Miałem nóż na gardle, bo chuj chciał hajs mieć,
Rozbiłem szklankę na japie, bo wkurwiał pacjent.
Przyjąłem szklankę na japę nagrzany tak, że
Się nie przejąłem jakoś bardziej, znasz mnie.
Pocięte ryje, żółte zęby, lepkie palce,
Się wiedzie z fartem to przytulisz lepsze partie.
Jak masz problem - jeden numer, resztę sam wiesz,
Jak masz torbę - jeden numer, chętnie sprawdzę.
To miasto nienawidzi nas jak nikt,
Poznałem wszystkie sekrety tu.
Jak zdradzisz jeden z nich, nastaw pysk,
A resztę niech już osądzi Bóg.
Nie ma znaczenia jak zaczniesz, a raczej kim będziesz kończąc,
U mnie szczęście nie zawsze jest tym, co mi wolno.
Mieć na własne, jak więź z moim miastem non-stop,
Gdy częściej kosze zerwane niż Basket z Boston, Amen.
Kiedyś honor to kazał za ziomka oddać,
Dzisiaj: "morda, morda", a na brodach torba.
I wzrok spuszcza na ulicach, chcą puszczać na ulicach flow
Tupac, fajna nuta, ale ssiesz fiuta.
Lubię wódę, seks, wódę, papierosy i seks,
Ale w tłumie to się czuję, jak ten gorszy i śmieć.