Dzień 111
Dolecieliśmy do Lizbony w nocy. Od razu poszliśmy na przystanek autobusowy, skąd mieliśmy dojechać do miasta. Autobus się spóźnił, a potem kluczył jakimiś dziwnymi zakamarkami. Pod hostel dotarliśmy koło 2 w nocy. Okazało się, że jest zamknięte na głucho, nikt nie poinformował nas, jak należy wejść do środka. Na szczęście kolega dodzwonił się na jakiś kontaktowy numer, gdzie pani podała mu kod do drzwi i poinformowała, że klucz do naszego pokoju jest w skrytce. Na szczęście udało się i nie spędziliśmy nocy na dworze. Rano czekał nas już intensywny dzień spacerowy po Lizbonie. W części portugalskiej nie będę opisywał poszczególnych wydatków, podam tylko, że wydałem łącznie 110 euro.















