No i po wycieczce. Nie było mnie dwa dni, a tyle się wydarzyło, że mam wrażenie, że dużo dłużej 😅 oba spektakle zajebiste.
W Romeo i Julii scenografia minimalistyczna, głównie ruchome łóżko Julii, pojedyncze rekwizyty i ścianki z tyłu przesuwające się w zależności od tego, gdzie rozgrywała się akcja. Momentami z tyłu wyświetlały się dzień i godzina. Kostiumy eleganckie, proste i współczesne, jedynie język zachowali szekspirowski i muszę przyznać, że było kilka momentów, w których ten archaiczny angielski mnie pokonał 😅, ale jestem świeżo po lekturze oryginału, więc na luzie.
Podobało mi się połączenie klasyki i nowoczesności, całość była dynamiczna i angażująca. Moja ulubiona scena to chyba wypicie trucizny przez Julię i jej późniejsze omamy, kiedy leżała w malignie. Przyspieszenie, zwolnienie, zdeformowane głosy, muzyka, światła... Czad! No i końcówka, kiedy przed popełnieniem samobójstwa też miała wizje swojego niedoszłego życia z Romeem. Jednak w teatrze jest zupełnie inny odbiór tego typu scen niż na ekranie.
Sadie świetna, megazdolna dziewczyna! Noah Jupe wcześniej mnie zupełnie nie interesował, ale przekonał mnie, niezły jest, pewnie obejrzę Hamneta, jak już kiedyś uda mi się przeczytać książkę. Ogólnie cała ekipa dowiozła, moja uwagę zwrócił też aktor, który grał Kapuleta, jego twarz wydawała mi się znajoma, a potem się okazało, że to Clark Gregg, grał m. in. w filmach Marvela, więc całkiem szycha 😂
Oczywiście nie zdążyłam zrobić zdjęcia, jak się kłaniali 😅
Miejsce miałam super, na zdjęciu wydaje się, że dalej, niż w rzeczywistości, ale twarze widziałam bardzo dobrze.
Potem skrobnę coś jeszcze na temat Stranger Things, póki co muszę przestać bujać w obłokach i dokończyć dzisiejszą robotę xD