Małe, zagazowane Tico i ja – na środku autostrady
Prawo jazdy zdałam dopiero w zeszłym roku i nie miałam za bardzo okazji jeździć od tego czasu. Teraz jednak na urodziny rodzice sprawili mi malutkie tico, auto już kilkunastoletnie, ale nadal bardzo żwawe. Okazało się, że ma zamontowaną instalację gazową, którą wstawiła firma autogaz tarnowskie góry.
Od tej pory jestem obiektem żartów ze strony znajomych, którzy śmieją się, że mam tikusia na gaz. Chciałam podzielić się przygodą, którą przeżyłam niedługo po otrzymaniu upragnionego auta od rodziców. Postanowiłam z koleżanką, że wybierzemy się do znajdującego się kilkadziesiąt kilometrów od naszego miasta odzieżowego outletu. Trzeba było tam jednak dojechać autostradą. Nigdy samodzielnie nie jechałam taką drogą, zawsze prowadził mój tata, ale nie dałam po sobie poznać, że się boję. Dziarsko ruszyłyśmy więc z koleżanką na wyprawę do sklepów. Ja w środku byłam pełna obaw, czy poradzę sobie na takiej trasie. Przeważnie jeździłam po mieście i nie miałam jeszcze okazji samodzielnie wybrać się na przejażdżkę autostradą. Niestety prześladował nas pech. W pewnym momencie zajechałyśmy na stację benzynową, żeby zatankować i coś przekąsić, kupić wodę.
Kiedy chciałyśmy ruszyć w dalszą trasę okazało się, że nie samochód nie chce odpalić. Nie było żadnej reakcji silnika, nic nawet nie zarzęziło. Myślałam, że rozładował się akumulator, ale wtedy reakcja samochodu jest inna. Teraz po wsadzeniu kluczyka do stacyjki nie było kompletnie żadnego odzewu. Nie miałam pojęcia do się stało. Musiałam zadzwonić do mojego chłopaka, bo bałam się zwrócić do taty. Mój chłopak przyjechał po nas i pogrzebał pod maską. Okazało się, że z akumulatora spadła klema, stąd zero reakcji auta… Mój chłopak szybko naprawił tę usterkę i mogłyśmy ruszyć w dalszą trasę. Teraz już wiem, że muszę się jeszcze wiele nauczyć, ale takie sytuacje na pewno sprawiają, że nabieram cennego doświadczenia.