Dobrze że sam nie mam już za wiele,
Nie cierpię świata, a życie mnie męczy,
Nie szukam czterolistnej koniczyny na końcu tęczy,
Nie szukam już prawie niczego,
- Świętego spokoju, więc patrzę w niebo,
Czasem się czuję jak Villain, a czasem jak pajac,
Wiedz że jest źle, gdy nawet muzyka nie uspokaja,
Gdy zwyczajna bliskość nie działa,
Jakby wyrzuciło mnie z ciała,
Sam sobie zburzyłem ten pałac,
Nie było nic, czego nie zrobiłbym dla nas,
Za każdym razem, gdy angażowałem się mocno,
Wzlatywałem coraz wyżej, by coraz mocniej upadać,
Miłość nie miała być lekiem na samotność,
Tylko paliwem do dalszych działań,
Czy byłabyś w stanie dla mnie płakać,
Czy chciałabyś wyrzec się tego co drogie,
Powiedz proszę ile jeszcze więcej mogłem,
Wmawiać sobie, że już będzie dobrze,
Dziś to wszystko jest tak nieistotne,
Ja tak niewidoczny, wystarczy że zamkniesz oczy,
A gdy je otworzysz,
Nie będzie mnie nigdy więcej przy tobie,
A kiedyś, pewnego pięknego dnia,
Gdy zamknę każdą ze swoich spraw,
I zostanę sam, nie będzie miejsca na żal,
Zostawię wam, ziemskie więzienie i strach,
Serce stanie się zimniejsze niż stal,
Nie pytaj mnie proszę w co gram,
Bo dla mnie to nie była gra,