Kurwa, ten czas między młodością a starością jest okrutny.
seen from United States

seen from Türkiye
seen from United Kingdom

seen from Italy
seen from China
seen from India

seen from Canada
seen from Türkiye
seen from Israel

seen from United States
seen from United Kingdom
seen from Singapore
seen from United States
seen from Brazil

seen from Türkiye
seen from United States

seen from United States

seen from United Kingdom
seen from China

seen from Israel
Kurwa, ten czas między młodością a starością jest okrutny.
- za klimat, dobrą muzykę, bliskość
- za super miłych kelnerów
- za nazwę - hygge
Czasem jestem jak łańcuch, który spadł z roweru.
Czasem czuję się jakby udało mi się rozpalić dzieciom ognisko w deszczu.
Czasem czuję, że spodobał mi się film („Sztuka pięknego życia”).
Nowy rok start!
Sam z dziećmi. Oglądają bajki. Ja w kuchni. Leci głośno Bryan Ferry „Don’t stop the dance”. 17:00, ciemno jak w dupie, bo to listopad. Jem piętkę wypieczonego na brąz chleba. Tylko masło i miód. Mój smak dzieciństwa.
Dobry haj + stare teledyski Faith No More i Jane’s Addiction to uważam za dobry pomysł na wieczór romantyczny boomersów jak my, co nie?
W Łazienkach gra Butcher Brown, jazz z US. Leżę na trawie i słucham. Bilet to prezent od N.
Wygraliśmy proces z bankiem, maksymalnie wysoko, w najodpowiedniejszej chwili zawodowo dla mnie. Jak jakiś prezent, gwiazdka z nieba.
Strach się cieszyć.
Mi. nauczył się pływać, skacze z pomostu tak, że kopary nam opadają. Dopiero za pięć miesięcy będzie miał sześć lat. W kapoku wyskakuje na środku jeziora i ma radochę.
Lata osiemdziesiąte. Jeszcze nic się nie pierdoli, nic nie komplikuje, nic nie psuje, nic nie jest niemożliwe, wszystko jest na miejscu, wszystko idzie do przodu, świat jest zagadką i jednocześnie lizakiem chupa-chups.
Sopot. Plaża koło mola. Zachodzące słońce. Śpiewa Demis Roussos. Patrzę w morze. Są lata osiemdziesiąte, jestem małym opalonym chłopcem. Mrużę jedno oko.
Tak to sobie wymyślam, nie wiem czy rzeczywiście tak było.