22.06.2026r.
Aktualnie moja waga jest na poziomie 67.4kg. Wiem, że wydaje się dużo, ale mam 175cm więc tak naprawdę jest okej. Od wtorku spadło o 2kg. Obstawiam, że to sama woda i nie ma się z czego cieszyć, ale miło jest widzieć ten spadek. Tym bardziej, że w sobotę miałam gorszy dzień. Gorszy tylko pod względem spożytych kalorii, bo tak naprawdę było fajnie- poszłam na piwo z przyjaciółkami, więc może wypiłam z 450 dodatkowych kalorii, ale mimo wszystko chyba było warto. Przymierzałam dzisiaj znowu bikini które kupili mi przyjaciele na urodziny i chyba nie wyglądam aż tak źle? Nie mówię też że dobrze, ale bywało gorzej. Nie byłam sobą aż tak obrzydzona. To też pewnie wina tego że ostatnio mniej jem więc brzuch mi tak nie odstaje, a muszę myśleć że we Włoszech nie będę się aż tak powstrzymywać, więc pewnie będzie wyglądała gorzej. Więc muszę schudnąć jeszcze trochę. Myślę sobie że jakbym spięła dupę to może nawet udałoby się osiągnąć 61 kg? Bardzo bym chciała. Bardzo nie chciałabym wyglądać jak wieloryb na plaży, dyskotece czy w basenie. Tym bardziej że wszystkie moje przyjaciółki są ode mnie mniejsze wzdłuż i wszerz.
Dzisiaj zjadłam pół ziemniaka i udko z kurczaka na obiad (298kcal), wypiłam dwie kawy (łącznie 140 kcal, bo po wyjeździe nad morze i piciu cały tydzień rozpuszczalnej lury bez mleka czarna kawa trochę mi obrzydła) i dosłownie okruch ciastka którym poczęstowała mnie moja siostra (policzyłam jako 40kcal). Nie jest źle, ale z tego co liczyłam na kolację planuję zjeść ok. 450kcal, więc już nie będzie tak kolorowo. Co ja mogę poradzić na to że kolacja to mój ulubiony posiłek. Jestem teraz trochę głodna, ale przepalam ten głód, a odkąd dostałam stanley'a to piję więcej wody więc mi łatwiej zapchać żołądek. W dodatku, to że piję więcej wody pomogło mi odrobinę na moją ekstra suchą skórę twarzy i już nie odchodzi mi płatami. Tyle dobrego.














