Dzisiejsza senna inspiracja :)
Idę uliczka, po obu stronach las, z jednej strony stoi drewniana ławka, siadam I stawiam obok plecak. Czekam na dwóch chłopaków- moich znajomych. Przychodzą, jeden mówi, że chce coś nam pokazać, prowadzi Nas – zapomniałam plecaka. Idziemy kawałek ulicą, która znam, w pewnym momencie chłopak, który chce coś nam pokazać i skręca w boczną drogę prowadząca do lasu. Najpierw mijamy jedna odnogę, kiedyś ba szłam, doszłam wtedy do rozłożystego drzewa. Kolega prowadzi Nas dalej, głębiej w las – tu akurat nigdy nie poszłam. Czuje niepokój i chłód, podekscytowany chłopak mówi, że już nie daleko. Idziemy głębiej widzę mgłę unoszącą się nad wodą, żalenie światła, czuję nietypowy metaliczny posmak w ustach, nie chce iść dalej, ale On Nas prowadzi.
- bagna, do których dostała się substancja chemiczna, czy nie jest pięknie i uspokajająco?
Nie! Ja czuję niepokój, nie chce tu być. Może zewnętrznie, gdy się patrzy oczyma to jest zachwycające miejsce... jednak serce I Intuicja mówią, że jest złowroga, zwodnicze. Drugi kolega czuje chyba to samo sądząc po jego minie. Jednak robię jeszcze dwa kroki za podekscytowanym mężczyzna... czuje pod butami coś na kształt zimowego szronu na kałuży... buty kruszą lekka szklaną powierzchnię i zaniżają się w gęstym błocie... To dla mnie za dużo, robię gwałtowny krok do przodu, czuje ze krew odpłynęłam mi z twarzy.
- To miejsce na pozór wydaje się piękne, ale nie jest nie chce tu być, nie powinno istnieć.
- Ja się nie zgadzam, przychodzę tu, gdy potrzebuje chwili oddechu.
- Twoim zdaniem jest piękne, moim straszne. Nie czujesz metalicznego posmaku na języku? W tej mgłę coś złego jest. Smak krwi bądź jakiejś substancji chemicznej. Tam w oddali są martwe drzewa pokryte szklistymi kolcami, nie dostrzegłeś ich, gdy wiatr na ułamek sekundy rozwiewał mgłę? Te ptaki które wleciały w białe opary unoszące się nad wodą, zgłupiały o w śmiertelnym tańcu obijały się o kolce by w końcu stracić na nich życie, nie zauważyłeś krwi i ptasich szkieletów, gdy mgła rozwiewała się?
- Coś przysłania i otumania Twoje zmysły.
- Idę stąd, ta mgła... nie jest zwyczajna. Zrobiłam kolejnych kilka kroków do tyłu by odwrócić się gwałtownie, przyśpieszyć i znaleźć się z dala od tego miejsca, jeden chłopak szedł za mną z bladą twarzą, jak by miał zaraz zwymiotować a drugi, zakochany w „magicznym” lesie zamyślony. Szli za mną powlekając stopami po ziemi, gdy ja wyszłam na ulice im nadal brakowało kilka metrów, spojrzałam przed Siebie, na środku ulicy stała ławka a ba niej leżał mój plecak. Odwróciłam się do towarzyszy, wchodzili na ulice, znów spojrzałam przed Siebie ławki i plecaka nie było. Spojrzałam na chłopaków, Oni na mnie, zrobiłam kilka kroków na przód, poszli za mną. Szliśmy kilka minut zanim doszliśmy do miejsca, gdzie stała ławka. Na ławce siedziało 5 mężczyzn, plecak stał obok ławki.
Mężczyźni się napięli, dwaj chłopcy stali dwa kroki za mną. Ogarnęła mnie przejmująca złość, nie wiem co ja spowodowało. Mężczyźni się szczerzyli. Wciągnęłam powietrze, o drzewo obok oparty stał jakiś kij, prosta gałąź – chwyciłam ją i wypuszczając z płuc powietrze zawołam jak wilk, wkładając w to sporo siły, wszyscy spojrzeli na mnie jak na idiotkę i wtedy cała piątka mężczyzn Sue na mnie rzuciła. W ułamku sekundy do mojego umysłu napłynęła fala obrazów, które widziałam w koreańskich Dramach (lubiłam oglądać zwłaszcza te o mistrzach walki, kultywatorach). Moje ciało samo walczyło, wykorzystując to co oczy zobaczyły w filmach i serialach a umysł zakodował. Czułam, że nie walczą na prawdę, jednak specjalnie wygrać też mi nie dadzą. Dwaj Mężczyźni za mną patrzyli zahipnotyzowani, nie ruszając się o centymetr.
Nagle usłyszałam przeciągły gwizd.
- Starczy, zobaczyłem co chciałem.
Teraz mnie sparaliżowało. Ten głos niski, otulił mój zmysł słuchu. W głosie usłyszałam, że jego właściciel nie znosi sprzeciwu, poczułam lekkie podniecenie, podniosłam głowę do góry. Mężczyzna stał trochę wyżej na podwyższeniu terenu, miał może 35 lat, może 40. Nowoprzybyłego otaczała aura wyższość, miał długie włosy związane w kitkę... Obraz niczym wyjęty z któregoś filmu koreańskiego. Poczułam, jak nogi zamieniają mi się w watę.
- Kto nauczył Cię walczyć?
- Nikt. To był mój pierwszy raz.
- Interesujące. Czułem, że nie jesteś zwyczajną kobietą. Skąd znasz te ruchy?
- Oglądam dużo filmów z sztukami walki.
- Zapamiętałaś je, pomimo że nigdy nie przećwiczyłaś żadnego?
- Coś w tym stylu. Umysł zalał mnie obrazami które oczy zarejestrowały a ciało wykorzystało.
- Wy dwaj, wracać Skąd przyszliście.
Dopiero teraz przypomniałam sobie o chłopakach, ciekawe co o mnie pomyśleli. Mieliśmy iść na kawę i pizzę...
- Czy Ona wygląda jak by potrzebowała ochrony??
- Znikajcie i nie zawracacie mi czasu. A Ty drogą damo pójdziesz za mną, do miejsca, gdzie nauczysz się więcej, ten świat jeszcze nie wie, że Cię potrzebuję.
Spojrzałam na chłopaków, bez słów przekazałam im idźcie, nic mi nie będzie, nie długo się spotkamy. Przecież jutro mamy razem zajęcia w szkole.
Odwrócili się z ociężeniem, poszli przed Siebie w kierunku przystanku autobusowego.
Odwróciłam się z powrotem w stronę dziwnego mężczyzny, nie znałam go, ale Intuicja podpowiadała mi, że to dobry człowiek i nic mi nie zrobi. Piątka mężczyzn się rozpłynęła, tylko ten mężczyzna kąpał się w blasku jesiennego słońca. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się, machnął ręką bym za nim poszła i poszłam, po kilku krokach przed Nami z ziemi wyrosły brama, spojrzałam z nieufnością na nią. Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Choć, jesteś wyjątkowa ten świat potrzebuję Ciebie. Jesteś jednak jeszcze zbyt młodą, nauczę Cię wszystkiego co umiem, jednak... musimy opuścić to miejsce, ten świat... niestety musimy mu pozwolić by zaczął gnić i zmieniał się w pył... by móc go uratować.
Nie zrozumiałam tych słów, poszłam jednak za Nim. Coś mi mówiło, że tak musi być. Przekroczyłam bramę i zamieszkałam na Niebiańskie Dworze.
Grafika stworzona w programie Canva :)