Maéva Lecoq

No title available
Jules of Nature
Sade Olutola
Three Goblin Art
cherry valley forever

PR's Tumblrdome
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year

if i look back, i am lost
🩵 avery cochrane 🩵
Show & Tell

blake kathryn
art blog(derogatory)
𓃗
todays bird

pixel skylines
almost home

Kaledo Art
KIROKAZE
Fai_Ryy
Noah Kahan
seen from Russia
seen from Bangladesh

seen from Mexico

seen from France
seen from Saudi Arabia
seen from Morocco

seen from Philippines
seen from United States

seen from United Kingdom
seen from Chile

seen from Malaysia
seen from Vietnam
seen from United States
seen from Tunisia
seen from France
seen from Iraq
seen from United Kingdom
seen from Dominican Republic

seen from Guatemala
seen from Venezuela
@faifytaaaleworld
Maéva Lecoq
By: Cophenhagen Wilderness
by Diane Arbus Empty snack bar, N.Y.C., 1957
Danka Peter
epic
https://www.pinterest.com
https://www.instagram.com/foxfiremountainhouse/
https://instagram.com/fionaannal?utm_source=ig_profile_share
inspired via @oldfarmhouse reblog
Late afternoon shadows
Parham house
Monet’s garden in France
Przed snem przychodzą mi do głowy świetne teksty, tylko że lenię się je zapisać i zasypiam, zapominam.
Każdego dnia pojawia się w mojej głowie ta sama myśl.
Każdego dnia od dwóch lat.
Jest przy mnie osoba, z którą łączy mnie więź. Mogę mu wszystko powiedzieć, mogę płakać, pokrzyczeć. Mogę przestać oddychać ale On i tak wciąż będzie moim przyjacielem. Łączą nas dwie rzeczy: fotografia i przeszłość. Prawdę mówiąc nie wiem co bardziej. Gdy pomyślę o tej naszej przeszłości, często zaciskam zęby i staram się być niewzruszona, pomimo tego że wewnątrz pamiętam rozdzierający ból.
Już drugi rok brakuje kogoś wśród nas. Prywatna tragedia powoli ustępuje i odstępuje nam miejsce na normalne życie. Dwa lata temu myślałam, że ten czas nigdy nie nadejdzie. Dwa lata temu życie potraktowało nas oboje w sposób na który brakuje słowa. Bo jak można opisać słowem przeogromny ból, afekt, gorycz w gardle, koniec wewnętrznego świata, psychiczny upadek i te niezliczone łzy.
Już mija drugi rok. Pomijam fakt, że wszystko pamiętamy tak jakby zdarzyło się to wczoraj. Pomijam wiele rzeczy, które gdyby wyszły na światło dzienne.. Nie pomijam natomiast tego, że gdybyśmy od tamtej pory nie wspierali się wzajemnie – teraz prawdopodobnie od dwóch lat nie byłoby również i mnie. Jestem Ci wdzięczna.
Dlaczego wspominam o tym złym, smutnym czasie? Dlatego, że jeszcze o nim nie zapomniałam.
Czuję się do tego przywiązana, czuję że to moje. Bo tak rzeczywiście jest. To moje, ale już tylko wspomnienie.
Czy człowiek kiedyś zapomina o traumach jakie go dotknęły? Czy zapomina o tym co kochał? O tym za co oddałby wszystko?
Odpowiem na to za rok. Może w końcu zasnę, zapomnę. .
Pochłonęła mnie praca w ciągu dnia, a w nocy dziwne sny, w których nie chciałam się znajdować. Tak jak każdy czekam na wolne, by odpocząć. Lecz gdy tak patrzę na całokształt to czuję się jakbym odpoczywała cały czas. Może to właśnie dzięki pracy, do której nie trzeba mnie zmuszać, czuję się wolna. Zimowe spacery wychodzą mi na dobre, zdjęcia i nowe pomysły tworzą się same.
Czuję powoli wiosnę i ten wyjątkowy dla mnie klimat pomimo tego, że leży śnieg. Czuję wiosnę i już czuję na moich nogach rolki a we włosach ciepły wiosenny wiatr. Czuję się szczęśliwa. Nie zawczasu. Cały czas. Doceniam małe rzeczy, które tworzę a później cieszę się oglądając ich duży efekt i zasięg. I tak jest ze wszystkim. Doceniam czyjąś pracę, ślę słowa pochwały, ściskam ręce, uśmiecham się. Przecież to proste. Dobro zawsze wraca, a prawdę mówiąc nasze życie jest stanowczo za krótkie by się nad czymś zastanawiać i szukać dziury w całym, zwłaszcza gdy przed nosem mamy dobre rozwiązania, które możemy wykorzystać. To wszytko jest takie proste. Trzeba tylko nauczyć się to zauważać, doceniać i dziękować..
Wszystkie rzeczy które lubię. Gdyby było inaczej, nie znalazłyby się na tym zdjęciu. Trochę przeszłości, trochę teraźniejszości, trochę słodyczy. Tak trochę jak ja. Mój portret w fizycznej rekonstrukcji. Podejrzewam, że moja siostra cioteczna przyznałaby mi rację, biorąc pod uwagę ile czasu spędziła ze mną podczas robienia różnych zdjęć. Dobrze to wspominam, i dobrze jest mieć takie wspomnienia. Letnie wieczory, aparaty na baterie alkaiczne, łąki i zachody słońca. W dość młodym wieku zaczęłam fotografować, bo byłam w 5 klasie szkoły podstawowej . Jestem w szoku, że moi bliscy wspierali mnie w tym, a głównie babcia. Jestem zdziwiona, że ciągnie się to za mną do tej pory. Między innymi dlatego powstał ten instagram, czy tumbrl- by nie stać w miejscu, by się realizować , cieszyć się życiem tak po prostu. Jednak tak poza tym, ten pomysł był moim postanowieniem noworocznym. Biorąc pod uwagę rok 2018, stwierdziłam, że w tym roku podnoszę poprzeczkę, że muszę zrobić więcej. Smak gorącej czekolady gotowanej po powrocie z zimowych spacerów z siostrą, czuję do dziś.
Nie wiem czy mogę i chcę się otworzyć. Teoretycznie taki miałam zamysł, zaczynając pisanie not tutaj. Lecz trochę boję się tego, że mogę zbyt wiele powiedzieć, a tak też potrafię. Czasami te dwa słowa za dużo lubią odwrócić życie do góry nogami. Może to nienajlepsza chwila, by tak na bieżąco podczas pisania się nad tym zastanawiać . Paradoksalne ale prawdziwe.
Siedzi we mnie ta nastolatka, która milczy ale jednocześnie ma dużo do powiedzenia. Taką to ja siebie lubiłam. Gdy otoczenie zmuszało do milczenia, pisało się bardzo dużo po różnych zeszytach, czy blogach- tam gdzie nikt nie czytał. Najgorsze w tym pisaniu ‘w ukryciu’ było to, że nawet jeśli komukolwiek opowiedziałabym o tym co piszę, o czym myślę, to że po prostu by nie zrozumiał. Na tamtą chwilę przewidywałam takie reakcje, i w końcu stwierdziłam, że nie warto podejmować z kimkolwiek takich tematów, bo niesie to za sobą jedynie marnotrawstwo czasu i zażenowanie. Dziś tak delikatnie wychodzę naprzeciw i daję tę możliwość zajrzenia do mojej głowy.
Dziś tak delikatnie wychodzę.. Na zimowy spacer.