Urodziny Przyjaciela
Dziś siedząc w mej dziupli i dryfując w odmętach mojej duszy, natrafiłem na barierę - jedną z tysięcy, do osiągnięcia oczyszczenia.
Cofnąłem się w czasie do pewnego dnia. To właśnie on nie dawał mi spokoju. A było to tak...
Był wieczór, 26 stycznia. Podchodzę do osamotnionego bloku cementu - to tutaj. W tym miejscu spędzę miło czas z moim przyjacielem, kończącym niedługo dziewiętnaście lat
Wchodzę, rozglądam się - mały domek, typowy dla kawalera żyjącego na własną kieszeń. Tu mieszka niejaki M.
Jest i solenizant - pieszczotliwie nazywamy go Boruś :) Boruś to mój BFF. Czasem nazywamy go też Borowikiem :3
“Wszystkiego najlepszego Boruś!” Tylko to cisnęło mi się na usta. W głowie miałem tysiące życzeń; od tych zabawnych typu “więcej światła w piwnicy”, do tych poważniejszych “odszukania sensu istnienia”. Nic więcej jednak nie powiedziałem.
Uśmiechnął się z zakłopotaniem.
-Dzięki Wrona - odpowiedział
-Chłopaki, przyszedł Dziubek! - krzyknął ktoś za jego plecami.
To był K. - jeden z jego durnych kumpli, smutas, najpewniej pochodzący z jakiejś egzotycznej krainy. Kiedyś bardzo go lubiłem, śmialiśmy się razem, rozmawialiśmy, spożywaliśmy używki, których tutaj nie będę przytaczał. Coś nas jednak poróżniło, kompletnie nie wiem o co chodzi, ale to jedna z tych osób, która mnie zdradziła... zupełnie bez powodu.
Za K. stał P - kolega z klasy wyżej. Myśli, że jeśli jest wyżej, to może ze mnie szydzić. Jest w błędzie, ale to nie temat na teraz.
Zdegustowany tak parszywym towarzystwem spojrzałem na Przyjaciela - śmiał się ze słów K. Trochę mnie to zasmuciło.
-Tylko nie Dziubek, przesada! - krzyknąłem
Nie powstrzymało ich to przed kolejnym wybuchem śmiechu. Nic nie rozumiałem.
Wszedłem więc do pokoju głównego, gdzie odbywała się cała zabawa.
W środku siedział już Ślązak - młody naukowiec z prestiżowego liceum, Sz. - mój dobry kumpel (jednak z jakiegoś powodu, nie przyszedł ze mną) oraz Rad. - znajomy z technikum. Popatrzyli na mnie, nie mówiąc nawet słowa. Zbiłem każdemu pionę. Usiadłem.
Na początku było nudno. Żartowali z czegoś, czego kompletnie nie rozumiałem. Mimo wszystko musiałem udawać, by nie zostać oczernionym w ich oczach. Śmiałem się więc ze wszystkiego, co mówili.
Impreza rozkręcała się w najlepsze, przyszła pizza - mój ulubiony posiłek. Jako że trochę już wypiliśmy (i wypaliliśmy) towarzystwo nieco się rozluźniło, ale także zaczęło tracić pełną samokontrolę.
Mój przyjaciel Borowik wstał, poszedł w stronę drzwi. Był już mocno pod wpływem używki, jednak - jak twierdził - “gospodarz odbiera i przyjmuje”. Poszedłem jednak z nim. Miałem już dosyć niezrozumiałych żartów.
Borowik otworzył drzwi, wziął pizzę, chciał zapłacić, wystąpiły drobne problemy, ale w końcu się udało.
Zanieśliśmy pizzę do pokoju. Tutaj wydarzyła się tragedia. Borowik w amoku żartu upuścił jedzenie na podłogę! Myślałem, że oszaleję! Tak miałem ochotę na tę pizzę! Chciałem, tak jak to robię gdy jestem sam, szybko chwycić pizzę i położyć ją na stolik. Tutaj jednak nie wypadało. Patrzyłem więc na przepadający posiłek, tak rzadko dostępny...
Później było tylko gorzej...
Kumplom Borowika skończyły się tematy do żartów. Więc co zrobili? Zaczęli żartować ZE MNIE! Znowu wymyślali jakieś przezwiska, przywoływali niemiłe sytuacje z przeszłości.
-Przestańcie, to nie jest śmieszne, umiem o siebie zadbać - krzyknąłem
Lecz nikt nie słuchał. Idioci śmiali się dalej.
Najgorsze miało dopiero nadejść.
Około 23, ktoś zadzwonił do domofonu. Nie wiedziałem do końca kto to, ale domyślałem się. Odleciały Borowik dzwonił do znienawidzonego przeze mnie kretyna - Zielińskiego.
Tak. Jego nazwiska nie boję się używać. On bezpardonowo szydzi we mnie w sieci. Kiedyś i ja muszę coś takiego zrobić. Ale niestety nie mam jeszcze pomysłu. I szczerze - trochę nie chcę. Po co to rozgrzebywać....
Prosiłem, żeby to nie był on. W myślach mówiłem sobie “Jeśli to on, wychodzę, nie mam ochoty spędzać czasu w jego towarzystwie”. Zawsze gdy przychodzi Zieliński, zaczyna nakręcać spiralę żartów na mnie. To najgorsze co może być, bo nie wiem wtedy, co robić. Dlaczego wszyscy są po jego stronie....
Stało się. Ktoś zapukał do drzwi. Wszedł jakiś koleś w płaszczu - to był on. Pobiegłem szybko do kuchni, gdzie zostawiłem swój plecak. Z zaciśniętymi zębami, przywitałem się, sprawiając pozory miłego. Miałem nadzieję, że oszczędzi mi wstydu przez tę chwilę wychodzenia.
Szybko założyłem buty i pożegnałem się ze wszystkimi. Prawie nikt nie przejął się moim wyjściem. Nawet mój przyjaciel... solenizant....
Dlaczego wszystko musi być tak niesprawiedliwe? Dlaczego przychodząc do przyjaciela muszę obawiać się upokorzenia, obrażania i niezrozumienia?
Chciałbym żeby było jak kiedyś. Najgorsze jest to, że nawet nie wiem co zrobiłem. Nie mam pomysłu, nie wiem dlaczego zaczęli mnie tak traktować.
Jeszcze ten z**b Zieliński. Kiedyś to ja go obrażałem, to z niego się śmiali! Z tą różnicą, że on sobie zasłużył. Jak to się stało, że teraz on szydzi ze mnie - tego nie wiem.
Czy kiedyś będzie lepiej? Muszę zadzwonić do Borusia. Umówię się z nim w dwójkę, żeby nie było tych debili.
Smutna Wrona - Z Odmętów Niezręcznych Wspomnień
03.18










