Ale u nas heca! Parę dni temu, późnym wieczorem, przyjechał do siedziby pracownik z delegacji. Miał zostać na noc. Ale nie mógł wejść do budynku przez półtorej godziny. Zadzwonił po dyra, i tak miał chłop cierpliwość, półtorej kurwa godziny! Przyjechał dyro, cieć raczył otworzyć i wywiązała się ciekawa dyskusja. Cieć się upierał, że po godzinach pracy (naszego budynku) on nie musi nikogo wpuszczać ani telefonów odbierać. Dyro mu powiedział, że jest tu dyrem i może wchodzić po godzinach pracy i że trzeba go wpuścić. Na co cieć powiedział, że też był kiedyś dyrem, jak ten obecny srał w pieluchy... Dyro się wkurwił. I jakoś mnie to nie dziwi. Znam dyra i ciężko go wkurwić, ma niesamowity dystans i głęboką strefę spokoju.
No ale już dziś podobno podjął kroki celem wyjebana ciecia z pracy. Inny cieć że zmiany dzisiejszej powiedział, że tamten podobno zasnął na WC na tę półtorej godziny.
Jutro będzie mój ulubiony D. To może się więcej dowiem ;D nawet przyjmę od niego cuksa. Zawsze mnie karmi, ostatnio musiałam ratować się ucieczką, bo miał malagaaa tiki taaaaki i kasztaaanki...











