Wilk Janusz
No, nie uwierzycie, jaki mi się agregat przypałętał. Przyprowadziła go Monika wczoraj, coś że niby kolega, że zdolny, że mądry, plątała się jak kurwa w mięsnym, więc uznałam, że ją pewnie ruchał i chciała się pochwalić. A jakże! Ja to mam nosa do ludzi, od razu wyczułam, że ruchał, bo jeszcze miał gumę na czubku chuja, a na niej poprzyklejane mysioblond łoniaki Moniki. Janusz - bo tak miał na imię - przyszedł bowiem nago, niby że hartuje ducha, kąpie się w zimnym morzu, ma ambicje być true morsem, a że w Chęcinach nie ma morza, to został Morsem Ulicznym - ledwo się robi zimno, ściąga gacie i leci na pole, merda kitą i robi zakupy. Zaczął od razu wykład o tym, że jest twardy, że umiałby przetrwać święta Bożego Narodzenia bez zapasów - na dowód tego pokazał paragon z Biedry, że nie tak dawno zakupy robił 27ego października. Potem zmarszczył tak brwi jak ździwiony borsuk i wyszeptał niskim głosem: “A na Święto Zmarłych nic”. Zrobiło się poważnie i słowo daję - uległabym, bo borsuk to jednak borsuk, ale zaraz zauważyłam na tym paragonie, że srajtaśmy typ nakupował, jakby zaopatrywał akademik. “Czym srasz, jak nie jesz?” - pytam więc uczciwie, bo lubię, jak sytuacja jest jasna. Ten zmarszczył brwi, ale zaraz się zarumienił, więc zrozumiałam, że następny żre gówno. Już był tu taki jeden - przyniósł ze sobą kredę i tablicę, bo miał całą teorię o tym, że jak zje i zaraz wysra, to przecież nie będzie za bardzo strawione, to sobie zje jeszcze raz. Siedział tu i jadł z dupy i nawet nie poczęstował.
Zaproponowałam Monice, żebyśmy Janusza zamknęły w kiblu, to na pewno będzie czuł się bezpiecznie, a my sobie wypijemy herbatkę bez patrzenia na jego nikczemne sutki. Ledwo zamknęłam za nim klop na haczyk, Monika zaczęła mi szeptać na ucho, że Janusz rucha jak opętany i ma pseudonim “Wilk”. Podobno rucha jak wilk! - tak rzekła. Z miejsca zaczęłam się zastanawiać, jak rucha wilk, i wyszło mi na to, że wilk to taki dziki pies, więc Janusz rucha jak pies: od tylca, dziwnie krzyżując przednie łapy, co chwila wypada mu spod ogona siur, albo zaczyna się drapać za uchem nogą. No i jeszcze te kleszcze. Mówię więc Monice, że to w sumie niewielkie osiągi, bo raz znałam takiego, co ruchał jak gronostaj. “Poza tym, powiedz mi” - mówię jej - “Skąd mu się ten wilk uroił? Ty widziałaś kiedyś wilka, żeby sobie tatuował na całym ciele jakieś głupoty, albo żeby przyszedł do wilczycy i zaczął jej opowiadać farmazony, że ma od dziś na niego wołać Janusz, bo on się czuje człowiekiem, a nie wilkiem?” Monika popukała się w głowę i mówi mi, że Janusz żyje w zgodzie z naturą, jego dusza szuka jedności z przyrodą i dlatego właśnie Janusz wytatuował sobie na cyckach demony. Ponieważ pamiętam czasy, że jak ktoś chował się po krzakach i opowiadał, że czuje się zwierzęciem, to zamykali go na klucz i przypinali mu elektrody do łba. Poszłam więc sprawdzić, czy Janusz przypadkiem nie nasrał mi do wanny, ale miło mnie zaskoczył - najwyraźniej porzucił wilczą skórę, bo spokojnie drzemał w śpiworze zrobionym z własnej stulejki.







