Nazajutrz po niesamowitym śniadaniu (przy okazji - męczarni ciąg dalszy :P) wymeldowaliśmy się z hotelu i ruszyliśmy w drogę powrotną. Zanim jednak dotarliśmy do Osaki, czekały na nas na trasie liczne atrakcje.
Pierwszą z nich okazał się buddyjski kompleks świątynny Ehei-ji (prefektura Fukui). Podczas spaceru wśród ogrodów oraz budynków podziwialiśmy harmonijną architekturę charakterystyczną dla krajów Dalekiego Wschodu. Nazwa klasztoru, która w przełożeniu na język polski brzmi: "Świątynia Wiecznego Pokoju", idealnie pasuje do mistycznej atmosfery pełnej ciszy i spokoju. Zakon zbudowano w XIII w. i po dzisiejsze czasy pozostaje jedną z głównych świątyń buddyzmu soutou zen. Zaraz po opuszczeniu terenu klasztoru, jak przystało na atrakcję turystyczną, znaleźliśmy się na ulicy w pełni okupowanej przez sprzedawców tzw. omiyage - pamiątek z podróży.
Ostatnim punktem programu był targ rybny w mieście Tsuruga (prefektura Fukui). Możliwe, że to miejsce do najciekawszych nie należy, niemniej jednak warto było się tam znaleźć, by co najmniej zjeść najdroższe (przy czym bardzo smaczne) sushi w życiu oraz poczuć zapach świeżych owoców morza.
Wymęczeni wróciliśmy pod wieczór z zamiarem natychmiastowego znalezienia się we własnych łóżkach. Na całe szczęście było to w piątek wieczorem...











