Nie było mnie tu chyba ponad 2 lata. Ktoś kto rozjebał mi życie, nie ma dla mnie teraz żadnego znaczenia. Dopiero teraz widzę z jakim chujem miałam do czynienia. Nie dajcie się. Walczcie kurwa. O siebie walczcie. Czas leczy. Wiem, że jest zajebiście ciężko, szczególnie wtedy kiedy ktoś za kogo oddalibyście życie, rozjebie was na milion kawałków i jeszcze opluje na dowidzenia. Ale wyjdziecie z tego. Nie jesteście ich warci kurwa. Nie jesteście. Wyszłam z tego ogromnym kosztem...taką ilością łez, bólu... ale wyszłam. I jestem z siebie zajebiście dumna. Były noce, że dusiłam sie płaczem. Ale to koniec. Teraz mu współczuję, tego jakim jest człowiekiem i jak bardzo próbuje ukryć swoje wady i gówno jakie ma w środku. To nie jest tak, że go nienawidze. Po prostu w końcu przejrzałam na oczy. Zobaczyłam, że nie zrobiłam nic złego i nie zasłużyłam na to co mi zrobił. Myślałam, że nigdy już się nie uwolnie od myśli - jak bardzo go kocham. Myślałam, że muszę pogodzić się z ciągłym smutkiem, żalem i bólem. Z nocami przepłakanymi w poduszkę. Myślałam, że to nigdy się nie skończy.... dzięki Bogu się myliłam. NIE DAJCIE SIĘ KURWA SKURWYSYNOM.


















