###
seen from Bangladesh
seen from South Korea
seen from China
seen from United States
seen from Australia

seen from United Kingdom

seen from Australia

seen from Australia
seen from China
seen from United States
seen from Argentina
seen from Russia

seen from United States

seen from United States

seen from Malaysia
seen from Russia

seen from Malaysia
seen from Canada
seen from United States

seen from United States
###
Dzień 7
Ale dziś przymroziło! Rano zerwał mnie z łóżka dzwonek do drzwi. Lecę na złamanie karku, bo w oknie zobaczyłem, że przywieźli nowy pojemnik na śmieci, wypadam na dwór w samej pidżamie, a tu ziąb! Za to słońce świeciło przepięknie, cały dzień grzałem sobie stopy w słonecznych promieniach padających przez drzwi balkonowe. Ogrzewanie w domu jeszcze nie włączone, w poniedziałek ma przyjechać serwisant i wymienić pompę w kotle. Póki co, rozgrzewam się słońcem i ciepłą herbatą z miodem, albo rozmaitymi pracami fizycznymi. Dziś np. pomalowałem drugie drzwi do sypialni. Zostały jeszcze drzwi do drugiej sypialni i do łazienki. Do końca tygodnia może skończę.
Wieczorem pojechałem do kina. Nie sam! No nie była to może klasyczna randka, ale trochę się potrzymaliśmy za rączki z panną Q. Były też małe buziaczki na pożegnanie, więc bez szału, ale za to film udało się obejrzeć uważanie. Mimo, że to obraz Ridleya Scotta, to “Marsjanin” mnie nie powalił. Zabrakło dramaturgii, zabrakło akcji i film wyszedł nieco nudnawy, np. w porównaniu ze znakomitą, trzymającą w napięciu “Grawitacją”. Jeśli zaś porównać go z “Cast Away” (podobny schemat, gdzie samotny rozbitek uwięziony na bezludziu, musi przetrwać dzięki swojej pomysłowości i jeszcze wrócić do domu), to film Roberta Zemeckisa był o wiele bardziej pasjonujący, a do zbudowania dramaturgii wystarczyły plenery rajskiej wyspy, zamiast generowanych w komputerze krajobrazów Marsa. I chociaż Ridley Scott ostatnio nie jest w formie, co udowodnił beznadziejnym “Prometeuszem”, to jednak zasługi włożone w rozwój światowej kinematografii “Gladiatorem”, skłoniły mnie do wydania kasy na bilet. Poza tym lubię Matta Damona, szczególnie za jego kreację Jasona Bourne’a, a filmy z tym tajnym agentem uważam za zdecydowanie lepsze niż serię o Jamesie Bondzie.
A wiecie, co łączy “Prometeusza” i Matta Damona? Ridley Scott planował pierwotnie, że “Prometeusz” będzie prequelem “Obcego”, stąd znajdziecie w tym filmie nawiązania do kultowego horroru s-f. Matt Damon zaś zagrał w filmie “Elizjum” Neilla Blomkampa, reżysera genialnego filmu “Dystrykt 9”. A ten z kolei będzie reżyserował nowego Obcego! W ogóle to jest bardzo fantastyczna historia. Neill Blomkamp jako fan s-f i Obcego, przygotował koncept arty do nowego filmu z bohaterską Ellen Ripley. Pomysł tak się spodobał w 20th Century Fox, że wytwórnia przyznała młodemu reżyserowi z RPA prawa do tytułu i oficjalnie wziął się on za robotę. Efekty poznamy w 2017 lub 2018 roku. Jeśli jednak reżyser wniesie do tego filmu cały swój kunszt i talent, który objawił przy okazji Dystryktu, to można się spodziewać naprawdę genialnej produkcji na ekranach kin. A dla przypomnienia jeszcze trailer z Dystryktu.
Wydatki: 23 zł.
bilet do kina 23 zł.