich, ale wymaga fatygi. A tej fatydze naprawdę niewiele sprzyja.
Dlaczego? Ślepota miłości? Wątpię. A nawet nie chcę w to wierzyć.
Lęk przed uwikłaniem i drenażem? Potrzeba reglamentacji? Utożsamienie trwania z deklaracją? Estetyka niknięcia? Prawdopodobnie...
Nie będę tego już więcej racjonalizowała. Nie będę też tego kompensowała, ujmując przypuszczalnym powodom, czy przede wszystkim Tobie. Spotkam się z żalem, smutkiem i zawodem. I będę tęskniła.