03.10.2016

seen from Singapore
seen from Germany
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from China

seen from United States
seen from Yemen

seen from Singapore
seen from Malaysia
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from China

seen from United States
seen from Nicaragua
seen from China
seen from United States
03.10.2016
03.10.16
1. I had a lovely gym visit that left me feeling awesome. 2. I went to the second part of my three part job trial. I had so much fun!! 3. Class was good, I feel like I'm learning and absorbing more each week and becoming more confident and comfortable.
Je vais l'attendre. C'est une promesse que je me fais. Parce que je ne l'abandonnerai plus jamais.
Bitacora
Yesterday: a eso de las 7 ibamos a ir al Mcdonalds, yo pagaba la weá.(conjunaeb) al final el tuto me pasó a buscar a las 9.30 y lueg fue donde el pablo - que al principio habia dicho no- y luego donde el kryzz. Pero no podia y tenia que esperar que la koni se fuera, asi que estuvimos muuucho rato esperando, para cuando hicimos la cola de como una hora no se podia pagar con junaeb. After that fuimos a dejar a la pololi del tuto (a Vale) a su ksa and then to Mcdonalds de Macul. La weá es que comimos a las 12 de la noche
en el panul. pal pico la weá. eso
Over and out.
PS: Black sails es pulemta, pero el blocking es como el pico
Witchtober, day 3
Smoke
Umleitung
Alles auf der Strecke zwischen Geburt und Tod ist eine Umleitung
Diese Umleitungen machen das Leben von Zeit zu Zeit sehr angenehm
Dziś jest ten dzień. Granica między poprzednim rokiem a następnym. To miał być piękny dzień. To miały być pierwsze takie urodziny, kiedy byłabym szczęśliwa. Kiedy widziałabym, gdzie przynależę, że ktoś mnie potrzebuje, że ktoś kocha i że mogę być spokojna o moją przyszłość. Bo wiedziałam, że ona jest. Gdy była wszystko było łatwiejsze. Piękniejsze. Wiedziałam, że będzie dobrze.
Dziś miałam świętować z rodziną. A jutro miałyśmy się spotkać. Miałam założyć krawat. Chciała zobaczyć mnie w krawacie. I jutro chciałam to zrobić. Jutro miał być nasz pierwszy pocałunek.
Tymczasem… leżę w łóżku. Nie. Nie podniosłam się od rana. Nie. Nie mam siły. Nie. Nie mam ochoty. Nie ma już jej. Nie ma jej dla mnie. Gdyby chociaż się odezwała… ale nie chce mnie znać. A ja nawet nie potrafię się jej dziwić. Naprawdę jestem potworem.
Śniło mi się dziś znów, że umarła. Ale nie jak zwykle. Zwykle umierała na moich oczach. Tym razem po prostu pojawiłam się w kaplicy. Przy otwartej trumnie. Strasznie dużo ludzi przyszło się z nią pożegnać. Zresztą… nie dziwi mnie to. Podeszłam do trumny. Spokojnym krokiem. Opanowanym. W końcu nie chciała by jej mama kiedykolwiek się dowiedziała. Może już i tak nie żyła, ale.. wiem że nie chciałaby. Wstydziłaby się mnie… I myślałam, że dam radę. Podejść, delikatnie ucałować policzek i odejść. Ale gdy tylko zobaczyłam jej twarz… Rozryczałam się. Nie mogłam… ugh… wiem. I tak nie jesteśmy razem. I tak nawet nie chce mnie znać, ale… ale to było zbyt dużo. Miotałam się. Uniosłam jej tułów i wtulałam się, panicznie szlochjąc. Najchętniej wlazłabym do tej trumny. By pochowali mnie razem z nią. Jedyną osobą, która… ugh… jedyną.
Teraz… teraz leżę w tym pierdolonym łóżku i płaczę. Bo przez to jaka byłam… jaka jestem… nie mam nawet jak sprawdzić czy żyje. Czy wszystko u niej w porzadku. Boję się… boję, bo może mnie nie chcieć. Może nie chcieć mnie znać. Ale… świat na którym by jej nie było, to byłoby zbyt wiele…