Zielono mi :)
Not today Justin
Keni
Lint Roller? I Barely Know Her

Discoholic 🪩
Stranger Things

JBB: An Artblog!

❣ Chile in a Photography ❣
AnasAbdin

Origami Around
noise dept.

PR's Tumblrdome
art blog(derogatory)
hello vonnie

Janaina Medeiros

No title available

JVL
DEAR READER

祝日 / Permanent Vacation

@theartofmadeline

if i look back, i am lost

seen from France
seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from Uzbekistan
seen from Brazil

seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
@piernik94
Zielono mi :)
Takoyaki!!! ʕ•̀ω•́ʔ✧
Nie ma to jak zapowiedzieć wznowienie działalności bloga po czym natychmiast ją zaniedbać i nie napisać nawet jednego zdania przez trzy, cztery miesiące. Proszę Was o wybaczenie i obiecuję w przyszłości za dużo nie obiecywać (tak na wszelki wypadek).
By nadgonić minione miesiące czeka mnie zapewne dużo pracy, więc bez dalszych wstępów rozpocznę od wrześniowej wycieczki do Zamku Himeji.
Z tego co pamiętam był to naprawdę gorący dzień. Już w południe temperatura przekraczała 30 stopni Celsjusza. Po wyjściu ze stacji kolejowej oczom naszym ukazało się średniej wielkości miasto z nowoczesnymi budynkami. W tle jawił się nam cel naszej podróży. Nie namyślając się długo ruszyliśmy w jego kierunku. Na nasze nieszczęście turystów tego dnia było wyjątkowo dużo (na 21 września 2015 przypadał trzeci poniedziałek tego miesiąca - w Japonii tego dnia obchodzi się tzw. Keirou-no Hi – Dzień Szacunku do Osób Starszych, święto narodowe). Po dwóch godzinach jazdy pociągiem kolejne cztery spędziliśmy w niekończącej się kolejce do wnętrza zamku w pełnym słońcu, ale za to w towarzystwie pięknego krajobrazu. Zamek od środka w zasadzie nie różni się zbytnio od całej reszty zamków rozsianych po całym kraju - proste drewniane pomieszczenia pełniące w swoim czasie spektrum funkcji, takie jak: magazynowanie amunicji, zapewnianie zakwaterowania szogunowi, jego rodzinie oraz służbie, a także przyjmowanie delegacji oraz poselstw. Ze szczytu głównej wieży zobaczyliśmy panoramę niemal całego miasta Himeji.
Zamek Himeji znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO i jest jedną z najstarszych budowli w Japonii (ukończenie budowy – XIV wiek). Dodatkowo, jest jednym z cudów świata, który można zbudować w grze komputerowej Sid Meier's Civilization V (pozdrawiam fanów ^^).
Happy Okonomiyaki Day!
Sprawy związane z wakacjami (kliknij mnie) pozamykane, sesja egzaminacyjna zakończona, za oknem noce coraz dłuższe, a w Japonii sezon na Halloween dawno rozpoczęty! Tak jest, wznawiam działalność bloga i już teraz zapowiadam relacje z dwóch niesamowitych miejsc.
Do usłyszenia niebawem!!
Update
W związku z sesją egzaminacyjną wstrzymuję działalność blogów do ok. 20. września.
Głodni? •̀.̫•́✧
Podróż pt. Azjatyckie Tygrysiątka!
Zgodnie z obietnicą sprzed dwóch postów, zapowiadam przedsięwzięcie - niespodziankę. Wyjeżdżam na wakacje! (wow niesamowite). W związku z tym zawieszam działalność tego bloga na najbliższe 3-4 tygodnie, a jednocześnie ogłaszam powstanie natenczas mini-bloga w serwisie geoblog.pl
Główną przyczyną tworzenia przeze mnie odrębnego bloga jest inna tematyka.
Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić wszystkich do lektury ;)
ZAPRASZAM
W ubiegłym miesiącu do Kyouto (Kioto) wybrałem się dwukrotnie. To wspaniałe miejsce pełne zabytkowych świątyń, chramów i pałaców było niegdyś stolicą Japonii (od końca VIII wieku do początku XVII, kiedy to shougun Ieyasu Tokugawa obrał Edo (dzisiaj Tokio) za swoją nową stolicę).
Zwiedzanie zaczęliśmy od chramu Fushimi Inari oraz przejścia przez rząd tzw. torii, czyli shintoistycznych bram niekiedy pomalowanych na ciemno-pomarańczowo.
Później pojechaliśmy zobaczyć rozsławioną przez wszystkie podręczniki do języka japońskiego Kiyomizuderę - niezależną świątynię buddyjską. Ze względu na to, że znajduję się ona na wzgórzu, mieliśmy przepiękny widok na panoramę całego miasta.
Pod koniec dnia udaliśmy się do chramu Yasaka, skąd co roku rusza znany w całej Japonii Gion Matsuri - festiwal, którego nazwa wywodzi się od jednej z dzielnic Kioto.
Idąc na pociąg zahaczyliśmy jeszcze o deptak nad rzeką Kamo, gdzie ustawione w jeden rząd restauracje oraz knajpki za sprawą lampionów tworzą wspaniały widok po zachodzie słońca.
Tydzień później wróciłem do Kioto by zwiedzić pałac Nijou (z XVII wieku) oraz Narodowe Muzeum Mangi (komiks japoński).
Wracając wzdłuż rzeki, prawie jej nie rozpoznałem - nurt był tak szybki, że wyglądało to, jakby ktoś ustawił tam poziomy wodospad. Powodem tego zjawiska okazały się deszcze przechodzące tamtędy dzień wcześniej (tzw. taifuu - tajfun).
Po dłuższej przerwie wracam, by zrelacjonować minione tygodnie i zapowiedzieć kolejne przedsięwzięcie, które poczynię/poczyniłem.
Ale zanim wygadam się co do moich planów, chciałbym przedstawić dwa niesamowite miejsca w Japonii, które miałem okazję odwiedzić w ubiegłym miesiącu.
Po pierwsze - Nara, czyli dawna stolica Japonii (VIII wiek). Obecnie jest to miasto w dużej części przeistoczone w park. Przyczyną tego stanu rzeczy są wszechobecne jelenie shika, nad którymi stałą pieczę sprawują władze oraz mieszkańcy. Na dobrą sprawę stanowią one dzisiaj jedną z wizytówek miasta oraz atrakcję przyciągającą uwagę turystów z całego świata.
Na obrzeżach parku znajduje się jedna z ważniejszych w tym regionie świątyń buddyjskich - Toudai-ji, w której stoi około 15-metrowy posąg Buddy Wajroczany zrobiony z brązu.
Rokrocznie 13. marca organizowany jest festiwal Kasuga w chramie shintou o tej samej nazwie. Miejsce to związane jest z mieszkańcami przylegającego tutaj parku, czyli już wcześniej wspomnianymi jeleniami, uznawanymi za niebiańskie zwierzęta. Charakterystyczne kształty oraz pomarańczowo-białe elementy budynków kompleksu stały się inspiracją dla nowego stylu architektonicznego dla obiektów sakralnych (kasuga-zukuri).
Nazajutrz po niesamowitym śniadaniu (przy okazji - męczarni ciąg dalszy :P) wymeldowaliśmy się z hotelu i ruszyliśmy w drogę powrotną. Zanim jednak dotarliśmy do Osaki, czekały na nas na trasie liczne atrakcje.
Pierwszą z nich okazał się buddyjski kompleks świątynny Ehei-ji (prefektura Fukui). Podczas spaceru wśród ogrodów oraz budynków podziwialiśmy harmonijną architekturę charakterystyczną dla krajów Dalekiego Wschodu. Nazwa klasztoru, która w przełożeniu na język polski brzmi: "Świątynia Wiecznego Pokoju", idealnie pasuje do mistycznej atmosfery pełnej ciszy i spokoju. Zakon zbudowano w XIII w. i po dzisiejsze czasy pozostaje jedną z głównych świątyń buddyzmu soutou zen. Zaraz po opuszczeniu terenu klasztoru, jak przystało na atrakcję turystyczną, znaleźliśmy się na ulicy w pełni okupowanej przez sprzedawców tzw. omiyage - pamiątek z podróży.
Ostatnim punktem programu był targ rybny w mieście Tsuruga (prefektura Fukui). Możliwe, że to miejsce do najciekawszych nie należy, niemniej jednak warto było się tam znaleźć, by co najmniej zjeść najdroższe (przy czym bardzo smaczne) sushi w życiu oraz poczuć zapach świeżych owoców morza.
Wymęczeni wróciliśmy pod wieczór z zamiarem natychmiastowego znalezienia się we własnych łóżkach. Na całe szczęście było to w piątek wieczorem...
Ja vs. chemia (゜-゜)
W zeszłym tygodniu zorganizowano dla całej naszej grupy tzw. kengaku-ryokou, czyli dwudniową wycieczkę krajoznawczą nastawioną na poznawanie elementów kultury japońskiej.
Gdy już zostaliśmy załadowani w autokary, ruszyliśmy na północ. Pierwszym celem podróży był plac Kurokabe w mieście Nagahama (prefektura Shiga), które słynie z wyrobów artystycznych ze szkła. Po krótkim spacerze wśród sklepów, kawiarni oraz stoisk z pamiątkami udaliśmy się nad największe jezioro w Japonii - Biwa. Po drodze przeszliśmy obok XVI-wiecznego Zamku Nagahama (niestety nie wystarczyło nam czasu na zwiedzenie go od środka).
Pojechaliśmy w dalszą część trasy. Tym razem dotarliśmy do wybrzeża Morza Japońskiego. Naszym oczom ukazały się nieregularne kształty klifów Toujinbou (prefektura Fukui). Wokół tego tajemniczego miejsca krąży mnóstwo legend, które różniąc się szczegółami, zachowały wspólny element - postać nielubianego mnicha, który miał zostać zepchnięty z klifu do morza, według różnych źródeł przez tutejszą społeczność, bądź rywala w miłości. Ponoć po dziś dzień jego duch tworzy sztormy i ulewy w tym miejscu zawsze o tej samej porze roku. W rzeczywistości z Toujinbou wiążę się smutna statystyka: rocznie popełnia tutaj samobójstwo średnio 25 osób.
W pełni zaspokojeni nowymi doświadczeniami zostaliśmy przewiezieni w okolice miasteczka Awara do tzw. ryokan - hotelu w tradycyjnym japońskim stylu. Otrzymawszy yukatę, (która spełnia swoją rolę jako japońska wersja piżamy (ale nie tylko!!)) udaliśmy się na kolację, na którą składały się głównie owoce morza (patrz: poprzedni post). Muszę przyznać, że czułem się niezgrabnie, niczym przysłowiowy słoń w składzie porcelany, gdyż według wszelkich tradycyjnych japońskich standardów siedzieliśmy na kolanach w małych odstępach między sobą, na podłodze wyłożonej matą tatami oraz kocami. Biorąc to wszystko pod uwagę oraz fakt, że stoliki wysokości 20 cm były wypełnione po brzegi potrawami, trzeba było niesamowitego wysiłku, aby nie zaliczyć wpadki (przy czym mój wzrost - 186 cm - stawiał mnie tym bardziej w niekorzystnej sytuacji). CDN.
Washoku - jedzenie w japońskim stylu!!! (*˘︶˘*).。.:*♡
Podobnie jak tydzień temu, miniony weekend również obfitował w niezwykłe wrażenia. Tym razem udałem się do miejscowego akwarium (Osaka Aquarium Kaiyuukan)!! Jednak nim udałem się do środka po drodze zahaczyłem o pobliski diabelski młyn - Tenpozan Ferris Wheel.
Jako że obie atrakcje znajdują się w tutejszym porcie, widok z góry był niesamowity: z jednej strony bezkres oceanu, a po drugiej - nowoczesne wieżowce w zatrważającej ilości. Zmierzając do akwarium, ciągle trzęsły mi się nogi (ehh te wysokości -.-')...
Po chwili znalazłem się w miejscu magicznym, na codzień nieosiągalnym. Zbiorniki wodne zachwycały róźnorodnością barw oraz gatunków zwierząt. Oprócz ryb wszelkiej maści (w tym rekinów, płaszczek oraz innych dziwnokształtnych okazów) można tu zobaczyć (a niekiedy nawet dotknąć!) delfiny, żółwie, salamandry, kraby, meduzy, stułbie, pingwiny, wydry, foki, a także.... kapibarę!
Czy ma ktoś może ochotę na pączka?
٩(๑´3`๑)۶
Ostatnimi czasy blog trochę został przeze mnie zaniedbany i nie było tu większego ruchu. W związku z przyganą od niejakiej Z. obiecuję poprawę ;) “Obiecanki-cacanki, a głupiemu radość” może ktoś powiedzieć. “Wyjdzie w praniu!” odpowiadam :P
Wracając do tematu Japonii.. W sobotę zorganizowano dla nas bilety na spektakl w tradycyjnym japońskim teatrze lalek - Bunraku. Tego dnia wystawiano stały program teatru, czyli walkę znanego obecnie w całym kraju Ushiwakamaru (Minamoto-no Yoshitsune) z legendarnym mnichem-wojownikiem o imieniu Benkei (Musashibō Benkei) na moście Gojoubashi (jest to również nazwa tej sceny).
Poźniej zapoznano nas z głównymi elementami przedstawienia, tj.
budową lalek,
sposobem ich poruszania (na jedną postać przypadają zazwyczaj trzej aktorzy),
narracją (po prawej stronie głównej sceny, znajduję się mniejsza obrotowa platforma dla narratora, który charakterystycznie recytuje treść historii oraz głosy bohaterów przy akompaniamencie shamisenu - trzystrunowego, szarpanego instrumentu muzycznego)
oraz strukturą języka (bunraku zazwyczaj nie jest przekładany na współczesny japoński).
Po krótkiej przerwie rozpoczęło się kolejne przedstawienie: “Sonezaki Shinjuu”. Jest to tragiczna historia miłosna w trzech aktach. Co ciekawe, podczas pisania tych słów zorientowałem się, że już wcześniej miałem styczność z nieszczęśliwą parą w chramie shintoistycznym Tsuyunoten w Umedzie. Po przejrzeniu kilku źródeł znalazłem następującą informację: Na początku XVIII wieku para zakochanych, którzy popełnili samobójstwo na terenie sanktuarium, stała się inspiracją dla autora sztuki Chikamatsu Monzaemon'a.
Osoby zainteresowane teatrem odsyłam do strony informacyjnej Teatru Narodowego Bunraku w Osace: http://www2.ntj.jac.go.jp/unesco/bunraku/en/