Narodziny #3
Kroczyło po świecie pięciu mężczyzn.
Topili stopy w morzu piasku, aż się ściemni.
Ukoili wszyscy duszę głębokim snem,
- zamknęli oczy i wtem przenieśli się,
do zupełnie innego, nieznanego miejsca,
gdzie tylko krzyczeć mogli, choć i tak by nikt ich nie usłyszał.
Obijali ciało o gwiazdy i planety.
Spadali. W głąb stratosfery.
Ciemność nastała w każdego umyśle,
gdy otworzyli oczy, wszyscy znaleźli się na wyspie.
Pierwszy raz siebie zobaczyli.
Byli zdrowi, młodzi – jakby ożyli.
Nie wiedzieli, co tak naprawdę się wydarzyło
- gdzie byli, czym to było.
Na świecie byli, jakby sami.
Choć oddychali w ciele człowieka, stali się bogami.












