21.08.2017 Dębki
Dwie cyganki w lesie bursztynowym śpiewały kantaty na sznureczkach z kamieni. Kamień, nożyczki, namiot. Żywioły lasu pod pośladkami nabrzmiałymi od dywanów mchów, porostów, i karimat wijących się w rulon miękki, w ciepły naleśnik z jabłkami, ugryziony przez ślimaka co wpełz podczas postoju na stacji sen poobiedni. Karimat noszących brzemię półpustych termosów, w których to stalowych, rozgrzanych, namiętnych licach odbijają się wizje małej dziewczynki z gabinetu luster pańskich okien nieumytych słońca wieczornego, wizje nieumytych nas wydętych w kamień co udaje styropian i na odwrót. Rekurencja święta. Amen








