Byłam dzisiaj na psychoterapii. Poszłam z mega pozytywnym nastawieniem, bo pierwszy raz nie szłam z myślą, że mam jakąś dramę do przegadania. Bo od ostatniej terapii nie wydarzyło się nic złego/przykrego w moim życiu bym musiała rozkładać to na czynniki pierwsze podczas psychoterapii. Więc czułam, że to będzie wyjątkowa terapia. I tak też było, bo pierwszy raz wizytę u mojej psychoterapeutki zaczęłam słowami, że jestem z siebie dumna.
Opowiedziałam jej o ostatnich dwóch tygodniach, co się działo, jak często doceniałam samą siebie i w końcu nie tylko dlatego, że w robocie zrobiłam coś dobrze, czy przetrwałam kilka dwunastek pod rząd, a dlatego, że umiałam sobie radzić z emocjami i na przykład widząc byłego pod sklepem nie rozpłakałam się w samochodzie, a gwarantuję Wam, że jeszcze miesiąc temu tak właśnie by było. Serce zabiło mocniej na kilka minut, ale to tyle. Wróciłam do domu i zapomniałam, że w ogóle toksyka na oczy widziałam. Byłam z siebie dumna.
Później Pani przytoczyła sytuację, która miała miejsce równo rok temu w moim życiu. Z początkiem października 2022 roku zostałam wykorzystana seksualnie przez kogoś kto wydawał mi się wtedy bliską osobą. Zgłosiłam sprawę na policję, była obdukcja, w rezultacie została założona sprawa karna przeciwko tej osobie, a ja składałam zeznania w sądzie. Trwało to około dwóch miesięcy, aż w końcu dostałam list z sądu, że sprawa została umorzona ze względu na brak wystarczających dowodów by ukarać drugą osobę (absurd, polskie prawo, słowo przeciw słowu). I Pani się mnie spytała co bym zrobiła dzisiaj gdyby podobna sytuacja mnie spotkała. Na co mówię, że pewnie to samo, poszłabym kolejnego dnia na policję, a człowieka wszędzie zablokowała, by nie mieć więcej kontaktu. I Pani mówi dlaczego nie powiedziałabym wprost "hej, przekroczyłeś moje granice, skrzywdziłeś mnie, to nie było w porządku, żadne przepraszam nie wystarczy, alkohol Cię nie usprawiedliwia, nie chce mieć z Tobą żadnego kontaktu". No właśnie, dlaczego? Bo nie umiem stawiać granic, nie umiem mówić o swoich potrzebach, lękach, nie mam w sobie asertywności. Powiedziała mi, że mam niesamowicie delikatny, ale stanowczy głos i gdybym tym swoim głosem powiedziała o swoich potrzebach czy granicach drugiej osobie to jest duże prawdopodobieństwo, że zostałoby to odebrane prawidłowo. Bo umiem o tym mówić, bo mówię o tym jej. Ale nie mówię innym.
Powiedziałam jej, że ostatnio wracałam boltem o 3 w nocy od przyjaciela po dwóch drinkach i mówiłam mu, że zawsze mnie to stresuje bo nie wiem czy nie trafię na jakiegoś świra. Mój Radek powiedział mi wtedy, że na aplikacji bolta jest taka opcja, by wezwać służby. Nie wiem jak to dokładnie działa, ale powiedział, że jak się stresuje to żebym zawsze miała telefon pod ręką i po prostu skorzystała z tej opcji, oczywiście zaznaczając, że obym nigdy nie musiała tego robić. Po akcji sprzed roku, ja prawie przez rok nie wyszłam na starówkę żeby napić się z kimś drinka, bo się bałam. Jak ostatnio znalazłam w sobie odwagę to pilnowałam by nie wypić za dużo alkoholu i raczej unikałam rozmowy z obcymi ludźmi, którzy no zaczepiali podczas takiego wyjścia. I gdy o tym mówiłam mojej terapeutce ona skwitowała to słowami, że to jest moja obrona, którą stosuje, bo jestem słaba. Boję się, moim życiem rządzi strach, a to oznacza moją słabość. A przecież wcale nie jestem słaba, bo poradziłam sobie w życiu z tak wieloma trudnymi sytuacjami, że naprawdę może o mnie powiedzieć, że jestem silną kobietą. Więc skąd ta słabość? I co mogę zrobić by tą słabość przemienić w moją siłę? No właśnie - muszę nauczyć się mówić o tym czego potrzebuję, co mi się nie podoba. Wtedy nie będę musiała się bać i ciągle próbować zapobiegać trudnym sytuacjom, tylko po prostu jak już coś się będzie trudnego działo to będę wiedziała jak się zachować. Za zadanie dała mi ćwiczenie tej asertywności i mówienia o potrzebach w rozmowach z przyjaciółmi, tatą. Z bliskimi jest jednak łatwiej, bo jak kogoś znam 10 lat to nie boje się, że mnie odrzuci przez to, że nie zrozumie moich potrzeb. W nowych relacjach bywa to problemem.
I wtedy przytoczyłam, że gdy kiedyś rozmawiałyśmy o potrzebach w związku, abym je sobie wypisała, bo łatwiej będzie mi przyciągnąć do siebie takiego faceta jak będę świadoma czego naprawdę potrzebuje, to wspomniałam o mojej potrzebie nie bycia jednością w związku. Że jest to dla mnie bardzo ważne, by wciąż mieć swoich przyjaciół i swoje pasje i żeby mój partner miał swoich przyjaciół i swoje pasje. Oczywiście, że chce byśmy znali swoich najbliższych i czasami wyszli gdzieś wspólnie, ale to zawsze będą moi przyjaciele, a Twoi zawsze będą Twoimi. Oczywiście, że chce słuchać o pasjach drugiej połówki, ale jeśli mnie ona nie jara to nie chce w niej uczestniczyć. Jeśli człowiek którego kocham z pasją opowiadałby mi o zmienianiu koła w samochodzie to ja z miłością będę tego słuchać, ale niech nie zmusza mnie do tego, by jego pasja stała się też moją. To, że jesteśmy parą nie znaczy, że jesteśmy jednością. I to jest coś czego w poprzednim związku nie miałam. Dlatego teraz już wiem, że jest to moja potrzeba i bez takiego podejścia nie będę w stanie być szczęśliwa w relacji.
Moja psychoterapeutka nazwała to jakoś fachowo nie pamiętam dokładnie jak ale sens był taki: mój były miał lękowe podejście do relacji. Najpewniej bal się, że jeśli da mi zbyt dużo swobody i będę wychodzić ze swoimi znajomymi to albo go zdradzę, albo uznam, że ktoś jest lepszy niż on, ale przede wszystkim straci nade mną kontrolę. Jak mial mnie ciągle na oku to nie musiał się bać, że kogoś poznam i odejdę. Bo trzymał mnie pod kluczem. Natomiast moje podejście do relacji nazwała bezpiecznym stylem przywiązania. Powiedziała, że to o czym mówię charakteryzuje dobre relacje. Zachowanie odrębnego ja jest bardzo ważne w relacjach romantycznych bo nie można uzależniać się od drugiej osoby. A nawet sam fakt, że druga osoba potrafi o siebie zadbać może być mocno pociągające w relacjach romantycznych. O ile dwie strony charakteryzuje bezpieczny styl przywiązania. Kocham Cię, ale nie jesteś pępkiem świata. To bardzo ważne.
Na koniec opowiedziałam, że boje się nieco "samotności". Wśród moich przyjaciół i bliskich niemal wszyscy są w związku i tylko mój najlepszy przyjaciel jest singlem, w związku z czym ma dla mnie najwięcej czasu z wszystkich moich bliskich bo nie ma tego priorytetu w swoim życiu w postaci kobiety. I jak dotarło do mnie, że on też przecież może wejść w związek i już nie będę miała pewności, że zadzwonię i on będzie, tak jak do tej pory niemal zawsze był, bo przecież zmienią mu się priorytety. I tego oczywiście nie będę miała mu za złe, totalnie to rozumiem ale boje się tego, że będzie miał dla mnie o wiele mniej czasu, a potrzebuję go w swoim życiu. POTRZEBUJĘ. I uznałam, że to idealna okazja by przetestować moją nieumiejętność mówienia o swoich potrzebach, lękach. I po terapii wyszłam z nim nad jeziorko i powiedziałam mu, że trochę się tego boję i, że mam nadzieję, że jak wejdzie w przyszłości w związek to nie zapomni o mnie i będzie w stanie wygospodarować mi trochę swojego czasu. Powiedziałam, że jest mi najbliższą osobą, jest moim najlepszym przyjacielem i boje się, że po części go wtedy stracę, a go potrzebuję. No jaką inną odpowiedź mogłam usłyszeć, w skrócie, że jestem głupia, że się o coś takiego boję XD No, że nie mam się czym martwić, że tak będzie miał dla mnie czas. Ale było mi lżej, potrzebowałam to usłyszeć. I cieszę się, że zakomunikowałam swoją potrzebę.
Na koniec jeszcze usłyszałam, że pięknie się wypowiadam o przyjaźni. Nie ukrywałam, że doceniłam dopiero niedawno jak cudownych ludzi wokół siebie mam. Bo wsparcie jakie dostałam po rozstaniu z toksycznym ex było nieocenione. Dlatego dzisiaj o kilku najbliższych mi osobach, a zwłaszcza o Radku wypowiadam się jak o skarbach, które mi się przytrafiły. Bo tak się właśnie czuję. Miło usłyszeć od psychoterapeutki, że pięknie się o przyjaźni wypowiadam, bo przychodzi do niej mnóstwo różnych ludzi i skoro zwróciła mi na to uwagę to oznacza to, że raczej mało kto potrafi tak docenić swoich przyjaciół. Rada dla Was: doceniajcie.
Cudowna, owocna sesja terapeutyczna. Małymi krokami do przodu. Oby więcej takich spotkań. Zainspirujcie się, terapia to jedna z lepszych inwestycji w samego siebie. Z całego serca polecam, a Olsztyniakom na priv mogę polecić moją terapeutkę.
Dziękuję.




















