Kupiłam dziś szorty.
Rozmiar 38 - 69.90.
Rozmiar 36 - 29.90. Dokładnie ten sam fason i kolor.
Kupiłam mniejsze i nie wolno mi tyć.
noise dept.
Game of Thrones Daily
RMH
art blog(derogatory)
AnasAbdin
TVSTRANGERTHINGS

No title available
Sade Olutola
dirt enthusiast

★

@theartofmadeline
One Nice Bug Per Day
Peter Solarz
almost home

blake kathryn
🪼
styofa doing anything
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ
$LAYYYTER

titsay

seen from Venezuela

seen from Algeria
seen from Algeria
seen from Algeria

seen from United States

seen from United States
seen from Türkiye
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from Denmark

seen from United Kingdom
seen from Türkiye

seen from United States

seen from Saudi Arabia

seen from Türkiye

seen from Jordan
seen from United States
@mothylarka
Kupiłam dziś szorty.
Rozmiar 38 - 69.90.
Rozmiar 36 - 29.90. Dokładnie ten sam fason i kolor.
Kupiłam mniejsze i nie wolno mi tyć.
Moje letnie ubrania spleśniały - mocno. Trzymałam je w walizce, wyprane, złożone i w szczelnych workach, ale ulewy zrobiły swoje. Wyłowiłam może z 20 sztuk, głównie koszulki, w gumowych rękawicach wniosłam do pralki i wstawiłam na 30 stopni byle nie wdychać zarodników. Problem w tym, że są to różne materiały, w tym i mieszanki z syntetykami i chociaż wiem, że godzina prania w 30 stopniach nie załatwi sprawy, to traktuję to jako pranie wstępne. Jestem trochę podłamana. Nie mogę trzymać ubrań w szafie. Mam dosłownie metr szerokości, musiałam sobie dokupić regał żeby mieć gdzie składać bluzki/swetry. Po prostu trzymajcie kciuki, bym nie musiała kompletować garderoby letniej od zera. Porady internetowe są absolutnie idiotyczne. "Wyszczotkuj ubrania na zewnątrz żeby zarodniki się nie rozprzestrzeniały" - a w tym czasie co, kombinezon i maska przeciwgazowa?
No to jakieś 4 sztuki na bank do wywalenia, 6 będę próbować ratować namaczaniem i białym proszkiem do prania (nie mam jeszcze). Mowa o partii najbardziej podstawowych rzeczy, nie wiem co tam jeszcze się okaże. Większość bluzek przeżyła, najgorszy los spotkał szorty - i różowe i zielone. Jutro idę do galerii kupić sobie szorty high waist.
Moje letnie ubrania spleśniały - mocno. Trzymałam je w walizce, wyprane, złożone i w szczelnych workach, ale ulewy zrobiły swoje. Wyłowiłam może z 20 sztuk, głównie koszulki, w gumowych rękawicach wniosłam do pralki i wstawiłam na 30 stopni byle nie wdychać zarodników. Problem w tym, że są to różne materiały, w tym i mieszanki z syntetykami i chociaż wiem, że godzina prania w 30 stopniach nie załatwi sprawy, to traktuję to jako pranie wstępne. Jestem trochę podłamana. Nie mogę trzymać ubrań w szafie. Mam dosłownie metr szerokości, musiałam sobie dokupić regał żeby mieć gdzie składać bluzki/swetry. Po prostu trzymajcie kciuki, bym nie musiała kompletować garderoby letniej od zera. Porady internetowe są absolutnie idiotyczne. "Wyszczotkuj ubrania na zewnątrz żeby zarodniki się nie rozprzestrzeniały" - a w tym czasie co, kombinezon i maska przeciwgazowa?
Na niedzielę zapowiadają 39 stopni. Nie jestem gotowa na to.
Dzisiaj spędziłam cały dzień robiąc fotografie do swojego małego projektu. W skrócie to robię zdjęcia zieleni miejskiej i architektury z XIX/XX wieku. Nie mam nawet aparatu fotograficznego żeby wyglądać przy tym mądrze, więc wchodziłam dziś dzień cały na różnego rodzaju schody (lepsza perspektywa), w podwórka kamienic (czasem nawet wiaty śmietników mają przepiękne okucia porosniete winobluszczem) a poza tym zahaczyłam o Stary Browar (tu już naprawdę żałowałam, że nie wzięłam Drona), rynek no i powrót.
Spotkały mnie trzy reakcje.
1. Jedna tzw pani starsza była przepotężnie rozczarowana, że nie jestem z miasta i nie z konkursu, bo oni biorą udział w różnych konkursach, ale nigdy nic nie wygrali. Oczywiście sama nie dawała mi za bardzo spokoju, a na moje pytanie o to jakie rosliny dobrze dobie radzą w mieście pokazywała mi jakieś dzikie zioła a pytane o nazwę oznajmiała, że "mialam takie różowe", "i one tak kwitną". Przeprosiłam, że nie rozdaję nagród i że robię zdjęcia tylko dla siebie, a potem poszłam.
2. Przeważnie czekam aż ludzie się usuną z drogi, bo wygodniejsze są zdjęcia bez nich. W okolicach wzgórza Przemysła miałam się z pyszna, bo gdy jakaś kobieta widziała, że fotografuję architekturę, to zatrzymywała się i sama zaczynała robić zdjęcia. Trzy kobiety pod rząd zaczęły coś takiego - żadna nie wyglądała na turystykę.
3. Byłam też zatrzymana przez ochroniarza gdy weszłam w podworze hotelu Bazar bezpośrednio z ulicy. Kolo zapytał co robię i oznajmił, że to jest teren zamknięty. "To dlaczego nie jest zamknięty?" zapytałam doskonale wiedząc, że nie jest, jak chciał zasugerować, prywatny i nie miał nic do powiedzenia. "Chce mi Pan powiedzieć, że parking za Hotelem jest terenem zamkniętym?" zapytałam gdy za mną stały zwyczajne (ale wciąż ładne) kamienice mieszkańców. "To nie jest hotel, to dopiero teren budowy". I może niektórzy z Was myślą, że przeoczyłam jakieś taśmy czy tablice, ale nie, to nie był teren budowy, nie był to teren ogrodzony, natomiast Hotel Bazar jest w trakcie ODBUDOWY od 1987 i nawet nie znajdowałam się na jego terenie. Hotel Bazar, jest przy ulicy Paderewskiego, bo z okna tegoż miejsca ów Paderewski wygłaszal przemowę o której czytałam w podręczniku szkolnym.
Czyli ktoś tam zatrudnia ochronę po prostu do tego by łamać swobody obywatelskie. Chciałabym nie być zaintrygowana, ale jestem zaintrygowana.
Zrobiłam sobie też przerwę w pijalni czekolady i musiałam zmienić piętro, bo jacyś goście że wschodu puszczali filmiki z telefonów na pełnej głośności. Piłam czekoladę z czarną porzeczką i była super.
Podobno w branży beauty jest jakiś zastój i falami pojawiają się w moim feedzie rolki stylistek paznokci skierowane (jakoby...) do innych stylistek paznokci, że to w sumie ich wina, bo cenniki są nieoczywiste. Ja sama jako dusigrosz i leń wolę sobie sama robić pazy jeśli w ogóle, czyli się nie znam, zatem się wypowiem. 1. Co do zasady jest kryzys. Dziwne, że nie spotkałam się z tym wytłumaczeniem, ale 130 zł co trzy tygodnie na same tylko paznokcie to może być dla kogoś dużo, a zestaw "zrób to sam" kosztuje właściwie tyle samo co jedna wizyta. Ofc ja nie twierdzę, że wszystko rozbija się o koszty albo że każdy w domu potrafi sobie wykonać usługę na tym samym poziomie. 2. Wszyscy mówią o tych niejasnych cennikach, o tym, że stylistki liczą sobie dodatkowo za zdejmowanie po kimś hybryd, albo że tuż przed płatnością klientka dowiaduje się, że przyklejenie kryształka było dodatkowo płatne. Zgadzam się, że to jest odpychająca, nieuczciwa praktyka, ale nie tłumaczy zastoju w całej branży, bo przecież nie może dotyczyć wszystkich. Ja bym po prostu nigdy więcej nie wróciła do takiego salonu. 3. 1,5 roku temu się przeprowadzałam i sporo rzeczy przenosiłam na piechotę, bo to były kursy na 15 minut z walizkami. Mam wrażenie, że mijałam po drodze 5-6 salonów paznokcia. Od znajomych wiem, że sami zakładali salony fizjoterapii etc na fali jakichś dotacji unijnych gdy dostawali kilkadzieścia tysięcy na rozpoczęcie prowadzenia działalności salonowej i musieli utrzymać biznes przy życiu przez 2 lata by tego nie zwracać. Wydaje mi się, że mnóstwo osób uznało, że salon paznokcia można rozkręcić niskim kosztem, a teraz rynek jest przesycony. 4. Nie słyszałam żeby ktokolwiek o tym mówił, więc to może być mój, niszowy i obskurancki pogląd: za dużo tiktokowania i rolek na instagramie. Czy odsłucham rolki o "typowych klientkach salonów"? Pewnie tak. Czy pójdę do kogoś, kto nagrywa głównie taki kontent? Nie. I nie dotyczy to stricte salonów beauty, bo mam taki sam stosunek do dentystów czy ginekologów. Gwiazdorzenie na SM może się świetnie przekładać na kliknięcia, ale z tyłu głowy mam przekonanie, że kurczę, a co jeśli jestem potencjalnym kontentem i to rujnuje moje zaufanie do usługodawcy.
Hohoho.
Dzisiaj jest noc muzeów w naszym pięknym mieście i nawet mieliśmy iść. Tyle że ja od 9 do 16 sprzątałam szorowałam prysznic z kamienia, mopowalam podłogi, robiłam gulasz, składałam pranie, rozwieszałam pranie, robiłam kopytka etc, teraz napisawszy to właśnie zdaję sobie sprawę, że wszystko to załatwiłam li tylko o kawie z mlekiem. I przez ten cały czas myślałam o tym, że mi się nie za bardzo chce wychodzić na te mżawkę.
N. wrócił z pracy, zjadł te kopytka z gulaszem i stęknął, że jest wyczerpany, więc łaskawie zgodziłam się, że możemy zostać w domu. Jestem taka dobra.
KRÓLOWA JEST TYLKO JEDNA.
Ukorzcie się przede mną.
Żałuje, bo kocha.
Bardzo powinnam teraz spać i bardzo nie mogę, więc poczęstuje Was moimi śródnocnymi przemyśleniami.
Rośnie we mnie przekonanie, że więcej o nas, jako ludziach, mówią nie tyle nasze życiowe wybory, a to jak reagujemy na cudze, nawet w sprawach drobnych. A im bardziej emocjonalna jest reakcja tym więcej zdradza podtekstu.
Kilka głupich przykładów. Jeśli matka małego dziecka zdecydowała, że nie pośle dziecka do przedszkola - z dowolnych powodów - i zostanie z nim w domu dopóki nie osiągnie ono wieku szkolnego, to nie myślę o tym nic, ot może tylko to, że jest to pewien luksus na który nie każdy może sobie pozwolić. Jeśli natomiast matka tego dziecka peroruje, że kobiety posyłające dzieci do placówek opiekuńczych "wyrządzają szkodę" dzieciom, to już robię się podejrzliwa. Tak, istnieją badania opowiadające się za korzystnym wpływem dłuższego pozostania przez dziecko przy matce, ale jeśli ich nie cytujemy, tylko powołujemy się na niesprecyzowaną "naukę" (powolywanie się na naukę bez języka konkretu i faktow to propaganda, nie "naukowosc", chociaż wiele osób to myli) i niewymierną "szkodę" to już nabieram pewności, że nie mam do czynienia z dojrzałą, racjonalną osobą, tylko kimś, kto tworzy sobie obraz "antysiebie", który należy publicznie i doszczętnie skopać i spalić.
To tylko przykład z dupy, ale podam ich więcej.
Emigracja z kraju - trudna decyzja, na pewno wiąże się z trudnościami różnej natury, raczej nie jest to na ogół kaprys. Ale. Emigranci piszący na SM, że Polska jest dla nich wstrętna, że grzyby najlepsze w Szwecji, a w Polsce takie nie rosną (autentyk), w Polsce to tylko żabki i homofobia - tego już się nie da traktować serio. To już musi być copium.
I każda z tych sytuacji da się odwrócić. Np hipotetyczna matka przedszkolaka wyrażająca zgorszenie tym, że ktoś woli zostać z dzieckiem w domu, no bo NA PEWNO dziecko będzie przez to nieszczęśliwe, nie będzie miało żadnych znajomych i w ogóle to ta siedzącą z dzieckiem matka to z pewnością jest gnuśna i wygodna, a powinna iść do roboty zamiast wisieć na mezu. Albo ktoś, kto pisze o emigrantach jako nieudacznikach "na zmywaku", bo on miał szansę wyjazdu i z niej nie skorzystał. Albo był na emigracji, ale wrócił bo "jest patriotą". Acha, czyli ci, co nie wrócili to z automatu oportuniści i cynicy.
Nie chcesz wyprawiać wesela - piąteczka. Przychodzisz na cudze żeby w głos mówić, że to marnacja pieniędzy i ty byś tak nie umiala? Przykro mi, ale jesteś zjebana. Chcesz wyprawić huczne? Ok. Piszesz post o tym, że robisz to, bo dla Ciebie liczą się chwilę z rodziną i piękne wspomnienia? Wątpię.
Na koniec. Nic tak nie zdradza człowieka pozbawionego hobby i zainteresowań jak namolne dopytywanie się wciąż "PO CO". Po co na te turnieje jeździsz, jeśli nie wygrywasz? Po co bierzesz lekcje gry na pianinie? Przecież wiesz, że pianistą już nie będziesz? A ile na tym zarabiasz? Jak to nic? A Ty się tym NADAL interesujesz?
Sensu mnie zbajerowała przekonując, że jej zamówienia z shein przychodzą w mniej niż tydzień. Złożyłam moje pierwsze zamówienie z shein ever. Szacowana data dostawy 20.01. No trudno, będę musiała dożyć, a już byłam nakręcona na moje pastelki. Bo ja sobie pastele olejne kupiłam, bo tanio. Widać magazyny z kredeczkami są w innej lokalizacji.
Dobrze, że święta są tylko raz w roku, bo już potrzebuje odpocząć.
Siedzę sobie zrobiona, wyperfumowana i zasłużona i ze świeżym tamponem i czekam aż N. się ogoli, założy spodnie i ogarnie tak byśmy spóźnili się pół godziny, a nie godzinę.
Dzisiaj wstał, przeciągnął się, zobaczył kokardy na prezentach, które pakowałam przez noc i przypomniał sobie o pakowaniu prezentu dla mamy (przez ostatni tydzień dzień w dzień przypominałam mu, by dokupił miód, o który jego mama prosiła). Nie miał nic i chciał wyżebrać seksapilem. Trzeci rok z rzędu. Wyciągnęłam mu torby prezentowe, których nakupiłam na zaś, są trochę za małe, ale może oszczędzą czasu.
Ma szczęście, że ja chciałam kartę prezentową do empiku.
Żyłam długo w przekonaniu, że nie ma prostszego ciasta niż ciasto kruche. Wtem w zeszłym roku zachciało mi się robić pumpkin pie, do tego musiałam oczywiście wypiec kruchy spód i wpadłam w króliczą norę filmów instruktażowych o samym tylko pieczeniu kruchych spodów. Tak dowiedziałam się, że ciasto ma być "flaky" i "airy", że nie można go ręcyma ugniatać jak prostak (ja), bo masło się rozpuści, a jeśli masło się rozpuści, to spód będzie zwarty, a nie "flaky", więc ciasto ogólnie nie powinno być plastyczne, tylko nieco sypkie, Pâte sablée, urabiane robotem (nie mam robota) będzie odpowienio spulchnione, ale PO sableryzacji schłodzić, dodać jajko (w sumie to by było już pâte brisée?) , znowu schłodzić, potem wyłożyć między dwa arkusze papieru do pieczenia, by nie przywierało i tam wałkować jeszcze zimne, a to tylko jedna z dwóch zalecanych technik.
No i jeszcze wczoraj kołczowałam się z tematu po raz chyba pierwszy w życiu odważając składniki do pieczenia, bo wychodziło mi to średnio, ale gdy ciasto nie chciało się trzymać kupy, a co dopiero wałkować stwierdziłam, że pierdolę wasze "flaky", zgarnęłam do miski, wyrobiłam rękami i dodawałam masła na oko. Potem zastosowałam moją starą metodę bez wałka, czyli układania w formie płatków ciasta od brzegów do środka, a potem ścianki, uklepywania dłonią, lodówka, po czym 200 C i elo dopóki się nie zarumieni. Właściwie to nie wiem nawet skąd ta metoda odmierzania płatków, podejrzewam, że może pochodzić z czasów, gdy po prostu nie miałam miejsca na wałkowanie i zawsze lękam się że będę mieć zbyt gruby spód.
No i wyszedł najlepszy spód od roku. I jest flaky, chociaż nie ma prawa być flaky. Nawet proszku nie dodawałam, mąki nie przesiewałam!
"Na odpierdol" i "na oko", innym panom już nie służę.
Quiche z brokułem, serem pleśniowym i żurawiną.