Prochy Hajs
Więc wczorajszego dnia, wraz z koleżanką roznosiłam ulotki. Taka wakacyjna robota na odpierdol.
Więc moja koleżanka postanowiła że ona już wystarczająco mi pomogła (miała trochu rację) i opierając się o murek zadzwoniła do naszego wspólnego najlepszego kumpla. Spoko.
A moja osoba w tym czasie poszła dalej roznosić ulotki. Upewniając się że nie oddala się zbytnio od przyjaciółki.
Podchodzę do nic nie wyróżniającego się domku i podnoszę klapkę od skrzynki na listy by włożyć tam ulotkę.
Ja tu patrzę a tam kurwa torebeczka z jakimś białym proszkiem, a pod torebeczką dwie dychy.
Znając moje miasteczko, albo koka albo anfa, no ale mniejsza.
Ja, jako typowy cykor, podchodzę do przyjaciółki i zabieram jej telefon by skonsultować się z przedtem wspomnianym przyjacielem. Ten mi na to "Zabieraj kurwa!".
Lecz że ja nie jestem osobą która popiera narkotyki, chyba że zioło, mówię że nie będę zabierać tych prochów. No ale kasę bym wzięła.
Po dziesięciu dobrych minutach kręcenia się po tej ulicy, postanawiam wrócić się do domu i zajebać te dwie dychy. Podczas kiedy przyjaciółka tylko kiwa głową zaprzeczająco i mówi że jestem pojebana.
Wracając już z koleżanką do domu mówię jej że jednak głupi ma szczęście. Ponieważ mój przyjaciel, który ogólnie załatwił mi te robote, by już pewnie albo płakał bo go coś ujebało albo srał bo coś go za ręką łapie. A ja? Znalazłam dwie dychy I koks. :D
Morał z tego taki, że głupi ma szczęście i ulotki górą.
*Nie bierzcie narkotyków dzieci. Chyba że zioło. Ale ja wam nie każe.














