Fieri Frames

Jimmy Eat World
No title available

No title available
Interview Vampire Daily

❣ Chile in a Photography ❣
macklin celebrini has autism
Mike Driver
No title available
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year
TMBGareOK. The Official They Might Be Giants tumblr
NASA
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
RMH
Not today Justin

No title available

tannertan36
No title available
occasionally subtle

Love Begins
seen from Burkina Faso
seen from Brazil

seen from Türkiye

seen from Malaysia

seen from Brazil
seen from Canada

seen from Malaysia
seen from Germany

seen from Brazil
seen from Indonesia

seen from France
seen from Singapore
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from Syria
seen from United States
seen from United States

seen from Türkiye
seen from Türkiye
@jianchihu-blog
~故事time with: @luckvstar
Stopy; wszędzie-chodzące zaprowadziły dziś Alexa do miejsca gdzie zwykła zbierać się młodzież w ilościach nadmiernych. Nie przeszkadzało mu to, nie był płochliwym kotem, chociaż na samym początku towarzyszyło mu kompletne zakłopotanie. Kina mieściły w sobie ludzi pragnących rozrywki, zakochane pary, a także prawdziwych koneserów filmowych. Aitiao.. Wybrał się tutaj zupełnie przypadkiem. Mimo tego, był zdania, że szkoda byłoby zmarnować okazję. Może przyszła pora na to, żeby spróbował się pohamować i obejrzał coś zupełnym spokoju? Nadpobudliwość chłopaka często wyprowadzała go z sali tuż przed samym zakończeniem i skutkowało to setkami, niedokończonych filmów. Gdzieś w głębi duszy dziękować za Netflixa, gdzie film można zatrzymać i wrócić do niego innym razem. Ale to ciemne sale, dźwięk wydobywający się z głośników z odpowiednim basem przyprawiał o emocje pożądane. Kręcił się na własnych piętach, kiedy to przeglądał wszystkie, dostępne plakaty. Nie potrafił się zdecydować. Zapach karmelowego popcornu skutecznie odciągał jego myśli o stanowczej decyzji. [...] Był już gotów do wyjścia, gdyż presja zbierająca się na jego barkach nie pozwalała mu na konkretny wybór. Przed opuszczeniem kina zatrzymała go tylko dziewczyna, która zjawiła się przed twarzą Alexa ze zawrotną prędkością. Przeciętnego człowieka sam jej słowotok wprowadziłby pewnie w lekki szok, ale Australijczyk z ADHD u boku, idealnie odnalazł się w tej sytuacji. - Przyszedłem sam i miałem właśnie wychodzić, bo nie umiem się zdecydować. Możemy iść razem, jeśli dokonasz tego trudnego wyboru. - Mając na myśli film, dołączył proszące spojrzenie. - Możemy wybawić się nawzajem, jeśli nie chcesz iść sama. A i.. - Ukłonił się, jak to na dżentelmena przystało. - Alex jestem. -
cześć Alex! przypominam, że ostatniego posta udostępniłeś 5 dni temu, więc przez kolejne dwa jeszcze masz szansę pokazać swoją aktywność. nie zmarnuj jej, bo będzie nam tu Ciebie brakować! <3
mun note:
~故事time with: @dalhvun
Przemaszerował ostro długi korytarz, mijając prędko właścicielkę domu, która niechętnie przyjęła do wiadomości, że jej syn opuszcza dom i nawet nie zamierza zamienić tego w głębszą dyskusję. Alex doskonale wiedział, że argumentacja jego matki nie będzie miała końca. Wymienianie wszystkich zakazów trwałoby przynajmniej do do trzeciej w nocy, a ta godzina winna być spędzana poza ciasnym pokojem. Nie był potworem, pragnącym zatracić się w nocach bez przerwy wypełnionymi imprezami, ale należała mu się chwila odpoczynku, a tym bardziej zabawy. Pierwszym, cyklicznym argumentem widniejącym nad zakazem wychodzenia z domu był fakt, że zachowanie Aitiao może nadwyrężyć reputację Sue. Posiadanie matki, cieszącej się blaskiem sławy było na dłuższą metę uciążliwe, bo wydawało jej się, że do jej prezencji należy też osoba Alexa. Tak też rozumiał to showbiznes, ale australijskiego chłopaczynę niekoniecznie to obchodziło. W pełni, non stop chciał być tylko sobą, a nie dodatkiem urozmaicającym sztywny obraz. Drzwi zamknęły się za nim donośnie, całkowicie psując delikatne wnętrze. Sprawnie, niczym kot zbiegł po schodach, omijając tłoczenie się w windzie, która często zatrzymywała się na parterze później niż stopy Alexa. Opuścił lobby, otulając się mrokiem. Podróże piechotą wybierał znacznie chętniej od tych autobusami, bo zdawało mu się, że po drodze zawsze może spotkać go coś intrygującego. [...] Piętnaście minut, tyle potrzebował, by w końcu znaleźć się pod drzwiami klubu. Muzyka wydobywająca się ze środka zaprosiła chłopaka do wstępu, gdzie spotkał się z szalejącymi światłami, ludźmi pod wyśmienitą władzą alkoholu, a także stolikami zapraszającymi go do zajęcia miejsca. Aitiao nie stawiał oporu. Jak filmach, książkach, czy ckliwych opowiadaniach o miłości, usiadł z dala od bawiącego się tłumu, by w spokoju schować się za kartą z przekąskami. Swym ciekawskim okiem sprawdzał historię budujące się w każdej sferze lokalu. Najwięcej było tu powieści o niezobowiązującej nocy, a najczęściej tworzyły się te o wylanych drinkach na głowie. Obie przyprawiały go zduszony śmiech, który to zawitał na jego twarz przy zamawianiu wody. Z lewej strony, tuż pod jego nosem, pisała się zagadkowa opowiastka.. Nie wyglądała na przyjazną otoczeniu. Jegomość schowany pod czarnym kapturem umiejętnie układał z dwóch agrafek narzędzie, które zdawało się być idealne na wyrządzenie komuś krzywdy. Nie wiedząc czemu poczuł odpowiedzialność na wymierzenie sprawiedliwości. Nikczemny nieznajomy ruszył w stronę prawdopodobnej ofiary, zupełnie nieświadomego gościa lokalu. To były ułamki sekund, kiedy Alex zdecydował się opuścić własny kąt, by rzucić się w pościg za przestępcą. Skoczył na niego, kiedy to ostre narzędzie zatrzymało się kilka centymetrów przed twarzą chłopaka.
Yongguk posing for the fans 😍 // 170626 Wikitree Live
~故事time with: @nvptine
Wiosna miewała dziwne poczucie humoru, bo kiedy słońce schowało się za drugą półkulą, przychodziła zimna noc. Nie zdarzało się to często, ale kiedy już zjawiały się takie pory, Alex wolał chować się pod kocem z paczką chipsów bananowych i zdecydowanie unikać wychodzenia z domu. Nawet treningi, niezwykle ważne dla niego, odchodziły wtedy w niepamięć. To wielkie odzienie z materiału tworzyło ratunek dla jego ciała, spragnionego ciepła. Wybudzony z popołudniowej drzemki, otoczony chłodem, podniósł się z kanapy, by wyciągnąć z szafy narzutę. Pociągnął za uchwyt, żeby chwilę później spotkać się z obrazem prawdziwej rozpaczy. Półka świecąca pustkami nie mogła oznaczać niczego dobrego. Poczynając od wolnych kroków, kończąc na truchcie po schodach, chłopak zatrzymał się przed pokojem matki. Klamka zapadła i wtedy usłyszał dziwną szamotaninę. - Alex?! - Głos matki wydawał się być poddenerwowany. - Alex, miałeś przecież spać! - Coś w jego podświadomości mówiło mu, żeby otworzył drzwi. Pchnął je, a jego oczom ukazała się scena jak z taniego filmu dla dorosłych. Kim był ten mężczyzna? I co robił w ich mieszkaniu. W głowie zaszumiało. Trzy kroki w tył, gibki zakręt i już nie było go na piętrze. Wrzucił do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy, a na ramiona zarzucił zagubiony wcześniej koc, który znalazł się w pokoju, przewieszony przez krzesło Aitiao. Ciężki oddech towarzyszył jego ucieczce. Pozbawiony ojca, nie wyobrażał sobie nawet sytuacji w której jego matka mogłaby znowu oddać komuś swe serce. Zawsze byli tylko oni, we dwójkę mimo tego, że nie układało im się najlepiej. Dlaczego miałaby teraz interesować się mężczyznami? Z każdą, przytłaczającą myślą przyśpieszał kroku. Z kocem przewiązanym niczym peleryna przypominał raczej dwunastolatka, niżeli dorastającego mężczyznę. Szedł prosto, nie zamierzał się zatrzymywać, wymijając ludzi, którym widocznie się nigdzie nie śpieszyło. Po dziesięciu minutach chód zaczął przypominać bieg, dzięki czemu odbicie się stopą od płotu i ostateczne wskoczenie na niego, wydawało się prostsze niż zwykle. Wylądował na zamkniętym, szkolnym boisku pośród gwiazd. Zszedł w prawo na pole do kossza, gdzie z materiałów ułożony, stał namiot. Coś było nie tak.. Dlaczego świeciło się tam światło? Gotowy na wszystko, z pięściami wzniesionymi w górę, powoli kroczył do wejścia. Kucnął w końcu, a w środku ujrzał zupełnie obcą mu dziewczynę. - Co ty tu robisz? -
Bears on fridge 🐻🐼❄
~故事time with: @soblvvm
Wschodzące słońce próbowało wcisnąć się przez niedokładnie zaciągnięte firanki, przypominające raczej białą kurtynę. Promienie wbiegły na twarz Alexa, budząc go powoli do życia. Niczym przebiśnieg opuścił ciepło pościeli, żeby uraczyć się chłodną, wiosenną bryzą. Wstawanie o tak wczesnej porze nie było dla niego nowością, ale z kocią naturą wolałby całe dnie spędzić najedzony w miejscu bardzo wygodnym. Niestety, złożone obietnice należało spełniać, chociaż jego matka niekoniecznie chętna była do działania tej zasady też w drugą stronę. Aitiao uznawał się za człowieka honoru i nawet jeśli coś mu nie pasowało, polecenie trzeba było wykonać. W przeciągu piętnastu minut doprowadził się do porządku. Ewidentnie charakterystycznym elementem jego ubioru była dziś szara bluza, której kaptur zdobiły kocie uszy. Zszedł na dół do kuchni gdzie przygotowane były wszystkie elementy do wykonania dzisiejszego zadania. Poczynając od wdzięcznego wianka na głowę, który miał zwracać uwagę na nieskazitelne włosy chłopaka, a kończąc na plecaku wypełnionym wizytówkami i ulotkami. Sue Wei była tradycjonalistką i uważała, że najlepszą drogą do zdobycia nowych klientów jest spotkanie się z nimi twarzą w twarz, a raczej wykorzystanie jej syna, któremu nie można było odmówić uroku. Życie w dzielnicy gwiazd nie należało do najprzyjemniejszych, biorąc pod uwagę sam fakt, że roiło się tu od fotografów. Na całe szczęście, obiektywy nie skupiały na nim szczególnej uwagi. Alex nie był nikim znanym, a jedynie synem najbardziej pożądanej fryzjerki w Seulu. Dlaczego więc potrzebowała promocji? Możliwe, że chciała dotrzeć do ludzi, którzy zaślepieni byli mediami, bądź też uznała, że to najwyższa pora, by ponabijać się z jej własnego dziecka. - Nie chcę, nie chcę.. - Westchnął dwukrotnie, uderzając stopami o ścianę w lobby. Portierka uraczyła go tylko zdziwionym spojrzeniem, ale nie raczyła nic powiedzieć, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jest mieszkańcem tego, nietaniego budynku. Winda z drugiej strony budynku zatrzymała się nagle, co wyjątkowo przykuło uwagę chłopaka. Powoli, ale z gracją, wyszła z niej kobieta, której przedstawianie było nawet zbędne. I nie tylko dlatego, że była idolką, a jednocześnie byłą członkinią jednego z najbardziej pamiętnych zespołów, ale też posiadała kota, którego zdjęcia dotkliwie atakowały serce Alexa. Jeśli jej teraz nie zatrzyma, nie zagada, to możliwie nie będzie miał już nigdy szansy na to, żeby go zobaczyć. Jego nogi poczuły nagle znaczenie szybkiego kroku i niczym nieokiełznany fan, którym nawet nie był, stanął przed dziewczyną jak wryty. - Zdrowy włos, piękny włos! Yy... - Zaczął wymachiwać ulotką jak poparzony. - Pierwsza wizyta gratis! -
The Most Beautiful Things Need Dark Times To Bloom
Boyfriend!Yongguk (feat. Tolbi) 😸💖
~故事time with: @93mtvan
- Niech to.. - Wymruczał pod nosem, kiedy to wlókł się za matką, skutecznie wyprowadzającą go z budynku w którym pracowała. - Mam dwadzieścia-dwa lata zaraz, a wciąż traktujesz mnie jakbym był małym chłopcem. - Kobieta, zupełnie niewzruszona narzekaniami syna, prowadziła go przez jasny korytarz do windy. Dopiero, kiedy zatrzymała się przed jej drzwiami, odpowiedziała. - Mógłbyś mieć nawet czterdzieści. Jeśli mieszkasz pod moim dachem żyjesz wedle zasad, które ustalam. Mam nadzieję, że nie będę musiała tego za często powtarzać. - Wchodząc do windy, z miną godną rozjuszonego kota, kontynuował dyskusję. - Chyba mnie nie zamkniesz w mieszkaniu? - Cisza panująca w windzie świadczyła o zupełnie innych zamiarach. Alex przewracał w dłoniach bilet na koncert, który widocznie nie był mu pisany. Zaraz, zaraz.. Aitiao się poddał? To tak jakby słońce przestało świecić. Opcja możliwa, ale dopiero po przepłynięciu kilkunastu lat świetlnych, co w jego przypadku oznaczać mogło nawet wieczność. Swe kroki wymierzyli na zewnątrz, gdzie pogoda wyraźnie dopisywała. - Widzisz ten budynek? Tam spędzisz resztę swojego dnia, dopóki po ciebie nie przyjdę. Będziesz pomagał mojemu menadżerowi i zrobisz wszystko o ci cię poprosi. Nawet nie myśl o ucieczce.. - W ostatnim zdaniu kryła się nuta grozy, a to dlatego, że uciekanie było specjalnością Alexa. Każdy kto miał szansę przebywać z nim dłużej niż godzinę, doskonale o tym wiedział. Wprowadzony do budynku, przywitał się z panem Lee poprzez ukłon charakterystyczny w koreańskiej kulturze. Jeszcze wychodząc, Sue posłała mu groźne spojrzenie. [...] Godzina minęła, a tyłek chłopaka nie potrafił już dłużej znieść wyczekiwania na skórzanej kanapie. - Panie Lee.. Naprawdę nie ma pan dla mnie żadnego zajęcia? - Jego chorobliwa nadpobudliwość dawała się we znaki. Z każdym pytaniem menadżer kręcił głową, wyglądając tylko co jakiś czas zza komputera. Cisza zmieszana ze stukaniem klawiatury powoli doprowadzała go do szaleństwa. Wtem dotarł do niego dźwięk nadziei. Zadzwonił telefon, najwyraźniej bardzo ważny, bo pan Lee niemalże podskoczył na krześle. Korzystając z chwili rozkojarzenia, Aitiao dał znać, że wybiera się do toalety; miejsca, które nie tylko w filmach idealnie nadawało się do rozpoczęcia ucieczki. Pociągnął za metalową klamkę, po wejściu od razu zauważając okno mieszczące się tuż nad kaloryferem. - Tak! Jest nadzieja! - Zadowolony odbił się od kafelek, by następnie podeprzeć się nogami o grzejnik. Dłuższą chwilę siłował się z uchwytem, aż w końcu udało mu się otworzyć wyjście napawające go radością. - Hm.. - Nie miał jeszcze okazji przechodzić przez tak wąski otwór, dlatego wymagało to chwili zastanowienia. Okazało się, że trochę szybszej. Swym kocim uchem wykrył zbliżające się kroki, które idealnie zadbały o podwyższenie jego tętna. Zwinnym ruchem odbił się od kaloryfera, wciskając połowę ciała za okno. Druga została jeszcze w łazience. Za plecami słyszał tylko jak pan Lee przeklina niczym szewc i zamaszystym krokiem zbliża się do jego stóp. Alex po drugiej stronie zauważył chłopaka, odpoczywającego na ławce. - Ciągnij! - Wyciągnął do niego dłoń, jak gdyby była to ostatnia deska ratunku.
yongguk for melomeli
me hyping up my friends before hitting the club
~故事time with: @hearbin
Wibracje telefonu zaczęły dochodzić z dna sportowej torby. Alex, wciąż rozkojarzony, wahał się przed odebraniem, kiedy próbował jednocześnie prowadzić rozmowę z trenerem. Kręcił głową na prawo i lewo, jak gdyby próbował wydostać się z sytuacji bez wyjścia. - Odbierz to chłopie, bo widzę, że już się wyłączyłeś. - Z uśmiechem godnym winowajcy ukłonił się przed mężczyzną i powędrował do torby, leżącej na murku. - Mama? - Zdziwienie malujące się na jego twarzy było godne dosadnej nagrody, bądź też złapania na fotografii. Nie było się czemu dziwić. Sue Wei doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że podczas gry w tenisa, czy też samej obecności na boisku, telefony do syna były ściśle zabronione. Co mogło być w takim razie powodem tak nagłego kontaktu? Ciekawość, która budowała się w jego głowie zmusiła go ostatecznie do odebrania. - Halo? - Australijski akcent rozbrzmiał na korcie, przyprawiając przy okazji dziewczyny siedzące nieopodal o lekki zawał serca. - Co? Truskawki? Brokat? - Drapanie po głowie wydawało się teraz najbardziej odpowiednie. Rozmowa zakończyła się, a wciąż zaskoczony chłopak, próbował jakoś wytłumaczyć sobie nagłą sklerozę matki. Zwykle perfekcyjna, dziś poprosiła go o dostarczenie tych dwóch rzeczy do kosmetyczki. Z mruganiem zaprogramowanym na tego rodzaju sytuacje, podszedł do trenera, żeby zgłosić mu swą nieobecność. Sprawa zdawał się być na tyle poważna, że nie zdążył się przebrać. Zarzucił tylko torbę na ramię i szczęściem wskoczył do autobusu, który akurat parkował przed centrum sportowym. Teraz wystarczyło tylko zahaczyć o dom. [...] Dla chłopaka, który nie wychował się w Korei, gdzie każda płeć niezwykle dbała o wygląd zewnętrzny, wejście do kosmetyczki okazało się być prawdziwym wyzwaniem. Kręcił się pod budynkiem w dzielnicy Gangnam, nie zdając sobie nawet sprawy z tego jak idiotycznie musiało wyglądać. Po dziesięciu okrążeniach, trzech oparciach o pobliski słup i gdybaniu nad sensem własnego życia, odważył się w końcu wejść do środka. Poczucie, że wszedł właśnie do innego świata zaatakowało go niemalże od razu. Jedyną, znajomą rzeczą były spojrzenia starszych kobiet, które często wychwalały oryginalną urodę Alexa. Zapytawszy się o obecność własnej matki, został odesłany na miejsce dla oczekujących. Przysiadł obok zupełnie nieznajomej dziewczyny, opierając się plecami o zimną ścianę. Czekanie w ciszy i spokoju? Dla chłopaka z ADHD była to opcja zupełnie niemożliwa. Poczynając od wiercenia się na ławce, kończąc na zaczepieniu nieznajomej obok. - Chcesz w coś zagrać? Albo zjeść truskawkę? - Kobiety wokół zdawały się być w zupełnym szoku, jak gdyby zgadał do kogoś wyższego statusem.
~故事time with: @zhsao
Wizytacje w kocich kafejkach były u Alexa dosyć częste. Pozbawiony możliwości posiadania własnego kota, cieszyć się mógł nimi jedynie w schroniskach, na ulicy i przy pysznym posiłku, gdzie futrzaków z ostrymi uszami było pełno. Kawiarnie tego typu były już tak popularne, że sam wybór odwiedzin mógł często zależeć od humoru, odległości, bądź ochoty na zobaczenie szczególnego kociaka. Dzień dzisiejszy drastycznie pozbawiony został kilkunastu godzin, kiedy to nagły zastrzyk energii zmusił go na dłuższe “zwiedzanie” kortu tenisowego. Ubrany jeszcze w uniform, składający się z biało-niebieskich spodenek, bezrękawnika i frotki utrzymującej jego niesforne włosy, podążał żwawym krokiem z torbą w dłoni. Do zamknięcia najbliższej kafejki zostało półtorej godziny, a mu szczególnie zależało na wpuszczenie we własne ręce stworzenia z miękkim futerkiem. Krocząc pośpiesznie przez uliczki na przedmieściach, natknął się na kolorowy zeszyt, który szczególnie zwrócił uwagę jego kocich oczu. Ludzi wokół było niewiele i zdawało się, że nikogo nie obchodził los papierowej zguby. Ciekawość pchnęła go do obejrzenia jego zawartości, jednak w środku nic nie było. Alex przypisał sobie tytuł detektywa, bowiem jego zdaniem coś definitywnie siedziało między wygniecionymi kartkami. Zapadająca cisza oznaczała, że zbliża się pora powrotu do domu, ale.. Nie tym razem. Obywatele powoli znikali w zakamarkach własnych mieszkań, dlatego ciężej było o sojusznika, który był niezbędnym elementem przy poszukiwaniach. Wcisnął zeszyt do torby, kiedy usłyszał zbliżające się kroki. Dziewczyna, drobnej budowy najwidoczniej czegoś szukała. Czyżby było to jego znalezisko? - Coś się stało? - Zapytał, obserwując nieznajomą.