3. Dokonując przestępstw
(nie sprawdzone)
Dni mijały. Praca domowa była zrobiona. Szkoła była uczęszczana, ale Cruz przestała koncentrować się na szkole.
Raz zjadła kolację z tatą Shade, profesorem Martinem Darby, który właśnie wrócił ze Szkocji. Był przystojnym mężczyzną, typem srebrnego lisa, z natury formalnym, ale starającym się być przystępnym. „Proszę, nazywaj mnie jak wszyscy - Darby."
Próbował zagrać w fajnego ojca, ale jego zainteresowanie i uwaga były gdzieś indziej. Wydawał się zbyt formalny w stosunku do córki, a ona to odwzajemniała. Nie żeby była między nimi jakaś wrogość; wręcz przeciwnie, przywiązanie i wzajemny szacunek były wyraźne, a Cruz strasznie tego zazdrościła. Ale profesor Darby nie myślał o swojej córce, nie mówiąc już o nowym przyjacielu córki, który - nawet zorientowany astrofizyk - zorientował się - nie był chłopakiem.
Przede wszystkim Shade i Cruz planowały. To znaczy, że Shade planowała: z dziką skutecznością i nieugiętą logiką, gdy na Cruz zaczęło świtać, że chociaż ten plan może wydawać się nieprawdopodobnie nieprawdopodobny, a nawet niemożliwy, nie jest to coś takiego wielkiego dla jej nowej imponującej przyjaciółki.
Cruz nigdy nie spotkał nikogo takiego jak Shade. Ani trochę jak Shade. To było tak, jakby w tym pięknym, pokrytym bliznami ciele żyły dwie osoby: naukowego nerda i rekina. Czasami Cruz grała ze sobą w małą grę, widząc nieskalaną lewą stronę Shade jako interesującą, ale zasadniczo normalną dziewczynę ze szkoły średniej; a prawa strona, strona z blizną, jak u rekina. Shade Darby była zabawna i zrelaksowana, a nawet umiarkowanie empatyczna; drapieżna ryba? Cóż, zgodnie ze słynną linią filmową, rekin miał „martwe, czarne oczy jak oczy lalki".
Tak, były chwile, kiedy Cruz bała się trochę Shade. Ale to wrażenie, to poczucie, że miała do czynienia z osobą znacznie większą, niż mogłaby się zmieścić w tej dziewczynie, tylko potęgowało rosnące zauroczenie Cruz. Pisarze - nawet ci nieznani- kochali postacie, a Shade Darby był zdecydowanie postacią.
Czy to rekin powstrzymał Cruz przed pytaniem Shade, dlaczego to robi? Czy to niewidzialna, ale bardzo realna bariera, którą Shade wzniósła wokół tego pytania i wokół jej przeszłości?
Cruz chciała przynajmniej zapytać o bliznę. To nie było subtelne, było jak coś ze starego filmu o Frankensteinie, sześć cali długości i kreskowane. Shade mogła upiąć włosy w taki sposób, aby ją ukryć, ale nie robiła tego. Mogła nosić golfy, ale tego też nie robiła. Wydawało się Cruz nosiła bliznę dumnie. A może właściwe słowo to „wyzywająco"? Dziwnie to podkreślało jej ładność, ale jednocześnie dawało jej aurę surowości i tajemniczości.
Nie chcę jej naciskać. Nie chcę jej stracić.
Cruz do tej pory w swoim życiu pisarskim trzymała się krótkich opowiadań i niezbyt dobrej poezji. Ale miała instynkt pisarza, by rozpoznać, że to była historia. Może ostrzegawcza opowieść o obsesji. Może ckliwa opowieść o wzroście ponad to, w której Shade poradziła sobie ze śmiercią jednego z rodziców i emocjonalną nieobecnością drugiego. Ale z pewnością nie tak postrzegała siebie Shade, a kiedy Cruz była z Shade, nie mogła nie poradzić sobie z jej determinacją. Była jak przypływ miotający Cruz na morze, na niebezpieczeństwo, a jednak. . .
A jednak jesteś gotowa na zmiecenie, Cruz. Bezcelowa i pozbawiona przyjaciół, jesteś po prostu wyrzutkiem nad rzeką życia.
Jedno stało się jasne: w szkole nie było już nękania i jakimś sposobem była to sprawka Shade, chociaż Cruz nie miała pojęcia, jak poradziła sobie jej przyjaciółka. Wydawało się, że szkolne grono po prostu zorientowało się, że Cruz jest pod ochroną Shade i to wszystko. Cruz nie stała się popularny z dnia na dzień. W rzeczywistości czuła, że ludzie jej unikają, ale nie przeszkadzali jej. Na razie to wystarczyło.
Cruz czasami zastanawiała się, jaka była Shade, zanim straciła matkę. Czy zawsze miała tę podzieloną osobowość? Czy zawsze miała dar bezwzględności i żelazną wolę? Czy kiedykolwiek była zwykłą licealistką? Czy to, co zabrało życie jej matki, zahartowało ją? I czy było rodzaju pojawienia się tylko na zewnątrz, czy także wewnątrz?
Cruz przeglądała strony swojego fioletowego Moleskina notatkami o swojej nowej przyjaciółce. Jej jedynej przyjaciółce. Zaczęła od myślenia, że plan Shade, by ukraść kamień, to fantazja, rodzaj desperackiego głupstwa, jaki mogłaby wymyślić dziewczyna z urojenia wielkości lub zwykły głód przygody. To błędne przekonanie trwało bardzo krótko, ponieważ było jasne, absolutnie, niewątpliwie jasne, że Shade Darby zamierzała ukraść skałę.
Że zamierzała eksperymentować ze skałą.
Chociaż Shade nigdy tego nie powiedziała, Cruz wiedziała, że to wszystko jest związane z nieobecną, nigdy nie wspomnianą, ale zawsze w jakiś sposób obecną dr. Heather Darby.
Potem, zbyt nagle, nadszedł czas. AOK-3 był na swojej długiej ścieżce schodzenia na Ziemię, okrążając ją raz, zanim zacznie spadać w atmosferę. I wtedy wszelkie wątpliwości Cruz stały się nieistotne.
Granica była przed nimi - i obie dziewczyny wiedziały, że ją przekroczą.
Shade prowadziła wolno, ale rozsądnie, kilkuletnie Subaru, czyste od wewnątrz i na zewnątrz, w kolorze, który najlepiej można opisać jako zwykły beż. Było to tak sprzeczne z osobowością Shada, że Cruz odgadła, że był to samochód jej matki.
Cruz nie prowadziła samochodu. Mogła z łatwością przejść test, ale nie była jeszcze gotowa na stawienie czoła pytaniu, które było proste dla wszystkich: odpowiedzi na pytanie „Mężczyzna czy kobieta?"
Tak lub nie, w górę lub w dół, wewnątrz lub na zewnątrz, mężczyzna lub kobieta, i nie, nie może być nic, co nie pasuje do kodu binarnego. Albo tak/albo nie któreś z nich.
„Gdzie jest mój telefon?" - zapytała Cruz z nagłą konsternacją, poklepując różne części ciała, zanim przypomniała sobie, że zostawiła go w pokoju Shade.
„Wzięłam to" - powiedział Shade. „Spójrz w tej torbie u stóp. Tam są dwa telefony z nagrywarką. "
Cruz spojrzała, jak Shade zjeżdża ze zwykłej drogi i skręca w stronę autostrady.
„To szajs. To nie są nawet smartfony".
„Telefony komórkowe - zwłaszcza smartfony - są urządzeniami namierzającymi" - powiedziała Shade, rozproszona ruchem ulicznym. „Pozostawiają zapis twoich ruchów. Pierwszą rzeczą, jaką zrobi 66, gdy zobaczą, że zostali okradzeni, jest poszukiwanie sygnatury telefonów komórkowych w miejscu katastrofy. Podłączenie mojego telefonu komórkowego do ojca nie byłoby trudne, a nagrywarki nie są dokładnie iPhone'ami. Rozmawiałyśmy o tym, Cruz."
"Ja tylko, ugh.... Po prostu nie sądziłam, że to masz na myśli. Jesteśmy teraz praktycznie jaskiniowcami. Cruz wyciągnęła Moleskine i długopis.
"Co piszesz?"
„Piszę, że potwór porwał mnie i przeniósł do dwudziestego wieku".
„Myślałam, że pisarze lubią mieć okazję do tworzenia bez żadnego rozproszenia". Jakchiś samochód przejechał zbyt blisko ich przedniego zderzaka, a Shade wcisnęła klakson. „Ej, dupku!"
Cruz roześmiała się cicho i przez pewien czas wyłączyła się z rozmowy, pochyliła się nad zeszytem, trzymając pióro w lewej ręce w niewygodnej pozycji.
„Podczas pisania wystawiasz język" - zauważyła Shade.
"Wcale nie!"
„Wkładasz skuwke między zęby i wystaje ona między twoimi ustami".
Cruz wydała dudniący dźwięk irytacji, dodała do Moleskine zdanie, które zakończyło się niepotrzebnie wyraźnym wykrzyknikiem i odłożyła notatnik.
„Jesteś pewna, że twoi ludzie nie wyślą glin, żeby cię szukali?" Zapytała Shade.
„Jestem całkowicie, absolutnie, w stu procentach pewna," powiedziała ponuro Cruz, a potem zbeształa się. Nie, nie, nie wracaj do tego przykrego miejsca, mamy przygodę. Popełniamy przestępstwo federalne.
Jej?
„Nie uwierzyłabyś, jak mało interesują się tym, gdzie jestem" - powiedziała Cruz, próbując nadać tonowi lekkości. „A twój tata?"
"Sprawdziłam. Jest w Nebrasce ". Spokojny, niezmącony.
Na pewno wie, że to postawi jej ojca w złym świetle, pomyślała Cruz. Ale nic jej nie zatrzyma.
Nic? Może chce tego zrobić? Obsesja? A dlaczego ja idę z nią? Czy naprawdę jestem tak zdesperowana dla przyjaciółki?
Ale oczywiście Cruz znała odpowiedź na to pytanie. Tak, desperacko szukała przyjaciela. Tak, podobał jej się dziwny status związany ze znajomością Shade w szkole. Ale przede wszystkim, przyznała Cruz, ona sama nie miała celu, żadnego planu ani jasnego pojęcia, co chce zrobić. A Shade go miała.
Jestem szczeniakiem, który ma nadzieję, że Shade rzuci mi kij, który mogę przynieść.
Ruch uliczny w Chicagoland był jak zwykle okropny, ale z czasem wyłonili się spod niskich chmur deszczowych do bardziej słonecznych przedmieść na zachód od miasta i wkrótce poruszali się wzdłuż otwartej międzystanowej autostrady, penetrując rozległe przestrzenie w środkowej części amerykańskiego rolnictwa.
Była jesień, zbierano kukurydzę rozciągającą się na setki mil. Olbrzymie, przypominające owady maszyny pomalowane na czerwono lub zielono. Napędzane były powoli, ale nieustępliwie, ogałacając pola i pozostawiając po sobie jasnożółte łodygi i ściółkę.
„Jak długo trwa jazda do piekła bez nawigacji?" - zapytała Cruz.
„Cztery i pół godziny. Wiesz, Cruz, rasa ludzka przetrwała milion lat przed pierwszym telefonem, nie mówiąc już o pierwszej aplikacji."
- Przetrwała - powiedział Cruz, podnosząc palec. „Przetrwała. Ale tak naprawdę nie żyła".
„Mamy muzykę".
Cruz włączyła stereo i naciskała przyciski, aż doszła do załadowanych plików. Przewijała muzykę Shade, myśląc, że jest to okazja, aby uzyskać wgląd w duszę jej nowej przyjaciółki. Znalazła wiele rzeczy, których nie rozpoznała, muzykę eksperymentalną, ale także bardziej znane reggae, blues, pop, rock, punk, a nawet klasykę. Jeśli na listach odtwarzania Shade była zakodowana wiadomość, to wiadomość była taka, że słuchała wszystkiego i nie angażowała się w żaden konkretny gatunek ani artystę. Ale było kilka rzeczy bardziej dostępnych.
"Poważnie?" - zapytał Cruz. "Beyonce? Co jeszcze, Taylor Swift?
„Przypuszczam, że chcesz coś bardziej nowatorskiego?"
„Niezupełnie" - przyznał Cruz. „Luis Malaga? Cantea?" Cruz spojrzała na Shade, czekając na oznaki uznania. "Nic? OV7? Shade, oni są od zawsze". Westchnęła. „No cóż, ja słucham południowych rytmów".
„Czy to nie wszystko są akordeony?"
„Udam, że tego nie powiedziałaś".
„Mmmm. Żeby ukryć niezręczność, mógłbyś włączyć moją muzykę" - powiedziała Shade, mrugając oczami.
Cruz znalazł właściwą piosenkę, tę z największą liczbą odtworzeń. „Tak, to zdecydowanie Shade Darby" - powiedziała Cruz i wcisnęła przycisk. Gitara brzmiała dziwnie, a głos był cienki, ale silny.
Możesz mnie postawić u bram Piekła,
Ale nie wycofam się.
Cruz zaśpiewała refren z niewielką korektą.
Hej, Shade wytrzyma.
I się nie wycofa.
To rekin rzucił jej chłodne spojrzenie kątem oka. Shade miała świetne poczucie humoru na wiele tematów, ale nie bardzo na temat odniesień do jej... zainteresowania... używając łagodniejszego słowa niż obsesja.
Przez chwilę słuchały muzyki, dopóki nie wydarzyło się coś, co im się spodobało, i Cruz zaczęła tańczyć w miejscu.
„Poruszasz całym samochodem", powiedziała Shade, brzmiąc jak czyjaś matka.
"Wiem. Pomóż mi!"
Wkrótce Subaru podskakiwało radośnie, gdy obje tańczyły w miejscu, machając rękami, kołysząc głowami, skręcając ramionami. Shade była bardziej opanowana i mniej zaangażowana w muzykę niż Cruz. Ale po trzech godzinach kukurydzy, kukurydzy, okazjonalnych zjazdów z autostrady i kukurydzy, obje miały dość muzyki, były głodne i musiały rozpaczliwie iść do łazienki. Zjechali do Wendy.
Wysiusiały się, a potem zjadły: Cruz, sałatkę i frytki, która bez większego zaangażowania bawiła się z wegetarianizmem, i burgera dla Shade, który nie miała oporu by jeść mięso.
„Wiesz, atakujesz swoje jedzenie" - zauważył Cruz. „Przecinasz je na pół, jak na idealnego kęsa, a potem grasz na nim Głodne Hipcie".
„Czy właśnie nazwałaś mnie hipopotamem?"
Z pełnymi brzuchami, ruszyły znowu, pędząc teraz w stronę zachodzącego słońca.
„Zbliżamy się". Cruz wskazała brodą GPS.
„Mmmm. Praktycznie już jesteśmy". Shade przełączyła się na jej głos instruktażowy. „Stopień szerokości geograficznej wynosi około siedemdziesięciu mil, minuta to nieco ponad milę, a sekunda szerokości geograficznej wynosi około sto stóp. Działa to nieco inaczej z długością geograficzną, ale jeśli obliczenia są prawidłowe szukamy prostokąta o wymiarach około stu na osiemdziesiąt stóp".
„Panie i panowie: ludzka Wikipedia. WikiShade. "
Shade zatrzymała się na poboczu drogi, kukurydza po prawej, odłogowane pole bogatej, czarnej gleby Iowa po drugiej stronie. Shade wyciągnęła z torby mniejszy, przenośny moduł GPS. „Sprowadzi nas to do celu."
Uruchomiła przenośne urządzenie GPS i czekając na nie, usunęła ich miejsce docelowe z GPS samochodu.
„Wchodzisz w klimat szpiegów i intryg, prawda?" Drażniła się Cruz.
„W pewnym sensie tak" przyznała Shade, pozwalając sobie na rzadki uśmiech na własny koszt.
Ręczny GPS uruchomił się i po chwili podglądania i mruczenia Shade powiedziała: „Dobra, idziemy tą polną drogą, jedziemy pół mili, to powinno być daleko".
Słońce zachodziło, gdy zaparkowali przy drewnianej bramie na tyle szerokiej, by przejeżdżały przez nią ciężarówki i kombajny. W rzeczywistości był tam zielony kombajn John Deere pozostawiony z dwieście metrów dalej, wyglądający jak jakiś fantastyczny potwór.
„Dobre wyczucie czasu" - powiedziała Shade. „Rolnicy nie będą już tu pracować, a zostanie nam tylko półtorej godziny".
"Półtorej godziny?" Cruz jęknęła. „Ludzie mogą mówić o mnie w internecie, a ja nawet bym nie wiedziała".
„Mmmm. I naprawdę uważasz, że to zła rzecz?".
Gdy zapadła wczesna jesienna ciemność, siedziały wpatrując się w miejsce uderzenia - którego Shade się spodziewała, a Cruz obawiała (że to miejsce uderzenia) - tylko abstrakcyjny prostokąt w obrębie większego prostokąta na nie zebranych polach kukurydzy. Cruz nadal żywiła tajemną nadzieję, że była to gonitwa dzikich gęsi, że Shade popełniła błąd i skała bezpiecznie wyląduje w Nebrasce. Lub gdziekolwiek indziej.
Ale jednocześnie, pomimo ostrożności, Cruz miała inny poziom myśli, który szeptał: „To byłoby interesujące, prawda?
Jakby wyczuwając ambiwalencję (postawa charakteryzująca się jednoczesnym występowaniem pozytywnego jak i negatywnego nastawienia do czegoś) Cruz, Shade wyciągnęła rękę, by ścisnąć jej rękę, czego nigdy wcześniej nie robiła. Było to trochę niezręczne i początkowo wydawało się wymuszone lub wyrachowane - z Shade nigdy nie było się pewnym - ale Cruz nie wycofała się i trzymały tę pozę przez minutę.
Zaraz popełnimy zbrodnię, dumała Cruz, a ja myślę tylko o tym, jaki ten gest jest kobiecy. Jak bardzo tego potrzebuję?
Siedziały w towarzyskiej ciszy, kiedy słońce znikało, a granatowa ciemność krążyła po polu. Okna były opuszczone, nie było też zbyt ciepło, ale też nie było zimno. Słyszał cały świat owadów - brzęczenie, buczenie, wznoszenie i opadanie jak stadion pełen robaków robiących falę. Wysoko na niebie, odrzutowiec zakreślił koralową linię, wychwytując umierający blask słońca.
„Nie chciałam tego mówić, ale to jest największa rozrywka jaką miałam od lat" - powiedziała Cruz.
„Nie chciałam tego mówić, ale ja też".
„Jeśli nie zostaniemy aresztowane", dodał Cruz.
"Dziesięć minut."
„Co, jeśli obliczenia są błędne?"
„Wtedy tutaj nie uderzy. Rozbije się na innym polu, może nawet mieście. Gdzieś daleko, może nawet na innym kontynencie.
Shade dotknęła blizny na szyi, przeciągając po niej palcem, czując swoje napięte ciało, czując szwy. Cruz już wcześniej zauważyła ten gest, ponieważ zauważyła też nieobecne spojrzenie, które się z nim wiązało.
Starały się zachować spokój i nonszalancję, ale napięcie rosło z minuty na minutę. Rozmawiały niewiele, ale było to żałosne i rozpraszające. Zaczęłyby od jakiegoś nauczyciela i straciły wątek. Zaczęłyby ponownie od mody lub celebrytów, po czym znów by go straciły.
Cruz poprosiła ją, żeby poopowiadała o Maliku: nie. Mimo to nie zadała pytania, które krzyczało jej w myślach: Dlaczego to robisz, Shade? Jaki ma to związek z blizną?
„Prawdopodobnie to nie zadziała, nie bez kopuły" - powiedziała Shade. To była pierwsza negatywna rzecz, którą powiedziała, pierwszy wyraz wątpliwości i to niewielkie przyznanie się do zmartwienia, strachu i wrażliwości dodało nowe warstwy zauroczeniu Cruz.
Shade może być twarda, zdeterminowana, a czasem całkowicie bezwzględna, ale nadal była człowiekiem.
„Albo zadziała" - powiedziała Cruz. „Właściwie, założę się, że tak będzie".
„Nadzieja jest najlepszą formą tortury", powiedziała oschle Shade.
W gardle, Cruz miała uporczywą gulę, której nie mogła przełknąć.
- Trzy minuty - powiedziała Shade i znów Cruz zobaczyła w niej drapieżnika: skupionego, nieustraszonego, głodnego. Koniec z głaskaniem blizny, więcej sennego, nieobecnego wzroku.
Cruz poczuła, że chwieje się na granicy nadziei i strachu. Ta nerwowość w końcu dała jej odwagę zapytać. Szybko powiedziała: „Shade, dlaczego to robimy?"
Dziewczyna westchnęła i wyjrzała przez przednią szybę, nie skupiając się na szczegółach w zbierający się mrok. W końcu powiedziała: „Jak to powiedział mężczyzna, który wspiął się na Mount Everest, Cruz: bo tam jest".
"Co tam jest?"
Shade odwróciła się, by spojrzeć na przyjaciółkę. Rekin też patrzył. „Dobrze, masz prawo wiedzieć. Byłam tam w dniu, w którym zniknęła kopuła w Perdido Beach. Byłam tam, centymetry dalej. Widziałem to stworzenie, które nazywali Gaia. Widziałam co ona robiła. To było . . . okropne. To najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem. Nie masz pojęcia. Ludzie, małe dzieci, pocięte jak świnie w sklepie mięsnym. Ale jej moc... To było jak obserwowanie boga, Cruz." Potem, po chwili wskazała bliznę. „Właśnie tam to się stało, tam to zdobyłam. Przestraszona dziewczynka z wielkim nożem."
Cruz, zmieszana i zaniepokojona, powiedziała: „Poczekaj, ale Gaja była istnym złem, a nie bogiem".
„Mmmm. Nie będą w stanie zdobyć wszystkich AOK, Cruz. A jeśli skała ma takie same efekty poza kopułą... świat może wkrótce stać się bardzo dziwnym miejscem. Bardzo, bardzo dziwnym miejscem. I co widziałem tego dnia... cóż, nikt nie był w stanie powstrzymać tego potwora. Nikt nie mógł jej zatrzymać, ale ktoś o jeszcze większej sile tak. Bogowie nie zawsze są dobrzy i mili. Niektórzy są potworami. "
"Nie jestem-"
„Jeśli to zadziała, będą inne potwory, Cruz. Inne Gaje. I więcej ludzi zostanie skrzywdzonych. Więcej osób... " Przez chwilę Shade wydawała się niezdolna do kontynuowania. Potem jej głos nagle stanowczo powiedział: „Trzydzieści sekund".
Nie, pomyślała Cruz, to nie do końca cała prawda. To było związane z prawdą, ale to była tylko historia, którą Shade opowiedziała.
„Już czas" - oznajmiła Shade, a napięcie prawie stłumiło słowa. "Dziesięć... dziewięć... osiem..."
„Mam nadzieję, że to zadziała, tak, jak chcesz, Shade".
„Wiem, Cruz. Cztery... trzy..."
Na nocnym niebie po ich lewej stronie pojawiła się iskra; niezbyt jasna, jak ktoś bawiący się wskaźnikiem laserowym i kreślący delikatną linię. Był to malutki pocisk - szacunkowo cztery kilogramy, nieco mniej niż dziesięć funtów - poruszający się z prędkością tysięcy mil na godzinę, spadająca gwiazda, która przyniosła im nadzieję; lub, aby ją zniszczyć.
„Dwa..."
Pierwszy raz odkąd Cruz była bardzo małym dzieckiem, pomyślała życzenie do spadającej gwiazdy.
„Jeden" - szepnęła Shade i meteoryt uderzył w ziemię. Nie było eksplozji, tylko tępy i płaski dźwięk, jak ktoś upuszczający duży worek z piaskiem. Kłębek szarego pyłu wzrósł, ledwo widoczny w ciemności, ale dokładnie tam, gdzie oczekiwała tego Shade.
- Wow- powiedziała Cruz.
„Mmmm", zgodziła się Shade.
Wzięły oddech, a potem natychmiast wyskoczyły z samochodu. Cruz wyciągnęła łopatę z tyłu i pobiegła, by dogonić Shade, która biegła przed nią.
Ziemia została zaorana w bruzdy, o które kilkakrotnie potknęła się Cruz. I były też wysokie na sześć stóp łodygi, które chwytały ją szponami na rzepy i klepały ją ciężkimi kłosami kukurydzy. Zatrzymały się, kiedy dotarł do pierwszych zwęglonych i połamanych łodyg kukurydzy, a potem posuwały się wolniej, skradając się. I nagle pojawiło się. Bogata, czarna ziemia została wydrążona, a kopiec wyrzuconych grud zaznaczał miejsce, w którym skała zeszła pod ziemię.
"Tam! Kop tam!" Shade poleciła.
Cruz kopała i kopała. Odkryła wąski tunel, jak coś, co mógłby zrobić potężny suseł. „Idź w tym kierunku jeszcze dziesięć stóp" - poinstruowała ją Shade, jej głos był nierówny, przez odczuwane emocje.
A potem, gdy Cruz wbiła ostrze w ziemię, usłyszały metaliczne uderzenie stalowej łopaty w skałę.
Spojrzały na siebie, Shade i Cruz. Czas zdawał się zatrzymać.
- Okej - powiedziała w końcu Shade, drżącym głosem. "Wykop to."
Kamień był szary, w kolorze ołówka, niewiele większy niż piłka do softballu, ale bardziej owalny niż okrągły, z podziurawioną powierzchnią. Shade zgasiła latarkę i zostały nagrodzone słabym, ale nieco złowieszczym, lekko ziolonym blaskiem. Shade sięgnęła po skałę.
„Nie dotykaj tego!" Cruz płakała. „Prawdopodobnie jest gorące!"
„W rzeczywistości, bardziej prawdopodobne, że będzie zimne. Spędziło długi czas w absolutnym zerze i spędziło zaledwie kilka sekund w atmosferze. "
Cruz potrząsnęła głową ze smutnym rozbawieniem: Oczywiście, że Shade o tym pomyślała. Oczywiście.
Shade dotknęła skały - dotknęła jej z powagą średniowiecznego chrześcijańskiego pielgrzyma dotykającego kawałka prawdziwego krzyża. Przejechała po nim palcami, wyczuwając jego kontury, delikatnie badając doły i pęknięcia, niemal czule usuwając brud.
„To jest to" - powiedziała. „Nie mogę uwierzyć..."
- Prawdopodobnie powinniśmy się stąd wydostać - powiedział nerwowo Cruz. Zaniosła kamień na ostrze łopaty z powrotem do Subaru, podczas gdy Shade użyła łodyg kukurydzy, aby ukryć ich ślady.
Cruz postawiła kamień w tylnej części samochodu. Potem, czując, że to nie jest w porządku, Cruz dotknęła go. Dotknęła obiektu, który przebył niewyobrażalną odległość. To był po prostu kamień, zwykły kamień, jednak lekko świecił. Miał moc, którą Cruz wyczuła.
Frodo i Pierścień, pomyślała Cruz i roześmiała się nerwowo z porównania, ponieważ pojawiło się dodatkowe pytanie: Czy Shade to Frodo? A może to Gollum?
„66 nie zajmie długo dotarcie tutaj", powiedziała Shade, ocierając brud z kolan dżinsów i czyszcząc grudki z butów. „Nie możemy ukryć faktu, że ich przechytrzyliśmy, ale możemy trochę zmylić ślady".
„Chyba niewiele możemy zrobić ze śladami opon."
„Nie" zgodziła się Shade. „Ale gdy tylko wrócimy na autostradę międzystanową, musimy zmodyfikować bieżnik. Jeśli kiedykolwiek ktoś sprawdzi, nie będzie to idealne dopasowanie".
„Oglądałaś CSI?"
„Może jestem przestępczym geniuszem".
Cruz nic nie powiedziała.
Shade uruchomiła silnik. A potem zatrzymały się na chwilę, wpatrując się w siebie z powagą.
"Wow. Zrobiłyśmy to - powiedziała Cruz.
- Cóż - rzekła Shade - zrobiłyśmy pierwszą część.













