Mój drogi przyjacielu...
Leszku,
Jutro, o 4:30 miną dwa miesiące, odkąd nie ma Cię na tym świecie. Poznaliśmy się 7 lipca 2018 roku, gdy po bodajże czterech latach wróciłeś do pracy nad morzem na jeden z ośrodków kolonijnych w Jantarze jako ratownik, by pracować na basenie. Na początku myślałem, że nie będziemy się dobrze dogadywać z racji różnicy wieku, bo byłeś ode mnie o 8 lat starszy, jednak od samego początku załapaliśmy dobry kontakt, który ciągnął się aż do 29 stycznia tego roku, kiedy to o 4:30 wjechałeś na czerwonym świetle na skrzyżowanie pod koła tira tuż przy swoim domu na warszawskim Ursynowie. Mam mieszane uczucia co do tego wypadku. Gdybyś wjechał w auto, w którym jechałaby rodzina z dziećmi, zabiłbyś ich. Bardzo możliwe że Ty byś przeżył, lub też zginął. Nie wiadomo. W każdym razie wiadomo jedno: zrobiłeś to z własnego niedopilnowania, bo prawdopodobnie zasnąłeś za kierownicą, wracając od swojej dziewczyny z Radomia po ciężkim dniu pracy w firmie, która zajmuje się produkcją betonowych konstrukcji. Byłeś zmęczony nie tylko po tym dniu, ale i po poprzednich dniach. Spałeś po 3 - 4 godziny, bo wolałeś jeździć po pracy do dziewczyny niż się wyspać i to cię zabiło. Wiem, że to była Twoja prawdziwa miłość. Dogadywałeś się z nią, nie to co z poprzednią, kochałeś ją. Nie potrafię sobie wyobrazić tego, co poczuła Ona, Twoi rodzice, Brat Romek, siostrzency, których tak lubiałeś pilnować i rozdawać prezenty, na wieść o tym, że z samego rana zostałeś zmiażdżony w aucie. Ja dowiedziałem się o Twojej śmierci dzień przed pogrzebem od Twojego brata. Byłem zdruzgotany tą wiadomością. Na samym początku myślałem, że ktoś sobie z Ciebie żartuje, ale jednak ten tragiczny SMS okazał się prawdą. Stałem w miejscu przed lustrem i zesztywniały. Nie wiedziałem co mam zrobić. Wieczorem siedziałem w telefonie płacząc jak dziecko i oglądałem nasze wspólne zdjęcia z wakacyjnej pracy i wspólnych wyjazdów. Moja dziewczyna chciała mnie pocieszyć, wiem że chciała dobrze, jednak nie mogłem przestać płakać. Rano było podobnie. I przez następne dni też.
Tak jak już wcześnie wspomniałem poznaliśmy się 7 lipca 2018 roku. Tego samego dnia wieczorem pojechaliśmy do Gdańska na imprezę do klubu przy gdańskiej stoczni. Pamietam te dziewczyny i mecz wyświetlany na rzutniku, bo w tamtym czasie były mistrzostwa świata, grała wtedy Rosja z Chorwacją jak dobrze pamiętam. W tamtym dniu poczęstowałeś mnie papierosem i to był mój ostatni papieros, jaki zapaliłem do dnia dzisiejszego. Poszwędaliśmy się trochę po okolicy przy klubie, a później pojechaliśmy spowrotem do Jantaru Twoją Hondą Civic, którą w dniu wypadku widziałem na zdjęciach w Internecie z odciętym dachem, bo strażacy nie mogli wyciągnąć Twojego zmiażdzonego ciała z wraku samochodu. To był nasz pierwszy dzień. Całe wakacje spędziliśmy razem. Piliśmy piwo, graliśmy w fife, w piłkę nożną, a konkretnie w przekopańca na ośrodkowym orliku, pływalismy w basenie i jedliśmy te zajebiste kebaby z Jantarowej zatoki za 10zl po znajomości na syriusza blacka (tylko nie liczne grono wie o co tak naprawdę z tym chodzi, teraz wie to już o jedną osobę mniej). Razem jeździliśmy do Mikoszewa do Kornela i Mateusza czyli Bąbla, wracaliśmy późno zmęczeni po całym dniu pracy, ale szczęśliwi. Każdy dzień wyglądał tak samo, jednak nie oznacza to że było źle. Było zajebiście.
W wakacje 2019 umówiliśmy się że wracamy na ten ośrodek i znowu pracujemy tam razem. Przyjechałeś bodajże 3 czerwca w różowej koszulce i czapce z daszkiem. Wyciagnełeś wino z torby i napilismy się razem jak nie przyjaciele, ale bracia którzy nie widzieli się rok od ostatnich wakacji. Te wakacje wyglądały podobnie, jednak nie jeździliśmy już do Mikoszewa, bo ani Kornel, ani Mateusz już nie pracowali u mundka. Poznałeś tego starego marynarza Jerzego, ksywa Dżery, który nazwał się "esemesik" bo cały czas pisałeś na telefonie z dziewczyną z Badoo. Pewnego wieczoru zaskoczyłeś mnie wiadomością, że złożyłeś wypowiedzenie. Byłem wściekły. Nie tak się przecież umawialiśmy. Te wakacje miały być nasze. Jednak pojechałeś dla niej, teraz już wiesz że nie było warto bo dwa miesiące później Cię zdradziła. Pojechałeś o ile dobrze pamiętam 1 lipca popołudniu dając mi czteropak piwa żebym wypił go z Dżerym za Twój szczęśliwy powrót. Wtedy udało Ci się wrócić do domu, 27 stycznia tego roku już nie.
Pamiętasz? Obaj lubieliśmy ten sam klub, Bayern Monachium, a w fifie cały czas graliśmy mecz Lechia Legia, bo Ty z Warszawy, a ja z okolic Gdańska. A pamiętasz wyjazd na grilla do domu Kornela w Piotrowie, gdzie Mateusz przywiózł Cię motorem? Byli tacy szczęśliwi na twój widok. Jeden z ostatnich niestety. Tamtego wieczoru rozmawiałeś z tą dziewczyną i olałeś nas, teraz już wiesz ze nie było warto z nią gadać.
Jak najdzie mnie wena to dopisze coś jeszcze bo muszę wyrzucić to wszystko z siebie.
DO WIDZENIA BRACIE...
















