"Żeby w życiu coś zmienić nie wystarczy tabelka w Excelu"

PR's Tumblrdome
Sade Olutola
Acquired Stardust

Discoholic 🪩
Peter Solarz

JBB: An Artblog!
occasionally subtle
Monterey Bay Aquarium
wallacepolsom
styofa doing anything

No title available
noise dept.
No title available
No title available

Love Begins
tumblr dot com
Jules of Nature
d e v o n

@theartofmadeline
$LAYYYTER
seen from Finland

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from Switzerland
seen from Indonesia
seen from United States

seen from Germany

seen from United States

seen from Qatar

seen from Indonesia

seen from Malaysia

seen from Malaysia
seen from Brazil
seen from United States

seen from Germany

seen from United States
seen from United States

seen from Singapore
@szpargaly
"Żeby w życiu coś zmienić nie wystarczy tabelka w Excelu"
To o czym cały czas gadają - ODRODZENIE i SZANSA
Wyjątkowo dziś pójdę w dość mocno oklepany temat, zbierający w ostatnim czasie spore żniwa COVID-19. Jednak nie byłabym sobą gdybym popłynęła z nurtem. Przedstawię troszeczkę ten temat od dupy strony, bo przecież o co chodzi z tym odrodzeniem jak tu się o śmierci ciągle mówi.
Powszechnie wiadomo, że pierwsze skojarzenie z koronawirusem-świrusem są negatywne. Aktualnie ze względu na sytuację i przymus siedzenia w domu miałam okazję zastanowić się nad całą sytuacją. Niemniej nie będę się tu rozwijać nad tym że pewna partia polityczna bardzo miesza w ustawach i nie do końca w odpowiedni sposób reprezentuje postawy pro-bezpieczne względem stanu epidemii (który z resztą sami wprowadzili). Lubię sobie na takie rzeczy ponarzekać jednak chwilowo trochę szkoda mi na to czasu i słów, bo mam dużo lepsze i znacznie bardziej pozytywne wiadomości niż te prezentowane w mediach.
A więc odrodzenie... Czyli renesans? Nie, ale nie mniej piękne.
Uważam, że w mediach społecznościowych zdecydowanie za mało pokazuje się pozytywów tego śmiertelnego pożaru jakim jest pandemia.
Zastanów się ile pozytywnych newsów o COVID-19 czystałaś/czytałeś? (Nie, te o wyzdrowieniach się nie liczą chociaż są nie mniej ważne)
No właśnie! Tak myślałam - niewiele o ile wgl.
Ja jestem w stanie nie tylko wymienić 1 czy 2 pozytywy, a nawet jeszcze pogrupować je.
-> I grupa to ta związana z naturą
-> II grupa to ta związana z nami samymi
Od czego by tu zacząć? Dobra lecimy po kolei - NATURA.
Ale N jak to? Co natura? No kwiatki są jak były, pustynia sucha, Everest ośnieżony, więc o co Ci chodzi?
O odpoczynek. Chwilę wytchnienia, która jest spowodowana pandemią. Dzięki koronawirusowi zaczęliśmy mniej korzystać z samochodów, większość (o ile nie wszystkie) fabryk zmniejszyło bądź całkowicie zatrzymało produkcję co znacznie poprawiło jakość powietrza w wielu najbardziej “zasmogowanych” miastach na tyle, że można w chwili obecnej chodzić tam bez maseczek - najprostszy przykład Chiny. Kiedyś każdy tam nosił maseczkę z powodu bardzo słabej jakości powietrza a teraz? Gdyby nie była to forma ochrony przed COVID-19, które już się u nich wycisza, to mogą śmiało chodzić bez nich.
Kolejnym plusem zaliczającym się do grupy I i wpisujące się w odpoczynek dla natury o którym pisałam jest fakt mniejszej ludności na ulicach w parkach, mniej osób prowadzi działania nie sprzyjające naszej faunie oraz zdecydowanie spadł poziom turystyki. W dzisiejszych czasach możemy zauważyć, że zwierzętom podoba się aktualny stan rzeczy. Idealny przykład pojawienia się łabędzi w Wenecji i poprawę przejrzystości wody (wcześniej jak pływało tam wiele gondoli zanieczyszczenie wody było dużo wyższe, a zwierzęta typu właśnie łabędzie/ryby nie miały miejsca dla siebie, które mogło być bezpieczne i nie powodować u nich chorób). Kolejnym przykładem jest pojawienie się u wybrzeży Sardynii delfinów. Fauna naprawdę zaczyna znowu czuć się komfortowo i przybliża się do nas - ludzi. Proszę nie zepsujmy tego.
Flora również rozwija się bujniej, pszczoły mają większe pole do popisu.
Doceńmy to!
Kolejna grupa - społeczność/my/ludzie/relacje
Musieliśmy się zamknąć w domu! Musieliśmy zacząć myć ręce! I ten brak papieru... OH GOD WHY? - wydaje mi się, że większość tak do tego podejdzie.
A ja zaraz Wam pokaże że nie taki diabeł straszny jak go malują.
Dzięki temu, że musieliśmy ograniczyć swój konsumpcjonizm zaczęliśmy odkrywać w sobie różne umiejętności. Np. gotowanie - trzeba było ograniczyć zamawianie jedzenia jednak chciałoby się zjeść coś dobrego, hmm... może spróbuję. O kurczę wyszło! Jednak da się bez gotowców, a jakie to dobre mmm... widzicie?
To samo tyczy się naszych rozrywek, zaczęliśmy czytać książki, malować, robić kreatywne rzeczy. Niektórzy pewnie nie mieli czasu na takie aktywności czy ćwiczenia w domu. Pandemia pokazała nam, że jednak w miejscu gdzie mieszkamy też można sporo rzeczy porobić.
COVID-19 dał nam szansę na naprawienie wszelkich drobnostek w domu czy zmianę aranżacji na którą wcześniej nie mieliśmy pomysłu/czasu.
W kwestii relacji międzyludzkich nagle okazuje się że Twoje dziecko ma już 15 lat, a nie 3 i ma chłopaka a żona zmieniła kolor włosów. Twój partner/partnerka pije sok pomarańczowy na śniadanie. Twoja mama nie siedzi tyko w domu tylko pracuje do tego pierze, sprząta, gotuje i jest superbohaterem w domu, a tata zaczął mieć wąsy. Podobno wzrosła liczba rozwodów. Niby tragedie, ale patrząc na to z drugiej strony medalu w końcu ludzie przestali się oszukiwać/grać jakieś role przed sobą, zaczęli być po prostu sobą i wydaje mi się że lepiej jeżeli się rozstaną i będą mięli szansę na stworzenie związku z osobą z którą się rozumieją lub nawet pozostaną singlami, ale przynajmniej zaczną być szczęśliwi i przestaną żyć w fikcyjnym świecie.
Kolejnym pozytywem jest udowodnienie pracodawcom, że praca w domu to nie obijanie się tylko jednak efektywna forma odskoczni od korpo-atmosfery.
Jeszcze jednym plusem jest zaprzyjaźnienie się ludzi z technologią. Nie mamy możliwości spotykania się na co dzień ze sobą. Ba! Nie spotykamy się nawet przez dłuższy czas, więc zaczynami kombinować. Telekonferencja przez platformę konferencyjną z kamerkami przez internet z całą rodziną może być naprawdę śmieszna.
Się napisałam i na pewno znajdzie się jeszcze więcej pozytywnych przykładów z naszej obecnej rzeczywistości niemniej słowami zakończenia - nie patrzmy na całego tego koronawirusa jak na wyrok, spróbujmy spojrzeć na niego jak na szansę. Szansę dla nas na odnalezienie i szansę dla natury na odrodzenie.
Resztę pozostawiam do indywidualnej refleksji.
~ N.
Zamknij oczy, weź głęboki wdech i zbierz siłę. AZYL.
W dobie dzisiejszego pędu i wzajemnej ignorancji, warto mieć takie swoje małe miejsce do którego możemy w każdej chwili wrócić chociażby na chwilę.W chwili złości, smutku, trwogi, szczęścia, KIEDY TYLKO CHCEMY. Nie koniecznie fizycznie.
Patrząc na tytuł AZYL co to takiego? Według Słownika Języka Polskiego jedno ze znaczeń to “schronienie, miejsce bezpiecznego pobytu “.
Bezpieczeństwo.
Schronienie.
Każdy z nas nie ważne czy ma 2 latka czy 22 czy chociażby 82, chce się czuć bezpiecznie, chce mieć własne schronienie. Co w sytuacjach nagłych, kryzysowych?
Zamknij oczy i wyobraź sobie spokój z czym Ci się on kojarzy? Czy jest to jakiś zapach? Dźwięk? Krajobraz? Coś innego?
To jest właśnie Twój azyl.
To jest Twoje schronienie.
Zawsze kiedy nie będziesz czuć pełni bezpieczeństwa, czy się zdenerwujesz, czy stanie się coś przykrego, pamiętaj tego spokoju, który możesz sobie wyobrazić zamykając oczy i biorąc głęboki wdech NIKT nie może Ci odebrać. To jest Twoje i tylko Twoje.
Moim azylem jest morze, szum fal, bezkres wody, powiew morskiej bryzy oraz pewne ramiona splecione w uścisk. Uwielbiam tam wracać - fizycznie i psychicznie.
To jest mój spokój.
Tam mogę odpocząć.
Nie bójmy się w pracy czy w szkole “odpłynąć” w ocean swojej wyobraźni, jeżeli jest to na daną chwilę nam potrzebne po prostu zamknijmy oczy, weźmy głęboki wdech i poczujmy to. Poczujmy swoje własne ja.
Spokój jest naszą dodatkową siłą i daje nam przewagę nad “przeciwnikiem” +50 do sprytu umysłowego.
~N.
P.s.: Dbanie o wewnętrzny spokój jest mega ważne, nie obawiajmy się o to walczyć.
P.s.2: wstawiam zdjęcie mojego azylu z ostatniej podróży tam. Dziękuje tym, dzięki którym mogło się to odbyć
System w oczach PRAWIE 20latki
Najpierw wyjaśnijmy sobie fakt dlaczego “prawie” w tytule jest napisane CapsLock’iem. Odpowiedź jest bardzo prosta - ja nie chce mieć tych 20. lat. Przeraża mnie to. Brak 1 z przodu, obowiązki które mnie czekają, które są narzucone właśnie przez SYSTEM w jakim żyjemy. Właśnie wchodzę w najlepsze lata mojej młodości, teraz powinnam brać garściami życie, cieszyć się tym, delektować się smakiem każdej przygody, ale również każdego błędu. Podróżować, odkrywać siebie, oczywiście mieć z tyłu głowy swoją przyszłość, ale także wykorzystywać chwilę obecną, wyciskać ją jak cytrynę i brać z niej 100%.
Jednak co mnie czeka? Praca z brakiem jakiejkolwiek pewności, że kiedykolwiek pozwoli mi ona na odzyskanie tych chwil z młodości. A, nie, przepraszam bardzo czasu nie da się cofnąć i nigdy nie będziemy już tak młodzi jak w chwili obecnej. Ja wiem, słyszałam, życie podobno zaczyna się po 40. ale kurczę wtedy już kaloryfery nie te, cycki nie te (silikonowe się nie liczą), mentalność i bagaż doświadczeń nie ten. Nie będziemy wtedy mogli popełniać głupich błędów, bo nawet nasza podświadomość szybko przypomni nam jakąś lekcje z przeszłości.
I dlaczego tak jest? Bo żeby się utrzymać i podjąć próby jakiegokolwiek zawalczenia o siebie, o swoją przyszłość mówiąc wprost trzeba zapierdalać. Odłożyć życie prywatne na bok i pracować, pracować, pracować. I po mimo teoretycznie różnorodnych form pomocy ze strony rządu (i nie tylko) i tak nasze państwo odbierze sobie to co niby dało nam jako wsparcie potem w różnorodnych formach chociażby nakładając większe podatki na rzeczy najbardziej potrzebne do życia - jedzenie czy picie. Z resztą osoby, które nie korzystają z jakichkolwiek form pomocy i tak będą musieli zapłacić dodatkowo (chyba za to że oddychają) nawet jeżeli nie będzie ich stać. Najniższa krajowa leci w górę ooo super powinniśmy się cieszyć, jednakże automatycznie za nią idą podwyżki np. właśnie cen w spożywczym.
Dla mnie to jest wgl. nie zrozumiałe. Ludzie nie powinni płacić tak zwanego “podatku od życia” - czyli oddawania swojego czasu, którego już nigdy nie odzyskają żeby móc przeżyć. Dla porównania w Polsce aby przeciętny Kowalski który zarabia załóżmy średnią krajową (żeby nie mówić już że najniższą) mógł kupić sobie “ajfona” musi odkładać przynajmniej kilka miesięcy <mając na uwadze zwykłe wydatki prąd, jedzenie czy woda> a w Ameryce to chleb powszedni. Z wypłaty za jeden przepracowany miesiąc mogą sobie pozwolić na coś takiego. Albo wyjazd z dziećmi, mało kto może sobie pozwolić na takie coś, bo albo za mało zarabia, albo nie może odstąpić od pracy chociażby na kilka dni bo Go zwolnią, ewentualnie trzecia opcja to pomieszanie jednego z drugiem czyli i brak kasy i wolnego.
Ja osobiście jestem przerażona tym, że wkraczam właśnie w taki etap w życiu, kiedy zaczynam swój wyścig o przetrwanie. Chciałabym podróżować, chciałabym odkrywać nowe rzeczy, mam wiele marzeń, których wiem że później “kiedy już będzie czas czyt. na emeryturze <chociaż to i tak nie jest pewne czy dożyję albo czy dostanę, patrząc na coraz to rozmaitsze pseudo-polepszające poziom życia reformy w naszym kraju> ” nie będę w stanie zrobić.
Wiele osób może się ze mną nie zgadzać, jednak uważam, że system nie powinien wyzyskiwać człowieka i zabierać Mu to co najcenniejsze czyli CZASU. Jego nie odzyskamy nigdy.
Pozostawiam do dygresji dla młodych i tych trochę mniej młodych
~N.
P.s.: czuje się dziś jak mała dziewczynka która dopiero zaczyna dostrzegać zło w ludziach/świecie i nie rozumie jak z natury można być złym.