Jak cukier, uderza do m贸zgu nocnego 偶ycia t臋tnienie. Oczy niewyra藕ny kszta艂t zaczynaj膮 odbiera膰, monotonia d艂ugich godzin sp臋dzonych w skupieniu daje o sobie zna膰, znu偶enie i brak koncentracji przejmuj膮 cia艂o. Blisko do upadku, przeci膮偶enia system贸w, zdaje si臋 jakby ju偶 sen nadchodzi艂, wdziera艂 si臋 bez pohamowania w ka偶d膮 cz膮stk臋 organizmu poddaj膮cego si臋 bez walki i 艂akn膮cego przerwy. Kr贸tki spacer w ramach odci臋cia, zmiana p艂yty i 艣wiate艂 zgaszenie, na rzecz lampek koloru ciep艂ego. Lampki b艂yszcz膮, 艣wiec膮 punkciki po艣r贸d mroku. Powykr臋cane na r贸偶ne strony, rozrzucone w nie艂adzie pozornym, acz tworz膮ce harmoni臋 - klimat w zamiarze przyjemny ukazuj膮c. Zamykam oczy, nadal je widz臋. Przedzieraj膮 si臋 przez powieki, nie chc膮 odej艣膰, towarzysz膮 mi podczas nocnej podr贸偶y do odetchni臋cia. To impreza zamkni臋ta, wyzwalaj膮ca duszy 艂aknienie. Przyjemna melodia, rytmiczny bas, relaksacyjna chwila, kiedy do uszu dociera hipnotyczne dzia艂anie. S艂uchawki na uszach, wyciszenie zewn臋trzne, nic do mnie nie dociera, pr贸cz d藕wi臋ku wyizolowanego. Czyste brzmienie, podkr臋cam volume. W kadrze zarysowuj膮 si臋 dwa nowe punkciki, to Twoje oczy, skupione na mnie od d艂u偶szego czasu. Obserwujesz mnie nieprzerwanie (odk膮d zgasi艂em g艂贸wne 艣wiat艂o), siedz膮c naprzeciwko, na drugim ko艅cu sto艂u. Materializacja poprzez 艣wiat贸w odleg艂o艣膰. Lekki dreszcz przebiega mi po plecach, r贸wnocze艣nie czuj臋 ekscytacj臋 tym偶e zjawiskiem i powolnym ruchem si臋gam po podgrzewacz tytoniu. Wypuszczam dym powoli, by rozp艂ywa艂 si臋 w mroku pomi臋dzy nami. Tak blisko, a tak daleko. Odleg艂o艣膰 sto艂u. Tak prawdziwa, jak posmak mentolu w papierosie, a nawet bardziej. Ulotnisz si臋, czy pod膮偶ysz za mn膮 i pop艂yniesz w rytm muzyki? Twoja d艂o艅 na mojej klatce wyzwala kolejny dreszcz emocji, w Twoich oczach widz臋 b艂ysk, taki sam jaki skrywam ja w odm臋tach pragnie艅. Czeka艂em na Ciebie i wiedzia艂em, 偶e przyjdziesz po raz kolejny. Potrzebuj臋 nakarmi膰 si臋 Twoj膮 obecno艣ci膮. S艂owa nie s膮 tutaj potrzebne, gdy cia艂o m贸wi wszystko. Cho膰 gdy zarzucisz mi r臋ce na ramiona, uwielbiam Twojego szeptu wyrazisto艣膰. Powolne ruchy, zsynchronizowane kroki, dopasowane bujanie cia艂em. Ciep艂o blisko艣ci cia艂a i dotyku ka偶de mu艣ni臋cie wyczuwalne do granic. Starannie odgarniam Twe w艂osy, muskaj膮c palcami ca艂膮 ich d艂ugo艣膰. Zapach perfum gdy usta zbli偶am do szyi, pot臋guj膮 doznanie rzeczywisto艣ci. Do艣wiadczanie na wy偶szym poziomie, gdy mocniej zaciskasz d艂o艅 na moim ramieniu i g艂臋biej wypuszczasz oddech. Wszystko tak wolne, spowolnione tempo, czas chyba nie istnieje. Moja d艂o艅 idealnie wpasowuje si臋 w Tw膮 tali臋, gdy odginasz si臋 do ty艂u, by nast臋pnie powr贸ci膰 jeszcze bli偶ej, za blisko by ust zetkni臋cia ze sob膮 unikn膮膰. Ups, co za przypadek, chyba tego nie chcieli艣my, lecz tak samo z siebie to wysz艂o i teraz czuj臋 Tw贸j j臋zyk na moim. Rytm przyspiesza, obrazy migaj膮, gdy oczy rozwarte szeroko, przys艂aniane s膮 cia艂a r贸偶nymi miejscami. Wszystkie 艂akn膮 dotyku i prosz膮 si臋 o podkr臋cenie tempa, by czasem tylko przystopowa膰 na chwil臋 i sprawdzi膰, co wzrok do powiedzenia ma w tym偶e ta艅cu nieprzerwanie trwaj膮cym, unosz膮cym duszy skrawki wysoko do nieba, poszarpane na kawa艂ki my艣li lec膮 w kosmos, za艣 wracaj膮c wiruj膮 wok贸艂. To taniec, jakiego nikt nie zna, o kt贸rym nikt si臋 nie dowie, za艣 艣wiadkiem tych zdarze艅, szybkie oddechy b臋d膮, niezliczone do ko艅ca nocy, do 艣witu nastania. Ekstaza narasta, znu偶enie odesz艂o dawno temu, adrenalina kr膮偶y w 偶y艂ach, robi si臋 gor膮co, wi臋c ubrania staj膮 si臋 zb臋dne, cz臋艣膰 z nich le偶y gdzie艣 na pod艂odze, Ty w podobny spos贸b, lecz na stole zach臋casz bym sprawdzi艂 jak mocno i g艂臋boko si臋ga nasze po偶膮danie.