Dziś po raz pierwszy polowałam oczami na piękne ceramiczne kafelki w Holandii. Historia niderlandzkich wyrobów ceramicznych jest bardzo ciekawa i nawet zahacza o moje niewielkie rodzinne miasto. A wszystko wzięło się z mody na chińszczyznę. No, ale przenieśmy się w czasie. Jaka to kiedyś była chińszczyzna!
Słynne biało-niebieskie fajanse z Delft produkowane od XVII wieku były bardzo popularne w połowie XVIII wieku. W filmowej Dziewczynie z perłą Griet otrzymuje od chorego ojca biało-niebieski własnoręcznie przez niego malowany kafeleczek, który jest jej najcenniejszym przedmiotem. Potem niestety zazdrosna córka Vermeera go tłucze... Bardzo podobną płytkę widziałam w Amsterdamie.
Flamandowie dali początek niderlandzkiemu garncarstwu pod koniec XVI wieku. Chińska porcelana zachwycała, ale była bardzo droga, więc Holendrzy poradzili sobie z wyprodukowaniem tańszej imitacji z dodatkiem gliny i marglu (skały). Niebiesko-białe „delfty” przybywały w dużych ilościach w ładowniach holenderskich statków do portów Gdańska i Elbląga (moje rodzinne miasto), gdzie do dzisiaj się je znajduje w wykopaliskach archeologicznych.
A płytki z pejzażami, statkami, zwierzętami czy biblijnymi scenami to jeszcze inna wspaniała historia. Mowa o holenderskich flizach, które wytwarzano w Amsterdamie, Utrechcie, czy Rotterdamie. Do dziś można takie oglądać na przykład w malborskim zamku. W XVIII wieku każdy zamożny mieszczański dom i pałac musiał mieć wnętrze ozdobione takimi płytkami.
Przybywały one do Gdańska i Elbląga w niewyobrażalnych ilościach. Co ciekawe - były balastem statków płynących z Holandii po nasze drewno czy zboże (bo, jak wiadomo, Holandię zbudowano na polskich drzewach).
Gdy moda na holenderskie flizy minęła, a pod koniec XVIII wieku piękniejsze zaczęły się wydawać rokokowe, złocone boazerie, zaczęto skuwać płytki i sprzedawać je na wtórnym rynku. Prawdopodobnie wtedy wiele z nich trafiło na Żuławy do zamożnych gospodarzy. Mało ich zostało po II wojnie, ale przedwojenni niemieccy badacze uznawali je za powszechny element żuławskich wnętrz*.
Lata świetności fajansu też minęły wraz z końcem XVIII wieku, gdy odkryto surowce do produkcji prawdziwej porcelany a importowanie porcelany z Chin stało się masowe, więc i tańsze.
Zatem historia holenderskich płytek właściwie zamyka się w dwóch wiekach. Ile z nich przetrwało te trzysta, czterysta lat? Czy pamiętają o nich autorzy współczesnych płytek? Gdy patrzę na biało-niebieski, niezwykły tunel na amsterdamskim dworcu, to wierzę, że tak.
____________
* tu można doczytać o holenderskich flizach













