Dowiedziałam się czegoś o sobie...
Ja nie potrafię nieawidzić.
Może to brzmi dziwnie, ale na prawdę - po prostu nie umiem.
Mogę kogoś nie lubić, bardzo nie lubić, czy nietolerować (choć i to zdarza się rzadko), ale nigdy nie na tyle, aby nienawidzić.
Czasem postanawiam sobie, że nie będę rozmawiać z jakąś osobą, Potem następuje spotkanie i może przez chwlę odpowiadam beznamiętnie, jednak jeśli dana osoba nie wykazuje oznak beznadziei, zaczynam rozmawiać normalnie...po jakimś czasie tego żałuję, bo ten ktoś znowu robi to samo...
To mega męczące. Czuję się trochę jak moja znajoma... tyle że ona jest więźniem chlopaka, a nie koleżanki.
Teraz już nawet nie potrafię być wredna... zazwyczaj, kiedy mi się już zdarzyło być niemiłą, to było mi przykro i nawet mogłam przeprosić... Teraz nie potrafię nie być miłą...
Nie wiem czy to dobrze.