Jedyna osobą, która mnie kochała to był ON.
On ma teraz rodzinę, żonę, córki.
Myślałam, że go nigdy już nie spotkam.
Jednak postanowił przeprowadzić się tu z powrotem.
Kiedy tak na mnie spojrzał tym swoim wzrokiem... Do tej pory mam dreszcze kiedy o tym myślę...
Jak on tak w ogóle mógł !
Gdyby Teo był kochającym mężem może nie miałabym t a k i ch myśli.
Poczułam gorąco które rozchodziło się po moich plecach.
Nie, nie wolno mi niczego czuć.
Muszę się ogarnąć. Nie chcę kłopotów. Nie. Mam już i tak wystarczająco skomplikowane życie.
Wyjrzałam przez okno. Było ciemno, zimno i mgliście. Jesień. Na uliczkach małego miasta tworzyła wręcz magiczny klimat. Rozproszone światło latarni, liście tańczące na wietrze. Narzuciłam na siebie płaszcz.
- Wychodzę z psem! -rzuciłam.
Burknał Teo, oglądając Newsy w telewizji. Nikoś układał klocki na dywanie...
Można by było z boku powiedzieć - sielanka.
Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz. Zupełnie tak jak chciałabym być otrzeźwiona w gabinecie u Rafała. Co on do licha sobie wyobrażał. Śmie tu przyjeżdżać po tylu latach i wchodzi w moje życie, z butami !
Ok może nie mam najlepszego życia, może nie jestem jak bohaterka powieści romantycznej, ale czy to daje komuś prawo, by mnie prawie pocał... Nie nie nie. Nie przejdzie mi to przez gardło, w właściwie myśl. Nic z tego. Wiadomo. Głupia ja. Nic takiego by się nie wydarzyło. Być może nawet sobie za dużo wyobrażam! Kopnelam ze złością najeżonego kasztana.
Najeżony jak Ty - zdawało się mówić spojrzenie mojego psa.
I Ty Brutusie przeciwko mnie.
Skręciłam w małą wąską uliczkę. Z daleka już lśniła do mnie. Na jednej z witryn błyszczała piękna sukienka. Czerwona. Z dużym wycięciem. Stałam i patrzyłam na nią rozmarzonym wzrokiem. Chętnie bym taką założyła na bal sylwestrowy, tylko że już od kilku lat nie byłam na balu, nawet na zwykłej potańcówce. Uśmiechnęłam się niewinnie do sukienki za szybą, kiedy nagle usłyszałam za sobą ten głos i poczułam najpiękniejsze perfumy jakie kiedykolwiek wyprodukowano.
- Wyglądałabyś w niej oszałamiająco
Na pewno dostrzegł jak zadrżałam na dźwięk tych słów.
- Ten kolor bardzo do Ciebie pasuje. Zawsze pasował.
Odwróciłam się i spojrzałam zadziornie w te oczy jak toń oceanu. Zacisnęłam usta..
- Może i tak. A Ty co prześladujesz mnie ?
- Na pewno, po prostu przechodziłem , właśnie skończyłem pracę . Kup ją nie zastanawiaj się.
Rafał przechylił głowę i spojrzał na suknię z uśmiechem.
Mieszanina lęku, złości i bezsilności spowodowała że nawet nie pomyślałam zanim powiedziałam...
- Nie wiem czy zauważyłeś ale jestem skromną nauczycielką, nie stać mnie.
Rafał posmutniał. Rany po co ja robię z siebie ofiarę. Jeszcze pomyśli że klepę biedę i nędzę. Jakoś mi się tak odkleiło po tej kłótni z Teo. Boże, jak z tego wybrnąć moje myśli galopowały z prędkością 100 km na godzinę.
Niezręczne milczenie przerwał na szczęście Kudłacz, który z impetem rzucił się na jakaś panią prowadzącą swojego psa na smyczy.
- Oj przepraszam, uśmiechnęła się starsza szczuplutka kobieta, Pamcia ma dziś cieczkę - lekko się zarumieniła
- Nie to ja przepraszam mogłam trzymać go mocniej odpowiedziałam, ściągając smycz Kudłaczowi.
- Prawdziwy z niego amant - zaśmiał się radośnie Rafał. Spojrzałam na niego spod byka.
- No nic, życzę Państwu miłego wieczoru - powiedziała kobieta oddalając się
Zaraz? Państwu? Prychnęłam. Czy dziś jest piątek 13tego? Rany. Spojrzałam na Rafała. W jego oczach zobaczyłam te znajome chochliki, które powodowały, że czułam jakby w moim ciele rozbłysły fajerwerki. Zawsze tak było kiedy ze mną wygrywał. Nie, musisz to w sobie zdusić.
- Mogę Panią odwieźć do domu ?
- Nie, poradzę sobie, mieszkam niedale...
I pożałowałam tych słów. Czemu ja mam taki niewyparzony język.
- W takim razie Cię odprowadzę. Nie mogę pozwolić na to byś włóczyła się po nocy sama.
- Żadnych ale ! Rafał przyłożył mi swój palec do ust.
Jęknełam i szybko strąciłam jego rękę..
- Nie rób tak nigdy więcej - krzyknęłam. Miałam nadzieję, że na tyle cicho by nie obudzić całej ulicy. Delikatne echo odbiło się od kamieniczek. Uświadomiłam sobie, że moim głosie słychać było żal. Choć w całe tego nie chciałam!
Odparłam i spuściłam wzrok. Brawo Ty. Świetnie sobie radzisz w takich sytuacjach. No po prostu idiotka. Co on o mnie pomyśli. Nie wiem jakby mi cały rozum wyparował.
Rafał złapał mnie za rękę, którą chciałam wyrwać z jego uścisku, i włożył moją dłoń tak, że trzymałam go teraz pod ramię.
Czułam się tak jakbym trzymała metalowy rozrzażony pręt. Paliła mnie całą dłoń i przedramię którym stykałam się z jego ciałem. Całej sytuacji nie ułatwiało to że pod cienkim płaszczem rysowały się idealne mięśnie, i bardziej intensywnie czułam jego zapach.
Ten spacer będzie dla mnie torturą.