Zapomniane sny
Zamykam oczy – światła gasną jak w klubie,
w sercu zimno, choć na zewnątrz piekło, kurwa, lubię.
Płynę na fali, co zabiera mnie w dół,
nie szukam ratunku, bo chcę poczuć ten ból.

No title available

tannertan36
taylor price
sheepfilms
🪼
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year
Show & Tell

★
The Bowery Presents
RMH
hello vonnie
we're not kids anymore.

blake kathryn
will byers stan first human second

gracie abrams
trying on a metaphor
PUT YOUR BEARD IN MY MOUTH
Noah Kahan

@theartofmadeline

titsay

seen from South Africa
seen from United States
seen from United States

seen from India

seen from United States

seen from Malaysia

seen from Canada

seen from Canada

seen from Malaysia

seen from United States
seen from Malaysia

seen from Malaysia
seen from Brazil
seen from United States
seen from United States
seen from Singapore
seen from United States
seen from Australia
seen from Israel
seen from Mexico
@nadusllia
Zapomniane sny
Zamykam oczy – światła gasną jak w klubie,
w sercu zimno, choć na zewnątrz piekło, kurwa, lubię.
Płynę na fali, co zabiera mnie w dół,
nie szukam ratunku, bo chcę poczuć ten ból.
Znowu wpadam w cień, co ciągnie mnie na dno,
jak ciężar, co nigdy nie znika z pleców,
palce drżą, serce bije zbyt wolno,
a ja próbuję znaleźć sens w tym bezkresnym mroku.
Miasto milczy, a ja słyszę swoje myśli,
które krążą jak cienie za mgłą,
szukam świateł, które kiedyś rozświetlały drogę,
ale zostały zgubione gdzieś wśród zimnych ulic.
Samotność ściska mocniej niż każda rana,
i choć chcę uciec, nie znam już innej drogi,
bo czasem trzeba się zgubić, by odnaleźć siebie,
choć to nie to odnalezienie
To wszytko pozory odklejony tak że słysze kolory, bys nie chciala widziec mnie od tej strony
Heroinowy pocaunek
Białe duchy tańczą w żyłach,
każda dawka jak pocałunek śmierci,
heroinowy sen, co zabiera na dno,
ale ja się nie boję, bo piekło już mam w sobie.
Igła to brama do zapomnienia,
gdzie ból się rozpuszcza w chemicznym objęciu,
a rzeczywistość staje się mgłą, którą można oddychać,
choć każdy oddech to krok bliżej końca.
Zamykam oczy, a świat się rozmywa,
jestem więźniem własnych pragnień i strachu,
miłość do tej trucizny jest jak zdrada samego siebie,
ale bez niej nie wiem, jak przetrwać kolejny dzień.
Śmieję się, choć w środku krzyczę cicho,
bo heroinowy pocałunek jest słodki i zdradliwy,
i choć wiem, że mnie zabije, to się nie wycofam,
bo ten syf to jedyny mój sojusznik w tej wojnie.
Igły w karku
Słowa jak igły, wbijają się w mój kark,
każdy wers to strzał, co zostawia znak.
Piję truciznę z nadzieją, że zatopi mnie w snach, w tych chorych snch nikt nie mówi już ‘wracaj’.
Samobojcze mysli tworza pojebany film jestem kurwa nikim co by bylo gdybym znikł
Heparynowe serce
Znowu zatapiam się w szklance trucizny,
serce jak heparyna – rani i niszczy
palce drżą jak liście na wietrze, a głowa krzyczy:
‘Oddychaj, pierol to, jeszcze dziś wytrzymasz’.
Bez mnie
wciągnąłem jakby to było powietrze,
a nie koniec świata w proszku.
płuca zadrżały –
już nie z życia, tylko ze świętego spokoju.
cisza wylała się z uszu,
a serce biło ostatni raz z grzeczności.
świat odpłynął.
bez krzyku, bez żalu, bez mnie.
Kwiaty w martwych ustach
w mojej klatce piersiowej gnieżdżą się robaki,
każdy z nich zna moje imię lepiej niż matka.
ciągną żyły jak struny,
a ja gram na nich koncert do pustych ścian.
mam serce z wosku,
topnieje pod dotykiem ciepła, którego nigdy nie było.
śnię o tym, że mnie nie ma –
i budzę się tylko po to, by znów krwawić z myśli.
język mi zgnił od milczenia,
płuca kisną w smogu słów, których nie powiedziałem.
nikt nie zauważył,
gdy rozciąłem się na pół i schowałem w wersy.
życie mi kwitnie w gardle
jak cierń – każdy oddech to nowa rana,
a Bóg już dawno wyrzygał mnie ze swoich modlitw,
i zostawił jak psa –
bez imienia.
bez końca.
Białe światło między żebrami
weszło delikatnie,
jak kłamstwo szeptane przez sen.
skóra zadrżała –
nie z bólu,
z ulgi.
żyły napięły się jak struny –
znów gram pieśń,
której nikt nie chce słuchać.
recytuję swoje istnienie
w jednym oddechu,
który nie chce się skończyć.
biały proszek,
co obiecał, że będzie jak dotyk matki,
ale smakuje jak chłód blachy w kostnicy.
każda cząstka mnie
tańczy teraz w rytmie śmierci,
ale to nie tragedia –
to teatr bez widowni.
ciało leży ładnie,
jak eksponat w muzeum porażek.
oczy patrzą w górę,
ale tam już nic nie ma –
tylko sufit,
który przestał być niebem
kiedy miałem piętnaście lat.
ostatni raz czuję ciepło,
ale nie wiem,
czy to ja się żegnam ze światem,
czy on w końcu mówi mi „dość”.
Złoty strzał
igła weszła gładko,
jakby ciało czekało na ten pocałunek.
krew zakwitła w strzykawce
czerwienią o smaku końca.
świat zwęził się do jednego oddechu,
do ciepła, co wpełzło pod skórę
jak kochanek z piachem w oczach.
życie zrobiło się miękkie
jak język rozkładającego się psa.
puls – echo w ruinach.
tętnice śpiewają requiem
dla wszystkich niespełnionych „będzie dobrze”.
każdy beat to jedno „za późno”.
pod paznokciami czarne półksiężyce,
w źrenicach – niebo, które zapomniało świecić.
ciało drga jeszcze z dumą,
jakby śmierć była wyborem,
a nie skutkiem ubocznym marzeń.
złoty strzał.
ostatni luksus dla zniszczonych.
ostatni dotyk
Modlitwa dla niewierzących
Kiedy patrzę w lustro,
widzę tylko ciało,
którego nie potrafię zrozumieć.
Proszę, jeśli masz mnie wysłuchać,
powiedz mi, dlaczego zostałam tu,
gdy wszystko inne dawno umarło.
Proszę, nie obiecuj mi spokoju,
bo nie wiem, czym on jest.
Zgubiłam każdą wiarę,
która kiedyś miała mi dać sens,
więc teraz nie oczekuję niczego,
nawet tej jednej chwili ukojenia.
Jeśli masz mnie opuścić,
zrób to szybko,
żebym mogła poczuć, że w końcu
będę całkowicie sama.
Bo samotność to jedyna prawda,
którą mogę ogarnąć.
Nie potrzebuję zbawienia,
bo w tym piekle nie ma już nieba.
Nie chcę się ratować,
bo nawet nie wiem,
czy jeszcze potrafię czuć.
Proszę tylko o ciszę,
która nie zaboli.
Zatrzymaj czas jeśli możesz
bo nic, co minęło,
nie jest już warte zapamiętania.
Zagubione dusze
Zgubione marzenia w cieniu lata,
Ciemność spowija każdy krok,
Kroki echo, w sercu hałas,
Tam, gdzie nadzieja umiera w blasku.
W oczach mrok, w duszy cień,
Każdy dzień to niekończący się cień,
W tej mrocznej pieśni, w bezkresie słów
Zagubione dusze wciąż szukają dróg.
Echa wieczności
Jak nieśmiertelne wiersze,
Zostań ze mną do końca,
Bo to one są jak śmierć po życiu,
jak trakt nadziei,
i one są skażonym rakiem na jałowej ziemi,
W ich w słowach echo przeszłości,
Wiech rytmie ból i radość,
a każda linijka to kropla krwi
co w moim sercu trwa
W Cierpieniu
Upadł anioł, bez gestu i bólu,
wdarł się w myśli cicho, bez zaproszenia,
szepcząc słowa pełne zrozumienia.
Był samotny, pełny nienawiści,
anioł zesłany na ziemię w cierpieniu,
próbując wrócić do siebie,
krwawi cicho, próbując żyć.
Boi się świata, nie chce tu być.
W sercach zapłonęła iskra,
I z nadzieją myślę, że jak słońce się rozpali,
Bez lęku i wątpliwości,
To początek naszej historii.
Bo miłość, jak piękna,
Też potrafi szybko znikać,
Lecz nie nasza,
Bo prawdziwe uczucie się nie rozpada.
Mogą być gorsze chwile,
I w takich momentach,
Mam nadzieję, że zostaniesz przy mnie,
I nie zostaniemy tylko echem ludzkich serc.